KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 18 paĽdziernik 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Dzięki Ci Panie za Polaków w tym kraju
2016.04.02 / Krystyna Cywińska
TAGI:
Share |
Zacznę od sentencji Tadeusza Kościuszki: „Jest czas, w którym trzeba wszystko poświęcić, żeby wszystko ocalić”. To fragment odezwy Kościuszki do narodu, wydanej 24 września 1704 roku. Czy przesadna to sentencja na nasze czasy? Czy przesadna w proporcji tego, co dzieje się na świecie? Wobec nawałnicy islamskiej? Czy w proporcji do ojczystego zamętu? Nie zamierzam dodawać do tej sentencji moich uwag ani mojego w tym temacie poglądu. Jestem już poglądami siarczyście znudzona i oszołomiona. I wątpię we wszystko. A ponieważ wątpię, wiem, że jeszcze żyję. Tak naprawdę – jak powiadają w kraju prawie wszyscy – dość już tego „na dzień dzisiejszy”. Mowę ojczystą słyszę w jej różnych odcieniach w mojej londyńskiej wiosce. I dzięki niej przeżyłam ostatnio podnoszące – bo nie podniosłe – na duchu i na ciele chwile.

Mąż mój zachorował. W jego wieku nic dziwnego. Ale że chodziło o skrzep w nodze – przepraszam, że zanudzam szczegółami – zawiozłam go do szpitala. W szpitalu lecę do recepcji: – Wózek, krzesło na kółkach potrzebne! Mąż mój ledwo kuśtyka! – Tu wszyscy kuśtykają – słyszę. – Jest kolejka do wózka na kółkach. – Jak długa? – Długa. Do godziny.

Siedzimy więc w korytarzu, w przeciągu. Po godzinie suniemy. On na kółkach, a ja za nim na nogach. Wrotki, by się tu przydały, bo przed nami kilometry korytarzy. Wjeżdżamy na salę. A tam wielojęzyczna masa. W różnych odcieniach skóry. Siadamy i czekamy. Po godzinie przenoszą nas do celi za zasłonką. Siadamy i czekamy. Po pół godzinie wpada pielęgniarka i powiada: – Ciśnienie będę mierzyć. Komu? Panu, czy pani? – Panu – odpowiadam. Zmierzyła i wybyła. Po kolejnej pół godzinie wpada inna pielęgniarka: – Krew panu pobiorę? Już wie komu. Pobiera i wybywa. My siedzimy i czekamy. Za kotarą kłótnie o kaczkę. Na kaczkę też trzeba czekać. Po godzinie wpada doktor. Biały w czarnym uniformie. Po czym wylatuje i znowu wpada, tym razem z wagą. – Będę pana ważył – mówi. Wypada. Po zważeniu. I bez komentarza. Po jakimś czasie wlatuje znowu: – Będziemy pana teraz leczyli. Lekarz poleciał, a my dalej czekamy w celi za zasłonką.

Czuję, że jestem wkurzona. Wyłażę na korytarz i głośno mówię po polsku: – A niech to szlag trafi. Na co słyszę: – Spokojnie… Mam na imię Alicja, jestem z Opola i jestem tu pielęgniarką od lat. Zaraz zrobię tu porządek. Alicja odchodzi i na korytarzu wszystkich obsobacza. Wkrótce po jej interwencji wpada lekarz. Z przeprosinami i wynikami badania. – Jak się czujemy? Jak się czujemy?

– Źle, bardzo źle – mówię za siebie i za męża. – But why? Wszystko jest już w porządku. Badania gotowe do diagnozy konsultanta – oświadcza. – A kiedy ten bóg-konsultant orzeknie? – ja na to, dalej mocno wkurzona. A mąż, jak nigdy, siedzi jak trusia i milczy. Szpital go odmienił, czy co?

– What did you say? What did you say? God-consultant?– pyta lekarz. – Yes – ja na to. – God. Albo Godot, jak kto woli. Czy długo mamy czekać na niego? Doktor chichocze, mówi, że nie długo i znów wybywa.

Czekamy i czekamy. Po godzinie wraca i mówi, że konsultant orzekł. – Co orzekł? – No orzekł, że będą tabletki rozrzedzające krew. – Dostaniemy te tabletki? – pytam. – But of course, tylko… – Co tylko? – ja na to. – Tylko że to są specjalne tabletki, pod kluczem farmaceuty. – A gdzie farmaceuta z kluczem? – Farrrrmaceuta? Farmaceuta wyszedł i apteka zamknięta. – What? – czuję, że ciśnienie mi rośnie. – Farmacja zamknięta na pogotowiu w wielkim szpitalu? – No zamknięta, bo farmaceuta wyszedł – cedzi doktor. – Ale go szukamy, szukamy. Telefonicznie.

Za kotarą znowu słyszę: – Siostro kaczka, siostro kaczka! A do nas wpada jakaś szpitalna figura i każe nam wyjść z naszej celi za parawanem na korytarz. Na korytarzu jeszcze bardziej gęsto od ludzi. A za oknem już ciemno. Czekamy. Nagle przelatuje obok pan doktor. – Doktorze – wrzeszczę – co z tymi tabletkami? – Szukamy farmaceuty. Szukamy. Telefonicznie. Czuję jak mnie krew zalewa. – Czy to jest szpital, do cholery – wrzeszczę po polsku – czy przedsionek do śmierci?! – Tak trzymać! – mówi ktoś w moim języku. – Nazywam się Klaudia, pochodzę ze Śląska. Jestem tu pielęgniarką oddziałową. Ja tu kur... zaraz zrobię z nimi porządek. Odwróciła się i poleciała. Po pół godzinie wróciła z tabletkami. – Jedźcie do domu. Szczęść Boże.

Ale gdzie tu szukać tego fotela na kółkach. Lecę do wyjścia. Przy wyjściu z tego szpitalnego piekła wpadam na krzepką, wysoką postać. – What can I do for you? – słyszę znajomy akcent. – To pan Polak? – A jak! Polak! Jestem tu od lat kierowcą. – Wózek dla męża. Błagam, wózek dla męża... – Zaraz się zrobi, spokojna głowa. Nie będzie czekał.

Wózek się znalazł. I kochany pan Jerzy, kierowca z Leżajska, odwiózł męża do czekającego na nas samochodu.

Dzięki Ci Panie za Polaków w tym kraju. Gdyby nie oni, przesiedzielibyśmy w tym przeciągu pewnie do rana. Ale Polak i Polka przejdą przez wszystko, albo przez wszystko przepłyną i ośmielą się na wszystko. Nawet ośmielą się na to, by być wolnym narodem. Tak przynajmniej pisał niejaki Hugo Kołłątaj.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 24203
Tak

20125
83%
Nie

4078
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |podnośniki kubełkowe | liny nierdzewne | opieka osób starszych Rybnik | Kluszczyk niepłodność | prasa krawędziowa
kuchnie rybnik | cyklinowanie bezpyłowe warszawa | wyznaczanie granic Rybnik | metoda callana Jastrzębie | zabezpieczenia na dachu