KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 25 listopad 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Kolumna ZYGMUNTA
2014.02.12 / Grzegorz Małkiewicz
TAGI:
Share |
Zygmunt Grzyb w POSKlubie był od początku. Razem z nieżyjącym już Tadeuszem Walczakiem wspierał finansowo, nie tylko społecznie, inicjatywę powstania klubu w POSK-u. Tadeusz Walczak udzielił prywatnej pożyczki, Zygmunt Grzyb zastawił swój dom pod pożyczki bankowe. W latach 1992-98 był prezesem POSKlubu. Kiedy odchodził, pozostawił na klubowym koncie 80 tys. funtów. Dziś POSKlub kierowany nieprzerwanie od 1998 roku przez Andrzeja Makulskiego ma 93 tys. funtów długu. W czasie swojej kadencji Zygmunt Grzyb powiększył też pomieszczenie na czwartym piętrze o 60 m2. Zlikwidował w czasie remontu, nie bez przeszkód, kolumnę podtrzymującą dach. Adwersarze nazwali ją „kolumną Zygmunta”. Po latach widzi konieczność równie radykalnych zmian. Tym razem inne „kolumny” utrudniają zarządzanie klubem i POSK-iem.

POSK obchodzi właśnie 50-lecie istnienia. Mało kto z jego obecnych członków i działaczy może pochwalić się taką historią jak Zygmunt Grzyb. W trakcie rozmowy z nim odniosłem wrażenie, że właśnie to zaangażowanie od samego początku powstania ośrodka nie pozwala mu na obojętne przyglądanie się teraźniejszości. ­

– Pewne rzeczy bolą, jak chociażby to, że POSKlub traktowany jest przez zarząd jako zwykły lokator z długami – mówi Zygmunt Grzyb (tak też uważają pozostali członkowie Komisji Rewizyjnej). To jest fałszowanie historii. Klub powstał w celu ratowania POSK-u. Dzięki inicjatywie Tadeusza Walczaka klub zaproponował stawkę £7 za stopę kwadratową od wynajmu pomieszczeń (pozostali użytkownicy płacili £3). Nie tylko płacił dwa razy więcej, płacił regularnie z wypracowanego dochodu wzbogacając budżet POSK-u.

Tak było prawie do końca lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Była nawet spora nadwyżka na koncie. Skąd więc kłopoty finansowe obecnie? – ­ pytam byłego prezesa. ­­

– Takie pytania pozostają bez odpowiedzi, niestety, chociaż dokładne rozliczenia społecznego w końcu klubu powinny być dostępne. A
w tym przypadku nawet Komisja Rewizyjna nie ma do nich wglądu. Co się robi w tej sytuacji? Zwalnia się niepokorną komisję i wybiera nową. Zgłoszony został zresztą wniosek na ostatnim posiedzeniu Rady POSK-u (11.01.14) i przegłosowany, żeby takie komisje zlikwidować. Ten wniosek prawdopodobnie będzie przedstawiony na następnym Walny Zebraniu członków POSK-u. Jedyna szansa w mobilizacji członków indywidualnych, którzy nie powinni dopuścić do tak radykalnej i sprzecznej z tradycją zmiany.

Pan Zygmunt wierzy w siłę pospolitego ruszenia. Ma ku temu podstawy, bo w końcu tym wierzchołkiem władzy poskowej jest Walne Zebranie członków. Niestety ich nieobecność podczas podejmowania najważniejszych decyzji oddaje tę władzę egzekutywie, w przypadku POSKlubu bez żadnych zmian od 1998 roku.

– Takie rozwiązanie zarządzającym jest na rękę, a członkowie nie wykazują niezbędnej aktywności, żeby ten stan rzeczy zmienić. Kadencja prezesa klubu powinna trwać góra pięć lat, bo to zbyt krótki okres, żeby ukryć wszystkie nieprawidłowości i nadużycia – podkreśla Zygmunt Grzyb. Po tylu latach (od 1998 roku) nie sposób ustalić, co się stało z finansowymi zasobami klubu, tym bardziej że w klubie nie było w tym czasie żadnych poważnych inwestycji. W dalszym ciągu w użyciu są krzesła zakupione pod koniec mojej kadencji za kwotę £8 tys.

– Jest duży ekran telewizyjny – zauważam. – Podarowany przez ambasadę – dodaje mój rozmówca.

