KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 23 wrzesień 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Wyspa - odcinek 41
2011.03.30 / Jacek Ozaist
TAGI: powieść wyspa
Share |
Od tej pory nazywałem Marka „Cieciem”. Cieć to jest ktoś, kto pilnuje, by dozorowany budynek nie był ani lepszy, ani gorszy niż wcześniej. Ma być dokładnie tak samo pozamiatany, schody umyte, a szyba w drzwiach błyszcząca jak zawsze. Ze względu na siwą brodę okalającą jego twarz i okulary, Mark przypominał bardziej Papę Smerfa, ale wolałem nazywać go po swojemu.
Szybko wyszło na jaw, że u bram pubu czyha gromadka naszych byłych pracowników, którzy marzą, by spróbować swoich sił na zgliszczach naszej kuchni. Ktoś życzliwy podzielił się z nami tą informacją, dolewając tylko oliwy do ognia. Chcieliśmy tę budę uczynić lepszym miejscem, a powoli zaczynaliśmy być przeszkodą do usunięcia.

– Ok, Ania – tak zwracali się do niej bliscy, więc czasem, w podniosłych chwilach ja też mówiłem do Anety per Ania. – Nie umieli gotować dla nas, niech spróbują jak smakuje samodzielność.
Uśmiechnąłem się, mimo widoku łez w jej oczach.
– Idziemy na swoje, a ty płaczesz...
Potrząsnęła głową. Przez kilka chwil nie mogła wydusić z siebie ani słowa. Usiadłem koło niej na „obieraku”, czyli stołeczku do obierania ziemniaków i zamyśliłem się.

Sporo ludzi przewinęło się przez kuchnię w Duke’u, próbując zmierzyć swoje siły z żołądkami emigrantów. Cezary wolał pić i wydawać na salę byle co, niż uczciwie zapracować na swoją wypłatę. Po nim była Hania, co też nie przelewała, a nawet potrafiła w trakcie pracy wyskoczyć na zakupy do Primarku, zostawiając kelnerkę samą na pastwę klientów. Przez jakiś czas po jej zwolnieniu wciąż znajdowałem poukrywane piersiówki z wódką i zużyte puszki po piwie. Ręce opadają, gdy człowiek pomyśli, jaką wyobraźnią cieszą się ludzie, chcący zrobić coś złego. Gdyby z taką samą werwą działali w dobrej wierze, świat mógłby być urządzony całkiem inaczej.

Pewnego razu ośmieszyłem się, sądząc, że ktoś jest chory. Zajechałem przed kuchnię, wysiadłem z samochodu i zacząłem wnosić zakupy. Gosia, jedna z głównych kucharek, westchnęła ciężko na mój widok i prawie osunęła się na podłogę. Natychmiast zadzwoniłem do Anety, żeby przyjechała ją zastąpić, bo kobieta zemdlała i na pewno nie da rady pracować.

Kiedy dziesięć minut później Aneta weszła do kuchni, rozległ się taki śmiech, że do dziś go pamiętam.
– Biedna chora, co?
– Ej, no. Wygląda na chorą!
– Nawalona jak stodoła raczej...

Aneta spojrzała mi głęboko w oczy, by sprawdzić, czy przypadkiem i ja, zamiast śniadania, nie połknąłem ćwiartki wódki. Gosia dygotała jak balon na wietrze, a ja myślałem, że gnębi ją przeziębienie. Gdy się bliżej przyjrzałem, okazało się, że jest tak pijana, jakby dopiero co wyszła z ostro zakrapianej imprezy.

Potem była Ewa, która nie piła, ale lubiła jeść. Pewnego dnia zostawiliśmy ją z Kamilą samą. Miała jedynie ugotować parę obiadów i niczego nie spieprzyć. Ale zgłodniała. Ludzie na sali czekali na posiłek, ona w tym czasie smażyła sobie naleśniki, zupełne nie zdając sobie sprawy z niestosowności tej sytuacji. Kiedy wszedłem do kuchni i zorientowałem się w czym rzecz, przegoniłem ją zza kuchni i sam dokończyłem zamówienia.

Później mieliśmy już głównie umiarkowanych piwoszy. Lilka chowała piwo lub wino w piekarniku, zaś Waldek w ziemniakach. Myśleli, że o tym nie wiemy, przez co ta dziwna ciuciubabka sprawiała wszystkim dużo radości.

