KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 17 paĽdziernik 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




O emigracji zarobkowej i świetności Rzeczpospolitej
2014.03.17 / Robert Alexander Gajdziński
TAGI:
Share |
Smutna prawda w oczy kole. Czy ktoś chce czy nie, prawda jest taka, że wyjeżdżaliśmy i wyjeżdżamy z kraju przede wszystkim za chlebem. Taka to już historia nasza, biedna i kwaśna, że jak nie emigrowaliśmy za chlebem, to uciekaliśmy z kraju, by nam, powstańcom, głów nie ścięto.

Czy zawsze byliśmy zmuszani wyjeżdżać z kraju „za chlebem”, bo w chałupie Chude i Kiepskie a podszyte Gorzkim, jak pisał w Transatlantyku Witold Gombrowicz? Czy zawsze musieliśmy uciekać po krwawych i nieskutecznych powstaniach czy paskudnych rozbiorach? Ileż to ich było? – Od emigracji barskiej (1772), potem trzeciomajowej (1793), emigracji po III rozbiorze (1795), oraz kolejnych falach emigracyjnych po upadających zrywach narodowowyzwoleńczych, takich jak powstanie listopadowe (1831), czy powstanie styczniowe (1863), nie licząc emigracji po 1939 i 1945 roku, i tych najnowszych.

Kiedyś, w zamierzchłych czasach świetności Rzeczpospolitej było inaczej. Kiedyś, o naszych poddanych Korony, zabiegano w całej Europie! Tak jak dzisiaj zresztą zabiega się o polskich programistów czy polskich speców od funduszy hedgingowych, chętnie zatrudnianych w londyńskim City. Dzisiejszy jednak stosunek Zachodu do Polski jest diametralnie różny od tego sprzed wieków. Czy to za sprawą sąsiadów, czy może za sprawą emigracji zarobkowej tak się stało? I jakie są właściwie korzenie tej naszej emigracji zarobkowej?

Emigracja zarobkowa

Warto zwrócić uwagę na fakt, że trzeci rozbiór Polski (1795) zbiega się czasowo z zatwierdzeniem konstytucji Stanów Zjednoczonych (1798). Większość historyków uważa, że Polska emigracja zarobkowa wywodzi się z czasów ostatniego rozbioru Polski, kiedy to opieszały i powolny rozwój gospodarczy na ziemiach należących zwłaszcza do Prus, zmusił masy ludzi do szukania pracy za granicą. Jednocześnie otwartość granic młodych państw, ze Stanami Zjednoczonymi na czele, spowodowała, że do samej tylko Ameryki wyemigrowało za pracą około miliona Polaków.

Edward Kołodziej w książce pt: Emigracja z ziem polskich i Polonia 1831-1939 szacuje, że tylko w okresie od 1880 do 1914 roku ziemie polskie opuściło na stałe prawie 2,5 mln ludzi, z których najwięcej, bo ponad 2 mln przybyło do USA, ponad 100 tys. do Brazylii, 70 tys. do Argentyny oraz 33 tys. do Kanady. Reszta rozproszyła się po całym świecie.

Jeśli dodać do emigracji zamorskiej emigrację na Zachód, uzyskamy łączną liczbę około 5 mln Polaków żyjących poza granicami Polski w momencie jej powstawania w listopadzie 1918 roku. Emigracja zarobkowa jest więc nierozłącznie wpisana w historię Polski od końca XVIII wieku i nikogo nie powinno dziwić, że niebawem połowa rodaków może na stałe lub czasowo mieszkać poza granicami kraju.

Polityka wobec tak licznej polskiej emigracji była jednym z najważniejszych składników zagranicznej polityki Polski międzywojennej, skutecznie realizowana przez wszystkie rządy II RP. Polska międzywojenna starała się tym, dla których nie było w kraju szans na rozwój, stworzyć te szanse za granicą.

Polska nie miała nigdy aspiracji kolonialnych, a zakup tysięcy hektarów ziemi w Brazylii, Argentynie czy Boliwii miał na celu stworzenie zwartych skupisk polskich, zapewnienie godnego życia wychodźstwu oraz umożliwienie emigrantom i potomkom wcześniejszej emigracji jej kontaktów z krajem. W tym celu chciano nawet zainwestować w budowę linii kolejowej w brazylijskiej Paranie w 1935 roku, która miała połączyć polskie osady. Jednak rząd Brazylii przestraszył się utraty kontroli nad tymi terenami.

