KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 15 grudzień 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Kiedy zaczyna się wszystko od kiedyś
2013.12.02 / Krystyna Cywińska
TAGI:
Share |
Kiedyś, kiedy się jest w moim wieku, zawsze się zaczyna od kiedyś… Więc kiedyś zarzucono mi że archaizuję. Że się po polsku wyrażam satroświecko. To znaczy ja? zapytałam. To znaczy nader uprzejmie i tak w ogóle. Bo w Polsce proszę pani, mówi się tak jak się myśli. A myśli się nieuprzejmie, arogancko wyraziście i zajebiście.

Oniemiałam i wybrałam się do kraju. Po wylądowaniu, wsiadłam do taksówki. Mówię do taksówkarza. – Czy mógłby mnie pan zawieźć na Bracką? Bardzo proszę. Na co taksówkarz: – A co pani taka uprzejma?! To pani nie stąd? – Nie. Nie stąd. Do taksówki w której zasiadłam, podeszła młoda strojna, przystojna dziewczyna. – Pan wol-
ny? – zapytała taksówkarza. – Nie, zajęty. – No to spadaj gnoju – ona na to.

Teraz się okazuje, że jest to potoczyste, wyraziste wyrażanie swoich uczuć. Gnój albo gnojek.

– Państwo jest po brzegi w gnoju – słyszę. Bo korupcja, kolesiostwo, kombinatorstwo i w ogóle… kurestwo. A premier, proszę państwa, to gnojek. I kto to powiedział? I kto o premierze Tusku tak napisał? Jego własna żona.

Żona niezrażona żadną krytyką opisała swego męża premiera raczej krytycznie. Odkryła swoje z nim pożycie w wydanej ostatnio biografii. Biografia – jak zapewnia – ma na celu uświadamianie kobiet o meandrach i mądrościach małżeńskiego pożycia. Był okres – napisała Małgorzata Tusk – że chciałam się z mężem rozwieść, rzucić go. Miałam go dosyć razem z jego polityką.

Czemu więc nie powiedziała, spadaj gnoju – że zapytam? Skoro go gnojkiem nazwała? Wrażliwych na takie słownictwo przepraszam. Nie ja go używam. Ja tylko cytuję. Okazało się jednak, że mąż choć gnojek, aż się rozpłakał, jak to usłyszał. Rzewnymi łzami. I małżeństwo ocalało. Morał niby taki dla czytelniczek, że groźba rozwodu może stadło ocalić.

Mniejsza o słownictwo brukowe, mniejsza o intymne pożycie małżeńskie premierostwa. I mniejsza o banalny wywodów premierowej. Nie mniejsza jednak, jaką premierową ma kraj. I czy godne premierowej w czasie kadencji męża premiera wypisywanie takich wyznań. Nie mówiąc o andronach i dyrdymałach na użytek publiki, wyrażanych w medialnych wywiadach. – Czy pani doradza mężowi-
-premierowi w kwestiach politycznych? – Doradzam mu w sprawach parytetu dla kobiet – padła odpowiedź w wywiadzie z Moniką Olejnik. Mąż się parytetowi opierał, był niechętny, ale w końcu się zgodził, że parytet w polityce i życiu jest zasadny. Chodzi o zasadę równości we wszystkim, czyli o równouprawnienie. Teraz wiemy, komu kobiety w kraju mogą zawdzięczać życiowe szanse. Na przykład stanowiska ministrów w rządzie. Feministyczna piana bita od lat znalazła w pani premierowej rzeczniczkę, a w rządzie po restrukturyzacji mamy nowe ministry. Czy z tej piany wyłonią się Afrodyty polityczne? I jaki cel miało napisanie i opublikowanie biografii premierowej? Populistyczny, przy spadku popularności mężowskiej partii? Czy chodzi o pokazanie społeczeństwu, że para premierowska jest w życiu prywatnym taka sama jak inne pary? Czyli fajna!

Bo wszystko jest teraz albo gnój albo fajne. Fajnie i w ogóle. Od premierowych i prezydentowych można by oczekiwać ogłady, kultury, elegancji, dyskrecji i nieskazitelnych manier. Również językowych. Populistyczne słownictwo i plebejskie, tak tak – plebejskie maniery są nie do przyjęcia. Nad premierowymi, prezydentowymi i ministrowymi przecież czuwają sztaby doradców. Od figury, fryzury, stroju, wystroju domów po wyważone wypowiedzi.

Mieliśmy prawdziwą damę na Zamku. Była nią niewątpliwie Maria Kaczyńska. Elegancka, skromna i ciepła. Pewnie się taka urodziła i tak ją wychowano. Jolanta Kwaśniewska przeszła przez fazy i etapy przeobrażeń i przygotowań. I stała się reprezentacyjną pierwszą damą. Daj Boże, żeby się nie pokusiła o napisanie pamiętników czy autobiografii. Zrobiła to pierwsza w niepodległości pierwsza dama, unikająca rozgłosu, niewidoczna w życiu publicznym Danuta Wałęsowa. Dokonała rozrachunku z potężnym ego męża prezydenta. Kobieta prosta, jak sama o sobie mówi, ale z dużym poczuciem własnej godności. Pamiętam, jak godnie się zachowywała i elegancko wyglądała w czasie odbierania razem z synem Pokojowej Nagrody Nobla dla męża. Zdała wtedy i w czasie państwowej wizyty Wałęsy w Londynie trudny egzamin dojrzałości w życiu publicznym. Dowodem tej dojrzałości, może sugerowanej, było napisanie autobiografii dopiero teraz. Pod koniec wspólnego mozolnego i niezbyt szczęśliwego życia.

Teraz za przykładem obu pań na świeczniku, może posypią się następne wspomnienia. Wszystkie Afrodyty wyłonione z piany feminizmu mogą poczuć wolę rewanżu za życie w cieniu i na uboczu politycznych i innych gwiazdorów.

Emigracyjną damą była nieżyjąca już Renata Anders. Jest nią Karolina Kaczorowska, a ostatnio Irena Delmar. Ostatnia emigrantka na posterunku elegancji, dowcipu, dobrych manier, dobrego serca i taktu. No i tego naszego archaicznego języka. Brzydzącego się gwarą uliczną, plebejskim chamstwem i snobistycznym nadużywaniem angielszczyzny. W dodatku złej i źle wymawianej.

Damą, której wszystko uchodziło, była Agnieszka Osiecka. W jej ustach nawet wulgaria nie szokowały. Były składnikiem jej temperamentu, uczuciowego talentu. Co mi przypomniał spektakl oparty na jej życiu i twórczości w tętniącym życiem, a nie w zgasłym Ognisku. Twórczości napędzanej i syconej miłością i alkoholem. „Kurewskie miałam życie” – powiadała ta piękna i utalentowana dama. Za ten spektakl dziękuję Helenie Kaut Howson, Magdalenie Włodarczyk, Dorocie Zięciowskiej, Joannie Kańskiej i Mai Lewis. Bo to Maja Lewis dba o nowo powstały Teatr im. Marian Hemara na jego dawnej scenie w odrodzonym Ognisku i o to, by brzmiała tam dobra polszczyzna. Oby było jak kiedyś. Bo kiedy jest się w moim wieku, zawsze się zaczyna i kończy od kiedyś…

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 25496
Tak

21264
83%
Nie

4232
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | zawiasy nierdzewne | dom opieki Rybnik | Rozwód Rybnik | suplementy diety produkcja probiotyki
kuchnie rybnik | go on logistics | rehabilitacja Radlin | książeczki zdrowia Jastrzębie Zdrój | zakupy ze stylistą śląsk