KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 24 sierpień 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Polski nie można się wstydzić
2016.12.17 / Grzegorz Małkiewicz
TAGI:
Share |
Do polityki wszedł w latach 70. ubiegłego wieku. Tragiczna śmierć studenta Uniwersytetu Jagiellońskiego Stanisława Pyjasa (w wyniku pobicia przez tak zwanych nieznanych sprawców) doprowadziła do powstania w Krakowie Studenckiego Komitetu Solidarności. Podobne komitety studenci powołali w innych miastach akademickich. Krzysztof Grzelczyk był jednym z rzeczników wrocławskiego SKS-u. Obecnie rozpoczął kolejny etap swojego życia, trudną pracę na stanowisku konsula generalnego Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Londynie.

Przynależność do środowiska SKS-u to piękna przeszłość. Przed powstaniem NSZZ „Solidarność” była to niewielka grupa ludzi, nawet w skali całego kraju. Grupa ta tworzyła enklawy wolności w komunistycznym baraku. Trudno mi o tym pisać, bo sam należałem do krakowskiej rodziny SKS-u, ale ponieważ starsi nieco działacze opozycji demokratycznej przejęli palmę pierwszeństwa (i nazwę „Solidarność”), o Studenckich Komitetach Solidarności trzeba przypominać. Były ważne i dla wielu formatywne.

W Polsce, w czasach naszej studenckiej aktywności politycznej, nie znaliśmy się osobiście. Ja po skończeniu studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim wyjechałem z kraju, Krzysztof Grzelczyk włączył się w pracę na rzecz nowego związku „Solidarność”, za co wielokrotnie trafiał do aresztu. Jeszcze razem, chociaż w innych miastach, braliśmy udział w zakładaniu Niezależnego Zrzeszenia Studentów, który powstawał na bazie SKS-ów.

Po wprowadzeniu stanu wojennego, podobnie jak inni działacze nowych związków, Krzysztof Grzelczyk został internowany. Był niepokornym pensjonariuszem internatu, organizował bunt w ośrodku odosobnienia dla elementów antysocjalistycznych i… własny ślub. W 1985 roku wyemigrował z żoną do Kanady, gdzie pozostał do 1992 roku. Wrócił do kraju z powiększoną rodziną.

A kraj to przede wszystkim Wrocław. Działał w lokalnych samorządach, pracował w spółkach wydawniczych. W latach 2005-2007 był wojewodą dolnośląskim. To prawdziwy chrzest bojowy, jeśli chodzi o zarządzanie. Podlegało mu 700 pracowników. Obecne stanowisko w Londynie (40 osób w konsulacie, w tym 10 konsulów) to w porównaniu z urzędem wojewody praca kameralna, lecz nigdy zajęć nie brakuje, a godziny urzędowania zaznaczone w umowie niewiele mają wspólnego z rzeczywistością.

– Jako wojewoda zajmowałem się sprawami, z którymi mam do czynienia również tutaj, na niwie polonijnej: paszporty, współpraca z różnymi instytucjami, środowiskami, czy to kulturalnymi, sportowymi, czy naukowymi, młodzieżowymi, harcerskimi, szkołami. Tylko wcześniej zajmowałem się tym wszystkim w kraju, a teraz robię to poza jego granicami.

A co należy do obowiązków konsula generalnego i co spośród nich zalicza się do najważniejszych?

– Zarządzanie wydziałem blisko 40-osobowym, tym, co robią konsulowie i pozostali pracownicy – odpowiada Krzysztof Grzelczyk. – A na pytanie, co jest najważniejsze, nie ma prostej odpowiedzi. Jeśli spojrzeć na to czysto statystycznie, to sprawy paszportowe stanowią 85 proc. naszej działalności. Ale są też bardzo trudne kwestie prawne, o innym ciężarze gatunkowym, takie jak sprawy opieki nad dziećmi czy też pozbawiania praw rodzicielskich. Kłopoty (często drastyczne) polskich rodzin z władzami brytyjskimi to duży problem. Rygorystyczne prawo brytyjskie i słaba znajomość języka w przypadkach krytycznych doprowadza do zabierania rodzicom dzieci. Na tym etapie niewiele można już zrobić, kiedy kara (z powodu niekiedy małego zaniedbania obowiązków rodzicielskich) jest zbyt surowa. To bolesne doświadczenie, dlatego w związku ze wzrostem spraw dotyczących opieki nad dziećmi (w ciągu ostatnich lat, sto kilkadziesiąt rocznie) został powołany w naszym Wydziale Konsularnym odrębny referat zajmujący się tą problematyką – podkreśla konsul Grzelczyk i zachęca zainteresowanych do korzystania z tej pomocy wtedy, kiedy nie jest jeszcze za późno.

