KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 28 kwiecień 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
FAWLEY COURT
PAN ZENOBIUSZ
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Liban znaczy biały
2016.01.04 / Marcin Kołpanowicz
TAGI:
Share |
Podobno Bóg, gdy stwarzał świat, zszedł na ziemię i osobiście sadził cedry na górach Libanu.

Król Babilonii Nabuchodonozor własnoręcznie wycinał je na drzwi swej świątyni. Dawid sprowadzał drogą morską pnie cedrów na budowę swego pałacu. Jego syn, Salomon, z tegoż drewna wzniósł Świątynię Jerozolimską. Cedrowe trociny znaleziono w grobowcach egipskich faraonów. Stara tradycja powiada, że Jezus pływał po Jeziorze Galilejskim cedrową łodzią. Grecy, Rzymianie czy Bizantyjczycy nie wyobrażali sobie swych pałaców bez stolarki wykonanej ze świętego drewna, a Turcy Osmańscy nie wahali się używać chluby Libanu na opał. Nie lepiej obchodzili się z cedrami w czasie I wojny światowej angielscy żołnierze, którzy wycinali je na podkłady kolejowe.

Nie ma, nie ma… cedrów na Libanie

Uprawiana przez trzy tysiące lat rabunkowa gospodarka musiała się kiedyś skończyć. Dziś niewiele pozostało po bujnych lasach, którymi słynął Liban, mający wszak drzewo cedru w swym godle. Niedawno rząd libański wprowadził program powtórnego zalesiania, co jest o tyle skomplikowane, że młode drzewka są przysmakiem kóz, a cedr potrzebuje 40 lat, by wydawać płodne szyszki. Posadzono więc ostatnio i zabezpieczono ogrodzeniem setki tysięcy drzewek oraz wprowadzono ścisły zakaz wycinki. Jak się to ma do oferty właścicieli kramików z pamiątkami, którzy przy drodze prowadzącej do rezerwatu kuszą turystów wyrobami z „orridżinal cedarr”, trudno powiedzieć. Trudno też uwierzyć, oglądając koszmarne drzewka cedrowe wystrugane z tego cennego drewna lub przecięte pod kątem pieńki, ozdobione za pomocą wypalarki obliczem Khalila Gibrana, że cedr jest istotnie tak szlachetnym surowcem, za jaki uchodzi.

Kiedy dotarłem do rezerwatu Bsharri, okazało się, że jest on nieczynny, ponieważ po obfitych opadach śniegu poprzedniej nocy (a było to w lutym) ponad metrowe zaspy uniemożliwiają spacer po bożym lesie. Pozostało więc zadowolić się pstryknięciem selfie pod rozłożystym cedrem (prawdopodobnie tysiącletnim), który ocienia budki kramarzy, oraz zapoznać się z ich ofertą. Oprócz wspomnianych gustownych gadżetów oferują oni całą gamę cedropochodnych wyrobów, między innymi ceniony w aromaterapii olejek, który ma również tę właściwość, że wcierany w skórę odstrasza komary. Egipcjanie stosowali go, razem z żywicą cedru, do mumifikacji zmarłych. Ciemny i gęsty jak żywica jest z kolei miód cedrowy, lekko gorzkawy, za to poprawiający pamięć i obniżający poziom cholesterolu. Aromatyczne, lekkie drewno ma same zalety: jest łatwe w obróbce, nie atakują go korniki, może leżeć 100 lat w wodzie i nie butwieje – jedyną nieprzyjemną cechą cedrów jest to, że z dojrzałych, rozrośniętych osobników spadają czasami bez ostrzeżenia ważące dwie, trzy tony konary. Nie potrzeba złej pogody ani silnych wiatrów, by urwała się wyrastająca poziomo z głównego pnia gałąź, więc doceniając fakt, że nie zleciał mi na głowę obciążony śnieżną czapą konar, ruszyłem w drogę powrotną, by odkrywać tajemnice obfitującego w niebezpieczeństwa kraju cedrów.

Izrael? Nie ma takiego państwa

Znajdowałem się przecież w miejscu do niedawna odradzanym przez większość biur podróży. Wprawdzie obecnie w Libanie nie toczą się walki i panuje względny spokój, ale wciąż widoczne są ślady zniszczeń spowodowanych krwawą wojną domową (1975-1991) i świeża jest pamięć wojny z Izraelem (2006).

