KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 23 wrzesień 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




POGRZEB BEZ KSIĘDZA (07)
2014.09.18 / Irena Falcone
TAGI:
Share |
Przed moimi drzwiami pojawia się Zenek, brudny, nieogolony, śmierdzący parodniowym potem i piwem. Jest już wieczór, na dworze szarzeje, w powietrzu jeszcze wisi ciepłe powietrze upalnego lipcowego dnia. Cofam się w głąb korytarza, by uwolnić się od zapachu Zenkowej klęski. Nie chcę patrzeć na tego brudnego, zarośniętego żula stojącego w moich drzwiach, patrzącego na mnie z błaganiem w oczach. 
Zenobiusz nic nie mówi. Po chwili, bez słowa, wykonuję gest zapraszający go do środka. Wchodzę do kuchni. Zenek idzie za mną, ale w pewnej odległości. Włączam gaz i podgrzewam zupę. Nieodwracając się w jego stronę mówię: – Wiesz gdzie są ręczniki, idź się wykąpać.

Po jakimś czasie Zenobiusz schodzi na dół. Znów wygląda tak, jak go zapamiętałam, z tą różnicą, że się nie uśmiecha, jest smutny. Jemy zupę bez słowa. Zenek kruszy chleb i skręca z niego kulki, którymi czyści talerz z resztek zupy i ze smakiem je zjada. 

– Bóg zapłać, pani Irenko… Siedzi i patrzy na mnie, jakby jeszcze coś chciał powiedzieć. 

– Idź spać Zenek, pogadamy jutro – mówię.

Zenek patrzy na mnie z lękiem w oczach. 

– Danusia zawsze tak mówi: pogadamy jutro. To zawsze oznacza, że chce mnie ochrzanić.  

Podnosi się z krzesła i wychodzi: – No to do jutra.

Następnego dnia, kiedy schodzę do kuchni, widzę, że Zenek jest już w ogrodzie. Trawa skoszona, a on na kolanach okopuje małą łopatką grządki z kwiatami. Jest uśmiechnięty i mówi: – Tutaj ma pani taki sztapelek cegieł, pomyślałem sobie, że zbuduję pani taki prostokątny kwietnik. Co pani na to? To nie zajmie długo, może pół dnia. 

Kiwam głową i zaczynamy rozmawiać na temat kwietnika. Zenobiusz zabiera się natychmiast do roboty. W południe idę zobaczyć, jak idzie budowa kwietnika. Zenek siedzi na ławce i pali papierosa, kwietnik prawie że skończony. Siadam obok niego i oboje patrzymy na ten prostokąt z żółtej cegły. 

Zenek odzywa się po chwili: – Patrzę i patrzę na ten kwietnik i tylko jedno mi przychodzi do głowy… że wygląda on jak grób… To jest moje życie, sam sobie grób buduję. 

Zapada cisza, ja nie mówię ani słowa. Zenobiusz spuszcza głowę, siedzimy na tej ławce obok siebie, ale nie patrzymy na siebie, tak jakbyśmy siedzieli w pociągu… Dwóch przypadkowych podróżników jadących w nieznanym dla siebie kierunku. 

– Widzi pani, kiedy byłem chłopcem, to mi siostra zmarła. Miała siedem lat. Tak nagle zmarła. Jednego dnia jeździliśmy na rowerach na podwórku i już było chłodno. Matka przez okno krzyczała: weź dla Julki sweterek, bo ją przewieje. Julka zawsze była chorowitym dzieckiem, a mi się nie chciało na czwarte piętro po ten sweterek lecieć. Na drugi dzień zachorowała, gorączka, dreszcze, lekarz powiedział, że przejdzie, a po dwóch czy trzech dniach w nocy nagle zmarła. Matka mnie obwiniała, że po sweterek nie przyszedłem. Potem do kościoła chodziła codziennie.

Ojciec był partyjny i pracował w urzędzie miasta. Zawsze w garniturze chodził i w klapce miał wpięty znaczek partyjny. Bieda u nas była. Ojciec do kościoła po paczki w stanie wojennym nie pozwalał chodzić, ale czasami przynosił do domu zawiniątka w szarym papierze, z kiełbasą i z boczkiem. Wtedy zawsze nakazywał nam, aby nikomu o tym nie mówić, że w pracy dostali dodatkowe przydziały. Wódki nigdy nie pił. Jak dawali na kartki czekoladę albo wódkę, to ojciec zawsze do domu przynosił czekoladę. Mówił wtedy: pamiętajcie, że jedzenie w tym domu na stół daje partia, a nie kościół.

