KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 23 listopad 2020
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
REWERS
FAWLEY COURT
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Wielka Brytania to poniekąd mój kraj
2017.05.22 /
TAGI:
Share |
Wilnianka, anglistka, badacz literatury staropolskiej, angielskiej oraz środkowoeuropejskiej. Studiowała w Warszawie i w Budapeszcie, ma doktorat z mediewistyki. Jest wykładowcą na Akademii Ignatianum w Krakowie. Interesuje się teatrem dawnej Rzeczpospolitej oraz zagadnieniami współistnienia różnych kultur literackich w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jest autorką wielu publikacji i prac badawczych prezentowanych na arenie międzynarodowej. Prywatnie: matka trzech córek. Oficjalnie: żona Ambasadora RP w Zjednoczonym Królestwie, Arkadego Rzegockiego. Energiczna, zdecydowana, optymistyczna, uważna obserwatorka życia i ludzi. Wierzy, że jej misją jest promocja wieloletniego wysiłku i dorobku Polaków i wie, jak tę misję realizować. Z JOLANTĄ RZEGOCKĄ rozmawia Ewa Stepan

Jak się Pani czuje w Anglii?

– Bardzo dobrze. Bywałam tutaj jako studentka, pisząc pracę na temat teatru elżbietańskiego. Niektóre adresy londyńskie są mi bardzo bliskie, niektóre dopiero poznaję ze względu na rolę, jaką obecnie przyszło mi pełnić. Wielką Brytanię bardzo lubię, to jest poniekąd mój kraj.

W swojej pracy naukowej zajmuje się Pani zagadnieniami przenikania się i współistnienia różnych kultur, między innymi kultur literackich. Bada Pani kulturę dawną, co szczególnie zainteresowało Panią w teatrze elżbietańskim?

– Moja pasja teatralna wiąże się z fascynacją Szekspirem, którą zawdzięczam Pani profesor Małgorzacie Grzegorzewskiej z Instytutu Anglistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczęłam od Szekspira, ale później przeszłam do badań nad kulturą i teatrem dawnej Rzeczypospolitej. To Szekspir poniekąd i historia teatru szekspirowskiego w Gdańsku doprowadziły mnie do odkrycia tradycji, która istniała równolegle, a mianowicie do niezwykle ciekawej historii teatru szkolnego w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Zaczęłam śledzić repertuar tej sceny, wątki angielskie w dramatach szkolnych, a przede wszystkim wartości obywatelskie, które ten teatr wpajał. Mam na myśli zarówno bogaty repertuar teatrów różnowierczych, jak też teatr prowadzony przez jezuitów, pijarów i teatynów w XVI-XVIII wieku.

Był to bardzo intensywny okres przenikania się kultur.

– Poniekąd tak, ponieważ teren dawnej Rzeczpospolitej był niesamowitym tyglem kulturowym. Już sam fakt obecności trupy aktorów angielskich w Gdańsku w połowie XVII wieku świadczy o bogatej kulturze tego miasta – jednego z najbogatszych w ówczesnej Europie, ale też świadczy o sile przyciągania Królestwa Polskiego, której perłą był Gdańsk. Anglicy dotarli tam, podróżując przez całą Europę, po zamknięciu teatrów londyńskich przez purytanów, i znaleźli wdzięczną publiczność w Gdańsku za zgodą władz miejskich. Cieszę się, że ten rozdział historii Gdańska został upamiętniony otwarciem teatru szekspirowskiego, o co zabiegał od wielu lat prof. Jerzy Limon, wybitny znawca teatru tej epoki. Aktorzy angielscy ruszyli do Gdańska ze względu na intensywne kontakty handlowe Rzeczypospolitej z koroną angielską, ale na Pomorzu, na Warmii i w całej Rzeczypospolitej od Braniewa po Kroże również istniały szkoły, gdzie sztuka teatralna kwitła. Były wśród nich szkoły protestanckie oraz kolegia greko-katolickie, ale ze względu na patronat królewski to jezuitom udało się stworzyć bardzo gęstą sieć kolegiów, szkół średnich na terenie Rzeczypospolitej, czyli na terenach obecnej Polski, Litwy, Białorusi, i znacznych obszarów Ukrainy. W ten sposób objęli oni edukacją na najwyższym poziomie dużą część młodzieży męskiej. Ta ogromna skala jest godna uwagi, jak również to, że teatr stanowił podstawę metodyki pracy dydaktycznej jezuitów, którzy uczyli poprzez teatr. To jest coś, co wymaga namysłu i co należałoby przywrócić szkołom współcześnie. Teatr i doświadczenie sceny daje niesamowite obycie z publicznością, buduje pewność siebie, kształci wymowę i rozwija język. Zdecydowanie teatr jest dobrą inwestycją w młodego człowieka.

