KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 17 paĽdziernik 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Piękni trzydziestoletni
2012.01.09 / Liliana Kowalewska
TAGI:
Share |
Gdy wieje wiatr historii, Ludziom jak pięknym ptakom Rosną skrzydła, natomiast Trzęsą się portki pętakom.
K. I. Gałczyński


Polska w odmiennym stanie. Wiatr historii niejednokrotnie szalał nad Polską. 13 grudnia 1981 roku zima objawiła się mroźnym wiatrem. Poranny komunikat władz nadany w radiu i TV zmroził serca i dusze Polaków. Ogłoszono stan wojenny. Takiej „zadymy” jeszcze nie było. Monotonnym i grobowym głosem przemówił do narodu generał Wojciech Jaruzelski. Za ciemnymi okularami nie widać było jego oczu, nie wiedzieliśmy więc, jak wyglądało „zwierciadło” jego duszy. Pod jego przywództwem armia przejęła wszechwładzę nad narodem. Polska znalazła się w odmiennym stanie.

Stan wojenny w skutki brzemienny

Któż to ci piękni trzydziestoletni? Latem 1980 roku, gdy kończyły się spory, strajki i burzliwe debaty nad zarejestrowaniem pierwszych niezależnych związków zawodowych, mieli po 20, 30, 40 lat. 31 sierpnia wybuchła „Solidarność”. Zwyciężyli! Ewenement nie tylko na skalę całego bloku komunistycznego Europy, ale i całego świata. Przywódcy i członkowie „Solidarności”, również niezarejestrowani sympatycy najogólniej mówiąc przetrwali do 13 grudnia 1981 roku. Nie wnikam w szczegóły, bo stanowiska i losy jednostek, czasem chwiejne na politycznym wietrze, nie są podmiotem tego zapisu. Mój zapis poświęcam tym, którym wówczas rosły skrzydła. Tamtej grudniowej nocy ciemne moce aresztowały pierwszych przywódców. Napadły podstępnie na lokale „Solidarności”. Rozpoczęło się wyłapywanie dalszych, ważniejszych członków Związku. Ogłoszono godzinę policyjną! Na ulicach pojawiły się czołgi i wozy pancerne. Przerwano połączenia telefoniczne. Listy cenzurowano. Loty odwołano. Nie wolno było wyjeżdżać ze swojego miasta bez zezwolenia władz wojskowych. Ten stan odmienny-wojenny, nieplanowana ciąża, w którą naród zaszedł na skutek gwałtu, trwała długo. Zawieszono go 31 grudnia 1982 roku. Sylwestrowy gest władzy? Stan wojenny zniesiono 22 lipca 1983 roku. Ku czci Manifestu Lipcowego? Kolejno wypuszczano więźniów politycznych. Wielu jednak zwolniono dopiero w roku 1986. Trudna, przenoszona ciąża trwała. Być może za datę rozwiązania (porodu) można uznać czerwiec 1989 roku, czas pierwszych demokratycznych wyborów.

13 grudnia 2011 minęło 30 lat od wprowadzenia stanu wojennego. Po tylu latach bujne czupryny panów przerzedziły się, brzuszki uwypukliły. Panie ukryły zmarszczki pod makijażem, a siwiznę pod farbami. Nie ma to znaczenia, ile lat mieli w roku 1981, ile mają teraz. Osiągnięcia „Solidarności” zapisały się na zawsze w historii XX wieku. Historia utrwaliła więc pięknych trzydziestoletnich w „kwiecie młodości, kwiecie wieku”. Sami tę historię tworzyli.

Nie należy zapominać, że nie wszyscy Polacy należeli do „Solidarności” lub ją otwarcie popierali. Może z braku odwagi, sił, zrozumienia lub niechęci do politykowania. Jednakowoż stan wojenny dotknął wszystkich i zamknął w takich czy innych klatkach na długi czas.

