KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 15 grudzień 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Płonne nadzieje
2012.10.23 / Krystyna Cywińska
TAGI:
Share |
Jest nas Polaków w tym kraju o 45 tys. więcej w tym roku. Podobno. Tak podaje brytyjska prasa. Pisze o tym z pewną dozą zniesmaczenia. Po co tu przybywają, skoro we własnym kraju jest im nieźle? Nieźle? Może i nieźle, ale niektórym gorzej. Więc mimo kryzysu w Wielkiej Brytanii napływają. Osiadają gdzie się da i z czasem rozmnażają. W niedzielne, ciepłe popołudnia siadają pod kasztanami na skwerze opodal naszego domu.

On, ona, dwoje małych dzieci. Puszki z polskim piwem. Popijają i zagryzają kanapkami. Sielski widok – myślę i ciągnę Kajtka na smyczy w przeciwną stronę, bo a nuż załatwi na ich oczach swój mały interes. Ale niemały interes załatwiają między sobą on i ona. Moi rodacy. Słowny, żeby nie było wątpliwości. On do niej warczy: – Czy ty k...a nie kumasz, że ja nie mam gdzie kimać? Ona do niego: – A kumaj sobie, do tej dziwki z pubu, a nie do mnie. I kimaj sobie z nią, ty chamie.

Dzieci na szczęście pewnie tego nie kumają. Chcą się kumplować z Kajtkiem, który się do nich wyrywa. On zrywa się wtedy z miejsca i daje nogę w siną dal.

Jeśli czytelników razi ten żargon, to brutalne słownictwo, to trudno. Już podobno weszło ono do słownika mowy potocznej, już się nawet doczekało powieści. Więc ja, obyta co nieco z tym słownictwem, „podaję do niej frazę”, czyli zagajam.

– Dawno państwo tu mieszkają? – pytam. – Będzie już z rok czasu – odpowiada ona. I widzę jej oczy zapadnięte w czeluści otępienia. I widzę jej ręce opuchnięte i siniak na twarzy. Przysiadam się na mokrej trawie i nie wiem, co powiedzieć. Siedzimy w ciszy. Tylko dzieci rozrabiają i radośnie pokrzykują. – Nie wiem, co mam robić – słyszę po chwili. – Bije mnie. Upija się co wieczór i bije mnie. – Jak to bije? – Zwyczajnie. Pięściami. Kopie, ubliża mi i krzyczy, że jak chce, to mi dopiero przywali. Sprowadził mnie tu z dziećmi. A ja teraz nie wiem co robić. Wracać do Polski wstyd. Nie mam kasy na powrót.

On pracuje na budowach. Ona zajmuje się dziećmi. Kto się ma nimi zajmować? Gnieżdżą się w jednym pokoju u znajomych. – Pobił mnie wczoraj – powiada – bo mu coś odbiło. Jak mnie zwymyślał od najgorszych i nie dał grosza na życie, no to mu wtedy powiedziałam wynocha, wypieprzaj. I nie wiem co mam robić dalej. Angielskiego nie znam.

Szukam w myślach wyjścia z tej sytuacji. Niedawno weszła w życie rozszerzona ustawa o odpowiedzialności karnej za znęcanie się nad kobietami z dziećmi. Zjawisko równie powszechne w Wielkiej Brytanii, kraju cywilizowanym, jak w krajach niecywilizowanych. Cywilizacja nie ogarnia zwyrodnienia ludzkiej natury. Jest powierzchowna i cienka. Nie ogarnia chamskiego języka ani brutalności w czterech ścianach. Wulgarny język stał się nawet namiastką poczucia humoru, dowcipu. Im bardziej wulgarny, tym większy rechot słuchających. A bicie, molestowanie, opluwanie i znieważanie mało kogo wzrusza. Czyli mondo cane, czyli pieskie życie w ukryciu, albo i jawne.

Tyle na tej polonijnej emigracji brytyjskiej mamy jeszcze instytucji i organizacji. Choćby Zjednoczenie Polskie z komisjami czy komitetami. Wysyłające przedstawicieli na zjazdy polonijne w kraju. Mniejsza o to, czyich przedstawicieli i przez kogo wybranych. Nieustających działaczy dyżurnych. Wyjeżdżają, przemawiają, obiadują i debatują nad polską tradycją i kulturą, jak je zachować i krzewić. Mdło się robi od słuchania o tym krzewieniu. Dostają jakieś dotacje i datki na broszury i wydawnictwa. Dotacje niepublikowane. Publikacje nieczytane. Działają, wspierają się, intrygują i polemizują. A tu, na wilgotnym trawniku siedzi bezradna, zgaszona, zbita matka-Polka z dziećmi. Ile jest takich matek na tej brytyjskiej obiecanej ziemi?

Trzeba zadzwonić do miejscowych władz miejskich – myślę. Albo zwrócić się o radę do miejscowego urzędu porad obywatelskich. Pomoc musi się znaleźć. Są przecież polscy tłumacze.

Na polskie organizacje nie ma co liczyć, bo albo się kłócą o prawa do prymatu jako szanowani przez lata kombatanci wspaniale kiedyś działający w swoim związku. Albo? Albo cherlawe, zastygłe i skostniałe komisje Zjednoczenia ledwo cherlają. Zjednoczenia kogo z kim? Martwych dusz z wymierającymi?

Jedyną sprawnie i skutecznie działającą organizacją polską w Wielkiej Brytanii jest Macierz Szkolna. Ale czy Macierz Szkolna może pomóc prześladowanym matkom? Może by zadzwonić do znajomej Polki policjantki tu urodzonej? I powołać się na ustawę o odpowiedzialności karnej za przemoc domową, nawet słowną? – Niech pani tego nie robi – słyszę. – Bo jak on się dowie, to dopiero skatuje mnie i dzieci.

Wracam z Kajtkiem do domu. Włączam telewizor, a na ekranie struchlała, zdesperowana gwiazda, Katarzyna Figura. Publicznie oskarżająca swego męża od czternastu lat o poniżanie, opluwanie, bicie, kopanie i zniewalanie. Nawet gwiazdy są ofiarami domowej przemocy. Gdyby tak – myślę – zainteresować TVP Polonia problemami matek polonijnych? Zamiast dywagacji dyżurnych reporterów, wywiadów na dyżurne tematy i krygujących się celebrytów. Zamiast rozgrzebywania tragedii smoleńskiej i zakłócania ciszy cmentarnej, czy zamiast jałowych mętnych kłótni polityków do znudzenia komentowanych. Dziennikarstwo, głównie telewizyjne, stało się obrabiarką politycznych plew i odgrzebywanych tematów. A życie ludzkie jest skazane na własny rachunek i rozrachunek z przeciwnościami. Mamy rząd, mamy media, mamy wolność tego i owego. Tylko życie – jak powiada pan Andrzej taksówkarz – jest do dupy.

A jednak powinniśmy w tym brytyjskim raju stać się siłą, skoro jest nas o 45 tys. więcej. Płonne nadzieje…

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 25490
Tak

21259
83%
Nie

4231
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |przenośniki taśmowe | nity nierdzewne | kosmetyka gdańsk | Kamlock couplings | terapeuta Cieszyn
kuchnie rybnik | go on spedycja | fizykoterapia Radlin | medycyna podróży Rybnik | stylistka katowice