KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 19 wrzesień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Art Rock i trochę metalowej progresji
2011.05.26 / Sławek Orwat
TAGI:
Share |
Byłem pod wrażeniem popularności grupy Riverside w Wielkiej Brytanii. Na sali przeważali widzowie angielscy w wieku pomiędzy 30 i 50 lat, którzy doskonale znali słowa utworów i śpiewali je razem z naszym wokalistą. Wielu z nich zamykając oczy smakowało solówki Piotra Grudzińskiego porównywane niekiedy do gitarowych popisów Davida Gilmoura oraz świetny warsztat grającego na syntezatorach Michała Łapaja. Doskonale zrealizowana akustyka dopełniła dzieła.

Na zdjęciu: Mariusz Duda i Michał Łapaj. Foto: Sławomir Orwat

W niedzielę 16 maja w londyńskim klubie Scala wystąpiła polska grupa Riverside – jeden z najlepszych europejskich zespołów zaliczanych do szeroko pojętego nurtu rocka progresywnego. Zespół obchodzi 10-lecie i londyński koncert był jednym z etapów jubileuszowej trasy obejmującej Czechy, Węgry, Rumunię, Bułgarię, Niemcy, Francję, Wielką Brytanię, Belgię i Holandię.

Tym, co pomogło zespołowi w zdobyciu tak ogromnej popularności poza granicami Polski, oprócz oczywiście świetnych kompozycji, to wyłącznie angielskie teksty Mariusza Dudy, także cenionego instrumentalisty, który w ubiegłorocznym plebiscycie magazynu „Metal Hammer” zdobył w tej kategorii miano najlepszego w Polsce.

Mariusz Duda: – Chcieliśmy stworzyć dość ciekawą, jak nam się wydawało, mieszankę. Nie chcieliśmy grać polskich piosenek w stylu Pink Floyd, bo takich zespołów jest dosyć dużo, a my jesteśmy gdzieś pomiędzy rockiem a metalem. Kiedy trzeba, gramy metalowo, kiedy chcemy, to zwyczajnie śpiewamy piosenki. Dzięki temu, że zarówno Grudzień [Piotr Grudziński – gitarzysta] jak i Mitloff [Piotr Kozieradzki – perkusista] mają metalową przeszłość, to, co robimy jest szczere, nie jest robione na siłę i nie jest jakimś sztucznym tworem, chociaż paradoksalnie to właśnie oni chcą grać spokojniejsze rzeczy, a ja idę w stronę mocniejszego…

Rock progresywny narodził się pod koniec lat 60., a Wielka Brytania wydała największych artystów związanych z tym nurtem. Takie zespoły jak King Crimson, Genesis czy Pink Floyd z czasem stały się muzycznymi gigantami, a kilkunastominutowe suity rockowe, pomimo że wymagały od słuchaczy szczególnej wrażliwości i muzycznego przygotowania, były dziełami powszechnie docenianymi i często porównywanymi do wybitnych kompozycji muzyki klasycznej. Polska także w tej dziedzinie nie pozostawała z tyłu, chociaż w PRL-owskiej rzeczywistości takim grupom jak SBB, Exodus czy ambitnym projektom Czesława Niemena trudniej było zaistnieć w świadomości słuchaczy Europy Zachodniej.

Riverside nie pojawił się więc na muzycznym pustkowiu. Pojawił się jednak w czasie o wiele trudniejszym dla tego rodzaju muzyki, niż zespoły sprzed 30 i 40 lat. Spustoszenie, jakie przez ostatnie dwudziestolecie zrobiła w umysłach słuchaczy zalewająca media niskogatunkowa popowa produkcja, często podszywająca się pod rockowe granie, wykreowała odbiorców, którzy coraz rzadziej chcą smakować rozbudowane kompozycje. Riverside od początku istnienia nie zabiegał o masowego słuchacza i mimo że jest porównywany z grupą Pink Floyd, nagrywa i koncertuje w czasach, gdy tego typu muzyka przyciąga znacznie mniej słuchaczy niż miało to miejsce w złotej epoce lat siedemdziesiątych.

Mariusz Duda: – Na jednym z koncertów w Niemczech znajomy dziennikarz przyniósł nam najnowszy numer magazynu „Eclipse”, gdzie pięknie rozrysowana była tabelka z różnymi stylami muzycznymi, jakie się narodziły. Było to delikatnie mówiąc trochę zwariowane, ale pocieszył mnie fakt, że zespół Riverside nie został zakwalifikowany do rocka neoprogresywnego, w którym znajdowały się Pendragon, IQ i inne tego typu zespoły, tylko nazwano nas „Art and Prog”. Gdzieś tam na górze tabeli był Pink Floyd i odniesienie, że to, co my gramy, ma także coś wspólnego z tym, co określono jako „Art”, czyli że jesteśmy postpinkfloydowi, że to, co gramy, to bardziej emocjonalne kompozycje…

Siła tekstów Mariusza Dudy tkwi nie tylko w tym, że są napisane w języku angielskim. To przede wszystkim bardzo osobiste wypowiedzi wynikające z jego życiowych doświadczeń. Trudność w zachowaniu tożsamości z powodu podejmowania przełomowych dla życia decyzji, brak akceptacji czy kreowanie idealnego partnera, to tylko niektóre z tematów, jakie odnajdujemy w tekstach Riverside. Zwłaszcza płyta Second Life Syndrom dotyka – jak przyznał Mariusz – w dużym stopniu jego przeżyć osobistych.

