KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 28 czerwiec 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
FAWLEY COURT
PAN ZENOBIUSZ
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Teraz Azja!
2016.11.25 / Roman Waldca
TAGI:
Share |
A po co ty tam lecisz? – zapytała mnie koleżanka w pracy. – Gdzieś nad ciepłe morze byś pojechał, a nie do dużego miasta. Co to za wakacje w mieście… Pewnie miała trochę racji. Jak można odpocząć od wielkiego miasta, jakim jest Londyn, w jeszcze większym molochu, jakim jest Hongkong?

Zawsze fascynowały mnie wielkie miasta, w których można się zgubić, tylko po to, by je tak naprawdę poznać. Wielkie miasta mają bowiem to do siebie, że oprócz swoich rozmiarów i liczby mieszkańców są wręcz nieograniczoną mieszanką niemal wszystkiego, co stanowi o tym, że Londyn jest Londynem, a Hongkong – Hongkongiem. Odkrywanie tych malutkich elementów stanowiących i tworzących miasto jest dla mnie tak samo atrakcyjne i ciekawe, jak dla innych podróżowanie do miejsc, które z cywilizacją się jeszcze nie zetknęły. Ale po kolei.


Na surowo

Szkoły są dwie – jedna mówi, że do każdego wyjazdu należy się jak najlepiej przygotować, by na miejscu być gotowym na każdą ewentualność. Druga szkoła mówi, że wręcz przeciwnie – należy zadbać jedynie o podstawy, a o resztę troszczyć się w ramach potrzeb na miejscu. Wszystkie swoje dotychczasowe wyjazdy przygotowywałem z dokładnością szwajcarskiego zegarmistrza: przelot, hotel, transfery – dokładnie zaplanowane co do godziny. Tym razem dałem sobie z tym spokój. Linia lotnicza Etihad nigdy nie była na liście tych, którymi chciałem latać. Jestem fanatykiem lotnictwa i zanim kupię bilet na samolot, muszę wiedzieć niemal wszystko o tym, jakimi maszynami dane linie latają, a przede wszystkim, jak wygląda kabina pasażerska. Zwłaszcza na dłuższych trasach znaczenie ma to, czy w rzędzie jest dziewięć czy dziesięć siedzeń, a przy oknach siedzi dwóch czy trzech podróżnych. W ciągu ostatniej dekady ceny biletów, co prawda, spadły drastycznie, ale także zmniejszył się komfort latania. Lata się coraz ciaśniej i mniej wygodnie.

O ile z przelotem nie było problemu, to z wyborem hotelu już tak łatwo nie było. Głównie dlatego, że hoteli jest w tym mieście bardzo dużo i każdy z nich jest zupełnie inny. Do tego dochodzi lokalizacja, cena, wielkość pokoju (hotele w Hongkongu przeważnie oferują dość małe pokoje) oraz – wszechobecne w dzisiejszych czasach – opinie ludzi z nich korzystających. Przeglądając wpisy na TripAdvisor, należy brać pod uwagę fakt, iż ludzkie podejście do tego samego tematu jest przeważnie zupełnie inne i to, co podoba się mnie, niekoniecznie będzie się podobało tobie. Innymi słowy – w większości relacji ludzi opisujących pobyt w danym hotelu brane jest pod uwagę wszystko, a nie tylko to, co oferuje hotel. Niby nic wielkiego, a jednak sprawia, że zamiast ułatwiać, czasami wręcz utrudnia dokonanie wyboru.


Bez wizy

Październik jest dobrym miesiącem, aby odwiedzić Hongkong. Temperatury trochę spadają i oscylują w granicach 30 stopni, dzięki czemu po mieście da się chodzić, co ma ogromne znaczenie. Po Hongkongu chodzi się bowiem znacznie więcej niż po Londynie. To wręcz niesamowite – w większości dużych miast, które odwiedzałem, chodzenie nigdy nie było aż tak łatwe jak tam. Zresztą to jedna z zalet tego miasta – jeśli jest coś, co można zmienić i udoskonalić, aby ułatwić poruszanie się i korzystanie z miasta, to z pewnością w Hongkongu już to zrobiono. I widać to na każdym miejscu – od momentu lądowania do wylotu.