Wrogość rządu libańskiego do południowego sąsiada trwa do dziś, a przejawia się między innymi w tym, że turysta, który ma w swym paszporcie izraelską wizę lub choćby pieczątkę, nie zostanie wpuszczony do Libanu. Co więcej, nie istnieje telefoniczny numer kierunkowy z Libanu do Izraela, nie ma też tego państwa na wydawanych tu mapach: zamiast Izraela widnieje na nich dawna nazwa tych ziem: Palestine. Z kolei na trasie prowadzącej z Bejrutu na północny wschód, w stronę Baalbek, wojsko cały czas pilnuje bramek i rewiduje wybrane pojazdy.

Nie ma jak kamienne łoże

A jednak warto pojechać tą drogą do fenickiego miasta Baalbek, choćby ze względu na znajdujący się tutaj kompleks antycznych świątyń, znanych pod nazwą Świątyni Jupitera. To jedne z najlepiej zachowanych ruin rzymskich, co może dziwić zarówno ze względu na występujące tu trzęsienia ziemi, jak i częste niszczycielskie najazdy ościennych mocarstw, nie mówiąc o nonszalancji, z jaką w Libanie zawsze podchodziło się do zabytków, które były cenione głównie jako tanie źródło materiałów budowlanych. Odnaleziony w dawnych kamieniołomach na przedmieściach Baalbek największy obrobiony blok skalny na świecie, zwany Hajjar al-Hibla (kamień ciężarnej kobiety), waży 1650 ton i jest zapowiedzią cyklopowych murów pobliskiego kompleksu świątyń. Nazwa kamienia wiąże się z miejscowymi wierzeniami: jeśli para cierpiąca na bezpłodność zbliży się do siebie na tym gigantycznym „łożu”, to na pewno pocznie się dziecko.

Skąd taki pomysł? Podobne do Hajjar al-Hibla masywne, kamienne bloki (wykorzystane później przez Rzymian jako fundamenty ich świątyni Jupitera) służyły za ołtarz wyuzdanego i odrażającego kultu kananejskiego (czyli fenickiego) boga Baala, który łaskawym okiem patrzył na prostytucję sakralną i sodomię oraz domagał się składania ofiar z dzieci. Być może fakt, że największego bloku skalnego nie zdołano przetransportować, by mógł posłużyć za ołtarz rytualnego dzieciobójstwa, został zinterpretowany w taki sposób, że przypisano mu zgoła odmienne, życiodajne własności.

Nie zabrania się dotykać eksponatów

Po podbojach Aleksandra Wielkiego nazwę Baalbek zmieniono na Heliopolis, Baala zaś przemianowano na Zeusa, którego później utożsamiono z rzymskim Jupiterem. Z jego świątyni pozostało do dzisiaj jedynie sześć arcywysokich kolumn korynckich, które wieńczą wzgórze świątynne i królują nad miastem. Za czasów Justyniana osiem innych zostało rozebranych i przetransportowanych do Konstantynopola, gdzie wstawiono je do bazyliki Hagia Sophia.

Poniżej świątyni Jupitera niemal w całości ocalała świątynia Bachusa (zwana „małą”, choć jest większa od Partenonu), otoczona szpalerem kolumn. O kunszcie starożytnych budowniczych świadczy fakt, że budowla przetrwała niemal nienaruszona kilka trzęsień ziemi. Architrawy i fryzy pewnie spoczywają na korynckich kapitelach, a we wnętrzu świątyni olśniewają dwa rzędy bogato zdobionych nisz, w których niegdyś stały posągi bóstw. Nieco dalej, w miejscu wcześniejszego kultu Astarte, na podeście o kształcie podkowy wznosi się okrągła, niemal barokowa w wyrazie świątynia Wenus. Do dziś duże wrażenie robi rozmach i skala całego kompleksu, porównywalnego jedynie z ateńskim Akropolem, naukowcy zaś spierają się wciąż, jakimi metodami transportowano gigantyczne bloki skalne na tę budowę i jak się udało podnieść ważące kilkaset ton gzymsy na głowice dwudziestometrowych kolumn. Najnowocześniejsza technika nie sprostałaby temu zadaniu.

Choć do tego stanowiska archeologicznego sprzedawane są bilety wstępu, nikt wewnątrz nie pilnuje zabytku. Inaczej niż na Forum Romanum czy w Pompejach, nie ma tu zamkniętych obiektów czy niedostępnych pomieszczeń. Wszędzie można zaglądać, dotykać antycznych reliefów i inskrypcji, przeskakiwać ponad roztrzaskanymi kolumnami i deptać spękane mozaiki. Można też łatwo spaść ze skarp i wałów, których nie zabezpieczają żadne barierki. Grupa żołnierzy w szaro-białych mundurach moro robi sobie fotki przy kamiennym łbie lwa wystającym z powalonego fryzu – jeden z młodzieńców podciąga się na lwiej grzywie i usiłuje wsadzić głowę do otwartej paszczy drapieżnika. Jasnowłosa Holenderka wspina się na powalony kapitel korynckiej kolumny, wysoki niemal jak ona sama, i pozuje swojemu chłopakowi do ujęcia z doliną Bekaa i górskimi szczytami w tle. Właśnie tym wiecznie ośnieżonym górom zawdzięcza Liban swą nazwę, bo semicki rdzeń lbn oznacza „biały”.

