KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 12 grudzień 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




LONDYŃSKIE WSPOMNIENIA POWSTAŃCÓW [1]
2014.08.04 / Robert A. Gajdziński
TAGI:
Share |
Krystyna Cywińska, warszawianka mieszkająca od ponad 60. lat w Londynie, dobrze znana czytelnikom „Nowego Czasu”, od kilku lat stała felietonistka.

Każdy człowiek pisze swoim życiem historię czasów i dziejów. Gdy zbierałem informacje o żołnierzach z Powstania Warszawskiego, których los rzucił po II wojnie światowej na Wyspy, nie zdawałem sobie sprawy, jak wiele zajmujących historii wciąż nie zostało spisanych. Nie zdawałem sobie sprawy, że piętnastu powstańców nadal żyje i mieszka w Londynie i Anglii. Nastolatki w czasie Powstania, mają dzisiaj sporo ponad 80 lat. Najstarsza to Marzena Schejbal, ps. „Marzenna”, obecna prezes londyńskiego oddziału AK, skupiającego żyjących jeszcze powstańców w Wielkiej Brytanii. Najmłodszy „powstaniec”, Andrzej Pluskowski, ma dokładnie tyle lat, ile lat minęło od Powstania Warszawskiego – właśnie skończył 70 lat. Urodził się na stole w piwnicy w pierwszych dniach sierpnia w czasie gdy wokół kamienicy trwała strzelanina.

Wszyscy dostali zaproszenia na uroczyste obchody w Warszawie. Wielu z nich poleci lub już są w stolicy, by wspomnieć raz jeszcze te straszne miesiące patriotycznej walki, dni pełne krwi, płaczu i śmierci, a jednocześnie dni młodzieńczego zrywu przeciw okupantowi i… radości życia.

Dzisiaj wspomnienia warszawianki mieszkającej od ponad 60. lat w Londynie, Krystyny Cywińskiej, znanej felietonistki, która przez 30 lat była dziennikarką Polskiej Sekcji BBC.

– Wojną nie przejmowałam się wcale – wspomina. 1 września 1939 roku zastał Krystynę w stolicy, beztrosko przygotowującą się do nowego roku szkolnego. Zarówno ojciec, dowódca fortu przy granicy pruskiej, jak i stryj, pułkownik i dowódca piechoty, ciągle powtarzali, że jeżeli nawet wojna wybuchnie, to w dwa tygodnie będą w Berlinie. Nastroje iście szampańskie.

– Pamiętam jak dziś – wspomina pani Krystyna – gdy żegnałam stryja na Dworcu Gdańskim, zapewniał mnie, że za dwa, trzy tygodnie sam zatknie flagę na Reichstagu. Był dla mnie bożyszczem i wyrocznią, patrzyłam w niego jak w obrazek…

Od tamtego czasu nikomu nie wierzy i w nic nie była w stanie uwierzyć. Okupację spędziła w Warszawie ucząc się dalej i działając w konspiracji. Gdy się jest młodym, żyje się chwilą mimo trudności i przeciwieństw. Mimo okupacji, łapanek i masowych rozstrzeliwań.

– Cóż ja mogę powiedzieć o Powstaniu Warszawskim? – zastanawia się znana z ciętego języka londyńska felietonistka. – Nie wiem, co jadłam i czy cokolwiek jadłam! Spała gdzie popadło, przygodnie i pokątnie. Jako sanitariuszka opatrywała rannych, a gdy brakowało środków dezynfekujących i bandaży lała na rany lizol, opatrując je szmatami. Na jej rękach zmarło wielu jej kolegów.

Dni były tylko gorsze, jeden od drugiego. Powstanie jest tak narośnięte historią i legendami, że niechętnie wraca do tamtych letnich miesięcy.

– Nasi dowódcy zgotowali nam piekło na ziemi. Smród i zapach rozkładających się ciał. Naloty sztukasów i „krów”, śmierć wokół i potworny sierpniowy upał – wyrzuca z siebie głęboko schowane wspomnienia.

