KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 22 sierpień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Sterta (1)
2012.03.06 / Jacek Ozaist
TAGI: Jacek Ozaist
Share |
Minęły już trzy tygodnie, odkąd nas wywalili z roboty. Niby nic, bo pracy w Londynie jest od groma, ale najpierw trzeba było wytrzeźwieć. Kiedy z samego rana spojrzałem na mojego, sinozielonego na gębie, skulonego na materacu pod oknem brata, a potem na śpiącego na trawniku przed domem Waldiego, wiedziałem, że dziś to my za robotą nie pójdziemy. Postanowiłem jakoś chłopakom ulżyć i skoczyć po zgrzewkę browarków. Brakło mi parę funtów, jednak Hindziak ze sklepu, znając mnie z dobrej strony, dał piwo na zeszyt. Całkiem, jak pani Bronia z GS-u, świeć Panie nad jej dobrotliwą duszyczką.
Waldi, na widok piwa, załkał cieniutko. Jedno wypił od razu, drugie tylko napoczął, by delektować się jego smakiem dłużej.

– Będę żył – stwierdził z właściwą sobie lekkością. – Co z Markiem?
Spojrzałem na skulonego na wyrku braciaka i machnąłem ręką.
– Też będzie żył. Tylko daj mu pić.

Waldi zaśmiał się i pochylił nad moim bratem, by uronić kilka kropel w jego spierzchnięte usta. Marek zerwał się, jakby go pocałowała jakaś szpetna baba i pomknął do kibla w czasie bliskim rekordowi Europy. Przybiliśmy z Waldim piątkę i stuknęliśmy się puszkami. Życie jest piękne – pomyślałem i zaraz zmarkotniałem. Z chaty też nas wywalili za chlanie i niepłacenie w terminie. Depozyt odmieszkaliśmy, ale nasze bety zostały w pokoju. Pewnie landlordka wyrzuciła je do najbliższego skipu. Ale, co tam… Śpiwory, jaśki, trochę ciuchów, stary Kasprzak i tego typu szajs. Mogliśmy to wszystko kupić zupełnie nowe za jedną tygodniówkę.

Chwilowo zamieszkaliśmy u Waldiego, lecz i tu nikt nas nie chciał. Zawsze podejrzewałem, że wrednych ludzi jest na świecie więcej, teraz miałem to czarno na białym. Dostaliśmy ultimatum, by wypierdalać, zanim wrócą z pracy, bo inaczej będzie źle. No i fajnie! Mamy cały dzień!

Braciak wynurzył się z kibla trochę mniej zielony na twarzy.

– Jedziemy na Mortlake? – zapytał ochrypniętym głosem.
– Po cholerę?
– Trzeba skończyć robotę.
– Jaką?
– No ten garaż. Przecież ledwo żeśmy plasterbordy przykręcili.

Spojrzeliśmy z Waldim na siebie niczym dwie przedszkolanki w trakcie edukowania matoła.

– Braciak, to było dawno temu. Wyjebali nas, pamiętasz?
– Podrapał się w tył głowy, poprawiając przy okazji czapkę z daszkiem, której nigdy nie ściągał.
– To co my teraz zrobimy? – zapytał.
– Walnij browara. My z Waldim coś wymyślimy.

Braciak wypił całe piwo, zdetonował dwutlenek węgla głośnym beknięciem i runął z powrotem na wyrko.

– Nie jest dobrze, Waldi – zagaiłem.
– A komu jest? – odparł z żarliwością katechety. – Świat schodzi na psy. Wyobraź sobie, że stoimy na starym moście. Dechy są połamane, strach iść. I nawet nie wiemy, co jest po drugiej stronie...

Urwał nagle, jak gdyby chciał zastanowić się o co właściwie mu chodzi. Spojrzał na mnie bezradnie i wzruszył ramionami.

– I co? – spytałem mimo wszystko.
– I to jest najfajniejsze.

Uśmiechnął się szeroko i klepnął mnie w ramię. Wybrnął. Skubany. Znowu wybrnął. Jeszcze nie było tak, żeby sobie nie poradził w impasie. Trzymałem się blisko niego, bo miał ten rodzaj instynktu przetrwania, który nigdy nie zawodził.