Zbliżało się Boże Narodzenie. Ludzie dreptali od sklepu do sklepu, żeby kupić coś godnego świątecznych stołów. Tradycyjnie jedno miejsce przy stole wigilijnym zostawia się puste. Dla nieobecnych. Tym razem było to szczególnie smutne miejsce. Nieobecnymi byli członkowie rodzin już zamknięci w aresztach i więzieniach. Nieobecnymi byli również ci, którzy przebywali tymczasowo w krajach zachodnich. Gdy zarejestrowano „Solidarność”, otworzyły się pewne szuflady ubeckich biurek. Zdeterminowani obywatele otrzymali upragnione paszporty. Wyjeżdżali, by popracować, postudiować, rozejrzeć się po świecie, odetchnąć demokratycznym powietrzem. Inną, najmniejszą grupą byli ci, którzy kapali pojedynczo na Zachód w połowie lat 70., przycupnęli tu, lecz planowali powrót we właściwym dla nich czasie. Mój zapis dotyczy Polaków w Anglii, bo tutaj mieszkam od lat.

Bezpośrednie skutki stanu wojennego

Co nas najbardziej dotknęło? Strach i bezsilność. Niepewność losu rodziny, która została w kraju i ojczyzny oraz swojego na obczyźnie. Gorycz, że znów nie powiodło się na drodze do demokracji. Dylematy: wracać czy nie? Jak i czym wracać? Wracać i paść na kolana? Choroby, przede wszystkim zawały serca wywołane potężnym stresem. Również przewlekłe choroby psychosomatyczne, np. wrzody żołądka. Zdarzały się też nagłe śmierci z powodu zawału czy wylewu i samobójstwa.
w wielu przypadkach długotrwałym problemem stawał się alkoholizm.

Długotrwałe skutki stanu wojennego

Wśród Polaków, których stan wojenny zastał w Anglii było wielu ludzi wykształconych. Byli architekci, lekarze, inżynierowie, nauczyciele. Byli też specjaliści różnych rzemiosł, rolnicy i studenci na urlopach dziekańskich. Zaopatrzeni w bilety powrotne, bo taki był warunek otrzymania wizy wjazdowej, mieli wracać do kraju. Wracać jak kryminaliści? Z monitorkiem na nodze (przysłowiowo mówiąc). Wracać do domu przed godziną policyjną?

Po pewnym czasie dołączali tu solidarnościowcy wypuszczani z więzień i aresztów. Paszporty mieli jednorazowe. Mniej licznie przybywały jednostki, które uciekały z kraju w dramatycznych okolicznościach. Skakali ze statków i promów, porywali samoloty, ukrywali się pod podwoziem ciężarówek wyjeżdżających na Zachód. Po pewnym czasie rząd Wielkiej Brytanii wprowadził dla nich tzw. wyjątkowe zezwolenie na pobyt, czyli Exceptional Leave to Remain. Oznaczało to, że musieli okresowo występować do Home Office o przedłużanie zezwolenia na kolejny rok. Po siedmiu latach – a to strasznie długi czas życia w niepewności – mogli ubiegać się o pobyt stały. Nie wszyscy mieli siłę, by to przetrwać.

Nadszedł, choć nieprędko, czas, że posiadacze „wyjątkowego zezwolenia na pobyt” mogli ściągać tu współmałżonków i dzieci. Oczywiście po spełnieniu odpowiednich warunków i o ile władze polskie zgodziły się na wyjazd rodzin. Gorzej, gdy chodziło o sprowadzenie rodziców, zwykle emerytów. Gdy odmawiano im paszportów – by ukarać niegodne praw człowieka dzieci? – bywało, że ugodzeni głęboko w honor dorosłe dzieci zrzekały się obywatelstwa. By odciąć się od swego kraju, w którym prawa człowieka pogwałcono. Musieli jeszcze, o ironio, za to Radzie Państwa (w stanie odmiennym) zapłacić. Rodziny przybywały, by znowu być razem. Bywało jednak, że podczas długiej rozłąki coś się w ludziach odmieniło. Nie umieli, nie mogli, nie chcieli żyć razem. Nigdy nie zapomnę losu wielu ściągniętych do Wielkiej Brytanii żon. Zostawały bez kąta, bez pracy, same. Spotykałam je w organizacji Polish Refugees’ Rights Group, gdzie wówczas pracowałam. Na budowach zdarzały się tragiczne wypadki. Tam pracowali absolwenci studiów humanistycznych, bo innej pracy znaleźć nie mogli. W hostelach, wśród wagabundów z całego świata i ludzi nerwowo chorych, koczowali słabsi duchem Polacy. Tę przedziwną mozaikę charakterów, typów, ludzi przeróżnych zawodów łączyło jedno. Żal.