Już samo lotnisko jest warte uwagi. Nie tylko dlatego, że umiejscowione na specjalnie wybudowanej w tym celu wyspie, ale przede wszystkim dlatego, że jest niezwykle przyjazne dla podróżnych. Odprawa paszportowa trwa zaledwie kilka minut (Polacy nie potrzebują wiz do Hongkongu, ale do Chin tak), na bagaże nie trzeba długo czekać, a panie w biurze turystycznym z przepięknym uśmiechem bez problemu wyjaśniają, jak za kilka dolarów można dojechać z lotniska autobusem bezpośrednio pod drzwi hotelu – co w większości lotnisk na świecie jest nie do pomyślenia, gdyż te promują szybie koleje za znacznie większe pieniądze, oczywiście. A tymczasem 45-minutowa podróż autobusem (piętrowym, takim samym, jakie jeżdżą po ulicach Londynu) była i przyjemnością, i relaksem po wielu godzinach lotu. I okazją do tego, aby przyjrzeć się przedmieściom.

Co więcej, w drodze powrotnej, po opuszczeniu hotelu, możemy skorzystać z czegoś niesamowitego – oddać bagaże na dworcu kolejowym, gdzie nie tylko dostaniemy kartę pokładową, ale także gwarancję tego, że nasze bagaże znajdą się na pokładzie samolotu wraz z nami. Dzięki temu możemy dalej zwiedzać miasto bez potrzeby martwienia się, co zrobić z walizkami. A do zwiedzania jest przecież sporo.


Miasto

Hongkong jest ogromy nie tylko na pocztówkach, w rzeczywistości też. Miasto jest podzielone na trzy głównie części – Hong Kong Island, mierzeję Kowloon oraz New Territories, które składa się z ponad 200 małych wysepek.

To, że ma przeszło 300 wieżowców, to jedynie kawałeczek z wielkiej układanki. Widząc setki blokowisk, ma się poczucie, że miejsce jest już przeludnione (mieszka tam 7 mln ludzi), a tysiące neonów sprawiają, iż odnosi się wrażenie, że ciągle coś się tam dzieje i zmienia. I nie jest to złudne wrażenie. Hongkong jest bowiem miastem on the move, które przechodzi niesamowitą transformację. Sporo się dzieje w podziemiach tego miasta, w których tunele łączą nie tylko sieci handlowe ze stacjami metra. Pod jednym dachem znajdziemy hotele, centrum handlowe czy bary. Miasto jest położone na wzgórzach, często, by dostać się na poszczególne poziomy, ludzie korzystają z ruchomych schodów. I to wszystko w miejscu, w którym każdy metr kwadratowy kosztuje miliony dolarów i w którym ponad 60 proc. powierzchni stanowią tropikalne tereny zielone – z parkami i lasami.

Swoją międzynarodową sławę miasto zyskało jako kolonia brytyjska, którą stało się w 1842 roku po zakończeniu wojny nazywanej tam First Opium War. Początkowo miasto ograniczało się tylko do Hong Kong Island, ale z czasem zaczęło się rozrastać. Później, 150 lat po przejęciu przez Brytyjczyków kontroli nad miastem, Hongkong przeszedł w ręce Chin, stając się specjalnym regionem administracyjnym Chińskiej Republiki Ludowej.

Pozostałości obecności Brytyjczyków są widoczne na każdym kroku. Piętrowe autobusy doskonale znane z ulic Londynu, angielskie nazwy ulic. Nie przez przypadek miasto nazywane jest miejscem, w którym East meets West – lokalna mieszanka chińskiej kultury i przeszłości z pozostałościami brytyjskiej kolonii. Widać to dokładnie, kiedy spaceruje się ulicami i obserwuje sposób, w jaki tradycyjne chińskie obyczaje mieszają się z szybkim życiem miasta. Z jednak strony mamy setki biurowców i banków, z drugiej – tysiące wręcz małych, rodzinnych restauracyjek i barów, w których trudno jest znaleźć miejsce w porze obiadowej. Upchane w malutkich pomieszczeniach, z kuchnią, w której nie zmieści się więcej niż jedna osoba, stanowią nieodłączną wizytówkę miasta – są bowiem na każdym kroku i rogu ulicy. I trzeba przyznać, że całkiem dobrze tam gotują.

