KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 28 czerwiec 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
FAWLEY COURT
PAN ZENOBIUSZ
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Wzbudzanie w ludziach refleksji
2017.01.10 / Monika S. Jakubowska
TAGI:
Share |
– Fotografia to nie jest tylko chwycenie aparatu i pstryknięcie zdjęcia. Fotografia to jest szkoła myślenia. Najpierw trzeba pomyśleć, co chce się zrobić, a później to zrobić – uważa Marcin Mazur, z którym rozmawia Monika S. Jakubowska.

Pierwszy aparat dostał od babci na Pierwszą Komunię Świętą. Zrobił zdjęcia psa i domu. – Zdjęcie psa nie wyszło, bo pies się ruszał. Dom się nie ruszał, więc wyszło to lepiej – mówi Marcin Mazur. W szkole średniej zapomniał o fotografii i dopiero na studiach wrócił do robienia zdjęć. Jeden z jego kolegów pracował w wydawnictwie i czasem potrzebował zdjęć. Tak to się zaczęło. Ale tak naprawdę, na serio, za fotografię zabrał się tu, w Anglii. Teraz jest etatowym fotografem Episkopatu Anglii. W Wetminster Cathedral można było oglądać wystawę jego fotografii ze Światowych Dni Młodzieży w Krakowie.


Jak znalazłeś się w Londynie?

– Wziąłem dziekankę z uczelni, bo jeden z kolegów powiedział mi, że jest możliwość wyjechania na roczny kurs języka. Po roku okazało się, iż kurs nie spełnił moich oczekiwań i zostałem dłużej. Zacząłem pracować jako kelner, w międzyczasie robiłem zdjęcia. Za zarobione w restauracji pieniądze kupowałem aparaty i obiektywy, a większość zdjęć, które robiłem, trafiały do szuflady. W pewnym momencie wymyśliłem projekt o Westminster Cathedral. W katedrze zdjęcia spodobały się i zapytano, czy nie chciałbym od czasu do czasu porobić dla nich zdjęcia. Oczywiście, że chciałem! Zaraz potem zacząłem studiować fotografię, uzyskałem BA (Bachelor of Art). Paradoksalnie, nigdy nikomu nie pokazałem swojego dyplomu i nigdy z tego nie korzystałem. Właściwie nie do końca wiem, jaki jest sens studiowania fotografii. Po skończonych studiach z doskoku robiłem zdjęcia dla Westminster Cathedral i w tym czasie na horyzoncie pojawił się Episkopat Anglii z propozycją pracy dla nich. Miałem już dwie różne instytucje, z którymi zacząłem współpracować. Episkopat zaproponował mi kontrakt na part-time, co zbiegło się z wizytą papieską w Wielkiej Brytanii. Po tej pielgrzymce zacząłem pracować już w pełnym wymiarze godzin i tak to się kręci do dnia dzisiejszego, w sumie osiem lat.

Czyli można powiedzieć, że stworzyłeś sobie stanowisko pracy w Episkopacie Anglii i Walii?

– Tak. Stworzyłem sobie stanowisko pracy i zapotrzebowanie na moją pracę. Gdy mnie zatrudniali, było dużo sceptycyzmu. Na początku stworzyłem stronę episkopatu na Flickr, która w tej chwili ma 29 mln wyświetleń. To przerosło oczekiwania nie tylko moje, ale wszystkich ludzi, z którymi współpracuję. Po tysiąckroć, można powiedzieć.

Artysta czy rzemieślnik?

– Zdecydowanie rzemieślnik. Wydaje mi się, że każdy inny zrobi zdjęcie lepiej niż ja. Po prostu przychodzę i robię, co do mnie należy. Może czasami staram się szukać innych ujęć, by inaczej opowiedzieć historię.

Fotografowanie dla Ciebie to nie tylko sposób zarabiania na chleb, to również pasja.

–  Jeśli robię zdjęcia pięć razy w tygodniu, podczas różnych wydarzeń, to czasami jest trudno znaleźć w tym pasję. Tutaj to naprawdę przypomina rzemieślniczą robotę. Natomiast najbardziej pasjonują mnie ludzie.

Ludzie, bo emocje?

– Tak, emocje, wydarzenia, historia. Jaki jest sens fotografowania wieżowca? Albo szafy? Rozumiem, że kogoś może interesować forma, ale to nie ja. Nie wiem, jaką historię opowiada wieżowiec albo szafa. Wiem, jak opowiedzieć historię o człowieku.

