KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 16 listopad 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Wolontariusz wśród starych ksiąg
2018.08.13 / Aleksandra Solarewicz
TAGI:
Share |
Z początku odwiedzający archiwa pytali: – Kim jest ten gość z dziwnym akcentem? On sam czuł się wtedy jak atrakcja turystyczna. Ale szybko się okazało, że właśnie ten jeden wolontariusz z całego zespołu potrafi czytać i porządkować prasę polonijną. Opisywał średniowieczne wydania Arystotelesa i starodruki Izaaka Newtona. Rano szedł do pracy w biurze handlowym, po godzinach szukał skarbów w brytyjskich archiwach. Historyk o jeden krok od doktoratu. Z Mariuszem Matuszewskim rozmawia Aleksandra Solarewicz

Nie jest to zbyt powszechna sytuacja, by Polak w Wielkiej Brytanii zapragnął pracować za darmo. Dlaczego zacząłeś szukać tutaj wolontariatu?

– W pewnym sensie to wolontariat znalazł mnie. Wyjazd do Anglii (lipiec 2010) był konsekwencją propozycji, którą otrzymałem, a co za tym idzie: to miejsce wybrało mnie, a nie na odwrót. Nazwa miasta, do którego się przeprowadziłem, Newark-on-Trent, z początku nie mówiła mi nic. Okazało się, że jeżeli chodzi o moje zainteresowanie historią, archiwaliami oraz fotografią, los przygotował mi sporą niespodziankę: w Newark znajduje się bowiem największy w Wielkiej Brytanii cmentarz polskich lotników, w obrębie którego znaleźć można też groby trzech Prezydentów RP na uchodźstwie i pierwsze miejsce spoczynku gen. Sikorskiego, dalej: zamek i jeden z dwóch największych w Anglii (o ile nie największy) kościołów parafialnych (z XII wieku). Z racji swoich zainteresowań dosyć szybko dołączyłem do grupy wolontariuszy, która opiekuje się zamkiem, przez blisko rok pomagałem w archiwum hrabstwa w Nottingham, a po pewnym czasie – znów przypadkiem – dowiedziałem się, że w Southwell, miejscowości znajdującej się w odległości 20 minut jazdy autobusem, przy tamtejszej katedrze funkcjonuje niewielka biblioteka. Pozwoliłem sobie wówczas napisać i zapytać o możliwość odwiedzenia tego miejsca, a także sprawdzić, czy jest szansa na jakikolwiek wolontariat. Okazało się, że jest.

Jak właściciele Biblioteki zareagowali na twoją propozycję? Bo ja w Polsce próbowałam w kilku instytucjach naukowych, na tej samej zasadzie, i odpowiedź zawsze była negatywna: nie przyjmujemy ludzi z zewnątrz...

– Odpowiedź na to pytanie jest dosyć złożona, a zacząć ją trzeba od kilku uwag natury ogólnej. Otóż instytucja wolontariatu jest na Wyspach bardzo rozwinięta. Tu nie trzeba o to prosić, co więcej wiele instytucji planowo opiera znaczną część swojej działalności na pracy ochotniczej, zabiega o nią – i jest to zupełnie normalne.

O!

– By zobrazować skalę zjawiska posłużę się kilkoma przykładami. Gdy w Newark-on-Trent otwierano National Civil War Centre (muzeum poświęcone wojnie domowej z lat 1642-1651), rekrutowano zaledwie kilka osób na etaty (przede wszystkim do obsługi kas i recepcji), a ponadto 50 wolontariuszy. Gdy w Nottingham organizowane były obchody 100-lecia wybuchu I wojny światowej, całą organizację, prowadzenie badań terenowych i kwerend archiwalnych, budowę ekspozycji, a także inne prace, oparto na pracy wolontariuszy (łącznie ponad 100 osób). To wolontariusze najczęściej oprowadzają po katedrach i witają gości, to oni tworzą stowarzyszenia opiekujące się lokalnym dziedzictwem, to także ich praca podtrzymuje funkcjonowanie różnego typu organizacji charytatywnych i należących do nich tzw. charity shops, czyli sklepów z używaną odzieżą, książkami i innymi przedmiotami, które wypracowują dochód służący następnie rozwojowi badań nad rakiem, pomocy krajom trzeciego świata czy rozwijaniu opieki nad bezdomnymi. I tak dalej, i tak dalej… Rozwiązanie to ma zarówno swoje plusy (możliwość rozwijania zainteresowań, aktywizacja emerytów, szansa na zdobycie doświadczenia przez ludzi młodych), jak i minusy (praca za darmo zawęża ludziom szansę na płatne miejsca pracy w niektórych sektorach), niemniej jednak jest to coś zupełnie normalnego. To, że ktoś szuka zajęcia opartego na własnych zainteresowaniach, nie jest niczym niezwykłym.