W Hongkongu każdy bowiem je na ulicy. W dosłownym i przenośnym tego słowa znaczeniu. Długie godziny pracy oraz fakt, iż większość ludzi pracujących w samym mieście do niego dojeżdża, sprawia, że mają oni niewiele czasu na gotowanie w domu. Jedzą więc na mieście, w drodze do pracy, na promie czy nawet w pociągu. A jak na Azję przystało – je się tutaj niemal wszystko.

Dominuje kuchnia kantońska – głównie gotowane (przeważnie na parze) warzywa, ale również dużo potraw smażonych w oleju: wieprzowina, wołowina czy kurczak stanowią podstawę większości popularnych dań. Ale tutejsza kuchnia serwuje niemal wszystko, co nadaje się do jedzenia – są więc flaki, kurze nóżki czy kogucie grzebienie, języki z kaczek, węże czy ślimaki, wszelkiego rodzaju ryby oraz przeróżne owoce morza. .

Niestety, jedzenie na ulicy nie jest w Hongkongu najtańsze. O ile w Bangkoku czy Sajgonie za porządny obiad na ulicy nie powinniśmy zapłacić więcej niż kilkanaście funtów, to w Hongkongu ceny podobne są do…. tych w londyńskich restauracjach. Obiad może kosztować nawet 100 funtów – jeśli zdecydujemy się na którąkolwiek z potraw serwowanych na wagę, gdzie waży się zazwyczaj rybę albo kraby, albo krewetki tuż przed ich ugotowaniem. Popularne wśród turystów miejsca na bazarach są tego najlepszym przykładem – ceny zaczynają się od 5 funtów za prostą zupę do prawie 60 funtów za danie. Warto czasem trochę pochodzić i po prostu poszukać. Przeważnie jest tak, że miejsca, które są popularne wśród lokalnych mieszkańców, oferują znacznie smaczniejsze (i najczęściej o wiele tańsze) dania niż te cieszące się zainteresowaniem turystów.

Hongkong jest jednym z najdroższych miast na świecie i trzecim najdroższym (po Tokio i Seulu) w Azji. Koszty za wynajem mieszkania (oraz rachunki) mogą pochłonąć nawet połowę zarobków. Importowana żywność również nie należy do najtańszych – a samo miasto praktycznie nie produkuje niczego. Większość mieszkańców radzi sobie bez samochodu – korzystając z dobrego systemu transportu publicznego, który nie tylko jest bardzo rozbudowany, ale również tani oraz punktualny. I niezwykle łatwy w korzystaniu nawet dla turystów nieznających dobrze miasta. Fakt, iż nie ma tam praktycznie wolnych terenów, sprawia, że miejsce parkingowe może kosztować więcej niż sam samochód. Co ciekawe, wysokie koszty utrzymania nie powstrzymują ludzi od przenoszenia się tam. Miasto nie tylko ma swój urok, ale także oferuje wygodę życia – jego chińskie koncepty (takie jak na przykład feng shui) traktuje się tam bardzo poważnie: lustra bagua można spotkać niemal wszędzie (mają odbijać złe duchy), a wiele budynków nie ma czwartego piętra tylko dlatego, że wymowa czwórki w języku kantońskim jest podobna do słowa di’, czyli umrzeć. Dla jednych są to zabobony, dla innych sprawa życia i śmierci. Przeważnie życia – mieszkańcy tego miasta żyją najdłużej ze wszystkich miejsc na świecie.

