KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 21 listopad 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Proceder jawny i legalny
2012.01.19 / Michał Sędzikowski
TAGI:
Share |
Tak zwani specjaliści to szajka prężnie działająca we wszystkich możliwych sektorach, a to, co mają do zaoferowania, to właściwie papier, który zwalnia firmę od odpowiedzialności na wypadek, gdyby „coś poszło nie tak”.

Dobitnym tego przykładem jest logo Southampton Univesity. Logo, jak logo. Uderzająco proste, kilka liter wystukanych najprawdopodobniej w programie Microsoft Office. Bezczelny, acz szanujący się grafik komputerowy mógłby za nie zażądać może sto funtów. Bardzo wiele, jak za godzinę pracy. Firma złożona ze specjalistów od publicznego wizerunku skasowała uniwersytet za tę usługę 200 tys. funtów… Logo jest tak nijakie, tak pozbawione twórczej inicjatywy, że z całą pewnością ani muzułmanin, ani feministka, ani wyznawca Odyna nie będzie miał szansy, by się poskarżyć, że wizerunek ów narusza jego religijne czy obywatelskie uczucia. Gdyby któryś z polskich uniwersytetów zapłacił 200 tys. funtów za taki przebłysk twórczego geniuszu, nie byłoby końca domysłom, kto ukradł milion złotych.

Któregoś dnia rozmawiałem w sądzie z pakistańską tłumaczką. Byłem ciekaw, jakie trzeba mieć formalne kwalifikacje, by wykonywać taką pracę. O dziwo, jak się dowiedziałem, nie jest wymagany do tego dyplom filologa. Wymiar sprawiedliwości zadowala się rekomendacją agencji, która z kolei oczekuje, by odbyć odpowiedni kurs tłumacza. Kurs organizują specjaliści od tłumaczeń, którzy mówią tylko w języku angielskim. Za trwające dwa dni zajęcia kasują 500 funtów od osoby i kolejne 500 za egzamin. Nie dowiedziałem się jeszcze, czego uczą na takim kursie, ale nie dałbym za żaden dwudniowy kurs tysiąca funtów, chyba że nauczono by mnie na nim wskrzeszać zmarłych.

Niezwykle dobrze prosperującym gangiem są specjaliści z branży IT. Gdy w Job Centre przestała działać drukarka, manager powstrzymał czeredę dzielnych współpracowników, chcących zaradzić problemowi i wezwał specjalistów. Specjaliści podłączyli drukarkę do prądu, wystawili rachunek opiewający na kwotę wyższą niż wartość samej drukarki i poszli. W tysiącach funtów liczyła się ich usługa, gdy trzeba było przenieść komputery do pomieszczenia obok. Wtyczek było co nie miara, a wetknięcie kabla w każdą z nich musiało spełniać wymogi Health and Safety. Manager Job Centre z pewnością straciłby pracę, gdyby masowa eksplozja nieprofesjonalnie podłączonych pecetów poraziła pracowników i naruszyła spoistość stratosfery. W tym ogólnym kataklizmie główny manager mógłby mieć spory problem, by profesjonalnie zadbać o własny zad.

Ze specjalistami od unieruchamiania samochodów chyba każdy miał do czynienia. Są to zbrojne gangi, działające na granicy prawa. Mogą ci zablokować samochód w środku zimy, w nocy, w szczerym polu. Co zresztą przydarzyło się pewnej bardzo młodej Angielce, która do rana czekała na pomoc.

O klamperach wspominam jednak dlatego, ponieważ ich użyteczność społeczna, podobnie jak użyteczność społeczna specjalistów od kursów pracowniczych jest odwrotnie proporcjonalna do ich zarobków. W istocie, wyrządzają przeciętnemu obywatelowi więcej szkody niż korzyści. Chyba każdy, kto posiada samochód, został już złupiony. Ja zostałem złupiony nie posiadając samochodu, ale tylko parking przynależny do mieszkania, na którym zaparkował mój znajomy.

Herszt bandy, z którym rozmawiałem przez telefon, łgał, że kazał zaklampować samochód mojego znajomego na prośbę właściciela mieszkania. Oczywiście nie pomogły tłumaczenia, że to ja jestem właścicielem mieszkania. Policja stwierdziła, że bandyci mieli prawo to zrobić, a samowolne usunięcie blokady znajdującej się na terenie mojej nieruchomości, na którą wdarli się przestępcy, może kosztować mnie dziesięć razy tyle, co poproszenie parkingowych gangsterów, by sami ją zdjęli. Nic nie dała próba skonfrontowania ekipy ściągającej blokadę. Zaklinali się, iż są z zupełnie innej firmy i nie mają z gangiem klamperów nic wspólnego. I byli z innej firmy, ponieważ mieli na to legalnie fałszywe papiery. Oczywiście 180 funtów nigdy nie odzyskaliśmy, w czym nie ma nic dziwnego, bo w normalnym społeczeństwie do złodziei buszujących na cudzej posesji się strzela, a nie pisze listy.

