KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 17 paĽdziernik 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Życie bezładne i bezskładne
2014.11.18 / Krystyna Cywińska
TAGI:
Share |
Mam coraz słabszy iloraz inteligencji. Czyli IQ. I oczy coraz słabsze. I słuch nie ten. Mam do tego prawo z tytułu wieku. Czyli prawo nabyte, a nie przyrodzone. Czego czasem w kontekście ilorazów nie można powiedzieć o ludziach z młodszego pokolenia. Na dodatek z przyrodzenia nie mam przywary słowotoku. W mowie i w piśmie. Czego czasem nie można powiedzieć o zaperzonych członkach młodszego pokolenia. Szczególnie tych piszących.

Mam słabą wydajność mózgową na artykuły zalewające czytelnika wynurzeniami pseudofilozoficznymi, morfologicznymi, wspomnieniowymi i recenzyjnymi. Z czym się zmagałam niedawno na łamach londyńskiego „Dziennika Polskiego” w odniesieniu do recenzji. Wynurzenia czy wynaturzenia recenzyjne dotyczyły wystawionej w Ognisku Polskim sztuki Moliera. Przez uprzejmość pominę nazwisko recenzentki. Dawni fachowi krytycy i recenzenci dawnego „Dziennika” dostaliby apopleksji czytając te wynu-
rzenia, nawet w grobie. Mój słaby iloraz inteligencji tego już nie wytrzymał. Rozstałam się z „Dziennikiem”, po pół wieku znajomości, z okładem. Współpracownikom tego pisma polecam jednak dokonanie testu na iloraz inteligencji.

Jeśli w grę wchodzi iloczyn rozpuszczalności szarych komórek, to moje pokolenie ma już raczej przechlapane. Mnie na szczęście jeszcze w głowie woda nie chlupie. Co mi także uświadamia, że nie jestem recenzentką ani krytykiem teatralnym. I nie podejmuję się krytykować pozytywnie, lub nie, kabaretowego kalejdoskopu naszych minionych lat emigracyjnych.

Widowisko-wodewil Te nasze piękne lata, wystawione przez Scenę Poetycką w londyńskim POSK-u 25 i 26 października był swego rodzaju przebojem. Bo przebijało się przez nieświadomość widzów młodszego pokolenia o tamtych czasach. Ale ożywiało przyćmione nieco wspomnienia uczestników tamtych czasów, dziś mało już zrozumiałych. Durnych i chmurnych, i brawurowych. Spektakl nie mógł być kiepski, bo reżyserowała go Helena Kaut-Howson, strażniczka słowa i kultury polskiej. Osoba niezwykła, potrafiąca jak nikt gromadzić wokół siebie młodsze i starsze pokolenie. Emigracyjne od dawna i od niedawna. Artyści Sceny Poetyckiej, obchodzącej swój jubileusz 10-lecia, grali nam i śpiewali. I dali nam wieczór wspomnień, radości i braw. Dzięki im za to. I chwała POSK-owi z jego przewodniczącą Joanną Młudzińską, której teatr nie jest obcy bo kiedyś prowadziła teatr dla dzieci Syrena.

Teatr na emigracji był zawsze ważny. Był odbiciem atmosfery politycznej i społecznej. W dawnych emigracyjnych czasach wszystko co pochodziło z PRL-u było trefne.

Skażone. Zaprzedane i zarażone komuną. Nawet interpretacje klasyków literatury i teatru. Tak uważano na emigracji. Ale widzowie w kraju kochali ten swój teatr. Widzieli w nim nie to co władze chciały żeby widzieli, ale to, co oni chcieli widzieć. Na emigracji odwrotnie. Tu obowiązywał wyłącznie pryzmat niechęci i podejrzliwości do wszystkiego co krajowe.