Gdy podzieliłem się moimi wspomnieniami z Anetą, zaśmiała się krótko i powiedziała:
– A wiesz, ja też mam ochotę na whisky. Jak wszyscy, to wszyscy. Napijmy się.
Be my guest – odparłem i pobiegłem do „Turbana” na przeciwko.
Postawiłem przed nią butelkę „jaśka włóczykija” i butlę coca-coli.
– Wypij za lepszą przyszłość. Mnie nie bardzo wypada.
Aneta pokręciła ze smutkiem głową.
– Nikt już dzisiaj nie przyjdzie.
Nie lubiłem tych jej przesądów i proroctw, bo zwykle się sprawdzały.
– Może to i lepiej – zasępiłem się. – Ludzie na pewno gadają, że się stąd wynosimy. Najlepszą reklamą to nie jest.
– I nikogo tak naprawdę nie obchodzi to, że racja jest po naszej stronie. Pomogłeś mu rozhulać interes, sprawiłeś, że ten pub ożył, nawet Olka jest tu dzięki tobie.

Uśmiechnąłem się do siebie. Pamięć ludzka jest krótka i wybiórcza. Rzeczywiście, Ola była przez jakiś czas próbowana jako sprzątaczka na zlecenie, potem sprzedawała bilety na nasze piątkowe imprezy, a dopiero później została panią menedżer pracującą za barem. Olśniło mnie też, że coś wspominała, iż w Polsce odpowiadała za stoisko z mięsem w jakimś sklepie. To mogło tłumaczyć jej oschły, lekceważący, czasem wręcz wulgarny stosunek do klientów.
– Dobra, też się napiję – stwierdziłem.
– Hola! A kto będzie prowadził?
– Weźmiemy taksówkę.
– Ta, a Mark będzie jęczał, że auto mu zostawiamy na noc.
– Niech jęczy.

Poszedłem zerknąć na salę. Była przygnębiająco pusta. Ulicą tłumnie przemykali ludzie. Kilku łysych, umięśnionych Polaków wchodziło właśnie do tureckiej kebabowni. Żaden nawet nie obejrzał się w naszą stronę.

Nagle poczułem ulgę, że się stąd wynoszę. Poświęciłem temu miejscu tyle czasu i energii, że zasłużyłem na medal. A spotykały mnie same przykrości.

Zaskrzypiały drzwi. Na sali pojawiła się para ludzi. Usiedli przy oknie i skinęli na mnie. Ona zdecydowanie wyglądała na Polkę, on na pewno Polakiem nie był. Bardzo często gościliśmy mieszane pary, lecz tylko w dwóch czy trzech przypadkach to Polak przyprowadzał swoją egzotyczną narzeczoną.
– Wie pan co, jestem w ciąży – zagaiła klientka. – Mam straszną ochotę na schabowego z kapustą. Wieki nie jadłam. Macie?
– Mamy.
– A wie pan. Mój mąż chciałby sobie przynieść kebab z naprzeciwka, bo on nie je wieprzowiny. Dałoby rady?
Poczułem, że się czerwienię. Nie mogłem tego ukryć.
– My też mamy kurczaki w wersji halal. Sam widziałem napis na pudełku.
Pomamrotali coś tam między sobą w nieznanym mi języku, po czym pani spojrzała mi głęboko w oczy i dodała:
– Ale mąż się boi, że na tych samych patelniach robicie, co świninę.
– Chyba tak.
– No właśnie. Dałoby radę?
– Myślę, że nie.
Znów mamrotali, po czym gość gniewnie zamówił wodę niegazowaną i zapatrzył się w okienną szybę.
– Zaraz! To jak on po tym schabowym da jej buzi? – zapytała wściekle Aneta.
– Oto jest pytanie!

Jacek Ozaist


Komentarze:
bezet (30.03.2011) W końcu życie wraca - szkoda, ze już tak blisko końca. Buziaki (nawet, jeśli ałtorze jadłeś dziś kotleta!) ;)

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 23809
Tak

19810
83%
Nie

3999
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | nity nierdzewne | opieka Radlin | Guillemin | suplementy diety produkcja witaminy
Zespół muzyczny Strzelce Opolskie | cyklinowanie bezpyłowe grodzisk mazowiecki | okna Racibórz | książeczki zdrowia Wodzisław Śląski | personal shopping śląsk