KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 28 czerwiec 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
FAWLEY COURT
PAN ZENOBIUSZ
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Konserwatywny krok w nieznane
2016.10.27 / Grzegorz Małkiewicz
TAGI:
Share |
„Są rzeczy, o których wiemy, że o nich wiemy. Są rzeczy, o którch wiemy, że o nich nie wiemy. Ale istnieją również nieznane niewiadome. Są to rzeczy, o których nie wiemy, że o nich nie wiemy.” Donald Rumsfeld

W klasycznym podziale ugrupowań politycznych rodem z XVIII wieku konserwatyści to prawica. Ciekawe, że w czasach powszechnej nowoczesności ten tak stary w końcu schemat (lewica – prawica) jest nadal obowiązującą matrycą. Z czasem doszło jeszcze do spolaryzowania centrum i mamy jego mutacje, jak centroprawica i centrolewica. Jednak najważniejszy jest pierwotny podział, nawet wtedy, kiedy jego zastosowanie nie jest już tak precyzyjne. Praktykujący politycy gubią się w tych staroświeckich rolach, gorset uwiera, coraz to nowe paradoksy obnażają archaiczną nomenklaturę i nic się nie zmienia. Najlepszą ilustracją tego politycznego chaosu jest pobrexitowa scena polityczna nad Tamizą.

Zwykle doroczny zjazd partii politycznej to ważne wydarzenie, wiatr w żagle, w przypadku partii rządzącej – wzmocnienie jej pozycji, okazja do zapowiedzi kolejnych reform. Po historycznym referendum w sprawie wyjścia z Unii zjazdu konserwatystów oczekiwali wszyscy. Poprzedził go okres wakacyjny, w czasie którego doszło do stabilizacji rynków, lato ostudziło trochę polityczną debatę. Zwolennicy Brexitu podający nieprawdziwe dane wycofali się z tych obliczeń, albo całkowicie wycofali się z obiegu.

Theresa May miała szansę zaprezentować się na konferencji jako premier jednoczący wyborców i gwarancja brytyjskiej stabilności w niepewnych czasach. Stało się jednak inaczej. Nie potrafiła wyjść poza powtarzany przy każdej okazji slogan: Brexit means Brexit. Pokazała, że nie dopuści do żadnej korekty. Poza terminami negocjacji (mało precyzyjnymi), nie dowiedzieliśmy się zbyt wiele o rządowych planach rozwodowych.

Fałsz referendalny polegał głównie na tym, że elektorat miał odpowiedzieć na pytanie dotyczące rzeczy, o których nie wiedział, że nie wie. Ten stan rzeczy nie zmienił się, więc konferencja partii rządzącej nie była w stanie przedstawić konkretnych rozwiązań. Mówienie o nieosłabianiu pozycji negocjacyjnej jest czystą demagogią. Wielka Brytania nie ma niestety mocnej pozycji przetargowej, o czym donoszą codziennie media, a spadek wartości funta tylko potwierdza ten stan rzeczy.

W sytuacji braku konkretów politycy zwykle wspierają się demagogią, ale rzadko sięgają po argumenty obce im ideowo. Tak zachowywali się do tej pory konserwatyści – pragmatyczni, ale zawsze broniący kanonu wartości. W Birmingham, jeśli nawet scenariusz był spójny, to wraz z kolejnymi zaskakującymi wystąpieniami członków rządu zaczął dryfować w kierunku niekontrolowanym. Zwyciężył Goya – „gdy rozum śpi, budzą się upiory”.

Zaczęło się od wystąpienia premier May. Ku zdumieniu słuchających (choć może nie wszyscy zauważyli) już na początku oświadczyła, że jej konserwatywny rząd nie reprezentuje uprzywilejowanej grupy wyborców, lecz „klasę robotniczą”. (The Government I lead will be driven not by the interests of a privileged few, but by the interests of ordinary, working-class families.) Working-class families? To nie jest pojęcie opisujące, ale ma wyraźny desygnat ideologiczny utrwalony w ruchu robotniczym, wykorzystany w ustrojach totalitarnych, szczegółowo opisany przez teoretyków i praktyków komunizmu. Czy absolwenci politologii, zatrudniani przy pisaniu przemówień są odpowiedzialni za ten polityczny „prank”? W dalszym ciągu przemówienia pani premier to niefortunne określenie zamienia na przykład na „everyone in this great country”, chociaż jeszcze w jednym miejscu podkreśla : „the Conservative Party is the true workers’ party”. Z drugiej strony można było odnieść wrażenie, że nie było to zwykłe przejęzyczenie czy dowcip młodych asystentów.