Niezwyciężeni maronici

Dolina Bekaa to ekonomiczna baza kraju i regionu, na jej żyznych i dobrze nawodnionych glebach uprawia się zboża, kukurydzę i warzywa (a także haszysz), są tu sady, winnice, stawy rybne i pastwiska. O ile Bekaa zaspokaja materialne potrzeby Libańczyków, o tyle Wadi Kadisha (Święta Dolina) od zawsze służyła im jako zaplecze duchowe. Kto raz ją zobaczył, pragnie przyjechać ponownie w jej dzikie, niedostępne, oddalone od cywilizacji wąwozy. To tutaj schronili się w IV wieku po soborze chalcedońskim syryjscy maronici przed prześladowaniami monofizytów. Później, gdy w VII wieku do Libanu dotarli islamscy „misjonarze”, zamaskowane groty pozwoliły maronitom przetrwać okres muzułmańskich prześladowań. By móc sadzić zboże i warzywa, na niedostępne skalne półki transportowali ziemię w koszach, korzystali też z pomocy miejscowej ludności, która spuszczała im żywność na linach z oślej skóry.

Kościół maronitów został założony przez uczniów św. Marona, ascety i pustelnika z IV wieku, który powinien zostać obwołany patronem survivalu, bo zasłynął tym, że całe życie spędził pod gołym niebem. Modlił się, pościł i uzdrawiał, w jednym i tym samym habicie znosząc letni skwar i zimowy chłód (a zimy w górach Libanu bywają śnieżne i mroźne).

Muzułmanie byli przekonani, że wycięli w pień następców św. Marona – jakież więc było ich zdziwienie, kiedy ośmieleni nadejściem Krzyżowców w XI wieku maronici ujawnili się: opuścili swoje górskie kryjówki i stanęli u boku europejskiego rycerstwa, by wesprzeć Krzyżowców w odzyskiwaniu Grobu Pańskiego. Dziś Liban to jedyny kraj arabski, w którym chrześcijanie nie tylko nie są dyskryminowani, ale mogą otwarcie wyznawać swą wiarę. Stanowią też ekonomiczną i intelektualną elitę państwa.

Do urwistych skał Doliny Kadisha przykleiło się wiele klasztorów, w których przetrwał surowy duch maronickiego monastycyzmu, a w jaskiniach do dziś mieszkają pustelnicy. Niezwykłym przeżyciem jest przejazd serpentynami nad kilkusetmetrowymi przepaściami Świętej Doliny, a zagłębianie się w jej wnętrze jest jak wędrówka w przeszłość. Od drogi „państwowej” odbija inna – wąska i niebezpieczna, zbudowana przez mnichów, a kończąca się w klasztorze św. Antoniego. Można tam w chmurze kadzidła wysłuchać pięknej starożytnej liturgii śpiewanej w wymarłym języku aramejskim (którym posługiwał się Jezus) i wejść do groty św. Antoniego, dokąd pielgrzymują niepłodne chrześcijanki, do modlitwy o dziecko dołączając pusty garnek (gdy modlitwa ta zostanie wysłuchana, przychodzą ponownie i na garnku kładą przykrywkę). W klasztorze można zwiedzić także muzeum, w którym używane w dawnych wiekach przedmioty codziennego użytku wyeksponowano z typowo bliskowschodnim zmysłem chaosu. Obejrzeć tu można pierwszą na Bliskim Wschodzie prasę drukarską, przytaszczoną aż z Edynburga (na której odbijano Ewangelię arabskimi czcionkami) oraz inkrustowany diamentami i kością słoniową pastorał, ofiarowany patriarsze maronitów przez króla Francji Ludwika IX w czasie wypraw krzyżowych. To wtedy Francja objęła Liban swą kuratelą, a maronici, których kapłani mogą się żenić, przyjęli zwierzchnictwo papieża, zachowując w pełni swój starożytny wschodni obrządek.

