KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 23 wrzesień 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Wyspa – odcinek 46
2011.07.03 / Jacek Ozaist
TAGI: powieść wyspa
Share |
Wspaniale śpi się w kajucie promu pasażerskiego, gdy buja na wodzie bez końca. To rodzaj sanatorium, w którym rytm fal koi zszargane nerwy, relaksuje, po czym obezwładnia.
Po tygodniu bujania stały ląd staje się dziwnie miękki, jak gdyby mózg jeszcze nie otrzymał informacji, że już nie trzeba kołysać się na lekko ugiętych nogach.

Terapię promem polecam każdemu zmęczonemu tego świata. To pływający hotel ze wszystkimi dostępnymi wygodami. Codziennie budzisz się w innym porcie, gdzie czekają nowe atrakcje. Problem jest tylko taki, że wieczorem trzeba znów w morze, by płynąć dalej i dalej, ku kolejnej przygodzie.

Wschód i zachód słońca, bezkres morza i nieba, szum fal i okrzyki mew, restauracje czynne praktycznie non stop, basen na górnym pokładzie, kelnerzy gotowi przynieść ci drinka prosto do ręki.

W trakcie ponurej zabawy w prowadzenie restauracji w pubie spałem nieraz po trzy, cztery godziny. Przez resztę nocy wywijałem zakrętasy w pościeli, jakich nie powstydziłby się mistrz świata w akrobatyce. Na promie pobiłem rekord życia – czternaście godzin w niebycie!

Według statystyk Polak czyta kilka książek rocznie. Ja podczas podróży promem przeczytałem trzy. Wymienialiśmy się tytułami z Anetą – na basenie, w restauracji, na leżaku. Ja kończyłem Michela Houellbecqa, ona Carlosa Luisa Zafona i wyrywaliśmy sobie książki z rąk. Spora frajda, tak sobie leżeć lub siedzieć i połykać literaturę.

Bardzo nie chciałem lecieć na Teneryfę. Stałem kiedyś w kolejce do odprawy na Gatwick i podsłuchiwałem rozmowę rosłego Polaka bez włosów, który tłumaczył komuś, że do kraju nie jedzie, tylko na „Kanary”. Opowiadał komuś, że robota jest, benefity są, a w Polsce drogo, i że taniej wychodzą mu wycieczki pod palmy. Słuchałem z obrzydzeniem i pewnego obrzydzenia do Wysp Kanaryjskich, siłą rzeczy, nabrałem. Nie bez znaczenia było też to, że na Teneryfie doszło do najgorszej katastrofy lotniczej w historii lotnictwa pasażerskiego. 583 osoby postradały życie w zderzeniu dwóch ogromnych maszyn KLM i PanAm w 1977 roku.

Kiedy w końcu tam wylądowałem, z miejsca polubiłem tę wulkaniczną, górzystą pustynię, na której ambitni ludzie postanowili uprawiać turystykę i rolnictwo. Z samolotu kryte plandeką plantacje pomidorów i bananów wyglądają jak sieć betonowych bunkrów, a potem z autokaru można dostrzec poszczególne owoce.

Następnego dnia byliśmy już na Gran Canarii, potem na La Palmie i Lanzarocie. Dotarliśmy do Agadiru w Maroku i na portugalską Maderę. Długie spanie, trochę zwiedzania, lunch i znów zwiedzanie, kolacja, sen. Szczęście. Siedem dni permanentnego szczęścia i spokoju to nie było coś, co przydarzało nam się często.

Jeszcze długo po powrocie z atlantyckich wysp czułem to niesamowite bujanie. A rzeczywistość skrzeczała i wrzeszczała: wróć, Jacek! Bliżej ziemi!

Polski majster hydraulik długo nie chciał powiedzieć mi ile chce za zainstalowanie bojlera, zbiornika na wodę i systemu grzewczego. Zabrał mnie na długie i bardzo kosztowne zakupy sprzętu, po czym dał taką cenę, że omal nie wgryzłem się w pulsującą chciwością żyłę na jego szyi. Roszczenia finansowe następnego uspokoiły mnie, ale zmartwiły ilości wypijanego piwa oraz liczba wykonywanych podczas pracy telefonów. Ale najlepszy był elektryk. Na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie miłego i kompetentnego. Pracował grzecznie, dopóki ktoś nie podstawił mu pod nos puszki z piwem albo kieliszka wódki. W tym momencie dostawał dziwnego szału. Pakował swoje manatki i uciekał z miejsca pracy. Pytałem ludzi, dlaczego tak robi. Wzruszali ramionami, mówiąc, że jak posmakuje alkoholu, to musi więcej i więcej, a przecież pracuje z prądem...