Celem tak rozsądnej polityki emigracyjnej było też rozładowywanie napięć społecznych w kraju, zwłaszcza wśród biedniejszych jej warstw. A jak dzisiaj rządy III RP dbają o prawie dziesięciomilionową emigrację zarobkową, która poprzez przywiązanie do Ojczyzny i kontakt z bliskimi, zostawia w niej corocznie miliardy złotych? Jak się o nas dzisiaj troszczy Rzeczpospolita? Niech każdy sobie sam odpowie.

Dzisiejsi emigranci zarobkowi z polskich wsi i miasteczek, to przysłowiowe bociany. Unia Europejska i tanie latanie na śniadanie sprawiły, że większość polskiej emigracji zarobkowej w Wielkiej Brytanii cierpi na swoistą „emigracyjną schizofrenię”. Z jednej strony ciężko pracujemy wszędzie tam, gdzie rdzennym mieszkańcom Albionu, czy emigrantom z innych części świata nie chce się już tak ciężko pracować za liche stawki. Z drugiej strony masowo latamy na polskiego karpia przy wigilijnym stole, kupujemy mieszkania nad Bugiem i Wartą, budujemy domy z nadzieją, że po trudach i znojach emigracji, rozprostujemy w ojczyźnie swoje stare kości. A Londyn i Wyspy Brytyjskie traktujemy jak poczekalnię, stan przejściowy, zawieszenie w nieokreślonej przestrzeni pomiędzy polskością zogniskowaną w kościołach i setkach sklepów z polską żywnością a obcą i często niezrozumiałą brytyjskością.

Ku pokrzepieniu serc

Zanurzmy się teraz na dłuższa chwilę w zamierzchłej historii Najjaśniejszej i zacznijmy od słowa drukowanego, od książek. Z punktu widzenia czysto bibliograficznego warto przypomnieć, że pierwszą książką drukowaną w układzie współczesnym, to znaczy mającą kartę tytułową z tytułem książki, nazwiskiem autora i oficyną wydawniczą wraz z dokładną datą wydania, jest dzieło Piotra Hiszpana, wydane przez polskiego uczonego Jana z Głogowa w 1500 roku. Szperanie w archiwach British Museum czy Uniwersytetu Jagiellońskiego prowadzi czasem do zaskakujących odkryć i wniosków. W żadnej innej dziedzinie nie widać tak wyraźnie wysiłku Polaków w rozwój cywilizacji europejskiej wschodzącego renesansu, jak w sztuce drukarskiej. Wystarczy poszperać w biografii Stanisława Polaka, by dowiedzieć się, jak swoją oficyną wydawniczą dźwignął zalaną przez najazdy muzułmanów, upadłą kulturę hiszpańską. Druk książek w owych czasach podporządkowany był przede wszystkim religii i władzy świeckiej drukującej prawa i dekrety. Stanisław Polak pierwszy stworzył wydawnictwo, które wydawało przede wszystkim klasyków starożytnych i współczesną beletrystykę hiszpańską, co było w historii słowa drukowanego, rewolucją. Podobnie John Lettou (Lettou w staroangielskim znaczy Litwa) w Anglii, który jako pierwszy Polak, znany we Włoszech jako Jan Adam, stał się pionierem drukarstwa angielskiego w XV wieku i zapoczątkował akademicką oficynę wydawniczą zwaną dzisiaj Oxford University Press. Akademia Krakowska wydała Europie najlepszych drukarzy i wydawców, a do Krakowa zgłaszali się z całej ówczesnej Europy wszyscy, którzy chcieli w swoim kraju ruszyć prężne oficyny wydawnicze.

Kto dzisiaj wie, że naszą smołą, na którą przez długie wieki Polska miała monopol, smołowane były wszystkie statki brytyjskiej floty? Dzisiaj, w dobie wszechobecnych produktów ropy naftowej, mało kto z młodszego pokolenia wie, co to jest smoła i jak się ją z węgla pozyskiwało. Polska nie chciała i nie musiała rozglądać się za koloniami na innych kontynentach, bo wszystko, czego nam było trzeba, znajdowaliśmy u siebie, a na Europie Zachodniej nie bardzo nam zależało. Gdy Brytyjczycy i Hiszpanie zakładali kolonie, nasz Samuel Zborowski, nasi Wiśniowieccy czy Zasławscy znajdowali swoje kolonie wewnątrz Polski, na Dzikich Polach, w pustkowiach i moczarach Białorusi czy też na bezludnych stepach Ukrainy. Na Zachód wyjeżdżaliśmy przez długie wieki dla dopełnienia edukacji, na nabożeństwa lub na zabawy, znajdując u siebie w kraju przez wieki, wszystko, czego było nam potrzeba, aby żyć swobodnie i godnie się rozwijać. Nic więc dziwnego, że Jan Kochanowski w swoich wierszach dziękował Bogu za te hojne dary… za dobrodziejstwa, którym nie masz miary.