Piotr Grudziński: – Teksty Mariusza wspaniale pasują do naszej muzyki. Są trochę zawikłane, nie do końca dopowiedziane, a słuchacz ma wolność ich interpretacji. Nie dają one pełnego obrazu i każdy może sobie indywidualnie historię dopowiedzieć.

Byłem pod wrażeniem popularności grupy Riverside w Wielkiej Brytanii. Na sali przeważali widzowie angielscy w wieku pomiędzy 30 i 50 lat, którzy doskonale znali słowa utworów i śpiewali je razem z naszym wokalistą. Wielu z nich zamykając oczy smakowało solówki Piotra Grudzińskiego porównywane niekiedy do gitarowych popisów Davida Gilmoura oraz świetny warsztat grającego na syntezatorach Michała Łapaja. Doskonale zrealizowana akustyka dopełniła dzieła.

Piotr Grudziński: – O to nam chodzi, żeby tutaj przychodzili na nasze koncerty także ludzie, którzy nie są Polakami. Nie jesteśmy zespołem, który wyjeżdża z kraju tylko po to, aby grać dla Polonii. Wiele polskich zespołów rockowych tak całe życie grało. Nowy Jork, Chicago, Londyn, bo jest tam duża populacja Polaków. Zdobywamy nowe kraje. W tym roku zagraliśmy pierwszy raz w Rumunii, gdzie było 400 osób na koncercie. Staramy się grać wszędzie dla wszystkich, którzy lubią taką muzykę. W Holandii, gdzie wkrótce zagramy, mamy już sprzedany koncert na 900 osób. Od jakiegoś czasu jesteśmy na dobrym poziomie międzynarodowym, który staramy się utrzymać.

Spotkałem na widowni holenderskiego reżysera Johna Visa, który – jak mnie zapewniał – posiada w prywatnym archiwum ogromny materiał filmowy zarejestrowany podczas koncertów Riverside w wielu miastach Europy. Dzięki bogatym zasobom internetu mogłem obejrzeć zrealizowany przez niego koncertowy zapis piosenki Acronym Love. Najbardziej znana produkcja Johna Visa zatytułowana Behind the Curtain znajduje się w oficjalnym wydawnictwie grupy Riverside zatytułowanym Reality Dream. Holenderski filmowiec przez większą część koncertu stał z kamerą tuż obok mnie, dzięki czemu miałem okazję podziwiać nie tylko grę muzyków, lecz także być świadkiem powstawania filmowego dokumentu.

Muzycy w dwugodzinnym widowisku zaprezentowali obok tak znanych hitów (pochodzący z albumu Second Life Syndrom” utwór Conceivig You oraz Left Out z longplaya Anno Domini High Definition) także najnowszą kompozycję, zatytułowaną Living In The Past.

Grupa Riverside do udziału w jubileuszowym turnée zaprosiła istniejący dopiero od trzech lat zespół młodych polskich instrumentalistów Tides From Nebula. Jego nazwa pochodzi od jednej z mgławic, co podkreśla przestrzenny charakter ich kompozycji.
Adam Weleszyński (Tides From Nebula): – To, co się wokół dzieje, to, że w ciągu trzech lat wylądowaliśmy w Londynie razem z zespołem Riverside, jest spełnieniem marzeń i totalnym szokiem, z którego do tej pory nie możemy wyjść. Można powiedzieć, że Riverside to nasi starsi bracia muzyczni. Na tej trasie tak nas traktują i dużo uczą, a my jesteśmy im bardzo wdzięczni. Mówią, że widzą w nas siebie sprzed dziesięciu lat.

Koncert w Scali był jednym z najciekawszych, jakie miałem okazję oglądać. Światowy poziom widowiska zapewnili muzycy Riverside, ekipa techniczna, realizatorzy światła i dźwięku oraz spontaniczna publiczność. Doskonale z wyzwaniem poradziła sobie także supportująca naszą gwiazdę warszawska grupa Tides From Nebula, która umieściła na swoim albumie dedykację Czytelnikom „Nowego Czasu”.

Sławek Orwat


Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29201
Tak

24292
83%
Nie

4909
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | wkręty nierdzewne | masaż gdańsk | pellet Żory | wykrawarka rewolwerowa
zespół muzyczny pszczyna | wkręty nierdzewne | supplements contract manufacturers | książeczki zdrowia Rybnik | zakupy ze stylistą śląsk