Pozostajemy przy temacie pięcioletniej kadencji prezesa klubu. Jak się okazuje, taka propozycja została opracowana przez komisję statutową, której ważnym członkiem był Szymon Zaremba, i nawet zatwierdzona. Zapis był wyraźny: Każdy członek może kandydować na stanowisko prezesa klubu i funkcję tę może pełnić przez pięć kadencji (5 lat). Ponownie może kandydować po upływie dwóch lat.

– Co się więc stało? – pytam po raz kolejny. Sprytny zarząd POSKlubu odrzucił ten zapis [19a] i wprowadził inny [20g], który brzmi następująco: Prezes, skarbnik, sekretarz oraz dyżurni mają prawo do zwrotu kosztów poniesionych przy wykonywaniu pracy. Zdaniem Zygmunta Grzyba tak rozumiana praca społeczna, na każdym kroku wynagradzana, poważnie obciąża finansowo klub. – Ja wszystkie tak zwane zwroty kosztów zostawiałem na koncie klubu – dodaje.

Zaniepokojeni posklubowicze mają również poważne zastrzeżenia do sposobu, w jaki prowadzone są Walne Zebrania członków. Z ostatnich 15 zebrań, 13 prowadził Szymon Zaremba.

– Czy tak wygląda demokracja w małym w końcu środowisku? – retorycznie pyta Zygmunt Grzyb. – Członkowie klubu są tylko dekoracją – dodaje. – Mówię o tym wszystkim na podstawie swojego doświadczenia (prezesura w latach 90. i członkostwo w ostatnio zdymisjonowanej Komisji Rewizyjnej POSKlubu). – Jeszcze raz chciałbym podkreślić – POSKlub powstał w celu finansowego wspierania POSK-u. To jest zapisane w naszym statucie. Członkiem POSKlubu może zostać tylko członek POSK-u. Nie jesteśmy więc „zwykłym lokatorem”. Władze POSK-u zmieniają jednak ten stan rzeczy w zależności od zapotrzebowania. Nie ingerują w sprawy klubu, ale kiedy prezes nie dostaje absolutorium, delegat POSK-u (w tym przypadku pani Janina Kwiatkowska) przyczynia się do unieważnienia tej decyzji Komisji Rewizyjnej, a pogrążony w długach Andrzej Makulski zamiast kontroli, dostaje nagrodę w postaci wyboru jako prezes POSKlubu do Rady POSK-u. A sekretarz POSK-u Andrzej Zakrzewski w liście do pana Makulskiego z dnia 16.09.13 wyraża ubolewanie z powodu braku absolutorium i radzi niepłacącemu czynszu do poskowej kasy prezesowi, aby ten unikał trudnych zebrań. – To kpina z nas, Komisji Rewizyjnej – ocenia zaistniałą sytuację Zygmunt Grzyb.

– Chciałbym również w naszej rozmowie ustosunkować się do kuriozalnego terminu „deficyt strukturalny”, jak stan zadłużenia POSK-u określiła w rozmowie z panem obecna przewodnicząca POSK-u pani Joanna Młudzińska [Żelazna dama POSK-u, NCz, 12/198]. Podobne tłumaczenie, pełne niejasności, słyszymy na Walnych Zebraniach. W tej zawiłości jest siła, ponieważ nikt nic nie rozumie. Stały kapitał POSK-u (2,5 mln funtów) jest naruszany nagminnie, tylko władze POSK-u nie przyznają się do tego. Obecny dług POSKlubu jest już długiem POSK-u, co narusza poskowy statut instytucji charytatywnej.

– Moim zdaniem ośrodek nie prowadzi też skutecznej weryfikacji listy członków. Ilu nas jest? Trzy, czy 15 tysięcy? Z tego niecałe 200 osób bierze udział w Walnych Zebraniach. Nieścisła też jest relacja pani Młudzińskiej na temat spadku w Warszawie. POSK wiedział o testamencie śp. państwa Chmielewskich jeszcze przed ich śmiercią. Przed upadkiem komunizmu były oczywiście trudności w odzyskaniu tego spadku, ale teraz można to zrobić niekoniecznie oddając 40 proc. wartości polskim adwokatom. Stawki i przepisy w Polsce są inne. Lokatorami są szacowne instytucje: Polski Związek Łowiecki, Związek Tenisowy czy sklep muzyczny. Czy takie instytucje nie płacą i czekają na eksmisję? Za tę pogmatwaną sytuację odpowiadają działacze POSK-u.

