KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 23 wrzesień 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




SZKLANA ŚCIANA (01)
2014.09.18 / Irena Falcone
TAGI:
Share |
Pan Zenobiusz to postać fikcyjna, jakkolwiek zdarzenia, które opisuję, miały miejsce. Są kompilacją różnych historii zasłyszanych wśród moich przyjaciół, niektóre zdarzenia odnoszą się do moich własnych doświadczeń z różnymi budowlańcami, z którymi miałam do czynienia przez wiele lat. Przygody pana Zenobiusza – mam nadzieję – trochę czytelników rozbawią, a może nawet sprowokują do refleksji…
Siedzę na lotnisku w Luton i czekam na pana Zenobiusza. Jest początek wiosny 2004 roku. Ludzie kręcą się jak w mrowisku. Zamykam oczy i słucham szumu, gwaru rozmów, śmiechu dzieci witających ojców długo niewidzianych, okrzyków zdumienia i radości. Słychać przede wszystkim mowę polską.

Przypomina mi się chwila, kiedy dwadzieścia lat temu wylądowałam na lotnisku Heathrow, nie znałam angielskiego, nikt na lotnisku nie mówił po polsku poza kilkoma pasażerami, którzy przylecieli ze mną. Wtedy wszystko było takie skomplikowane, a zarazem proste. Przez ostatnie dwadzieścia lat nie miałam w ogóle kontaktu z Polakami, więc co ja właściwie wiem na temat współczesnej mentalności polskiej? Na ile się ona zmieniła? I czy się zmieniła? Moje lekcje współczesnej polskości zaczynają się właśnie tutaj, na lotnisku w Luton. Nauczyciel, pan Zenobiusz – budowlaniec, właśnie wylądował.

Tydzień wcześniej siedzę w kuchni, piję kawę, palę jednego papierosa za drugim i płaczę rozmawiając przez telefon z moją mamą.

– No i co jam mam teraz zrobić? Dom się wali, jedno po drugim się psuje… Ja sama bez Angela sobie nie poradzę.

I znowu buuuuuuu, ryczę. Mąż umarł parę miesięcy temu, zostałam sama z dwojgiem dzieci. Boże święty, jaka ja jestem biedna… I znowu buuuuuuuuu…

– Przestań ryczeć, bo już mnie głowa od tego boli – mówi moja matka. Kobieta, która sama wychowała troje dzieci, harowała całe życie jak wół.

Myślę sobie, no tak, taki sam los mnie spotkał, teraz na mnie kolej, na poświęcenia. I złożenia siebie jako ofiary na ognisku rodzinnym. A tak sobie przyrzekałam, że moje życie będzie wyglądało inaczej, lepiej, lżej, bardziej kolorowo, Wyjechałam z komunistycznej Polski do tego lepszego, bogatszego świata, założyłam rodzinę, ale korzeni nie zapuściłam. Nie mam tutaj przyjaciół ze szkoły, z uniwersytetu, rodziny, wsparcia… Jedynym wsparciem był dla mnie mój mąż, a teraz go nie ma. I wszystko się wali…

– Rynna się urwała , kran cieknie, cholerna pralka nie działa, cały dom do remontu.

Słuchaj, mówi matka – wyślę do ciebie Zenobiusza. To mój sąsiad, złota rączka, stolarz, budowlaniec, wszyscy go na osiedlu znają. Jest tylko jeden problem.

No tak, wiedziałam, myślę sobie, zawsze jest jakiś haczyk.

– On i jego żona to świadkowie Jehowy.

– I…? – pytam. – Gdzie ten problem? Mam uważać, żeby mnie nie nakłonił do zmiany religii? – śmieję się głośno.

– I z czego ty się głupia śmiejesz ? – pyta matka.

– Nic, nic, wyślij tego Zenobiusza. Przyrzekam, że nie zmienię religii.

Idzie pan Zenobiusz; czapka z daszkiem, kurtka dżinsowa. Ma oczywiście duże wąsy i blond włosy. Chodzi stawiając stopy do wewnątrz. Nie wygląda na świadka Jehowy, myślę i śmieję się pod nosem.

Pan Zenobiusz na powitanie deklaruje podniośle, że on umie WSZYSTKO, dosłownie wszystko. I żadnej pracy się nie boi.

No nic, pożyjemy, zobaczymy. Remont zaczyna się na drugi dzień od rynny i kranu. Jadę do Tesco i kupuje 24 piwa. No, wiadomo, chłop po robocie musi sobie piwko wypić.

Wszystko toczy się jak z płatka, po paru dniach dochodzę do wniosku, że może warto sprawdzić, czy stwierdzenie pana Zenobiusza, że umie WSZYSTKO jest prawdą. Dotychczasowe naprawy wykonał fachowo i szybko. Widzę przed sobą – jak to mówią Anglicy – window of opportunity. Rzucam więc hasło: – Rozebranie ścianki działowej w salonie, no i remont rozpoczyna się całą parą.