Firma, dla której pracujesz, jest zdecydowanie najstarsza na świecie. Czy taki fotograf jak Ty może być ateistą? Jak ważna w twojej pracy jest wiara?

– Kościół, jako firma, ma za sobą 2012 lat doświadczenia, a moim zdaniem nie ma ateistów, bo każdy w coś wierzy. W takiej pracy trzeba mieć wyczucie i wiedzieć, że należy pewne sprawy uszanować. Podam taki przykład: kilka razy zdarzyło mi się odwiedzać świątynie, które nie są katolickie czy w ogóle chrześcijańskie. Totalna magia i wielkie niezrozumienie, zwłaszcza jeśli chodzi o obrzędy. Tak samo na pewno będzie czuł się ktoś, kto nie jest katolikiem, a przyjdzie na mszę do katedry. Żeby zrobić coś dobrze, na pewno trzeba to rozumieć. Trzeba wiedzieć, czym dane wydarzenie jest, czym jest liturgia, kto jest kim. Jeśli ateista podejdzie do tego profesjonalnie, to nie musi wierzyć. Wystarczy, że będzie dobrze przygotowany.

Pracujesz już osiem lat. Zdarza Ci się jeszcze być tak zwyczajnie, po ludzku, wzruszonym?

– Bardzo często. Jednym z takich wzruszających momentów była pielgrzymka Benedykta XVI do Portugalii. Jeden obraz bardzo mocno wbił mi się w pamięć – gdy papież, po raz pierwszy jako głowa Kościoła, zobaczył figurkę Matki Boskiej z Fatimy. Ujrzałem wtedy starszego człowieka, z dziecięcą twarzą, wpatrzonego w tę najważniejszą dla chrześcijan figurkę. Nie umiem powiedzieć, co dokładnie mnie tak wzruszyło… Byłem bardzo blisko tej sceny, zrobiłem kilka dobrych ujęć. Nie chciałem robić więcej, bo się krępowałem. Moment ten był bardzo intymny, odszedłem po chwili na bok. Chciałem w ten sposób uszanować wyjątkowość tej chwili.

Innym razem spotkałem człowieka, który przez parę miesięcy żył na przejściu granicznym, bo nie miał możliwości pójścia ani w prawo, ani w lewo. Mieszkał na ziemi niczyjej. Żaden kraj go nie chciał, więc mieszkał za kontenerem. Ktoś mu dał materac, ktoś inny krzesło. To było wzruszające spotkanie – spotkanie człowieka, który nie ma nic.

Widzę, że ta sytuacja bardzo wryła Ci się w pamięć.

– Takie trudne, ciężkie sytuacje często zapadają w pamięć. Widzisz dramat człowieka, dotykasz tej dramatycznej sytuacji, widzisz kogoś, kto już nie ma siły prosić o pomoc. Tkwi po prostu w swojej beznadziei. Wiele razy miałem okazję być w Gazie. Któregoś razu miałem zrobić materiał o tamtejszych chrześcijanach. Wszystko wyszło bardzo dobrze – podcasty, wywiady. Na koniec chciałem zrobić wywiad i nagrać ich, gdy odmawiają „Ojcze Nasz” w różnych językach. Zaproponowałem, by pomodlić się o pokój na świecie, o pokój w Gazie, Palestynie czy w Izraelu. W odpowiedzi usłyszałem młodych chłopaków mówiących: „My się nie modlimy o pokój. My się modlimy o to, by przeżyć”.

Odwiedziłem także w Gazie sierociniec prowadzony przez siostry zakonne. Opowiadały o dniu, gdy zadzwonili do nich żołnierze z Izraela z wiadomością, że za godzinę będzie zbombardowany ich dom. Jeśli chcą przeżyć, muszą szybko się ewakuować. W tamtym czasie w domu schronienie znalazło około 30 dzieci, w większości niemowlęta, wszystkie upośledzone. Zakonnice odmówiły ewakuacji i pozostały w sierocińcu z dziećmi. Koniec końców Izraelici nie zbombardowali tego miejsca. Byłem tam później i był to naprawdę wzruszający moment.

Byłeś w stanie zrobić tam zdjęcia?

– Tak, udało mi się kilka dobrych kadrów. Robiąc takie zdjęcia, można spotkać się z zarzutem żerowania na ludzkiej krzywdzie, na emocjach.

Fotograf z Londynu, najedzony, ubrany, z torbą drogiego sprzętu, przyjeżdża do strefy Gazy i robi zdjęcia w sierocińcu. Po co?

