KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 24 listopad 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Wiosna, krokusy i kwiat japońskiej wiśni
2012.03.13 / Wojciech A. Sobczyński
TAGI:
Share |
Koniec lutego. Jedna szósta roku już minęła. Zimowe poranki zmieniają się w wiosenne dni. W londyńskich parkach pojawiły się połacie krokusów, wywołując u mnie niezmiennie wspomnienia swojskich zakątków w Polsce. Te zwiastuny wiosny należały tam do rzadkości, tutaj są wszędzie, tak jak pod Krakowem były stokrotki i kaczeńce, które pamiętam z dzieciństwa, kiedy bawiłem się na mokradłach.

Podobne tereny są pod Londynem. Tottenham Marshes, przylegające do dolnego biegu rzeki Lee, tworzą rozległy teren, gdzie można uciec od gwaru tego wielkiego miasta i popatrzyć na naturę odradzającą się spontanicznie z każdym postępującym sezonem, z roku na rok, w niezmiennej odnowie. Dolina rzeki Lee jest życiodajnym źródłem wody pitnej dla Londynu, a rozliczne rezerwuary stały się integracyjną częścią północno-wschodniego Londynu. Nad wodą siedzą rybacy z rozlicznymi wędkami, a po wodzie w slalomowych zakrętach pomykają żaglówki. W powietrzu słychać kwilenie ptaków rywalizujących o miejsca na nowe gniazda i zachwalających swoje napuszone piórka. Śpiew ptaków coraz to zakłóca łoskot samolotów z niedalekiego lotniska Stansted. Z samolotowego okienka jest to często pierwszy widok, który widzą polscy przybysze szukający szczęścia w tym kraju.

Patrzę na południe, w stronę słońca, którego ciepło rozgrzewa mój nastrój. Na horyzoncie widać odblask szklanych wieżowców Canary Wharf. Wkrótce w tym rejonie pojawi się jeszcze jeden wysokościowy akcent w postaci wierzy olimpijskiej, gigantycznej konstrukcji konkurującej (w opinii organizatorów) z wierzą Eiffla. Jej autorem jest brytyjsko-hinduski artysta Anish Kapoor. Miasto olimpijskie jest już rzeczywistością, choć prace wykończeniowe trwać będą na pewno do ostatniej chwili. Londyński świat kultury i sztuki przygotowuje się do tego festiwalu z ogromnym programem wystaw, spektakli teatralnych i imprez zakrojonych na wielką skalę. Już teraz najważniejsze galerie realizują program wystaw akcentujący pozycję brytyjskiej sztuki we współczesnym świecie. Tate Britain ma ciekawą wystawę pokazująca kontakty pomiędzy Pablem Picasso i brytyjskimi artystami. Jego wizyty i nawiązane przyjaźnie pozostawiły trwały ślad, a jego wpływy na tutejszą sztukę widać do dzisiaj i wyczuwalny jest nawet w twórczości młodszych generacji.

Na czas olimpiady Tate Modern przygotowuje ogromną wystawę Damiana Hirsta, który w przekonaniu organizatorów jest sztandarowym reprezentantem brytyjskiej sztuki. Nie wszyscy oczekują tego wydarzenia z entuzjazmem i sądząc po bardzo negatywnych ocenach w specjalistycznej prasie dwóch innych wystaw Hirsta, już otwartych w londyńskich filiach Gagosian Gallery przypuszczam, że dyrekcja Tate czeka na otwarcie z niepewnością.

Zawiłe drogi międzynarodowych kontaktów światowej awangardy prezentuje znakomita wystawa japońskiej artystki Yayoi Kusama. Kilka lat temu w Hayward Gallery pokazano głównie jej obsesyjne użycie kropek i czerwonego koloru, co nie nastawiało mnie zbyt przychylnie do odnowienia kontaktu z Kusuma. Teraz moje zastrzeżenia rozwiały się już w pierwszej sali tej wielkiej wystawy. Wczesne prace powstawały w atmosferze powojennej Japonii. Kapitulacja dumnego i nieugiętego narodu w rezultacie wybuchów nuklearnych i anihilacji Hirosimy i Nagasaki, spowodowała trwałe zmiany w całokształcie myślenia Japończyków, z artystycznym światem włącznie.

Kusama używała tradycyjnych japońskich technik graficznych. Dominował papier i gwasz, ale tematyka dramatycznie zrywa kontakt z tradycją. To nie jest już świat kwitnącej wiśni, lecz japońskie echo międzynarodowych ruchów artystycznych czerpanych z doniesień prasowych, reprodukujących to, co działo się w Paryżu czy Nowym Jorku. W konsekwencji powstały prace surrealistyczne i ekspresjonistyczne abstrakcje naznaczone jej indywidualnym i niezależnym piętnem. W 1957 roku Kusama podejmuje zasadniczo ważny krok i wyjeżdża do Nowego Jorku, którego magnetyczne przyciąganie działało na świat sztuki okresu powojennego.

Kusama rzuciła się w wir pracy. Wyzwolona z obciążeń tradycji japońskiego społeczeństwa zarzuciła swoje wcześniejsze małe formaty, papier i wodne farby. Powstały w rezultacie ogromne płótna w serii Infinity, które reprezentowane są na obecnej wystawie w najlepszych przykładach. Podziwiałem te prace bez reszty. Pozornie nie zawierają one nic bardziej szczególnego poza powtarzającym się pociągnięciem pędzla, który pozostawia niedotknięty fragment prześwitującego kontrastowego gruntu. Powstaje w ten sposób koronkowy rytm powtarzającego się motywu poddając widza działaniu, które porównać mogę tylko z hipnozą skłaniającą do kontemplacji. A to jest tylko początek fascynującej twórczości i przeżyć młodej Japonki w nowojorskim tyglu międzynarodowej awangardy. Kusama nie jest pasażerem, lecz najczęściej prowokatorem wydarzeń. Życie i sztuka wymieszana jest w halucynacyjnym kalejdoskopie. Flower Power, Woodstock, seks, narkotyki, rock&roll, każde z osobna i wszystkie razem stają się esencją jej życia i twórczych myśli. Ta intensywność przeżyć nie pozostaje bez następstw, odbijając się na zdrowiu artystki, która wraca do Japonii. Zdezorientowana powracającymi halucynacjami, nękana zaburzeniami psychicznymi, z własnej woli zamieszkuje w zakładzie psychiatrycznym, gdzie tworzy do tej pory. Najbardziej znana jest ze swoich czerwonych kropek, których nie można zignorować, a które reprezentują jej chorą psychikę. Na szczęście są one tylko fragmentem jej obecnych prac, w których artystka kontynuuje twórcze poszukiwania z niewygasającą i nieskrępowaną pasją, choć ma już ponad 80 lat. W trakcie sześciu intensywnych twórczych dekad Kusama działała na polu malarstwa, rzeźby, grafiki, fotografii, collage’u, filmu, wideo, performance i instalacji. Wystawa trwa do początku czerwca i gorąco ją polecam.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 25021
Tak

20849
83%
Nie

4172
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport | | | | |
| | | |