Żal, czasem nieuświadomiony, do losu. Nie mieli przecież szansy, by zaplanować życie w momencie wprowadzenia stanu wojennego. Nie mieli czasu ni sposobności, by pożegnać bliskich. Dziś, po wstąpieniu Polski do Unii wyjazdy są normalnością. Od maja 2004 roku ludzie planują i wyjazdy i powroty. Zabranie człowiekowi wolnej woli, możliwości przemyślenia wyboru, czyli podjęcia świadomej decyzji było straszną krzywdą. To również, bo nie samym chlebem człowiek żyje, wryło się wielkim niepokojem w ich dusze. Może i do dziś najwrażliwsi na to cierpią?

I jeszcze sprawa emerytur. Mniej zaradnym zajęło lata, by znaleźć tu stałą pracę. Pracowali dorywczo, czasem na czarno, poznawali język. Teraz dobiegają wieku emerytalnego. Stan odmienny-wojenny wyrwał z ich kariery zawodowej lata potrzebne do uzyskania pełnej emerytury. Tego już nigdy nie nadrobią.

Dalsze losy

Zdeterminowani, ze znajomością języka i przychylnością losu przetrwali okres bezdomności, byle jakich prac, rozterek. Ustabilizowali się, robią, co mogą i lubią, nie gderają. Niektórzy emigrowali dalej, do Kanady i Australii.

Od czasu do czasu pojawiają się w polonijnej prasie rozważania o pokoleniach emigrantów w Wielkiej Brytanii. Zwykle pisze się o emigrantach II wojny światowej oraz tych po maju 2004. Jeden tylko raz zauważono tych, którzy przyjeżdżali tu i zostawali w latach 70. O „pięknych trzydziestoletnich” chyba nigdy lub niewiele wspominano. Czyżby temat wstydliwy? Ja nie wstydzę się. Pisałam o nich, wówczas jeszcze Nastolatkach emigracji, w czerwcu 1991 roku w „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza”.

Czy nadal są tacy, których dręczy niepokój, bo zostali skrzywdzeni przez współrodaków, którzy stan wojenny wprowadzili i kontynuowali przez lata? Na pewno nie pomaga Wam obecna sytuacja polityczna w kraju, w skłóconej Polsce. Nie tego oczekiwaliśmy, nie takiej wolności wypatrywaliśmy. Cóż, napisałam metaforycznie, że Polska 13 grudnia 1981 roku zaszła w nieplanowaną, bo z gwałtu, ciążę. Z tej trudnej, przenoszonej ciąży urodziła się wszak wolność, ale to „dziecko” ma powód cierpieć na chorobliwe dolegliwości. Jak długo to potrwa, nie wiem. Wiadomo, że gnijące rany należy otworzyć, by miały szansę wyleczenia i zabliźnienia. Po zabliźnieniu można spokojniej, z dystansem spojrzeć wstecz, zauważyć teraźniejszość i pomyśleć o przyszłości.

Wszystkim tym, którym nie trzęsły się portki, gdy wiał wiatr historii życzę, by już nigdy nie obudzili się w kraju przemocy.

Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia!

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 24171
Tak

20098
83%
Nie

4073
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | śruby nierdzewne | biuro rachunkowe rydułtowy | Kamlock couplings | suplementy diety produkcja witaminy
Zespół muzyczny Strzelce Opolskie | odnowienie uprawnień spawaczy | usługi geodezyjne Rybnik | szczepienia dla pracowników Wodzisław Śląski | botox gdańsk