Kontynuując odpowiedź na moje pytanie, dodaje:
– Jak więc takie kwestie przyrównywać do spraw paszportowych, których jest około 50 tys. rocznie? Tu są dramaty ludzkie. Jest ich wiele, ale trzeba działać tak, by ochrona praw polskich obywateli była zawsze zapewniona. Pomoc prawna poszkodowanym, ofiarom przestępstw, napadniętym, okradzionym, współczesna forma niewolnictwa, czyli wyzysk w pracy. Ludzie bezdomni, konieczność nagłego powrotu do kraju, pomoc finansowa. A z drugiej strony paszporty to nie tylko sprawy rutynowe, pojawia się często konieczność wydania paszportu tymczasowego, bo ktoś natychmiast musi wrócić do kraju. Do tego cała masa spraw polonijnych organizacji, które nie tylko wiążą się z funkcjonowaniem środowisk polonijnych, ale także zazębiają się z bieżącą polityką.

Dużym wyzwaniem dla niewielkiego zespołu jest telefoniczna obsługa konsularna 24/7. – Oczywiście takie telefony powinny dotyczyć sytuacji kryzysowych, wymagających natychmiastowej interwencji polskich władz, a często tak nie jest – żali się nowy konsul.

Wszystko wskazuje na to, że po „najeździe” rodaków na Wyspy Brytyjskie w końcu po kilku latach polskie urzędy zaczęły panować nad sytuacją. Poważnie przyczynił się do tego nowy budynek konsularny w centrum Londynu, w bok od Fleet Street. Nadal trwa proces powstawania punktów konsularnych poza Londynem, tam, gdzie jest takie zapotrzebowanie. – W przyszłym roku zwiększamy liczbę dyżurów paszportowych w Birmingham z czterech do dziesięciu. Wzrośnie także nasze zaangażowanie na wyspie Jersey – wylicza nowe inicjatywy konsul Krzysztof Grzelczyk.

Kolejki zniknęły, co chyba wszyscy zauważyli. Z pewnością wpłynęła na to elektroniczna forma rejestracji.

– Oczywiście nie wszyscy są zadowoleni, ale na około 50 tys. spraw paszportowych mamy kilka czy kilkanaście skarg. Większość ludzi jest zadowolona z tej obsługi. Na stronie MSWiA można śledzić cały proces paszportowy. A ja wprowadziłem pewne novum – paszport można dostać do domu, bez konieczności przyjazdu do Konsulatu po odbiór. Jest to z pewnością duże ułatwienie, zwłaszcza dla osób mieszkających poza Londynem. Dla samych londyńczyków też, bo przecież czas ma swoją wartość. Mam nadzieję, że coraz więcej osób będzie z tej formy korzystać.

Placówka londyńska to bardzo wymagające wyzwanie z powodu ogromnej liczby naszych obywateli w tym kraju. W centrali, czyli Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Warszawie, określa się ją mianem fabryki. Czy nowo mianowany konsul nie bał się takiego wyzwania?

– Ostrzegano mnie, że to fabryka. Wiedziałem, jak obciążenie różnymi sprawami się rozkłada. Brałem udział w szkoleniach, spotykałem się z osobami, które pracowały w tym urzędzie, z byłymi konsulami będącymi już w kraju. Starałem się dowiedzieć jak najwięcej o tej pracy, by przyjechać tu nie tylko z teoretycznym przygotowaniem zdobytym na kursach dyplomatycznych, które trwały ponad pół roku. Kiedy pojawiasz się w nowym miejscu, pracujesz z ludźmi, których nie znasz – to są czynniki, jakich nie można w teoretycznych rozważaniach pominąć. Od ludzi bardzo dużo zależy. Swój zespół dopiero poznaję. Dla mnie wizja funkcjonowania urzędu to urząd przyjazny. I nie mówię, że nie był, może był. Ale ja z takim nastawieniem podchodzę do pracy – to my jesteśmy dla naszych interesantów. To praktykowałem w urzędach w Polsce i oczekuję, że tak mamy pracować tutaj.

Stanowisko konsula generalnego to dla Krzysztofa Grzelczyka tylko pozornie nowy etap – praca w charakterze dyplomaty to w praktyce niezwykle absorbująca praca urzędnika państwowego. W tych codziennych zmaganiach na londyńskim bruku pomaga mu nie tylko doświadczenie wojewody, ale też okres spędzony w Instytucie Pamięci Narodowej we Wrocławiu na stanowisku zastępcy dyrektora. Też z ludźmi, też na pierwszej linii frontu.