To może się jednak niebawem zmienić. Przeprowadzone niedawno badania pokazują, że aż 76 proc. mieszkańców tego miasta nie jest zadowolona ze swojego życia. Jeszcze przed rokiem było ich tylko 49 proc. Samobójcze nastroje miało 33 proc. badanych. Co więcej – o 10 proc. wzrosła w ciągu roku liczba osób, które nie pamiętają, kiedy ostatnio się śmiały. 35 proc. biorących udział w badaniu przyznało, że lepsza atmosfera socjalna pozwoliłaby im się poczuć lepiej. Warto pamiętać, że sytuacja polityczna w Hongkongu jest napięta i skomplikowana – Chiny próbują pokazać, że miasto należy do nich, mimo iż stanowi ono specjalną strefę administracyjną. Drugim powodem rosnącego niezadowolenia mieszkańców tego miasta są zwiększające się koszty życia oraz korupcja w sferach rządowych. Ceny mieszkań sprawiają, że mało kto może sobie tutaj pozwolić na zakup własnego. Średnie wynagrodzenie zaczyna się od 12 tys. dolarów hongkońskich (HKD).


Okna nie umyję

Chodząc po ulicach, nietrudno jest oprzeć się wrażeniu, że jest to miejsce, które nieustannie się zmienia. Na każdym rogu ulicy znajduje się sklep, gdzie sprzedaje się tylko smartfony, laptopy oraz inne technologiczne gadżety. Sieci komórkowe oferują tutaj tani i szybki dostęp do internetu bez względu na to, gdzie się znajdujemy – czy to w metrze, czy to na szczycie wieżowca – zasięg jest. I każdy z niego korzysta – od dzieciaków, które oglądają kreskówki w drodze do szkoły, po sprzątaczki z Filipin, rozmawiające przez Skype z rodziną. Sprzątaczki zasługują na specjalną uwagę nie tylko dlatego, że są ich setki tysięcy, ale również dlatego, iż tutejszy styl życia sprawia, że niemal każdy zarabiający ciut więcej niż przeciętnie może sobie na nią pozwolić. Przeważnie nawet nie chodzi o to, czy kogoś na nią stać, czy nie, lecz raczej jest to kwestia, czy bez niej można sobie poradzić. Zazwyczaj nie można, większość dnia spędza się bowiem poza domem i na takie sprawy, jak sprzątanie, gotowanie czy robienie zakupów po prostu nie ma czasu.

Jak wszystko w Hongkongu, życie sprzątaczki jest tutaj bardzo dobrze zorganizowane. Oprócz tego, że mają one zagwarantowaną wolną każdą niedzielę, to jeszcze ich warunki pracy są określane nie przez zatrudniającego, a przez urząd imigracyjny, który sprawuje nad nimi opiekę. W czasie mojego pobytu doszło do nieoczekiwanego wydarzenia – zmieniono warunki kontraktów, stwierdzając, że mycie okien z zewnątrz nie należy do obowiązków sprzątaczek ze względów bezpieczeństwa. Prasę obiegły zdjęcia biednych dziewczyn wiszących na balkonach wieżowców ze ścierką w dłoni. Niestety, jedna z nich spadła, ponosząc śmierć na miejscu. Oburzony rząd Filipin zaprotestował i zmieniono warunki pracy. Teraz filipińskie sprzątaczki już nie muszą się gimnastykować na parapetach. Co ciekawe, zmiana ta nie objęła sprzątaczek z Indonezji, których tutaj również nie brakuje. Wywołała za to ogromne oburzenie nie dlatego, że zatroszczono się o zdrowie i bezpieczeństwo sprzątaczek, ale dlatego, że nikt zmiany tej z nikim nie konsultował. I co więcej, kto teraz będzie czyścił okna na 137 piętrze? Albo i wyżej?


353 atrakcje

Gdy przed wyjazdem moja koleżanka pytała, dlaczego zamiast nad morze lecę do wielkiego miasta, nie wiedziałem, co jej odpowiedzieć poza banałami, że miasto to oferuje setki atrakcji (TripAdvisor poleca ponad 350 miejsc wartych obejrzenia). Wiedziałem natomiast jedno, to jest Azja, a więc miejsce, gdzie nie tylko wszystko jest inne, ale także gdzie kierują się oczy niemal całego świata. Coś w tym musi być, że to właśnie tam gospodarki rosną najszybciej. Co trzy dni w Azji ktoś zostaje miliarderem. Już nie milionerem, bo tych tylko w Chinach są miliony, ale miliarderem właśnie.