Dziś „multi-kulti” wydaje się przechodzić do historii. Widzi Pani zagrożenia dla przenikania się kultur?

– Przenikanie się kultur zawsze istniało, istnieje i będzie istnieć. Jestem wilnianką, więc sytuacja wielojęzyczności, wielokulturowości jest dla mnie czymś bardzo naturalnym. Jest to zapewne tylko słaby odblask tego, czym Rzeczypospolita była przed wojną. Wielokulturowość się sprawdza, pod warunkiem że jest oparta na mocnym poczuciu własnej godności i wielkim szacunku dla drugiej strony, na uznaniu dorobku innych kultur w miejscu, w którym żyjemy. Jednocześnie musimy mieć poczucie, że wartości nam bliskie nie są dewaluowane, nie znikają z życia publicznego z dnia na dzień. Pozostając przy dawnej Rzeczpospolitej, warto dodać, że na tle siedemnastowiecznej, niezwykle podzielonej Europy, Rzeczypospolita była wyjątkowo pozytywnym przykładem współistnienia kultur. Spoiwem była tu wyjątkowa kultura polityczna oparta na wierze i poszanowaniu praw. Atrakcyjność kultury polskiej posługującej się głównie łaciną była w owym czasie tak duża, że dzisiaj z perspektywy kilku stuleci jesteśmy jeszcze w stanie prześledzić te wpływy. Pomimo różnic etnicznych, społecznych i ekonomicznych, ostatecznie wszystkie narody Rzeczypospolitej znajdowały dla siebie jakąś wartość w polskiej kulturze. Ta kultura miała swoją nośność. Jeśli będziemy wracać do tego niezwykłego dorobku Rzeczypospolitej, może on stanowić bardzo ważną inspirację do działania nakierowanego na przyszłość.

Wzorem działania także dla Anglików?

– Tak, ponieważ Anglicy generalnie niewiele niestety wiedzą na nasz temat. Wiedzą trochę na temat ostatnich dziesięcioleci, ale niemal nic na temat dziejów dawnych. O tym na przykład, że Rzeczypospolita była zawsze otwarta na przybyszów, przyjmowała rekuzantów angielskich, wypędzanych przez królową Elżbietę I z Wysp, że znajdowali oni bezpieczne schronienie w Krakowie, w Wilnie, zostawali profesorami, mieli możliwość rozwoju naukowego i kształcili kolejne pokolenia obywateli Rzeczpospolitej. O tym, że Szkoci osiedlali się od wieków na terenie Warmii i na Żmudzi, byli nauczycielami, studentami w Akademii Wileńskiej, a w Kiejdanach Radziwiłłowskich byli cenionymi rzemieślnikami i specjalizowali się w produkcji szkła. Nie wspominając już o historii nowszej, o równoległej, bardzo wolnościowej tradycji parlamentarnej Polski, o tym, że kobiety w Polsce otrzymały prawo głosu już w roku 1918, tuż po odzyskaniu niepodległości.

Jak wyobraża sobie Pani Europę po Brexicie?

– Brexit jest na pewno jakimś sygnałem podziału. Ten podział zawsze istniał w społeczeństwie brytyjskim, które jest społeczeństwem warstwowym – teraz, po Brexicie ten podział wyraźniej się zarysował. Podobne podziały obserwujemy w wielu krajach Europy, w Stanach Zjednoczonych, a Polska też nie jest od nich wolna. Jest to poniekąd znak czasów. Myślę jednak, że jest wiele osób, które pragną pokonać te podziały, które chcą jako obywatele uczestniczyć w życiu publicznym i wypracować nową jakość dla dobra wspólnego. Dlatego nie demonizowałabym Brexitu, po nim też jest życie.

