KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 19 wrzesień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Nie burzmy Pekinu
2018.08.13 / Marcin Kołpanowicz
TAGI:
Share |
Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina w Warszawie musi być zburzony. Nie wiem, kto pierwszy to powiedział, ale pamiętam, że takie głosy zaczęły się pojawiać już ćwierć wieku temu. Z postulatem wyburzenia występowały postaci reprezentujące całkiem odległe od siebie środowiska polityczne i intelektualne – od Wojciecha Wencla do Radka Sikorskiego i od Jana Pietrzaka do prof. Normana Daviesa, który już wkrótce po transformacji ustrojowej w 1989 roku doradzał Polakom, by koniecznie zburzyli ten symbol stalinowskiej dominacji nad ich krajem.

Postulat rozbiórki, powracający co kilka lat, ostatnio wybrzmiewa coraz głośniej za sprawą zbliżającej się setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Pomysł podjął prezes fundacji Łączka, Tadeusz Płużański (historyk i publicysta, autor książki „Bestie”, od lat zaangażowany w piętnowanie stalinowskich zbrodniarzy) i stanął na czele komitetu do spraw wyburzenia PKiN, a idei tej przyklasnął sam premier Mateusz Morawiecki.

Z kolei zamiar zburzenia pałacu budzi oburzenie zdecydowanej większości warszawiaków. Wydaje się, że w Warszawie wystarczająco dużo zniszczyli już Niemcy – Polacy nie muszą ich naśladować i zrównywać z ziemią kolejnego kawałka swej stolicy. Jednak zwolenników rozbiórki przybywa, a formułowane przez nich argumenty podzielić można na dwie grupy: estetyczne i symboliczne. Przyjrzyjmy się najpierw pierwszej z nich.

Odrażający, brudny, zły

Niegdyś lśniący słomkowym żółcieniem piaskowca, dziś przybrudzony i sczerniały, Pałac Kultury i Nauki wciąż stanowi charakterystyczny element panoramy miasta. „Esteci” twierdzą, że budynek jest ohydny i szpeci centrum polskiej stolicy.

Mam wrażenie, że zachodzi tu klasyczna projekcja psychologiczna, czyli przeniesienie emocjonalnego stosunku do obiektu na jego odbiór wizualny: Stalin był potworem, więc jego pałac jest brzydki. Nie uważam bryły PKiN za arcydzieło architektury, ale na tle ustawionych wokół niego wysokościowców wyróżnia się ona całkiem korzystnie. Gdyby konsekwentnie stosować kryterium estetyczne, należałoby w pierwszej kolejności rozebrać wszystkie wzniesione w centrum Warszawy, a znacznie szpetniejsze od PKiN wieżowce, gdyż w całej rozciągłości potwierdzają one opinię Josifa Brodskiego, że architektura nowoczesna bardziej zdemolowała europejskie miasta niż naloty Luftwaffe. Skyline naszej stolicy po wyburzeniu Pałacu Kultury i Nauki nie stanie się bardziej atrakcyjny, a jedynie mniej rozpoznawalny.

Purystom estetycznym warto przypomnieć, że wznoszone przez sowieckie imperium pałace były komunistycznymi podróbkami drapaczy chmur z Chicago i Nowego Jorku (podobnie jak moskwicze i pobiedy były kopiami amerykańskich fordów i dodge’ów). Proces krążenia idei architektonicznych jest zresztą jeszcze bardziej skomplikowany, gdyż u źródeł amerykańskich wysokościowców stoją koncepcje, które przyszły ze Wschodu, a mianowicie konstruktywistyczne projekty Kazimierza Malewicza (tzw. architektony). Obok wyścigu zbrojeń i rywalizacji w kosmosie ważnym elementem dwudziestowiecznej wojny psychologicznej był konkurs na najwyższą wieżę Babel – i warszawski PKiN, jako najwyższy budynek w Polsce, a swego czasu drugi w Europie, był kolejnym uczestnikiem tego wyścigu pychy, w którym udział brały Chrysler Building i Empire State Building w Nowym Jorku czy wysokościowce moskiewskie (tzw. Siedem Sióstr Stalina).