Trudno sobie na przykład dzisiaj wyobrazić, że kiedyś odpowiedniki dzisiejszych zachodnich dzienników i gazet zapełnione były pozytywnymi wiadomościami z Polski, artykułami i rozprawami o sprawach sarmackich. Pisano z szacunkiem nawet o sprawach błahych, jak chrzciny na zamku w Krakowie czy poświęcenie kościoła w Gdańsku w obecności Króla Jegomościa.

Gdy chodziło o sprawy ważne, takie jak choćby klęska cecorska czy zwycięstwa chocimskie, prasa zachodnia przez długie miesiące o niczym innym nie pisała. Zachłystywano się na przykład, nie tylko w ówczesnych odpowiednikach brytyjskich „wydań specjalnych” zamachem Piekarskiego, rozpisując się o jego mękach. W „Gazecie Antwerpskiej” w 1621 roku sprawa Piekarskiego posłużyła do jednej z pierwszych ilustracji, które od tego czasu na stałe zagościły w prasie periodycznej, czyli w odpowiednikach naszych dzisiejszych gazet. Takich polskich perełek, zapomnianych przez nas, jest mnóstwo.

Polacy byli podziwiani na Zachodzie nie tylko z powodu swej wspaniałości i szczodrości, pewności siebie i poczucia godności osobistej, ale przede wszystkim podziwiano nas za wszechstronne wykształcenie. Nikt nie władał tyloma językami co panowie polscy i nikt im nie dorównywał ogładą towarzyską. Być może dlatego też nas tak chętnie kiedyś zapraszano i goszczono, że nie zależało nam na Zachodzie, nie byliśmy w najmniejszym stopniu uzależnieni ani politycznie, ani gospodarczo od Zachodu. Nie musieliśmy wyjeżdżać za chlebem. Z końcem XVI wieku Polska była jednym z najpotężniejszych mocarstw Europy i jednym z najważniejszych elementów kultury ówczesnego świata.

Kiedy spojrzą na nas z szacunkeim?

Być może śmieszne i absurdalne – w dobie tabletów, taniego latania, komórek i przepastnych bibliotek e-booków wielkości główki od szpilki, które każdy może dzisiaj mieć w swoim czytniku – wydaje się wracanie do zamierzchłej historii pełnej dumnych z siebie Polaków. Dzisiaj Polska nadal wydaje swoich Stanisławów Polaków i Janów Adamów w postaci programistów, menedżerów i ekspertów, którzy zajmują wysokie stanowiska nie tylko w Londynie, Paryżu i Brukseli.

Wielu Rodaków jednak albo unika rozmów o Polsce albo wstydzi się, nie znajdując powodów do dumy. Gdyby ktoś mocno trzasnął pięścią w stół i stanowczo określił nasze silne polskie stanowisko, to może wreszcie Europa spojrzałaby na nas z szacunkiem i uznaniem i nie winiono by nas za bezrobocie i zabieranie pracy biednym młodym Anglikom, którzy, jak wiadomo, wolą grać w golfa i pobierać zasiłki niż pracować za minimalną stawkę. Zepchnięto nas do roli słabego, uległego i biednego kraju, który nie ma nawet co marzyć o tym, by dorównać Wielkiej Brytanii, Francji czy Hiszpanii. Czy znajdzie się kiedyś w Polsce ktoś, kto stwierdzi, że jesteśmy silni, mamy podstawy do dumy i skutecznie doprowadzi do tego, by szanowano nas nie tylko w Europie Zachodniej? A może ktoś taki, kto chce realizować swoje marzenia o silnej Polsce, pracuje i zbiera w tej chwili doświadczenie w Londynie, Berlinie albo Moskwie?


Autor był londyńskim korespondentem tygodnika „Newsweek Polska” w latach 2001-2012.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 24171
Tak

20098
83%
Nie

4073
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |Porady prawne Wodzisław Śląski | karabińczyki nierdzewne | kosmetyka gdańsk | Storz couplings | terapia Cieszyn
zespół muzyczny jastrzębie zdrój | cyklinowanie bezpyłowe warszawa | klasyfikacja gleboznawcza śląskie | szczepienia dla pracowników Wodzisław Śląski | stylistka śląsk