Potem, po śmierci Julci, to ciągle krzyczał na matkę, żeby do kościoła nie chodziła, bo go z partii wyrzucą. A ona, kiedy szła do kościoła, to się za słupem chowała, ale ludzie i tak mu powiedzieli, że dalej do kościoła chodzi. Jednego dnia awanturę zrobił i krzyczał, że on sobie wyprasza i że ona jest głupia. Powiedział do niej: i gdzie był ten twój Bóg, jak Julka chora była? Matka tylko płakała, i do kościoła przestała chodzić. Powiedział jeszcze: pamiętaj, jak umrę, to żadnego księdza na pogrzebie nie chcę mieć! 

Matka lubiła aniołki, ciągle kupowała porcelanowe figurki i obrazki aniołków. Pamiętam taki obrazek za szkłem, który wisiał nad moim łóżkiem. W tle był ciemny las, a w środku mostek drewniany, po nim w ciemnościach szła mała dziewczynka w koronkowej sukience. Kiedy teraz o tym myślę, to wyglądała całkiem jak nasza Julcia. Obok niej szedł anioł i trzymał ją za rękę. Anioł był jak za mgłą, ale widać było, że ta dziewczynka wierzy w niego, bo się uśmiecha i wcale się nie boi tej ciemności i tego czarnego lasu. Mama te figurki aniołków to wszędzie stawiała, w kuchni, w pokoju, a ojciec co jakiś czas niby niechcący jakiegoś potrącał i aniołek tłukł się na kawałki.  Matka nigdy nic na to nie mówiła tylko zbierała te kawałki i potem sklejała je butaprenem. To był taki klej, trzymała go zawsze pod wanną w słoiku. Wtedy nie można było niczego w sklepach kupić i mama ten klej przynosiła z pracy. Pracowała w fabryce na taśmie. Kiedyś przyszedłem pod bramę i na nią czekałem. Poprosiła portiera, żeby mnie wpuścił na zakład i z dumą pokazała mi swoje zdjęcie w gablotce za szkłem z napisem: Przodownik pracy. Jak była młoda, to była piękna. Zanim ojciec do partii się zapisał i ona mogła co niedzielę do kościoła chodzić, to zawsze się wtedy tak pięknie ubierała. I wydawała mi się najpiękniejszą kobietą na świecie. Aha, mówiłem o tych aniołkach… Ten klej był brązowo-pomarańczowy i jak ona biedna te aniołki kleiła i on zasychał na porcelanie, ojciec mówił, że jej aniołek się obsrał. 

Ojciec po paru latach zmarł na raka. Ja wtedy akurat w wojsku byłem, w marynarce, dali mi przepustkę na pogrzeb. Jak ojca w trumnie zobaczyłem, to powiedziałem do matki, że bardzo się zmienił, że wygląda zupełnie inaczej. No ale ja ojca wtedy długo nie widziałem, a ten rak to go strasznie zeżarł. Pogrzeb był duży. Był ksiądz, i była msza. Po tygodniu po pogrzebie do matki przyszli jacyś ludzie, tacy młodzi, chłopak i dziewczyna, i powiedzieli, że myśmy pochowali ich ojca, a mój ojciec jeszcze w kostnicy w szpitalu jest. To był szok, ja do dziś nie mogę zrozumieć, jakim cudem matka nie widziała, że ten człowiek w tej trumnie to nie jest jej mąż. Sobie też to wyrzucam, że się bardziej nie uparłem. Ale ona go przecież w tym szpitalu odwiedzała, widziała go przed śmiercią. Tak sobie myślę, że może ona po śmierci Julki to tak naprawdę już na niego nie patrzyła. Potem przyznała mi się, że jak w szpitalu powiedzieli, że zmarł, to nawet nie poszła go zobaczyć. No i co tu było robić? Taki wstyd. Więc wykopali tego człowieka w nocy z grobu ojca, a ojca tej samej nocy w ten sam grób żeśmy włożyli w zbitej z desek trumnie. I księdza też nie było, tak jak chciał. Matka potem prawie już z domu nie wychodziła. W jakąś paranoję wpadła, że wszyscy się z niej śmieję, że nie swojego męża pochowała…

Zenobiusz wstaje z ławki, bierze kielnię i podchodzi do kwietnika. Powoli kładzie następną cegłę…

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 23809
Tak

19810
83%
Nie

3999
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |kamieniarstwo wodzisław | pręty nierdzewne | opieka osób starszych Jastrzębie Zdrój | Kamlock couplings | czaszkowo-krzyżowa Cieszyn
odchudzanie rybnik | cokoły mdf grodzisk mazowiecki | okna Racibórz | badania sanitarne Rybnik | drzwi Dre wodzisław rybnik