Pan Zygmunt Grzyb jest świetnie przygotowany do naszej rozmowy. Na stole leżą kopie listów, wycinki z prasy emigracyjnej i ostatni, grudniowy egzemplarz „Nowego Czasu” z zapisem rozmowy z panią Joanną Młudzińską. Punkt po punkcie mój rozmówca przedstawia swoją opinię o poruszonych tam tematach, w tym najbardziej drażliwym – przebudowy ośrodka i zamiany pomieszczeń użyteczności publicznej na mieszkania.

– Do czego to doprowadzi? – pyta pan Zygmunt.
Otóż do tego – sam sobie odpowiada – że oprócz powierzchni komercyjnych, jak restauracje i mieszkania nic się nie będzie już opłacać. Domy i mieszkania przekazywane w spadkach zostają sprzedawane, a nowe, w POSK-u są budowane. Jak to można wytłumaczyć, jaki jest z tego zysk?

Trudno nie zgodzić się, że tego typu działania zmieniają charakter miejsca, tej dumy Polaków na obczyźnie. Miejsca powstałego dzięki wysiłkowi i zaangażowaniu Polaków z emigracji wojennej. Inne czasy? Inni ludzie? Inne kryteria? Pani Joanna Młudzińska powoływała się na kryterium komercyjne w rozliczeniach z organizatorami imprez artystycznych. Nie podziela tej opinii mój kolejny rozmówca.

– Działalność teatralna przeniosła się do kościoła obok POSK-u, chociaż przez wiele lat dodawała splendoru i pieniędzy POSK-owi. Dlaczego pani Młudzińska mówi, że wspiera instytucje niedochodowe? Jazz Cafe jest bardzo dochodowy, tylko tego nie wykazuje. A sala klubowa (POSKlub) zabrana i wynajęta. Jak taki okrojony klub może zarobić pieniądze dysponując tylko salą bufetową i ubikacją? I czy zasługuje jeszcze na miano klubu?

Podobne anachronizmy dostrzega mój rozmówca w systemie zarządzania ośrodkiem. – Rada POSK-u liczy 51 osób i 11 organizacji. Po co ci ludzie tam są? Spotykają się cztery razy do roku i nie wnoszą prawie nic. Żadnej inicjatywy nie widać, ani nawet najmniejszej pracy społecznej.

– Czy jest pana zdaniem jakieś wyjście? – pytam.
– Rozwiązania są bardzo proste. Jeden radny mógłby poświęcić jeden tydzień w roku na pracę społeczną. Trzeba zlikwidować podwójne ubezpieczenia budynku i niepotrzebne, drogie kontrakty. A co najważniejsze! W budynku POSK-u jest dużo pustostanów, biur do wynajęcia. Należy obniżyć koszty wynajmu, wtedy wszystko będzie zajęte. Lepszy mały pieniądz, niż nic.

Aby to wszystko osiągnąć Zygmunt Grzyb postuluje utworzenie specjalnej komisji (5-7 osób), która zajęłaby się wyłącznie sprawami ekonomicznymi: przetargi budowlane, wynajem lokali, większe zakupy. – W ten sposób ograniczymy wydatki agencyjne. Za dwa-trzy lata POSK stanie na własnych nogach, bez strat. Zyskają na tym wszyscy. A my jako Komisja Rewizyjna
POSKlubu, a zwłaszcza my jako członkowie POSK-u, przestaniemy być postrzegani jako grupka, która się czepia.

Niby kryzys, a tyle w panu entuzjazmu i przeświadczenie, że można inaczej, że musi się udać – zauważam.

– Motywuje mnie i pozostałych członków Komisji Rewizyjnej, wiara, że mamy o co walczyć. Chcielibyśmy, żeby inni dołączyli do tego grona, któremu jeszcze zależy. I to bardzo!!!. Życzę POSK-owi w następnych 50 latach sukcesów. Takich, jak przed 1989 rokiem.

Dużo tematów, jeszcze więcej nieporozumień, które trzeba wyjaśniać dla naszego wspólnego dobra, bo w POSK-u każdy z nas chciałby odnaleźć swoje miejsce. POSK powinien przeżywać swój złoty wiek, a nie walczyć o przetrwanie w kuriozalnym kształcie. Nie taka idea przyświecała ojcom założycielom.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 25042
Tak

20867
83%
Nie

4175
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport | | | | |
| | | |