Nie wszyscy konserwatyści poczuli się dobrze w „partii robotniczej”. Jest ich duża grupa, na tyle duża, że premier z trybuny zjazdowej ostrzegła wątpiących torysów i narzuciła partyjną jedność w dążeniu do Brexitu, który będzie początkiem Globalnej Brytanii. Nie mówiła o karach dla niepokornych, ale niedopatrzenie to uzupełnił konserwatywny radny z Guildford proponując przywrócenie wiktoriańskiego prawa mówiącego o zdradzie stanu, co jego zdaniem powinno dotyczyć polityków krytykujących Brexit. Nie określił tylko, jaka miałaby obowiązywać kara.

Globalna Brytania nie przekonała rynków finansowych i następnego dnia zaczął się niespotykany od wielu lat spadek wartości funta. Po raz pierwszy w historii waluta europejska, czyli euro, przebiła funta.

A strumień demagogii płynie dalej. Minister spraw wewnętrznych Amber Rudd zaproponowała, jej zdaniem skuteczne i nowatorskie rozwiązanie, dostarczenie przez pracodawców organom państwowym list z nazwiskami pracowników obcego pochodzenia. Kiedy się dowiedziała, że takie ustawy obowiązywały w faszystowskich Niemczech, propozycję zaczęła bagatelizować. Minister Rudd też wybrała rewolucyjną narrację. Nie zwracała się wprawdzie do zebranych per towarzysze, ale formuła: „konferencjo” zabrzmiała podobnie.

Rewolucyjna retoryka nie opuszczała kolejnych mówców z gabinetu Theresy May. Elizabeth Truss, minister sprawiedliwości, adresowała uczestników „Fellow Conservatives” i miała tyle do powiedzenia co jej poprzedniczki. Słowo „kontrola” występowało we wszystkich możliwych konfiguracjach. W końcu dowiedzieliśmy się, że brytyjska sprawiedliwość jest najlepsza na świecie.

Kiedy po konferencji Partii Konserwatywnej głos zabrał przywódca opozycji Jeremy Corbyn, po raz pierwszy jego głos zabrzmiał jak głos męża stanu. Ganił szowinizm torysów. Z pewnością zaniepokoił się lewicową retoryką partii rządzącej i dużym poparciem dla Brexitu w tradycyjnie laburzystowskich okręgach wyborczych na północy kraju.

Jeremy Corbyn od początku referendalnego sporu taktycznie i strategicznie dystansuje się od tego tematu. Ten brak wyrazistości przyczynił się do wygranej zwolenników „rozwodu” z Unią. Teraz daje rządowi zielone światło w doprowadzeniu Brexitu do konkluzji w trybie negocjacyjnym bez jakiejkolwiek kontroli parlamentu. Theresa May wielokrotnie podkreślała, że rząd nie musi niczego ustalać z posłami. Ma wyraźny mandat uzyskany w referendum, a negocjacje dla dobra sprawy będą tajne.

Z pewnością nie będą, bo nie podtrzyma tych oczekiwań strona europejska, w której interesie będzie jak najwcześniejsze nagłośnienie różnic i zniechęcenie tym samym kolejnych rebeliantów.

Czeka nas więc – wszystko na to wskazuje – „twardy” Brexit, czyli rozwód bez obopólnych udogodnień. Nie wchodzi nawet w grę wariant norweski, który zakłada udział we wspólnym rynku za cenę otwartych granic. Wielka Brytania liczy na więcej, a ponieważ wcześniej jako członek Unii często wyłamywała się ze wspólnych rozwiązań (np. strefa euro i porozumienia w Schengen) uważa, że i teraz wywalczy dla siebie korzystną pozycję na europejskim rynku.

W obecnym sporze politycy rządzącej partii wybrali rzeczy, o których nie wiedzą, że o nich nie wiedzą. Ostrzegają jeszcze eksperci i ludzie biznesu, pomimo oskarżeń o zdradę stanu. Konserwatyści myślą, że unosi ich fala historii. Ale ich jedyną przewagą są słabe notowania opozycji. Lewacki Corbyn, silny w środowisku partyjnych bojówkarzy, jest ich najmocniejszym atutem. W innym układzie sił wygrana konserwatystów w przyszłych wyborach stałaby pod dużym znakiem zapytania.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 22936
Tak

19154
84%
Nie

3782
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |schody granitowe wodzisław | wkręty nierdzewne | dom opieki Rybnik | Obejmy skorupowe | terapeuta Cieszyn
sprawy cywilne wodzisław śląski | pręty gwintowane nierdzewne | matedukacja | szczepienia dla podróżujących Radlin | analiza sylwetki śląsk