Widuję go czasem na ławce pod sklepem. Ma fajnych kolegów – nie jestem pewien, czy to nie ci, których wygoniłem z mieszkania na górze – z którymi oddaje się niekończącej się pijackiej gawędzie.

Im bliżej otwarcia, tym nerwy mocniej puszczają. Wszyscy naokoło kłócą się i walą na odlew. Nikt nikogo nie oszczędza. Tylko Anglicy z pubu obok zachowują stoicki spokój. Przyglądają nam się trochę tak, jakby oglądali National Geografic.

Popytałem trochę ludzi i dowiedziałem się, że w tym miejscu był karaibski bar z jedzeniem na wynos. Prowadził go stary Murzyn o nazwisku Robinson. Gość chodził w brudnych ciuchach i miał odrażające włosy w nosie. Wykończył tym swój biznes, potem przepadł bez wieści. Teraz, kiedy wiatr mocno zawodzi, mówimy, że to duch Robinsona. Kiedy za mocno leje, twierdzimy, że łzy Robinsona zalewają świat. Kiedy coś spadnie i narobi hałasu, to oczywiście zemsta Robinsona. Ostatnio Robinson wrócił pod postacią małego ptaszka i upierdliwie obsrywał nasze stoliki na zewnątrz. Nawet gdy próbuję coś zamówić przez internet czy telefon muszę się gęsto tłumaczyć, że nie jestem Robinson, a knajpa nie serwuje karaibskich przysmaków. Codziennie zerkam na fotkę w googlach, a tam dzieło Robinsona w pełnej krasie. Nie chcą lub nie mogą tego uaktualnić. Zapewne trzeba będzie zapłacić.

Przechodzący obok Polacy mają nas trochę za wariatów. Jeden ciągle przystaje z sześciopakiem w czarnej siateczce i ostentacyjnie wychyla jedną puszkę przed głównym wejściem. Nie wiem, czy to jakiś rytuał, czy może kolejne wcielenie Robinsona, lecz facet działa mi trochę na nerwy. Od paru dni planuję odwet. Bardzo chciałbym wybiec szybko i kopnąć go w dupę tak mocno, żeby chrupnęło. Zawsze przystaje, otwiera puszkę i odchyla się głęboko do tyłu. I dłuuugo pije. Potem zgniata puszkę i sobie idzie. Dziwny jakiś.

Nieopodal jest piękny, duży park. Okolica cicha i spokojna. Trochę obawiam się, że za spokojna. Duke mieścił się między stacją metra, a dworcem autobusowym. Przechodnie, samochody, autobusy. Dużo ruchu i zamieszania, niewiele profitów. Używane przez większość agencji nieruchomości określenie: high footfall nie miał w tamtym przypadku żadnego znaczenia. No, chyba że w skrajnym masochizmie ktoś próbowałby policzyć, ile osób na minutę przechodzi obok Duke’a obojętnie. To już nie była moja sprawa, teraz tej przygnębiającej obojętności doświadczał ktoś inny. Ja miałem nowe problemy.

Jacek Ozaist

Komentarze:
bezet (12.07.2011) Raj, po prostu: Paradis! (na skołatane nerwy :). Tylko: czemu ja nie zobaczyłem tego parku obok? I nie mów, że był środek ,i że wiatr czy te rzeczy... ;) Nerwów w tym kawałku nie czuje, chyba dojrzałość dopada narratora; znak finału, skrybo? zdravim!

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 23809
Tak

19810
83%
Nie

3999
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat sprawy nieletnich warszawa | łańcuchy nierdzewne | masaż gdańsk | TW couplings | suplementy diety produkcja probiotyki
Zespół muzyczny Krapkowice | układanie podłogi warszawa | fizykoterapia Radlin | medycyna pracy Radlin | odstraszacz na ptaki