KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 15 grudzień 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Polsko-szkockie krewkie życie
2014.09.08 / Krystyna Cywińska
TAGI:
Share |
Ja to mam szczęście, że w tym momencie żyć mi przyszło, w kraju nad Wisłą – to słowa piosenki okresu patriotycznej euforii. Euforia minęła. A patriotyzm? Sentymentalnie rozumiany nigdy nie mija, jak podobno pierwsza miłość. Ostatnio usłyszałam inną wersję tej piosenki. Ja to mam nieszczęście, że w tym momencie... I tak dalej, i tak dalej.

Nieszczęście z powodu braku pracy. Braku zarobków. Braku własnego dachu nad głową. Braku nadziei na zmiany. I braku wiary w przyszłość kraju... Cała litania. – No i to nieszczęście z Rosją, niemal na karku – jak usłyszałam.

Czy może to oznaczać nowy napływ rodaków na Wyspy? Nowy polski exodus? I nowy rozdział ksiąg pielgrzymstwa polskiego?

Nie zamierzam załamywać rąk nad dolą czy niedolą ewentualnych przyszłych polskich pielgrzymów. Wiem, że sobie dadzą radę. I wiem, że nie powinni się martwić z powodu braku znajomości języka angielskiego. W tym kraju dzikiego zalewu wielu ludzi angielskiego nie zna. Milczeć można w dwudziestu pięciu różnych językach, ale porozumieć można się w jednym. Choćby po to, by się dogadać o pracę i płacę. W innych dziedzinach może to być na migi. Stara emigracja zna to z własnych doświadczeń.

Dobiliśmy do brytyjskich brzegów w czasie wojny i zaraz po niej bez języka. Bez większej świadomości historii, struktur społecznych i politycznych tego kraju. Niektórzy z nas znali co nieco literaturę angielską. I na jej podstawie wyobrażali sobie ten kraj i jego mieszkańców. Wytwornych, eleganckich, kulturalnych, skromnych, małomównych i raczej chłodnych ludzi z rezerwą. Tańczących od rana do nocy fokstroty i tanga.

Moja grupa byłych AK-aczek płynęła do brytyjskiego brzegu okrętem. W ciemno. Płynełyśmy po burym, spienionym nieprzyjaznym Morzu Północnym. Była wśród nas jedna taka, która – jak powiadała – angielskim władała. I wydobywała z siebie okrzyki: – Hallo, zenk you and good day. Drugiego dnia podróży obwieściła stewardowi: – Butyful. – What? – zapytał steward. – Butyful morze.

Jak się później okazało, my jechałyśmy do rygi, a ona w świetlaną przyszłość. – Mi first time passing water – wykrzyknęła, na co zaniepokojony lekarz okrętowy zaprosił ją do swojej kajuty. Badanie trwało dzień i noc. No a w parę miesięcy potem wzięli ślub, w Dundee.

Bo przywieziono nas do Szkocji – jak się okazało. Wylądowałyśmy w porcie Leath. Wszędzie słychać było polski język. To nasi żołnierze ładowali się na statki odpływające do kraju. Wracali... Był to wtedy jeden z portów rozstajnych polskich dróg.

W Szkocji, po upadku Francji w roku 1940 – że przypomnę – stacjonowały polskie oddziały. Spełniały wtedy rolę ochronną szkockich wybrzeży. Miały bronić Szkocji przed przewidywaną inwazją niemiecką (nie hitlerowską, nie nazistowską, tylko niemiecką – podkreślam). Polskie jednostki patrolowały fortyfikacje wybrzeży szkockich w latach 1940-1942. To wtedy nawiązała się przyjaźń polsko-szkocka.

Szarża, czyli oficerowie, zostali rozmieszczeni w domach prywatnych. Szarmanccy Polacy wkrótce dobrali się do wdzięków i serc osamotnionych Szkotek. Pozbawione przez wojnę męskich rodzimych ramion, wpadały w polskie bez oporu niczym śliwki w kompot. Nasi wojacy trzaskali obcasami, całowali w rękę, przynosili kwiatki i czekoladki, i obtańcowywali na potańcówkach. No i nacięli wiele róż w krainie sosny.

Amor był na umór. W oparach kolońskiej wody lawenda. Bywało, że z miejscowymi męskimi niedobitkami dochodziło do bójek. Niedawno temu dość głośno było w szkockich mediach o pobiciu w Edynburgu pewnego Polaka. I podobno, godnie i zgodnie z tradycją, poszło o szkocką dziewczynę.

Oba narody: polski i szkocki są krewkie. Skore do awantur, do bijatyk. Niepozbawione szowinizmu i narodowej megalomanii. A na dodatek Szkoci słyną ze skąpstwa. Mówi się o nich dusigrosze i liczykrupy. I powiada się, że jak Szkot się przeprowadza, to razem z tapetą zdartą ze ścian.

Z powodu złej znajomości angielskiego wśród Polaków dochodziło wtedy w Szkocji do komicznych sytuacji. Pewnego oficera polskiego zakwaterowano u państwa MacTherson. Pewnego weekendu gospodarze wyjechali i zostawili dom pod opieką gościa. A tu telefon!

– May I speak to Mr MacTherson, please? – No. He passed away. – Whaaat? So, is Mrs MacTherson there? – She auch passed away. – And who is speaking?. – Gost.

Zszokowana rodzina zjawiła się na pogrzeb w sam raz na powrót wracających do domu gospodarzy.

Ziemia szkocka pełna jest śladów i opowieści o Polakach. I pełna jest potomków naszych rodaków. To na niej w 1942 roku uformowała się słynna Dywizja Pancerna gen. Stanisława Maczka. Słynna, że przypomnę, z bojowego szlaku w północnej Francji i oswobodzenia miast belgijskich i holenderskich.

Przyjaźń polsko-szkocka przetrwała. W roku 1981 w mieście Duns odsłonięto pomnik wdzięczności i pamięci o polskich żołnierzach. A w roku 1997 zainaugurowano dzień polski z fajerwerkami i tańcami szkocko-polskimi.

A teraz na szkockiej ziemi są nowi przybysze z Polski. O te polskie głosy zabiegają nieustająco szkoccy politycy. Za kilka dni referendum. Rozstrzygnie się historyczna sprawa niepodległego czy podległego Anglii bytu Szkocji. W tym referendum być albo nie być w Zjednoczonym Królestwie oddadzą też głosy liczni potomkowie polskich żołnierzy. Podobno jest ich bardzo dużo. Siła mniejszości – jak widzimy w tym kraju – polega na jej liczebności, przydatności gospodarczej i głosach w wyborach. Znajomość języka przychodzi z czasem. A głosować można milcząc w dwudziestu pięciu językach. Korzystajmy z tego wyjątkowego prawa.

Ja to mam szczęście, że w tym momencie, żyć mi przyszło... A to gdzie? To już wedle wyboru. Zenk you i dozo...

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 25496
Tak

21264
83%
Nie

4232
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |zakład kamieniarski wodzisław | śruby kwasoodporne | medycyna estetyczna gdańsk | Złącza kołnierzowe | suplementy diety produkcja
odchudzanie rybnik | transport międzynarodowy | rehabilitacja Radlin | medycyna tropikalna Żory | system asekuracji