Pani mąż przejął obowiązki w dość trudnym momencie politycznym poprzedzającym Brexit. Czy Pani dzielnie go wspiera? Jak wygląda Pani dzień pracy?

– Bywa dosyć pracowity. Przyjmuję wiele zaproszeń i staram się brać udział w spotkaniach z Brytyjczykami oraz Polakami. Mamy z mężem świadomość, że jest to wyjątkowy czas. Intensywność współpracy z Brytyjczykami od naszego przyjazdu jest niesamowita. Cały czas sobie powtarzam, że dobrze by było, by ten wieloletni wysiłek kilku pokoleń Polaków tutaj mieszkających zaczął przynosić większe owoce. By tym owocem była większa rozpoznawalność Polski, dorobku Polaków, tradycji wolnościowych, abyśmy byli postrzegani jako dojrzały naród europejski, równy partner do działań. Udzielam się w grupie żon ambasadorów przebywających w Londynie. Mamy kilka nieformalnych grup, w ramach których się spotykamy, debatujemy. W kwietniu będę gospodarzem lunchu dla żon ambasadorów krajów Unii Europejskiej. Chcę wykorzystać tę okazję na promocję dorobku emigracji i zapraszam wszystkie panie do Instytutu i Muzeum im. gen. Sikorskiego, a lunch odbędzie się w Ognisku Polskim, właśnie po to, by pokazać te niezwykłe miejsca i historię, która za nimi stoi.

Czy ma Pani czas na pogłębianie swojej wiedzy zawodowej będąc żoną ambasadora i matką trójki dzieci?

– Choć nie jest to łatwe, staram się kontynuować swoją pracę naukową, cały czas piszę. Razem z koleżankami, dr Clarindą Calmą i dr Katarzyną Garą badamy teraz programy teatralne kolegiów jezuickich z terenu dawnej Rzeczypospolitej. Kasia Gara odkryła ostatnio niezwykle ciekawą XVII-wieczną sztukę o Tomaszu Morusie, wystawianą we Lwowie u jezuitów.

Jak Państwa dzieci adaptują się w Londynie?

– Mamy trzy córki Zosię, Wandę i Klarę. Tęsknią za Krakowem, rodziną i przyjaciółmi, ale też dobrze się adaptują w Londynie. W ich szkole jest sporo dzieci polskich. Widzę, że angielski system szkolny jest bardzo przyjazny dzieciom, które włączają się w tryb nauczania na różnych etapach. Są tu rozwiązania, które wspierają dzieci, pozwalają im szybko nadrobić zaległości i braki językowe. Cieszy mnie to bardzo, gdyż widzę jak szybko córki nawiązują przyjaźnie. Nawet w szkole naszych dzieci wraz z innymi polskimi rodzicami staramy się mocno promować Polskę podczas różnych szkolnych wydarzeń. Kontynuujemy w ten sposób wieloletnie tradycje aktywności polskiej emigracji.

Znajduje Pani czas na życie kulturalne?

– W pewnym stopniu tak. Staram się śledzić polonijne i brytyjskie wydarzenia kulturalne. Bardzo lubię polskie teatry, zarówno skierowane do dzieci jak i do dorosłych. Sekunduję Scenie Polskiej.UK, która poprzez nowoczesną i wzbudzającą salwy śmiechu adaptację Zemsty czy Pana Tadeusza promuje polską klasykę. Zdaję sobie sprawę, że jest to działalność społeczna, a mimo to spektakle, które ostatnio widzieliśmy, stały na wysokim poziomie. Staram się również poznawać scenę artystyczną Londynu. Korzystam z licznych zaproszeń i oczywiście staram się promować i wspierać wydarzenia związane z Polską wśród małżonek ambasadorów, a jest to opiniotwórcza grupa.

Jak wyglądało spotkanie z Królową?