Z czasem wszystko się zmieniło. Ale tych zmian prawie nie dostrzegano na emigracji. Przez wiele lat. Związek Artystów Scen Polskich za Granicą uważał się za strażnika zasad niepodległościowych. Za podejrzanych uważano aktorów krajowych, spektakle krajowe itd. A tym aktorom, którzy w końcu dotarli do Londynu z paszportami peerelowskimi, tutejszy ZASP odmawiał praw członkowskich. Byli izolowani. Przyjezdnych na gościnne występy uważano za intruzów. Wszyscy byliśmy przez lata ofiarami dezinformacji. Byliśmy zdeformowani po obu stronach. Podsycani namiętnościami najgorszymi ze złych, bo ideologicznymi. I tak to ludzie trwonili lata, że nie byli jak brat dla brata – parafrazując Boya.

Te uprzedzenia i niechęci przełamała Urszula Święcicka. Pierwszy wśród brytyjskiej emigracji prawdziwy impresario. Nic jej nie zrażało. Ani krytyka, ani brak poparcia, ani braki w kasie. Wspierał ją znany wówczas emigracyjny filantrop, Feliks Laski. Bo kochał teatr i swój język. Wspierał ją nawet czasem finansowo własny mąż, architekt Tadeusz Święcicki.

Urszula Święcicka święciła prawdziwe tryumfy. Stworzyła emigracyjny Teatr Nowy. Dała naszym aktorom szansę grania i śpiewania. Trudno dziś wyliczać wszystkich tych, którzy na teatralnych deskach ożywiali i sycili nasze życie kulturalne i towarzyskie. Aspirującym doktorantom, a jest ich mnóstwo, polecam opracowanie tego zjawiska kulturowego, jakim był ten emigracyjny teatr.

Ale, trzeba też dodać – emigracyjni widzowie, choć już wiekowi, noszą też w sercach pamięć radości i wzruszeń, jakie dawał ZASP w latach ciemności i tęsknoty za krajem. Wdzięczność należy się aktorom i prezesom ZASP-u. Prezesem przez lata była i jest do dziś piękna i dowcipna Irena Delmar.

Wracając do Sceny Poetyckiej i jej jubileuszowego spektaklu. Zrozumiałe, że niektórzy młodzi widzowie nie rozumieli niektórych fragmentów epokowego widowiska o naszej przeszłości. Może teraz lepiej tę przeszłość zrozumieją. Zabrakło mi w tym widowisku wglądu w tę naszą przeszłość ideologiczną, rozbieżność teatralną. No i może nieco większej uwagi dla ZASP-u by się przydało, także w tym kontekście.

Ale ja już tak mam. Zawsze muszę uszczypnąć. Pewnie mam to w genach. Pocieszam się, że jednym z testów ilorazu inteligencji jest element dziedziczenia. Zawsze można by za różne braki obarczać babcię i dziadka. Oni też tak mieli jak my.

Swoistą wędrówką jest także książka Ślady światła napisana przez mieszkającego kiedyś przez wiele lat w Londynie profesora literatury hiszpańskiej Floriana Śmieję. Znanego iberystę mieszkającego teraz w Kanadzie. Jest to nostalgiczne wspomnienie o naszych latach chmurnej i dumnej młodości. Czasem durnej. Zawsze zaangażowanej. Przepojonej polskością zawsze i wszędzie. Są to piękne, prawie poetyckie, przyjazne dla wszystkich, którzy się pojawiali w jego życiu wspomnienia.

Dla brawurowych kawałków warto żyć. Wszystko w tym felietonie jest bezładne i nieskładne, jak całe nasze życie i o nim w widowisku w POSK-u.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 24171
Tak

20098
83%
Nie

4073
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |przenośniki taśmowe | pierścienie nierdzewne | biuro rachunkowe radlin | Bodtech | psychoterapia Cieszyn
Zespół muzyczny Kędzierzyn Koźle | transport gdańsk | matedukacja | pierścienie nierdzewne | laser oka gdańsk