– W IPN jest mniej więcej 10 proc. dokumentów wytworzonych przez Służbę Bezpieczeństwa. Reszta została albo zniszczona, albo znajduje się w niewiadomych rękach, może w Moskwie, ale też w Niemczech, bo STASI otrzymywała różne dokumenty od SB. Wiem, że jakaś dokumentacja na mój temat jest w Instytucie Gaucka. W IPN zachowała się cała teczka rozpracowania operacyjnego „Kaskader”. Był to pseudonim nadany mi przez SB. Sprawa została wszczęta w marcu 1980, czyli jeszcze przed Solidarnością, a zamknięta dwa lata po moim wyjeździe do Kanady, to znaczy w 1987 roku. Dokumentacji z czasów mojej działalności we wrocławskim SKS i KSS nie ma. Szczątkowe dokumenty znajdują się w różnych innych teczkach, dwa lata mojej największej aktywności opozycyjnej wyparowały. Teczka „Kaskadera” zachowała się w całości. W oparciu o nią IPN wydał w 2007 roku książkę pt. Sprawa operacyjnego rozpracowania „Kaskader, w której ja również przedstawiam swoją wersję wydarzeń jako tak zwane źródło wywołane. Na emigracji też byli współpracownicy SB czy innych służb, jak ostatnio się okazało w przypadku Kiszczaka, który na londyńską emigrację donosił i to ze skutkami tragicznymi – z powodu tych donosów ginęli ludzie. Zapewne i dziś jeszcze są tacy, którzy z tym piętnem żyją. Może akta zastrzeżone IPN coś ujawnią. Środowiska emigracyjne były mocno spenetrowane. Trzeba pamiętać, że w kraju SB było w każdej instytucji, to był każdy, dosłownie każdy zakład pracy, każda szkoła czy uczelnia.

Z pewnością działo się tak w Londynie, nazywanym „Polską nad Tamizą”, gdzie była siedziba Rządu RP na Uchodźstwie. Odtajnienie zbiorów zastrzeżonych może pomóc w wyjaśnieniu wielu niewyjaśnionych spraw, związanych także z wyprzedażą majątku emigracyjnego. Ale powróćmy do spraw bieżących. Czy konsulat ma częste kontakty z władzami brytyjskimi?

– Konsulowie, którzy zajmują się poszczególnymi dziedzinami, mają dobre kontakty z instytucjami brytyjskimi. Jednakże konsul nie zawsze ma dostęp do wszystkich informacji od razu, bo to też jest sprawa ochrony danych osobowych. Czasami są pretensje, że czegoś nie mówimy, lub nie podejmujemy natychmiastowych działań, a procedury wymagają od nas informacji na piśmie od instytucji brytyjskich. Kontakty z brytyjskimi instytucjami utrzymujemy oczywiście nie tylko w sytuacjach kryzysowych. To jest dobra współpraca na co dzień, np. z Home Office, lokalnymi władzami czy też organizacjami społecznymi.

– Praca konsularna to nie tylko sprawy urzędowe, wszyscy pracownicy Ambasady RP reprezentują nasz kraj. Musimy dbać o wizerunek Polski, ale za tym powinien iść jakiś przekaz, położenie nacisku na dorobek naszego kraju, tym się musimy chwalić, mówić o rzeczach ważnych, o roli Polski, jaką odgrywała w historii. W praktyce mogę to realizować poprzez kontakty z Polonią, przez wspieranie takich, a nie innych projektów. Polski nie można się wstydzić, trzeba o tym ciągle mówić, o tym, co udało nam się dokonać, o wspólnych celach naszej aktywności.

Najważniejsze zmiany kadrowe w Ambasadzie RP nastąpiły w trudnym okresie po unijnym referendum w Wielkiej Brytanii. – Brexit to element, owszem, ważny, lecz nie rozstrzygający w sposób istotny o sprawach Polski i Polaków na Wyspach. Obu stronom zależy na zachowaniu dobrych obustronnych relacji. Mam wrażenie, że z mediów wyłania się obraz strasznej katastrofy, która wszystkich nas czeka. A wyniknie z tego może wiele dobrego, bo Unia jest wreszcie gotowa do dyskusji o swoich strukturach. Jesteśmy społeczeństwem świadomym, więc nie oddajmy wszystkiego w ręce biurokratów.

– Z podobną psychozą – kontynuuje konsul – mamy do czynienia w przypadku tzw. hate crimes. Oczywiście były przestępstwa, pobicia, wypadki śmiertelne, ale skala tego zjawiska jest naprawdę znikoma w perspektywie wielkości społeczeństwa brytyjskiego oraz naszej społeczności tu na Wyspach. Nie chcę tego bagatelizować, ale wydźwięk medialny jest taki, że Polacy boją się wyjść na ulice, bo Brytyjczycy czyhają na to, żeby ich stąd w najlepszym razie wyrzucić. A tak nie jest. Gestów solidarności i deklaracji politycznych o gwarantowaniu praw Polakom było wiele i nadal jest bardzo dużo. Bez wątpienia należy sprawców ukarać i potępić, lecz nie niszczmy tego, co udało się osiągnąć we wzajemnych relacjach.

Czy jeszcze ktoś zazdrości prestiżu związanego z tym urzędem? Oby tylko starczyło czasu i energii. I naszego obywatelskiego wsparcia.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 23641
Tak

19727
83%
Nie

3914
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | karabińczyki nierdzewne | terapuls gdańsk | Złącza kołnierzowe | czaszkowo-krzyżowa Cieszyn
zespół muzyczny pszczyna | weryfikacja uprawnień spawaczy | fizykoterapia Wodzisław Śląski | badania do pozwolenia na broń Rybnik | personal shopping śląsk