Pan Zenobiusz ma dużo inicjatywy. Po remoncie salonu mówi do mnie: – A może tak łazienkę bym pani nową zrobił?

Niegłupi pomysł. Cały wieczór siedzimy i nakreślamy koncepcje. Mówię: – A może jedną ścianę rozbierzemy? I luksfery założymy? Fajnie by taka szklana ściana wyglądała. Podkreślam, że muszę sprawdzić, czy nie potrzebuję na to pozwolenia z urzędu miasta.

Na drugi dzień wracam z pracy, przed domem góra gruzu. Pan Zenobiusz wita mnie z uśmiechem. Wygląda jak piekarz, jest cały obsypany białym pyłem. Serce skacze mi do gardła. Z trudnością udaje mi się wycedzić:

– A ten gruz to skąd?

– Pani idzie za mną. O, niech pani zobaczy – prowadzi mnie na górę.

O, kurczę nie ma ściany. Łazienka właściwie wisi w powietrzu.

– Panie Zenobiuszu, no fajnie, że pan ma inicjatywę… Staram się być spokojna i cywilizowana, a w środku czuję, jak złość się we mnie wzbiera. Myślę, oddychaj głęboko i w sposób kontrolowany, bo zawału dostaniesz. No i nie wytrzymuję. Nie ma już pana Zenobiusza…

– Zenek, cholera jasna – drę się – czy ciebie pokręciło?! Kto ci powiedział, że masz tę ścianę wywalić?

Stoi przede mną z tymi polskimi, białymi teraz wąsami i mruga nerwowo.

– No jak, pani Ireno, pani toć wczoraj mówiła, że luksfery, że szklana ściana… No to rozwaliłem. Co pani taka nerwowa, człowiek chce dobrze, to go opierdalają – mruczy pod nosem.

Matko Boska, myślę, czy my mówimy tym samym językiem, czy ja jestem na planie filmu z lat 80. w PRL-u? Nie, nadal jestem w Anglii, stoję przed ogromną dziurą i zastanawiam się nad całą tą sytuacją.

Staje na tym, że wyboru nie mam, szklana ściana jutro będzie murowana, bez względu na to, czy pozwolenie potrzebne czy nie. Pan Zenobiusz pogwizduje sobie pod nosem: Que sera, sera, whatever will, be will be.

Po paru dniach ściana stoi, a stara wanna wyjeżdża do ogrodu. Moi sąsiedzi Anglicy zaczynają na mnie podejrzliwie spoglądać.

Sąsiad Richard jednego poranka zatrzymuje mnie i mówi: – Duży remont masz. Na to ja, że przepraszam za hałas i niewygodę. – Nie, nie – mówi – nie ma problemu. Ale nadal się kręci i czuję, że chce jeszcze coś powiedzieć.

– Widzisz Irena – mówi – ja nie wiem, może to w Polsce normalne, ale moja żona trochę jest wstrząśnięta.

O, cholera, myślę, o co chodzi? Co on ( Zenobiusz) zrobił?

– Widzisz – ciągnie – ten twój budowlaniec codziennie się kąpie w starej wannie w ogrodzie. Rozbiera się do majtek, namydla od góry do dołu i potem polewa się wężem przez 10-15 minut. Cała woda leci na nasz ogród.

Ja zaczynam się śmiać chyba trochę histerycznie. Richard patrzy na mnie jakbym spadła z konia. Próbuję spoważnieć i przepraszam Richarda. – I am so sorry, I will have a word with him – zapewniam. Ale wciąż duszę się ze śmiechu. Chwała Bogu, że choć w majtkach się kapie, myślę.

Wieczorem przy kolacji próbuję przekazać panu Zenobiuszowi jak najdelikatniej to, co powiedział Richard. Zenobiusz się śmieje, podkręca wąs i mówi : – Pani Ireno, ale ci Anglicy to są pieprznięci. Toż człowiek się musi po pracy umyć. A ta pani sąsiadka to pewnie chłopa nago dawno nie widziała, pewnie dlatego tak się zgorszyła.

Po dłuższej rozmowie udaje mi się pana Zenobiusza przekonać, aby przestawił wannę na drugi koniec ogrodu, by sąsiadka się nie gorszyła, a piana nie leciała na jej wypielęgnowany trawnik, który co tydzień jest z namaszczeniem strzyżony przez wynajętego ogrodnika.

Kilka dni później ze zdziwieniem odnotowuję, że piwa z kartonu nie ubywa. Może ja już nic nie wiem na temat Polaków, myślę. Niepijący budowlaniec… Czy powinnam zweryfikować stereotyp, który mi utkwił w głowie dawno temu?

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 23809
Tak

19810
83%
Nie

3999
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |kamieniarstwo wodzisław | śruby kwasoodporne | masaż gdańsk | Obejmy skorupowe | wykrawarki do naroży
odchudzanie rybnik | cyklinowanie pruszków | wyznaczanie granic Rybnik | liny kwasoodporne | fassadenreinigung wien