– Czasami czuję się jak szczur: przyjedzie, wykorzysta i odjedzie. To jest to, o czym mówisz. Czuję, że po raz kolejny wykorzystuję tych ludzi. Ale z drugiej strony – ilu ludzi z naszego bliskiego otoczenia miało okazję być w Gazie? Ilu ludzi było w obozie dla uchodźców, gdzie cała rodzina mieszka w kontenerze? Bycie dziennikarzem czy fotografem to powołanie do opowiadania, przekazywania historii, które się widzi. Pojechałem do obozu dla uchodźców czy do Iraku, żeby opowiedzieć historie. Potem te historie przywożę do Londynu, aby pokazać ludziom. Chcę, by nad każdą z tych historii ludzie się zatrzymali, zastanowili. Moim celem jest wzbudzenie w tych ludziach małej refleksji.

Bywały chwile, gdy miałeś przy sobie aparat, a z jakiegoś powodu nie byłeś w stanie nacisnąć spustu migawki?

– Było kilka takich sytuacji, gdy myślałem, że zrobię dobre, mocne zdjęcie, a jednak go nie robiłem, bo bałem się. Nie był to strach przed istniejącym zakazem czy krytyką innych ludzi, ale strach przed przekroczeniem pewnej subtelnej, można by powiedzieć ‒ moralnej granicy. Czasami są takie sytuacje, które trzeba najzwyczajniej przemilczeć. Zostają jako klatki w głowie, które nigdy nie ujrzą światła dziennego. Kiedyś, w którymś z obozów dla uchodźców widziałem człowieka na wózku inwalidzkim, był bliski śmierci. Wywożono go poza teren obozu – może po to, by umarł jako wolny człowiek, a może chciał zobaczyć rodzinę. To był straszny widok. Nie byłem w stanie zrobić zdjęcia. Tak samo myślę, że nie byłbym w stanie zrobić zdjęć podczas konfliktu zbrojnego z ofiarami ludzi. Śmierć jest sprawą bardzo intymną, prywatną.

Kiedyś obejrzałem dokument o dzieciach ofiar zamachu z 11 września na World Trade Center. Te dzieci mówiły: nienawidzimy tej daty, bo w telewizji od rana pokazują, jak umierali nasi rodzice, jak wyskakiwali z okien, jak ginęli w płomieniach, rokrocznie przeżywamy to wszystko od nowa. Dlatego uważam, że to jest niepotrzebne. Można pokazać dramaturgię wydarzenia, koszmar sytuacji, bez pokazywania ciała. Mój punkt widzenia jest często punktem spornym, gdy rozmawiam z innymi fotografami pracującymi w strefach konfliktu. Porozrywane i zakrwawione szczątki ciał na zdjęciu – nie rozumiem tego.

Czy jest w Tobie wiara, że jedno zdjęcie może zmienić świat?

– Pamiętasz tę historię, gdy imigranci przepływający morze w pontonach, próbując dostać się do Europy, wypadali z nich i tonęli? Kolejne ofiary exodusu były tylko numerami, liczbami w statystykach, niczym więcej. Wszystko to było chlebem powszednim do momentu, gdy morze wyrzuciło na plażę ciało małego chłopca. Ktoś zrobił zdjęcie, które zwyczajnie obudziło ludzi z letargu, zwróciło uwagę na skalę problemu. Dlatego – tak, uważam, że zdjęcie może dużo zmienić.

Noszę w głowie kolejny pomysł na duży projekt. W przyszłym roku wypada 50 rocznica okupacji izraelskiej w Palestynie i chciałbym zrobić projekt pt. 50 twarzy okupacji na 50-lecie. Miałyby to być proste portrety 50 osób, czarno-białe. Dla większości 50-latków w Londynie, półwiecze to już czas odcinania kuponów – zrobiłem już to i to, kolejne stanowisko, kolejny samochód, kolejne wakacje. Dla ludzi w strefie Gazy to pół wieku wojny.

Najlepsze Twoje zdjęcie?

– To, którego jeszcze nie zrobiłem..



Zdjęcia Marcina Mazura można zobaczyć na stronie flickr Catholic Church England and Wales:
https://www.flickr.com/photos/catholicism

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 22936
Tak

19154
84%
Nie

3782
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |nagrobki pomniki wodzisław | liny nierdzewne | fizjoterapia wodzisław | Bodtech | gabinet terapii Cieszyn
zespół muzyczny pszczyna | nitonakrętki nierdzewne | supplements contract manufacturers | callan Katowice | porady prawne Wodzisław Śląski