Socjalistyczny w treści, narodowy w formie

Aby bryłę pałacu, zaprojektowaną w stylu stalinowskiego empire, uczynić bardziej strawną dla polskiego oka, Lew Rudniew (wcześniej twórca Instytutu Łomonosowa w Moskwie) okrasił ją elementami polskiej architektury renesansowej, czyli attykami, nawiązującymi do krakowskich Sukiennic lub kamieniczek w Kazimierzu Dolnym. Spełnił w ten sposób postulat, by sztuka socrealistyczna była socjalistyczna w treści, a narodowa formie. Choć monstrualne, przeskalowane attyki niezbyt pasują do modernistycznej bryły, trzeba przyznać, że tego typu hybrydy stylistyczne nie były na świecie wyjątkiem – nowojorski Woolworth Building na przykład został przyozdobiony elementami architektury gotyckiej.

Gdy uroczyście otwarto pałac w 1955 roku, oficjalnym zachwytom nie było końca. Polscy architekci, pisarze i dziennikarze pod niebiosa wychwalali owoc trudu radzieckich młodzieżowych brygad betoniarskich. Elementy konstrukcyjne, które przybyły do Polski z hut Magnitogorska, fabryk Uralu i kombinatów Donbasu, ewokowały nawet poetyckie uniesienia, o czym świadczą strofy Jana Brzechwy: W sercu Polski, widoczny z daleka, / Będzie trwał, tak jak wiara w człowieka, / Będzie trwał, tak jak miłość do dziecka, / Będzie trwał, tak jak przyjaźń radziecka.

Mniej pochlebne recenzje zbierał pałac poza głównym obiegiem – Władysław Broniewski nazwał budowlę „koszmarnym snem pijanego cukiernika”, zaś Tadeusz Konwicki „pomnikiem pychy, statuą niewolności, kamiennym tortem przestrogi”. Lud warszawski przerobił skrót PKiN na Pekin, co uwypuklało obcy naszej kulturze azjatycki rys budowli.

Może plagiat?

Kolejnym „ociepleniem” modernistycznej bryły Pałacu Kultury stały się rzeźby – figury nadludzi oplatające fasady budowli, personifikujące Pracę, Naukę i Sztukę, które wykonane zostały w Azeryjskiej Fabryce Ceramicznej im. 60-lecia Wszechzwiązkowego Leninowskiego Komsomołu w Estonii. Polscy rzeźbiarze natomiast stworzyli pomniki Kopernika i Mickiewicza, utrzymując je w nieco topornej stylistyce, którą określiłbym jako soc-art deco. Zwieńczeniem programu ideowego budowli miała być statua Stalina, nad którą trudził się sam mistrz Dunikowski, jednak śmierć dyktatora w 1953 roku powstrzymała usłużne dłuto rzeźbiarza. „Przyjaciele radzieccy, wasz ból jest naszym bólem” – deklarował wówczas zdławionym głosem lektor Polskiej Kroniki Filmowej, Andrzej Łapicki, podczas gdy warszawiacy kpili: – Na co zmarł Stalin? – Na szczęście!

By zakończyć zbijanie argumentu estetycznego, przytoczę mało znany fakt, że w dwudziestoleciu międzywojennym architekt Juliusz Nagórski zaprojektował dwustumetrową Wieżę Niepodległości, której bryła jako żywo przypominała obecny Pałac Kultury. Wieża miała stanąć na dzisiejszym placu Waszyngtona; plany jej realizacji pokrzyżował wybuch wojny. Warto byłoby zbadać, czy Rudniew znał projekt Nagórskiego, i w jakim stopniu go zmałpował.

Pieczęć Stalina

Zwolennicy wyburzenia PKiN obok argumentu estetycznego wysuwają drugi – ich zdaniem, decydujący – ideologiczny. W swej przejaskrawionej postaci brzmi on następująco: Pałac Kultury to niechciany prezent, relikt komuny, pieczęć Stalina, falliczny znak sowieckiej dominacji w Polsce; hańbą jest, że ta budowla jeszcze stoi tyle lat po odzyskaniu niepodległości; wysadźmy w powietrze tę wieżę Saurona, lepszy nawet lej w ziemi niż ten symbol zniewolenia!

