KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 01 marzec 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
FAWLEY COURT
PAN ZENOBIUSZ
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Teraz i pół wieku temu
2012.12.23 / Wojciech A. Sobczyński
TAGI:
Share |
Pół wieku to spory szmat czasu. Dla niektórych jest to schyłek życia, a nawet przejście w krainę wspomnień. Paradoksalnie, wszystkie tego typu odczucia wrzucone zostały do jednego tygla, po mistrzowsku wymieszane w doskonały koktail i podane widowni w słynnym namiocie O2 Arena w Greenwich. Gospodarzem i mistrzem ceremonii był Mick Jagger, obchodzący wraz z zespołem The Rolling Stones 50. rocznicę istnienia zespołu.

Jadąc do Greenwich zatłoczonym metrem już wyczuwałem stan ogólnej ekscytacji. Obcy ludzie, na ogół powściągliwi, wymieniali komentarze na temat ścisku w wagonie, oczekując jeszcze większego na widowni, w sektorze dla stojących. Stacja metra jest przy samej hali O2. Sznury ludzi podążających w stronę gigantycznej konstrukcji, wtopionej w futurystyczny kompleks urbanistyczny, przypominały mi kadry z filmu Metropolis Fritza Langa. Światła reflektorów, kolorowe neony, migocące reklamy i ruchome schody wyznaczały drogę zgromadzonym pielgrzymom.

Architektura najnowszej części Londynu jest imponująca, a wnętrze sali jest afirmacją dzisiejszego stylu, który nazwałbym technologicznym neobarokiem. Większa niż niejeden stadion sportowy muszla widowni przykryta jest koronkową konstrukcją ogromnych przęseł, gigantycznych łączników i stalowych lin podtrzymujących nie tylko dach, ale także instalacje oświetleniowe i wiszące baterie głośników przypominając stalaktyty w nowoczesnej megagrocie.

Sala wypełniała się powoli. Z głośników słychać było nagrania klasycznych amerykańskich bluesów. To właśnie ta muzyka była inspiracją dla The Rolling Stones we wczesnych latach sześćdziesiątych. Pamiętam, kiedy w krakowskim klubie studenckim „Nawojka” słuchałem po raz pierwszy albumu Stonesów, na którym znajdowały się takie numery, jak I am a little red rooster czy Under the boardwalk. Ich pierwszy singiel pod tytułem Come on ukazał się latem 1963 roku. „Kiedy stworzyliśmy naszą grupę myślałem, w najśmielszych przewidywaniach, że przetrwamy może trzy lata” – powiedział Jagger w radiowym wywiadzie. Stało się oczywiście inaczej, głównie dzięki jego rozsądnej zapobiegliwości, i odpowiedniego sterowania grupą poprzez wszelkiego rodzaju przeciwności losu, związane ze statusem mega gwiazdorstwa – alkohol, i narkotyki, a także śmierć jednego ze współzałożycieli zespołu Bryana Jonesa.

Ciekawym aspektem Stonesów była ich bezkompromisowa postawa muzyczna. It’s only Rock&Roll, but I like it, like it, yes I do było ich hasłem od dawna i nie omieszkali zagrać ten przebój tym razem. A widownia wtórowała Mickowi z równie dynamiczną energią. Znając każde słowo tekstów, domagali się ulubionych piosenek. A przebojów na przestrzeni lat nazbierało się mnóstwo.

Duży procent zgromadzonych na widowni ludzi to generacja rówieśników Stonesów, którzy wychowali już swoje dzieci na albumie Let it Bleed (1969 ), a ich wnukowie podskakiwali zapewne w rytm dźwięków Honky Tonk Woman, będąc jeszcze w łonie matki.

Był to znakomity wieczór. Ogromna scena zaprojektowana w kształt tradycyjnego logo Stonesów – czerwonego języka w karykaturalnym ujęciu Jaggerowskich ust. Wielki język był też wybiegiem, na którym odbywały się solowe popisy poszczególnych artystów, łącznie z tradycyjnymi tanecznymi akrobacjami Jaggera, który udownił, że siedemdziesiąt lat nie jest żadną przeszkodą, by pozostawać młodym w duchu i zachować nonkonformizm, dzięki któremu właśnie przetrwała ich popularność do dzisiaj.

Gigantyczny show business nie ogranicza się dzisiaj do świata muzyki rockowej. Współczesna sztuka też próbuje jej dorównać rozmiarami niektórych projektów. Wieża wybudowana przy wiosce olimpijskiej (w moim przekonaniu chybionego projektu Anish Kapora) czy Anioł Północy projektu Antoniego Gormleya są przykładami takich gigantycznych przedsięwzięć.

Gormley odsłonił właśnie swoje najnowsze dzieło w najnowszej White Cube Gallery – Bermondsey. Przy fanfarach współczesnej maszyny informacji wystawa na pewno będzie sukcesem. Recenzje ukazały się we wszystkich gazetach, telewizji i krajowych radiostacjach, nawet w BBC World Service był reportaż i wywiad z artystą.

Wystawy jeszcze nie widziałem, więc powstrzymuję się od komentarzy, mam też do dyspozycji wypowiedzi samego artysty, który udzielił kilku wywiadów radiowych i telewizyjnych.

Gormley jest świetnym mówcą, nie ograniczającym się bynajmniej do monosylabicznych stwierdzeń. Mówił dużo o pracach instalacyjnych, o problemach środowiskowych naszej planety i o problemach napotykanych przez współczesnego widza odbierającego uprawianą przez niego sztukę. Podczas jednego z wywiadów, napotykając na nieutajony sceptycyzm swojego rozmówcy, ze sporą nerwowością usprawiedliwiał swoje decyzje twórcze dotyczące właśnie odsłoniętego obiektu. Wszyscy znamy figuratywne instalacje Gormleya, którego żeliwne odlewy przyozdabiały wiele budynków centralnego Londynu z okazji niedawnej wystawy artysty w Hayward Gallery. Od niedawna Gormley przerzucił się na geometryczne figury przypominające klocki. Jest to nowy etap jego twórczości. Odejście od metody „analogowej” – gdzie modelem było jego własne ciało, do metody „cyfrowej” – techniki, gdzie projekt powstaje przy współpracy z programem komputerowym. Gormley nie imituje jednak ciała ludzkiego z coraz to większą technologiczną dokładnością, lecz przeciwnie. Jego figury przypominają najwcześniejsze komputerowe ludziki, składane z kwadratowych pikseli i

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 21316
Tak

17846
84%
Nie

3470
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |kamieniarstwo wodzisław | karabińczyki nierdzewne | rehabilitacje wodzisław | nauka angielskiego kędzierzyn koźle | gabinet terapii Cieszyn
zespół muzyczny rybnik | montaż cokołów mdf warszawa | okna Jastrzębie Zdrój | szczepienia dla podróżujących Radlin | system asekuracji