Transformacji tej w żaden sposób nie można zrozumieć, siedząc w Londynie, oglądając brytyjską telewizję czy czytając nawet najpoważniejsze brytyjskie tytuły prasowe. Nie można tego zrozumieć także w trakcie tak krótkiego, jak mój, pobytu. Można natomiast coś innego – poczuć siłę zmian, jakie dokonują się w tych krajach i społeczeństwach, przyjrzeć się temu, jak młodzi, zamiast spędzać czas w pubach, wybierają przepełnione baseny czynne do północy. Jak, zamiast upijać się, wolą inwestować w technologie oraz uczyć się angielskiego, który dla wielu mieszkańców Hongkongu jest wyznacznikiem tego, kim będą ich dzieci w przyszłości. Nie przez przypadek wydatki ponoszone na szkolnictwo oraz edukację stanowią trzeci, najpoważniejszy koszt rodzinnych budżetów. Nigdzie indziej na świecie nie widać tego bardziej niż w Azji. Tam każde dziecko, jeśli tylko może sobie na to pozwolić, uczy się nie dlatego, że musi, ale że chce, i wie, iż jedynie w ten sposób może ułatwić sobie późniejsze życie: czy to w znalezieniu pracy, czy poradzeniu sobie na coraz bardziej zaludnionym kontynencie.

Chodząc po ulicach Hongkongu uświadamiam sobie po raz kolejny, w jakich ciekawych czasach żyjemy. I jak nagle cała nasza planeta już nie wydaje się taka duża. Zaledwie kilkanaście godzin lotu i możemy być niemal wszędzie na świecie. Uświadamiam sobie, że to, czego uczono mnie w szkole, niekoniecznie ma dzisiaj znaczenie – historia i teraźniejszość mają tutaj nie tylko inne znaczenie, ale także wymiar. To, czym to miasto wręcz przytłacza każdego naiwnego turystę, jest spojrzenie w przyszłość. Na bazarze mało kto już sprzedaje tradycyjne chińskie podarunki, za to każdy ma najnowsze technologiczne zabawki. I chociaż oficjalnie sprzedawanie podróbek jest tutaj nielegalne, to bez problemu można je oficjalnie kupić. I to koniecznie targując się o cenę, bo ta przeważnie zależy od tego, jakie wrażenie zrobimy na sprzedawcy. Jeśli bez targowania zgodzimy się na proponowaną cenę, to tylko go zdenerwujemy, gdyż będzie sobie wypominał, że nie zażądał od nas więcej.

Wszędzie, ale to dosłownie wszędzie, obecne sklepy z elektroniką pokazują, w jakim kierunku zmierzają teraz Chiny oraz cały kontynent. Pokazują, że nie są w tyle, a wręcz przeciwnie – większość technologicznych nowości na świecie powstaje właśnie tam, w Azji. To my, w Europie, już dawno zostaliśmy w tyle. Gdy świat przyspieszył, my trzymaliśmy ręce w kieszeniach, ciesząc się z tego, jak jest fajnie. Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Moja koleżanka może nie rozumieć, dlaczego zamiast ciepłych plaż wolę betonowe ulice. Ale to właśnie tam toczy się życie – ma może bardziej skośne oczy, inaczej trochę wygląda czy ciekawiej smakuje. I dlatego warte jest każdej chwili tam spędzonej.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 22936
Tak

19154
84%
Nie

3782
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |kamieniarstwo wodzisław | łańcuchy nierdzewne | opieka osób chorych i niepełnosprawnych Jastrzębie Zdrój | Storz couplings | taxi milanówek
prawnik Radlin | zawiasy nierdzewne | masaże Wodzisław Śląski | badania sanitarne Jastrzębie Zdrój | barlinek wodzisław rybnik