KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 21 styczeń 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Władek filozof
2012.02.14 / Jacek Ozaist
TAGI: Jacek Ozaist
Share |
Sa-fo-ta-ho... Tłum w autobusie bardzo zgęstniał. Otoczona przez tych wszystkich ludzi Magda oddychała szybko i płytko. Nie było wokół niej ani jednego białego. Kolor skóry, zapach, ubranie, język – wszystko tak egzotyczne i obce nie pozwalało jej się uspokoić. Bała się innych pasażerów, choć ci wcale nie zwracali na nią uwagi.
– Sa-fo-ta-ho...

Maszyna co chwilę przez głośnik bełkotała dokąd ten autobus jedzie, lecz Magda rozumiała tylko tyle: – Sa-fo-ta-ho... Musiała zgubić drogę. Albo wsiadła do złego autobusu, albo pojechała w przeciwną stronę niż powinna. Na każdym przystanku przybywało ludzi, z którymi w żaden sposób nie umiała się utożsamić. Budzili w niej obawę, ale też fascynowali.

Wymyśliła na poczekaniu zabawę. Wybierała jednego z pasażerów i zastanawiała się kim jest i skąd pochodzi. Zaczęła od ubranej na czarno kobiety w okularach. Nosiła zwiewne szaty i burkę, przez którą widać było tylko oczy. Rozmawiała przez telefon komórkowy. Jej głos był suchy, akcent twardy i rwany. Pewno Somalia. Kraj widmo. Helikopter w ogniu i Waris Dirie.

Dalej niski, drobny mężczyzna z białą bródką. Pewnie pasterz kóz z Algierii. Nie! Z afgańskiego interioru! Tylko te białe skarpetki ubrane do czarnych spodni i pomarańczowych adidasów, hm... Kobieta o bardzo surowej, płaskiej twarzy i migdałowych oczach. Pewnie demonstrantka z placu Tahrir, która żąda zemsty na wszystkich arabskich dyktatorach. Hinduski chłopiec w mundurku szkolnym dopiero zapuszczający czarne włosy, by kiedyś zwinąć je troskliwie pod turbanem. Trójka robotników o zniszczonych, ogorzałych twarzach i skośnych oczach, którzy zamiast szerpować pod Himalajami, wyjechali z Nepalu, by wprawiać okna Anglikom.
– Sa-fo-ta-ho...

Autobus zatrzymał się przed wielkim budynkiem kina, przerobionym na mieniący się pastelowymi kolorami pasaż handlowy. Tłum wokół Magdy zaczął rzednieć, aż wreszcie została na górnym pokładzie sama. Minęła minuta zanim zorientowała się, że to ostatni przystanek i kierowca czeka na jej wyjście. Southall Town Hall – przeczytała napis na przystanku i wybuchnęła śmiechem.

Rozejrzała się niepewnie. Ludzie, sklepy, biura, banki były żywcem przeniesione z bazarów Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Szukała choćby jednego białego człowieka, ale… bezskutecznie. Minęła jakiś kościół. Chciała wstąpić i pomodlić się krótko, lecz nagle spostrzegła, że to nie jest świątynia, tylko agencja reklamowa. Zdjęto krzyż z wieży, wymieniono okna. Z kościoła została tylko ogólna bryła budynku. Wstrząśnieta tym widokiem brnęła w kolorowym tłumie, próbując odnaleźć przystanek tego samego autobusu, tylko jadącego w przeciwną stronę. Kiedy wreszcie zobaczyła białego człowieka, był nim uliczny sprzątacz. Pochylony nad swoim wózkiem, coś tam wkładał do jednego z pojemników. Wyprostował się i spojrzał na nią. Oniemiała.
– Władek?! Władek Filozof?!

Chciał uciekać, niczym złodziej przyłapany na wyciąganiu czyjegoś portfela. Rzuciła mu się na szyję, choć nie podobał się jej brudny kombinezon, który miał na sobie. Przyjaciel z dzieciństwa wydawał się nie podzielać jej radości.
– No, to mnie masz – syknął.
– O co ci chodzi? Nie cieszysz się, że mnie widzisz?

Smutek w jego oczach sprawił, że zrozumiała po co mu ten strój, wózek, jakieś miotły i chwytaki. Był w pracy.
– Nie mów nikomu, dobra? – poprosił cichym głosem.
– Jasne! Ludzie we wsi wciąż pamiętają, jak przyjechałeś odwiedzić matkę mercedesem.
– Mitsubishi!
– To na „m” i to na „m”. Wszyscy myślą, że zrobiłeś tu karierę. Wyją z zazdrości. Czemu sprzątasz ulice? Nie było niczego lepszego?

Władek rozejrzał się nerwowo. Wielka kropla potu wyłoniła się spomiędzy włosów nad jego czołem. To nie był ten sam wyniosły, pewny siebie bohater, którego pamiętała. Cała wieś śledziła jego karierę niby serial telenoweli.
– Porozmawiamy później. Usiądź w tej wegetariańskiej knajpce na przeciwko. Przyjdę po ciebie. Mój kierownik to straszna menda. Nie może widzieć, że rozmawiamy. Ma na mnie nerwy, bo sam studiów nie dokończył. Za pół godziny mam przerwę. Idź!

Odepchął ją lekko i odszedł, jak gdyby nigdy się nie znali.
– Ale przyjdź na pewno! – krzyknęła za nim.

Tłum ludzi obejrzał się, próbując zobaczyć, kto przemówił w tak dziwnym języku. Władek tylko uniósł rękę.

Magda przeszła przez ulicę. Wegetariański bar też wyglądał bardzo egzotycznie. Za przeszkloną ladą widniały jakieś dziwne wypieki, kolorowe kule i pokryte słodką polewą ciasta. Kobieta w zielonym sari krzątała się między stolikami na końcu sali. Miała piękne, duże oczy i brunatną kropkę na czole. Jej uśmiech spokojnie nadawałby się do reklamy pasty do zębów.

Magda pamiętała gest złożenia rąk z jakiegoś filmu. Ukłoniła się nisko i powiedziała:
– Namaste!
Hinduska też wykonała ukłon, zanosząc się od śmiechu.
– Mogę tu posiedzieć przy kawie? – zapytała łamanym angielskim Magda.
– Pewnie!

Rozsiadła się wygodnie przy stoliku obok okna. Radośnie bębniła palcami o blat stołu, nie mogąc usiedzieć spokojnie. Pół godziny szybko minęło, a Władek nie przychodził. Magda niespokojnie przeczesywała wzrokiem tłum za oknem. W końcu nie wytrzymała. Zapłaciła za kawę i wybiegła na ulicę. Doszła do miejsca, gdzie się rozstali. Kilka kroków dalej zobaczyła pod murem roztrzaskany wózek. Obok niego leżała odblaskowa kamizelka.

Magda odwróciła się wolno. Już nie patrzyła na ludzi. Ze wzrokiem wbitym w ziemię wsiadła do autobusu.
– H 32, to Hounslow Bus Station – powiedziała maszyna.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 26389
Tak

22039
84%
Nie

4350
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |przenośniki taśmowe | nakrętki nierdzewne | opieka osób starszych Jastrzębie Zdrój | Leczenie poronień | suplementy diety produkcja probiotyki
sprawy cywilne wodzisław śląski | wkręty nierdzewne | rehabilitacja Radlin | szczepienia dla pracowników Żory | zakupy ze stylistą śląsk