– Zostaliśmy bardzo godnie podjęci. Dobrą tradycją jest nie zdradzać szczegółów rozmowy i samego spotkania. Królowa bardzo ciepło wypowiadała się o Polsce. Wspominała swój pobyt w naszym kraju w 1997 roku. I bardzo miło przyjęła prezent, który jej wręczyliśmy. Była to szopka krakowska z elemntami krakowskiej i londyńskiej architektury.

Jak wyglądają święta w ambasadzie?

– Święta Wielkanocne są o wiele spokojniejszym czasem niż Boże Narodzenie, ale również wszyscy składają sobie życzenia. Większość pracowników ambasady planuje wtedy urlop i wypoczynek w gronie rodzinnym, nie ma aż tylu przyjęć, tak jak to dzieje się zimą. Może to i lepiej… Ciasto drożdżowe ma czas, by wyrosnąć.

Komentarze:
Polcia (01.07.2018) Warto wspomnieć jak czasie trwania Powstania Warszawskiego polscy piloci napisali do Królowej telegram, po tym jak najpierw zaczęło powoli wychodzić, że w tajemnicy przez Polakami i za ich plecami Polska już została podzielona i oddana Stalinowi w Teheranie, a polskim żołnierzom wyzwalającym Zachód odmówiono możliwości pomocy rodakom w kraju w ich walce o wolność chociaż tego, co z niego miało pozostać (a jednocześnie w miarę zbliżania się zakończenia wojny rozpoczęto kampanię propagandową przeciwko nim, której rezultatem zaczęły się pojawiać hasła na murach i okrzyki pod ich adresem \"Poles go home!\" itp., choć wcześniej, kiedy byli potrzebni, byli adorowani. Po wojnie i zakończeniu służby wielu nie wytrzymało i posłuchało, za swoją służbę w siłach alianckich trafiając nieraz na długie lata do komunistycznych więzień, prześladowani oni i ich rodziny.). Brzmiał ów telegram tak: \"Co nocy z tej wspaniałej wyspy tysiące samolotów odlatują w stronę kontynentu. Tylko kilka z nich potrzeba by aby uratować Warszawę. Kiedy w 1940r. ważył się los Wielkiej Brytanii, niech nam Wasza Wysokość wierzy, my polscy lotnicy nie szczędziliśmy naszej krwi i naszego życia . . . Wówczas, nad płonącym Londynem, nie brakowało polskich czy brytyjskich lotników. Czy ma ich teraz zabraknąć nad płonącą Warszawą? Czy to miasto ma zginąć, w przeddzień zwycięstwa, tęsknie wyczekując wyzwolenia od pięciu lat? . . . Czy wiara w Wielką Brytanię ma lec w płomieniach które teraz trawią naszą stolicę? Błagamy Waszą Wysokość aby wybaczyła nam, żołnierzom, że zwracamy się do Niej szczerze i otwarcie, ale nie możemy dłużej milczeć kiedy nasze kobiety i dzieci umierają. Mocno wierzymy, że Wasza Wysokość nie jest obojętna na ich los\" (tekst w \"In Allied London\" ówczesnego polskiego ambasadora w Londynie hr. Edwarda Raczyńskiego, str. 334). Na ile wiadomo, Królowa nigdy nie odpowiedziała (\"For Freedom Yours and Ours. The Kosciuszko Squadron: Forgotten Heroes of WWII\", L. Olson, S. Cloud, str. 332). Kiedy słynny i niesłychanie zasłużony pilot Jan Zumbach próbował jeszcze interweniować w sprawie polskich pilotów w RAF to w efekcie cofnięto mu rekomendację do Orderu za Wybitną Służbę, na który sobie zasłużył i powinien był dostać. Warto historię znać.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 37494
Tak

29121
78%
Nie

8373
22%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat znieważenie policjanta warszawa | pierścienie nierdzewne | sklep bhp Rydułtowy | pellet Jastrzębie | wykrawarka rewolwerowa
Außen Aufbereitung Ingolstadt | śruby | okna Rybnik | badania do pozwolenia na broń Jastrzębie Zdrój | sklep alpinistyczny