KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 24 listopad 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




ZIOMEK (06)
2014.09.18 / Irena Falcone
TAGI:
Share |
– Och Italia, Italia to jest kraj… – mówi Zenek na powitanie, kiedy odbieram go po raz kolejny z lotniska w Luton. 
Zenobiusz jest bardzo opalony i coś się w nim zmieniło. Spoglądam uważniej i nagle zauważam, że nie ma wąsów. 

– Pani Irenko, Włochy to jest kraj, to jest życie, wszyscy od rana winko piją, to rozumiem, tak można żyć. Nikt się do niczego nie śpieszy, a kobiety… palce lizać! No, ale tylko te młode, bo jak już mają po czterdziestce to są od tych makaronów takie stare i grube, że szkoda gadać. Nagle patrzy na mnie i szybko dodaje: – No, ale pani to jest ładna, trochę przy kości, ale ładna. 

Śmieję się i mówię: – To znaczy przy kości, stara, ale ładna. 

Zenobiusz nerwowo szuka wąsa, aby go sobie podkręcić, ale go nie znajduje, więc tylko drapie się po nosie i odpowiada: – No taka stara też pani jeszcze nie jest, energii to pani ma za dwie dwudziestolatki –  oddycha z ulgą, zadowolony, że udało mu się wybrnąć z sytuacji. 

– A jak Danusi podobało się we Włoszech? – pytam. 

– No, Danusi to bardzo się podobało, wie pani, ona blondynka to te Włochy za nią jak pszczoły za miodem. Mówię pani, że już mnie to trochę wkurzało.

Zenobiusz milknie na chwilę, po czym dodaje: – No, dlatego wąsy zgoliłem, bo ona mi tu zaczęła gadać, że jej to się takie żigolaki włoskie podobają, że tacy eleganccy i ogoleni, no to zgoliłem wąsy. Czego się dla kobiety nie zrobi...

Następnego dnia po przyjeździe Zenobiusz  zaczyna pracę w mieszkaniu w Londynie,  dzielnica Arsenal. Cliff dzwoni do mnie po paru dniach i mówi, że wszystko jest super, że jest bardzo zadowolony, dzisiaj przewiezie Zenobiusza do mieszkania w Angel. No i pierwsza wypłata. 

Nic nie mówię, ale po odłożeniu słuchawki brzmi mi jeszcze w uszach… pierwsza wypłata, pierwsza wypłata.  

Następnego dnia odbieram telefon. Dzwoni Cliff: – Irena, nie wiesz przypadkiem, gdzie jest Zenek, bo przyjechałem do mieszkania, jest godzina pierwsza po południu, a Zenka nie ma.

– Może na obiad poszedł – mówię, ale wiem, że prawdopodobnie po wypłacie nie jest to tylko obiad. Dzień mija i Zenka nadal nie ma. Oboje z Cliffem zaczynamy się martwić. Dzwonię do Zenka kilka razy, ale telefon wyłączony. Może miał wypadek, może go ktoś napadł. W końcu około dwunastej w nocy Zenek odbiera; nie mogę go zrozumieć, bełkocze. Dociera do mnie w końcu: – Na polllicji jezdem…polllicja. 

Udaje mi się go przekonać, by podał słuchawkę policjantowi na komisariacie.  Policjantka informuje mnie, że mężczyzna z torbą plastikową pełną piwa siedzi na poczekalni, jest całkowicie pijany. Pytam, na jakim komisariacie. – Elephant and Castle. 

W jaki sposób Zenek dotarł ze stacji Angel do Elephant and Castle w tym stanie, jest niewytłumaczalne. Policjantka informuje mnie, że pozwoliła mu siedzieć na poczekalni, ponieważ zdaje sobie sprawę, iż w stanie, w jakim jest, i bez znajomości języka angielskiego wyrzucenie go na ulicę byłoby wystawieniem go na zbyt duże niebezpieczeństwo. Pyta mnie czy wiem, gdzie on mieszka i czy mogę wezwać taksówkę. Podaje mi numer telefonu do lokalnej firmy. Dzwonię, z akcentu poznaję, że jest to Afrykańczyk, zaczynam mu tłumaczyć, że mieszkam w Wewlyn Garden City i chciałabym zamówić taksówkę dla gościa, który nie mówi po angielsku, jest pijany i siedzi na komisariacie w Elephant and Castle. Pytam, czy mógłby go zawieźć do Angel, na adres, który mu podam. Facet zaczyna się śmiać i zmienia ton głosu: – Jestem w radiu, to jest jeden z tych numerów, żeby sprawdzić, czy ludzie dadzą się naciągnąć… Ha ha ha – śmieje się i woła: Hello England, my name is Eric. Mówię: –  Eric, wierz mi, nie jesteś w radiu, to prawda.

Po dłuższej dyskusji udaje mi się przekonać Erika, aby pojechał po Zenka. Oczywiście zaznacza, iż musi mieć zapłacone z góry. 

Dzwoni telefon. Na dworze już świta, jest godzina czwarta rano. 

– Nie wziąłem twojego Polaka, bo nie miał pieniędzy przy sobie.  

– Eric, proszę cię, wróć i weź go, zapłacę kartą przez telefon – mówię. Z drugiej strony słychać długi sygnał. Odłożył słuchawkę. Dzwonię na komisariat i wyjaśniam sytuację. Policjantka informuje mnie, że ona zadzwoni do innej firmy.  – Zapytaj się go, czy on ma jakieś pieniądze w domu – mówi  i  przekazuje telefon Zenkowi. 

Po kilku minutach udaje mi się ustalić, że ma pieniądze w domu, wszystkiego nie przepił. 

Alleluja! – oddycham z ulgą. Wszystko załatwione. Gramolę się do łóżka. Zapadam w głęboki sen prawie natychmiast. Śni mi się, że dzwoni telefon… dryń, dryń, dryń, dryńńńńńńńńńńńńńńń.  Otwieram oczy , patrzę na zegarek, jest w pół do szóstej rano. Telefon dzwoni, to nie sen. Ociągając się podnoszę słuchawkę.  Rozpoznaję głos policjantki. – Przyjechał taksówkarz dziesięć minut temu, ale nie wziął tego Polaka, bo on w międzyczasie wypił wszystkie piwa, które miał w torbie i jest kompletnie pijany. Taksówkarz powiedział, że nie chce mieć zarzyganego auta.

Zastanawiam się, co powiedzieć, gdy tymczasem policjantka dodaje pocieszająco: – Idź spać. Za kilka godzin, jak on trochę wytrzeźwieje, zadzwonię znowu po taksówkę. Dziękuję grzecznie, opatulam się kołdrą i odlatuję w sen, w którym nie ma żadnych telefonów.

Wstaję o dziesiątej rano i natychmiast dzwonię na komisariat. Odbiera policjant. Po wysłuchaniu mojego wyjaśnienia mówi: – Wiem, wiem, znam całą sprawę, właśnie wsadziliśmy tego twojego przyjaciela pijaczka do taksówki, powinien być już w domu. 

Zamiast dziękować, zaczynam się wydzierać: – To nie jest mój przyjaciel!  

Policjant się śmieje. – OK, wiem, wiem, no ale przecież to twój ziomek. 

No cóż, ma rację… Dziękuję mu za pomoc i odkładam słuchawkę. Wracam do łóżka, ale nie mogę już zasnąć. Wpatruję się w sufit i staram się wyobrazić sobie, że to wszystko po prostu mi się śniło. I że na świecie nie ma pana Zenobiusza, który jest moim rodakiem. 

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 25020
Tak

20849
83%
Nie

4171
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport | | | | |
| | | |