– No dobra, ale kasy już nie mamy. Piwo wziąłem na krechę.
– Niedobrze – zafrasował się. – Jak my teraz wyślemy kartki na święta?

Miał też charakterystyczne zapaści świadomości. Jak teraz. Była połowa września, a on o Bożym Narodzeniu.

– Musimy jakoś zarabiać – ciągnąłem – Jestem tu od roku. Wszyscy na osiedlu myślą, że przyjadę mercedesem.
– Przyjedziesz. Ślubnym albo pogrzebowym.

Pozostało mi się roześmiać razem z nim, lecz w głębi duszy byłem naprawdę przestraszony. Otworzyliśmy po piwie. Waldi wyjął zmiętą paczkę papierosów.

– Wolno tu palić? – zapytałem głupio.
– Pewnie, że nie. Zwisa mi to.

Braciak przewrócił się na wyrku, mrucząc coś w rodzaju: dajcie zajarać, i prawie natychmiast zaczął chrapać.

– Martwię się o młodego – powiedziałem łamliwym głosem Waldi. – Mama by mi nie wybaczyła.
– Będzie dobrze. Daj mi chwilę. Wymyślę kilka alternatyw.

Zastanowiło mnie to. Postanowiłem zaryzykować i mruknąłem:

– Słyszałem, że alternatywa może być tylko jedna.
– Może w Polsce. Tu jest Londek.

Pokiwałem głową. Waldi ma zawsze rację. Spotkaliśmy go rok temu w ręcznej myjni samochodowej. On już tam pracował od kilku miesięcy, my dopiero zaczynaliśmy. Młody Pakistańczyk, niejaki Khan, zapewniał nam trzydzieści funtów za dziesięć godzin plus napiwki. Sprawdziło się tylko to pierwsze, bo żaden z tych mniej lub bardziej ciemnych na skórze typów nie zostawił nam nawet na zapałki. Biegaliśmy wokół ich wypacykowanych autek niczym banda lokajów, potrącając się nawzajem w ogromnym pośpiechu mającym świadczyć o naszym zaangażowaniu. I czas sobie płynął. Któregoś dnia poszliśmy po robocie na piwo. Rozsiedliśmy się na ławce w jakimś przytulnym parku, a ja zapytałem:

– Jak ty to znosisz przez tak długi czas?

Waldi zesztywniał. Przez chwilę miałem wrażenie, że zaraz da mi w pysk, lecz tylko uśmiechnął się smutno.

– Uważasz, że nie mam ambicji?
– Nie wiem. Nie...
– Masz rację. Jestem jedynym gościem, który wytrzymał tam tak długo. Witam i żegnam, ale sam nie odchodzę. Prawdą jest, że nie lubię zmian. Do wyjazdu na Wyspy przygotowywałem się rok, a jak już poszedłem na autokar, mój plecak ważył z piętnaście kilo.

Braciak pociągnął charakterystycznie nosem. W powietrzu zawisła aura domorosłej filozofii.

– Myjka zabija w człowieku ducha kariery – stwierdził stoickim głosem, jeżąc mi włos na głowie. – Usługujemy gościom, którzy u nas na osiedlu nie przeszliby od supersamu do klatki schodowej Lewandowskich...
- Ty, młody, pij browara, nie mędrkuj – skarciłem go szybko, żeby przyhamował, zanim naprawdę się rozkręci.

Wtedy Waldi, zwalisty chłop z krzywym nosem i rzadką grzywką, objął braciaka, jak najlepszego kumpla z podstawówki.

- Święta racja. Cieszę się, że was spotkałem. Londek daje tyle możliwości, a my się marnujemy. Ten kop od was był mi potrzebny. Dajcie mi trochę czasu. Coś wymyślę. Teraz chodźmy dokupić piwka...

cdn.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28919
Tak

24085
83%
Nie

4834
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | śruby nierdzewne | masaż gdańsk | pellet Wodzisław | terapia Cieszyn
zespół muzyczny rybnik | cyklinowanie Piaseczno | Geo-Agro Rybnik | badania do pozwolenia na broń Jastrzębie Zdrój | stylistka katowice