KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 21 paĽdziernik 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Wśród nocnej ciszy
2011.12.16 / Jacek Ozaist
TAGI: Jacek Ozaist
Share |
Dla Marka liczyła się wyłącznie praca i płaca, więc gdy nadeszła Wigilia, okazało się, że wcale nie jest na nią przygotowany. Mijał właśnie trzeci grudzień jego pobytu w londyńskim maglu. Dwa poprzednie też dały mu nieźle popalić, lecz ten obecny dokuczał trochę bardziej. Był jak trzeci rok studiów, kiedy człowiek ma wrażenie, że tematy na zajęciach powtarzają się, że nic więcej już nie da rady się nauczyć i najchętniej by zrezygnował. Poza tym samotność i tęsknota dokuczały bardziej, gdy nocą łapał mróz, a niebo zaczynało przypominać sufit zadymionego baru.
Zaskoczony, niczym polscy drogowcy, Marek pobiegł do sklepu po coś gotowego. Kupił barszcz w kartoniku, porcję pierogów z kapustą i grzybami, śledzie w oleju oraz kawałek makowca.
– Polska wódka tania – mrugnął do niego hinduski sprzedawca.
– Nie, dziękuję.
– Jak to? Dziś wszyscy kupują.
– Ale ja lubię tradycję.

Hindus pokiwał głową, jednak nie wyglądał na przekonanego. – Może za rok – rzekł filozoficznie.
– Może...

Marek wyszedł na ulicę. Ruszył wolnym krokiem w stronę domu, choć wcale nie spieszyło mu się do pokoiku na piętrze – dusznego, ciasnego i mrocznego. Na co dzień uwielbiał w nim być, lecz przecież była Wigilia.

Nawet nie zauważył, kiedy z naprzeciwka nadeszła jakaś długonoga piękność w biało-czerwonym stroju. Nad głową trzymała tablicę z napisem: Polska Wigilia/Polish Christmas Eve’s Supper and Party.
– Gdzie ta Wigilia? – spytał.
– W pubie obok. Pan z listy czy prywatnie?
– Jaka to różnica?
– Z listy ludzie robili coś do jedzenia, piekli ciasta. Prywatnie wstęp osiem funtów.

Zaintrygowało go to, a przede wszystkim oddaliło od samotnego powrotu do domu i spędzenia tej nocy przed ekranem komputera.
– Wstąpię na chwilę. Prywatnie.

Minął okno z neonem Tyskie (kiedy oni to powiesili?) i pchnął odrapane drzwi. Wąsaty jegomość bez włosów na głowie zrobił na jego widok srogą minę i machnął pieczątką przed nosem. Marek uprzedził jego pytanie, kładąc na stoliku dziesięciofuntowy banknot. Facet wydał mu resztę, po czym pacnął tuszem w nadgarstek. Zapłacono gotówką.
– Jemy w barze, sala taneczna na prawo.
– Taneczna?
– A jak.

Marek nieśmiało wszedł między ucztujących ludzi. Jakaś kobieta zerwała się na jego widok i podbiegła wymachując opłatkiem.
– Wszystkiego najlepszego!
– Nie mam dziś urodzin.
– No to co?

Inny łysy i wąsaty jegomość pod pięćdziesiątkę kiwnął, by usiadł obok niego.
– Czym chata bogata!

Marek zajął miejsce na stołku bez oparcia, na przeciw talerza ze stertą schabowych. Zdumiony powiódł wzrokiem po całym stole. Kotlety mielone, udka z kurczaka, plastry pieczeni, różne szynki, pęta kiełbasy. Misy z sałatkami, śledzie, stosy pierogów, jajka w majonezie... I morze smukłych butelek wódki.

– Kto się żeni? – zapytał głupio.
– Nie podoba się? – mruknął ktoś z lewej.
– Super jest. Tylko czy to Wigilia?
– A co? Facet w sukience kazał inaczej?
– Post już zniesiono – dodał ktoś z boku.

Zawrzało wokół. Wszyscy popatrzyli na niego spod byka.
– Mówi tu który po angielsku? – odezwał się ktoś z głębi sali.

Zapadła krępująca cisza.
– Ja mówię – powiedział w końcu Marek.
– Fajnie, bo tu kolesie mają parę pytań. Generalnie im smakuje, ale chcą wiedzieć, co to jest. Ten czarny z okrągłą gębą pyta się, czy to wieprzowina. Pork, no nie?

Dopiero teraz Marek zauważył, że po drugiej stronie stołu nie siedzą Polacy. Podszedł, by się przywitać. Szkot, Hindus, Somalijczyk, paru Anglików i Rosjanin. Byli już nieźle podchmieleni.
Pokrótce objaśnił, co to za potrawy, a muzułmanom kazał nie tykać schabowych ani szynki. Teraz Polacy patrzyli na niego z podziwem. Ktoś nagle zaintonował Wśród nocnej ciszy, ale że pamiętał tylko jedną zwrotkę, a nikt mu nie pomógł, znów zapadła krępująca cisza.
– To po maluchu! – zawołał ktoś.
– Gdzie jest didżej? Dawać didżeja!

Marek został zmuszony do połknięcia trzech kieliszków z rzędu. Poczuł wielkie gorąco na policzkach i nagle przyszło rozluźnienie. Z drugiej sali dobiegły dźwięki Daddy cool Boney M oraz piski stęsknionych za tańcem kobiet. Człowiek, który wcześniej pytał o angielski, zdybał Marka przy barze. Był niski, krępy i śmierdział potem. Uniósł do góry flaszkę i kieliszek.
– Walnij, bracie. Tak świątecznie.

Marek znów nie odmówił. Raz, drugi i trzeci.

Zajrzał na salę. Grupka kobiet podrygiwała w świetle laserów. Jedna z nich uśmiechnęła się ponętnie i pomachała do niego ręką. Udał, że nie widzi, więc pofatygowała się osobiście.
– Zatańczymy?

Wódka otępiła go do tego stopnia, że nie mógł oderwać wzroku od szczeliny między piersiami tej dziewczyny. Tak dawno mieszkał sam, tak dawno nie miał kobiety. Wyciągnął ręce, by dotknąć, poczuć, przeżyć tę ulotną chwilę.
– Ej, gościu!
– Co? – spytał głupio.
– Wiesiek! Ten gnój dotykał moich cycków!!!!!

Zmieszany Marek cofnął się w stronę baru, licząc, że Wiesiek nie pójdzie za nim. Daremnie. Dukał jak przedszkolak, widząc zbliżającego się szybko srogiego wąsacza.
– Panie Wieśku. Ona tak sama...

Gdy było już naprawdę blisko, wielki facet spojrzał na niego ironicznie i nagle machnął ręką.
– Pan się nie przejmuje. Dziś Wigilia.

Marek oparł się o tłustawą ścianę i długo łapał oddech. Kiedy wreszcie doszedł do siebie, od razu pobiegł do drzwi.

Uciekał od wódki, schabowych i Boney M, zapominając o wigilijnej siatce z zakupami. Dochodziła północ. Wśród nocnej ciszy cały Londyn szalał na imprezach.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29444
Tak

24479
83%
Nie

4965
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |kamieniarstwo wodzisław | nitonakrętki nierdzewne | fizykoterapia wodzisław | Kluszczyk niepłodność | suplementy diety produkcja Omega
odchudzanie rybnik | łańcuchy nierdzewne | Lekarz rodzinny Radlin | szczepienia dla pracowników Rybnik | adwokat wodzisław śląski