Służyła w batalionie szturmowym „Kiliński”, który był przemieszczany z miejsca na miejsce w różnych dzielnicach Warszawy. Brała udział w słynnej akcji na PAST-ę (Polska Akcyjna Spółka Telefoniczna), a gdy było trzeba, była łączniczką, czuwała w punktach obserwacyjnych i rzucała granatami.

– Byłam jedną z pierwszych, która wpadła do budynku PAST-y. Wpadłam do pokoju, w którym był otwarty sejf. Znalazłam tam pamiętnik spisywany dzień po dniu przez niemieckiego sierżanta sztabowego. Znałam dobrze niemiecki. Na pierwszych stronach były opisy walk z nami jako polskimi bandytami (Polnische Banditen).

Po kilkunastu dniach walki i kilkudziesięciu stronach pamiętnika, byli już nazywani powstańcami (Aufständischen). – Bardzo interesująca była zmiana w mentalności Niemców, którzy walczyli z dzielnymi powstańcami – podkreśla pani Krystyna. – Dziwiła ich dobra organizacja batalionów i zaciekłość w walkach.

W natłoku wydarzeń nie była w stanie przeczytać całego pamiętnika. Przekazała go polskiemu oficerowi z nadzieją, że będzie dokumentem i świadectwem tamtych dni. Niestety ślad po nim zaginął i do dzisiaj go nie odnaleziono.

Budynek zdobywali przez kilka tygodni pod ciągłym ostrzałem. PAST-a była dla niej jak walka o Monte Cassino, wszak gmach wysoko wznosił się nad ówczesną panoramą Warszawy.

– Czy zabiłam jakichś Niemców? – zastanawia się, siedząc na tarasie swojej willi w londyńskiej dzielnicy Clapham, gdzie od 45 lat mieszka wraz ze swoim mężem, Januszem Cywińskim, bohaterem wielu akcji Kedywu, zbrojnego ramienia Armii Krajowej. – Mam nadzieję, że wielu, acz nie mam na to dowodów. Nie patrzyłam, jak granaty wybuchają i nie chodziłam w miejsca wybuchów. Rzucałam i uciekałam.

– Powstanie Warszawskie to w większości kwestia przypadku a nie heroizmu czy odwagi – twierdzi pani Krystyna. To, gdzie się człowiek znajduje w danym momencie, determinuje takie czy inne zachowania. Gdy się jest młodym, nie myśli się a działa, walczy, broni i biega z rannymi, byle szybko, byle zdążyć.

– Heroizm to rzecz rzadko spotykana. U mnie to był raczej brak wyobraźni i nie liczenie się z konsekwencjami podjętych akcji. Cierpiałam na straszliwy brak wyobraźni – tak z dystansu ocenia siebie pani Krystyna. Nie ona jedna.

Do dzisiaj pamięta, jak po kapitulacji wracała w deszczu po gruzach przez osiem godzin do mieszkania w Prudentialu – najwyższym wtedy budynku w Warszawie. W kieszeni miała żołd, kilka złotych rubli wypłacanych przez dowództwo Armii Krajowej po kapitulacji. Po drodze, na gruzach pałacu Krasickich, znalazła niewielkie marmurowe popiersie Napoleona oraz złoty zegarek, dzięki któremu rodzina, u której mieszkała, mogła po wojnie kupić sobie mieszkanie.