O ile jestem zwolennikiem taniego, przyjemnego i prostego technicznie obalania pomników komunistycznych zbrodniarzy czy usuwania ich nazwisk z nazw ulic, o tyle uważam, że rozbiórka gigantycznej, a wciąż pozostającej w dobrym stanie budowli jest całkowicie nieracjonalna, czyli – jak mówią młodzi – przeciwskuteczna. Przyznaję, namalowałem kiedyś Pałac Kultury wystrzelony w kosmos, ale choć w sztuce bliski jest mi surrealizm, w życiu skłaniam się ku rozwiązaniom realistycznym. Wyobraźnia podsuwa wprawdzie kuszące wizje kuli burzącej o średnicy Stadionu Narodowego lub laserowych promieni, podobnych do tych, które zastosowane zostały do anihilacji Manhattanu w filmie „Dzień Niepodległości”, trzeba jednak pogodzić się z faktem, że rozbiórka gmaszyska byłaby niezwykle kosztowna i skomplikowana technicznie, gdyż Pekin został zbudowany solidnie jak bunkier. Obliczono, że w wyniku wyburzenia powstałoby 260 tys. ton gruzu i 26 tys. ton stali. Ile wywrotek i jak długo musiałoby wywozić tę górę cegieł, betonu, piaskowca i marmuru? (Paraliżując w dodatku i tak już zakorkowane centrum stolicy). Dodajmy, że koszt całej tej operacji przekroczyłby, według ostrożnych szacunków, 900 mln złotych.

Sokołom wędrownym przyjazny

Pomysł wyburzenia jest tym bardziej absurdalny, że budynek pełni wiele pożytecznych funkcji: mieszczą się w nim m.in. cztery teatry, kino, muzeum i sławna Sala Kongresowa – sławna m.in. tym, że w 1967 roku odbył się w niej koncert zespołu Rolling Stones, a w 1990 towarzysz Mieczysław F. Rakowski wypowiedział pamiętne słowa: „Sztandar Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – wyprowadzić!”.

Trudno nie wspomnieć także o znajdujących się na 43. piętrze gniazdach sokoła wędrownego. Perspektywa ich zniszczenia zelektryzowałaby środowisko tzw. ekologów, co mogłoby zaowocować masowym przykuwaniem się owych nieustraszonych desperatów do iglicy pałacu.

A likwidacja molocha to przecież dopiero pierwszy krok – należy się spodziewać, że na oczyszczonym w ten sposób terenie miałyby powstać nowe wspaniałe budowle. Wprawdzie nikt jeszcze nie wie jakie, ale czy byłoby to supernowoczesne centrum kulturalne, Sanktuarium Narodowe, czy Łuk Triumfalny, ich planowanie i realizacja z pewnością ciągnęłaby się latami, wśród waśni, wyzwisk, protestów, skandali i patetycznych deklaracji przeplatanych oskarżeniami o korupcję. W dodatku nie ma wcale pewności, że efekt byłby lepszy od stanu obecnego – można przewidywać, że miejsce pałacu zajęłyby architektoniczne potworki, podobne do Centrum Solidarności w Gdańsku, gmachu opery w Krakowie.

Nowy – lepszy?

Czemu jednak mielibyśmy odwoływać się do barbarzyńskich wzorów niszczenia niechcianych budowli? Po co naśladować burzycieli z czasów rewolucji francuskiej lub bolszewickiej, czy bojowników ISIS rozwalających z tą samą zaciekłością starożytne ruiny co współczesne kościoły? Zamiar zburzenia pałacu i zbudowania na jego miejscu czegoś „nowego, lepszego” jest w swej istocie marksistowski, nawet jeśli marksistowski à rebours.

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29205
Tak

24294
83%
Nie

4911
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat wyrok nakazowy warszawa | śruby nierdzewne | biuro rachunkowe rydułtowy | transport węgiel Żory | giętarka trzpieniowa
Zespół muzyczny Kędzierzyn Koźle | blachowkręty nierdzewne | pediatra Rybnik | medycyna tropikalna Wodzisław Śląski | stylizacje ślubne śląsk