Gdy opowiedziałem o mojej przygodzie w pracy, okazało się, że inne osoby z biura miały takie same doświadczenia. Proceder jawny, legalny i rzekomo stojący na straży porządku publicznego. Ilu obywateli zostało przez owe gangi obrabowanych? Łatwiej byłoby policzyć tych, którzy nie zostali.

Słysząc od znajomych liczne, przerażające opowieści o wszystkich ukrytych, półjawnych, jawnych i niespodziewanych kosztach posiadania auta w Wielkiej Brytanii, postanowiłem być sprytniejszy i kupiłem motocykl.

Państwo jest przyjazne obywatelowi i chce, żeby mógł szybko zacząć się cieszyć możliwościami wynalazku, jakim jest silnik spalinowy. Dlatego poza uiszczeniem opłaty w wysokości kilkuset funtów za rozmaite ubezpieczenia, podatki drogowe, sprawdziany techniczne pozostaje tylko zapłacić sto funtów haraczu dla rządu, za to, że pozwolą mi się uczyć (provisional licence) i dwustu dziesięciu funtów dla specjalistów, którzy poświęcają mi całe dwa dni, wyjaśniając jak działa motocykl (kurs CBT). Nareszcie mogę poczuć wiatr na kasku. Państwo jest przyjazne – mam całe dwa lata, by jeździć z L-ką, zanim do spółki ze specjalistami skasuje mnie prawie tysiąc funtów za pełne prawo jazdy na motocykl.

Jest w tym mały haczyk, o którym jeszcze nie wiem. Otóż pozwalając mi korzystać z dróg bez właściwych kwalifikacji, przyjazne państwo tylko czeka na mój błąd. Za najmniejsze wykroczenie kasuje mnie minimalną kwotę 60 funtów i daje minimalną liczbę trzech punktów.

Punkty, które dostaję przez pomyłkę wjechawszy na autostradę, z której nie mogę korzystać będąc uczniem, pozostają na moim koncie. Po trzech latach mogę się ubiegać o ich usunięcie. Co więcej, jeśli w tym czasie zrobię prawo jazdy, punkty na nie przechodzą. Innymi słowy, błędy które popełniłem będąc nieprzeszkolonym i niewykwalifikowanym kierowcą, kładą cień na moje kompetencje po tym, jak za tysiąc funtów te kwalifikacje uzyskam.

Nie jest jednak zupełnie beznadziejnie! Przyjazne państwo przychodzi ci z pomocą w takiej chwili. Jeśli twój błąd polegał tylko na przekroczeniu prędkości o więcej niż 10 proc., czyli jeśli zamiast jechać z prędkością 30 mil na godzinę jechałeś 34, państwo oferuje ci pomoc specjalistów od bezpieczeństwa drogowego. Specjaliści za niecałe sto funtów przez dwie godziny będą ci tłumaczyć, że uderzając w przeszkodę z dużą prędkością możesz się zabić.

Nie będę już rozpisywał się o tym, w jak absurdalny sposób wyznaczane są czasami prędkości tras ruchu. Że często jadę dziesięć mil wolniej niż zalecają specjaliści, by nie roztrzaskać się na ostrym zakręcie. Że w Londynie kamery i znaki są często tak ustawione, by kierowca nie miał szans zwolnić przed wymierzoną w jego pojazd kamerą. Są to metody na wyłapywanie ludzi zbuntowanych przeciw czającemu się tuż za rogiem orwellowskiemu terrorowi. Ludzi, którzy łudzą się, iż za zakrętem ich parkingu rozciągają się ulice wolnego państwa. Państwa, które na swe utrzymanie w sposób legalny, półlegalny, niespodziewany i ukryty wyciągnie ogromne pieniądze z twojej kieszeni.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 24971
Tak

20807
83%
Nie

4164
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat rozbój warszawa | karabińczyki nierdzewne | kosmetyka gdańsk | kluszczyk | produkcja kontraktowa suplementów diety
zespół muzyczny knurów | wkręty nierdzewne | masaże Radlin | szczepienia dla podróżujących Wodzisław Śląski | okulista gdańsk