Nie ma beznadziejnych przypadków

Najpopularniejszym w Libanie świętym, którego podobizny można spotkać wszędzie: w kościołach, oknach domów, na muralach, szybach taksówek, a także na świecach, jest mnich-asceta Charbel Makhlouf. Żył w XIX wieku, lecz jego pełne ekstremalnych umartwień życie bardziej przypomina średniowieczne legendy. Najciekawsze wydarzenia zaczęły się po jego śmierci: przez 60 lat, do chwili kanonizacji dokonanej przez papieża Pawła VI, z ciała świętego wypływał przyjemnie pachnący różowawy płyn, któremu przypisuje się niezliczone uzdrowienia. Jednak najbardziej niezwykłym cudem św. Charbela była operacja tętnic szyjnych, jaką przeprowadził 25 lat temu, wraz ze św. Maronem, na Nouhad El Chami, ukazując się we śnie tej nieuleczalnie chorej, sparaliżowanej po wylewie pięćdziesięcioletniej kobiecie. Nouhad żyje do dziś, a śladem cudownej interwencji są dwie blizny na jej szyi, które co miesiąc krwawią.

Sława św. Charbela, dla którego nie istnieją beznadziejne przypadki w medycynie, zatacza coraz szersze kręgi: początkowo znany był tylko na Lewancie, ale ostatnio stał się niezwykle popularny w Rosji, we Włoszech oraz – dzięki niedawno wydanym książkom – także w Polsce. Grób świętego znajduje się w klasztorze w Annaya, który stał się narodowym sanktuarium Libanu. W odróżnieniu od europejskich miejsc pielgrzymkowych, kapiących złotem i wypełnionych wspaniałymi dziełami sztuki, klasztor w Annaya jest skromny i surowy, zgodnie z ascetycznym rysem Kościoła maronickiego. Z klasztoru można wspiąć się w górę, do pustelni, w której Charbel spędził ostatnie 40 lat swego życia. Być może wspaniałe widoki otwierające się z jednej strony na szmaragdowe wody Morza Śródziemnego, z drugiej zaś na zawsze ośnieżone szczyty Libanu, nieskażona przyroda i rześkie górskie powietrze w jakiś sposób rekompensowały anachorecie ziemskie dobra, których się dobrowolnie wyrzekł.

Jechać? Nie jechać? Jechać!

Charbel jest świętym ponad podziałami, uzdrawia wiernych wszystkich wyznań chrześcijańskich (a jest ich tutaj aż 17 denominacji), a także muzułmanów. Ale czy to wystarczy, by pokój, który chwilowo panuje, utrzymał się w Libanie na dłużej? Funkcjonujący tu jedyny w swoim rodzaju system polityczny, zwany konfesjonizmem, stanowi, że na prezydenta kraju wybiera się chrześcijanina-maronitę, na premiera muzułmanina-sunnitę, a na przewodniczącego parlamentu – muzułmanina-szyitę. Dzięki temu zachowany jest społeczny spokój, ale sytuacja w kraju nie jest całkiem stabilna. Ostatnio przez góry Antylibanu przybyły do czteromilionowego Libanu setki tysięcy uchodźców z Syrii, którzy uciekają przed rosnącym tam w siłę Państwem Islamskim. Od czasu powstania państwa Izrael w Libanie wciąż znajduje się około pół miliona uchodźców palestyńskich, którzy żyją w 12 obozach i nieustannie wywołują konflikty. Wciąż zmniejsza się też proporcja populacji chrześcijańskiej w stosunku do muzułmańskiej; miejmy nadzieję, że św. Antoni łaskawym okiem spojrzy na przynoszone do niego puste garnki, bo z reguły, gdy muzułmanie osiągają w danym kraju większość, dążą do narzucenia prawa szariatu „niewiernym” i zaczynają ich prześladować.

Warto wykorzystać obecny okres pokoju, którym cieszy się Liban, by wybrać się do tego niezwykłego kraju, dotknąć pnia cedru liczącego trzy tysiące lat i rzymskiej kolumny, posłuchać ciszy maronickich klasztorów w Świętej Dolinie, a także popłynąć łodzią przez czarne wody krasowych grot Jeita czy wyjechać na wzgórze Harissy kolejką linową, z której okien rozpościera się najpiękniejsza panorama na Bejrut; taka okazja może się nieprędko powtórzyć.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 22090
Tak

18459
84%
Nie

3631
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |kamieniarstwo wodzisław | karabińczyki nierdzewne | ostroga piętowa wodzisław | Camlock couplings | suplementy diety produkcja probiotyki
geowłóknina | transport drogowy | szkolenia bhp sandomierz | medycyna pracy Radlin | kancelaria prawna wodzisław śląski