– Nasi dowódcy przy pomocy Niemców obrócili moje kochane miasto w gruzy – uśmiecha się smutno pani Krystyna. – Dla żołnierzy to Powstanie nie było takie straszne, jak dla ludności cywilnej – dodaje. Spotykała głodne dzieci, matki, którym z braku pożywienia i odwodnienia wysychał pokarm. Niemcy, którzy wpadali nagle i strzelali na oślep. Łapanki o każdej porze dnia i nocy. Utkwił jej w głowie obrazek matki niosącej w wiadrze wodę dla kilkuletniego synka, stojącego w bramie podwórka. Nagła strzelania i kobieta pada martwa, a woda wraz z krwią rozlewa się dookoła. Kilkuletni synek płacze: „Mamo, mamusiu? Gdzie jesteś”. Takie obrazki były niestety na porządku dziennym. Była też, co za tym idzie, spora niechęć ludności cywilnej do powstańców za to piekło, jakie im zgotowano.

– Gdy wyszłam z Warszawy, z tego miasta grozy – ciągnie swoje wspomnienia pani Krystyna – to byłam zdziwiona, że słońce nadal świeci, że życie normalnie się toczy. Gdy zobaczyła po piekle Powstania liście na drzewach, rozpłakała się jak dziecko. Zdała sobie sprawę, że wreszcie wyszła z piekła; czarnego i gorącego, pełnego żaru, spalenizny i trupów. Że w czasie Powstania nikt nie zadawał sobie pytania czy wygramy i po co właściwie to Powstanie. Tak zresztą po latach rozmawiała w Londynie z dziennikarzem Wacławem Zagórskim, znanym w czasie Powstania jako Lech Grzybowski – „W czasie Powstania nikt nie mówił o tym czy zwyciężymy i po co właściwie walczymy, bo większość i tak uważała, że sprawa jest z góry skazana na niepowodzenie, ale utrzymywało się, że Powstanie jest konieczne”.

– Walka na froncie prowokuje zachowania nieznane w czasach pokoju – zamyśla się pani Krystyna. – Tak jakbyś nie chciał rozstać się ze swoimi towarzyszami broni. Łączyła ich jakaś wspólna niewidzialna nić, która wiąże wszystkich zwłaszcza podczas walk. Osłaniania się nawzajem, nocnych rozmów w piwnicach. Nie myśli się, kiedy walka się skończy, bo wie się, że wtedy nadejdą nieuniknione pożegnania i rozstania. To trudna do zrozumienia sprzeczność, że w piekle walk, człowieka wypełnia radość. Radość z nagłej wolności po latach okupacji i radość z uczestniczenia w czymś wielkim i wyjątkowym.

Po Powstaniu, jak większość żołnierzy, trafiła do niemieckiego obozu w Oberlangen, odbitego przez I Dywizję Pancerną gen. Maczka. Szła z Warszawy do Ożarowa razem z żoną gen. Bora-Komorowskiego, która niosła na plecach swojego kilkutygodniowego synka. Szła razem z kobietami w zaawansowanej ciąży, a poród na drodze nie był czymś niezwykłym. Po wyzwoleniu otrzymała żołd i zajmowała się w dywizji sprowadzaniem i łączeniem rodzin z Polski. Załatwiała przejście przez zieloną granicę z tworzącej się właśnie Polski Ludowej. Głównie samochodami UNRY z żywnością. W ten sposób sprowadzono na Zachód rodzinę gen. Andersa i gen. Rudnickiego.

– To była utrzymywana w ścisłej tajemnicy, zakrojona na wielką skalę akcja– wspomina pani Krystyna. Połączono tysiące rodzin, które potem osiadły na stałe w Londynie, Paryżu lub wyjechały dalej do Stanów. W obozie w Oberlangen poznała swojego przyszłego męża Janusza Cywińskiego, jednak związała się z nim dopiero po kilku latach, już w Londynie.

Komentarze:
Florian Smieja (19.04.2016) KOchana Krysiu, zycze Ci i Mezowi zdrowia i dobrych dni

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 25410
Tak

21190
83%
Nie

4220
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | pierścienie nierdzewne | cyriax wodzisław | Storz couplings | prasa krawędziowa
odchudzanie rybnik | łańcuchy nierdzewne | rehabilitacja Radlin | medycyna podróży Rybnik | stylistka katowice