Jesteś magistrem historii oraz doktorantem. Czy z marszu dostajesz miejsce, które sobie wymarzyłeś?

– No, nie do końca. Czym innym jest wolontariat w miejscach nie wymagających specjalnych kwalifikacji, a czym innym tam, gdzie w grę wchodzą obowiązki związane z wąską specjalizacją lub cennymi zbiorami, takimi jak muzea lub archiwa. Tu bardzo wiele zależy od kwalifikacji i zaufania. Polakowi jest przy tym nieco gorzej – nie ukrywajmy, że o ile można osobę nieurodzoną w Wielkiej Brytanii spotkać czasem w sklepie z używaną odzieżą, to w archiwach czy miejscach takich, jak funkcjonująca od kilkuset lat biblioteka, wolontariusz z kontynentu jest zjawiskiem praktycznie nie do spotkania. Rzecz tyleż zabawna, co irytująca: kiedy mieliśmy dni otwarte w Southwell, lub kiedy pomagałem w archiwum w Nottingham, zdarzali się odwiedzający, którzy pytali zatrudnionych tam ludzi o tego tam z dziwnym akcentem… Momentami czujesz się jak kolejna atrakcja turystyczna. Nacechowany niechęcią (a może ostrożnością?) stosunek Brytyjczyków to, rzecz jasna, tylko część problemu. Trzeba bowiem przyznać, że także Polacy nie wykazują należytego zainteresowania aktywnym uczestnictwem w rozwoju lokalnych inicjatyw kulturalnych i historycznych.

A ty?

– Ja miałem sporo szczęścia. Christine, emerytowana nauczycielka, która sprawuje pieczę nad historycznym księgozbiorem w Southwell, okazała się osobą dosyć otwartą. Co więcej, zainteresowała się moim wykształceniem i po dłuższej rozmowie uznała, że w zasadzie mogę pomóc w opracowywaniu poszczególnych dzieł oraz umieszczeniu ich w kontekście historycznym.

Jak stara i jak duża jest biblioteka w Southwell?

– Jest pewne, że istniała na długo przed zakończoną w roku 1651 wojną domową. Niestety, o najwcześniejszej fazie jej rozwoju wiemy niewiele, co więcej, w roku 1645 księgozbiór został zniszczony. Bibliotekę odtworzono dopiero po roku 1690, głównie dzięki prywatnym ofiarodawcom. W chwili obecnej liczy ona około 1200 tytułów.

Jakie skarby tam znalazłeś?

– Najstarszym zabytkiem w bibliotece jest pochodząca z przełomu XIII i XIV wieku Biblia,
pierwotnie należąca do dominikanów z Newcastle. Na uwagę zasługuje między innymi jej bardzo dobry stan zachowania. Z innych dzieł warto wymienić chociażby trzecie wydanie Principia mathematica Newtona z roku 1726 – ostatnie przygotowane za życia autora i przez niego poprawione. Dalej, pierwsze wydanie jego dzieła o optyce (1704). Dzieła św. Tomasza z Akwinu (wydania z lat 1604, 1612 i 1620). Dzieła Arystotelesa (wydania z lat 1502, 1562, 1617, 1619). Bogaty wybór literatury protestanckiej, w tym polemik ze stanowiskiem Kościoła katolickiego i Soboru Trydenckiego, a także katolickiej – odbicie trwającego wówczas sporu, jaki rozgorzał po Soborze Trydenckim, a także prób wykazania przez zwolenników konfesji protestanckich ich łączności z Tradycją Kościoła powszechnego. Dalej: Liber Festialis Johna Mirka (XV wiek). Komentarze Duranda z Saint-Pourçain do Sentencji Piotra Lombarda (XVI w). Dzieła Św. Bernarda z Clairvaux (wydanie z roku 1566)… Można tak wymieniać długo, proszę więc pozwolić, że odeślę do
katalogu biblioteki, dostępnego na stronie internetowej katedry.

Co dokładnie robiłeś pośród starych ksiąg?

– Moje zadanie polegało na spojrzeniu na kolekcję (czy też na najważniejsze jej elementy) jak na źródła historyczne i opisanie ich pod tym względem. Opracowałem w tym celu formularz, a reszta to kwerenda i przeglądanie woluminów w poszukiwaniu ciekawostek, na które normalnie nie zwrócono by uwagi. Dla przykładu: wiele ksiąg miało oprawę podklejoną średniowiecznymi pergaminami (praktyka nader często spotykana w czasach nowożytnych). Inne zawierają arcyciekawe notatki, pisane na marginesach (np. jeden z XVIII-wiecznych czytelników Chaucera zapisał fragment poematu w wersji alternatywnej – tak, jak w jego przekonaniu powinien on brzmieć). I tak dalej.

Jak oceniasz sytuację, przyszłość takich starych bibliotek w Wielkiej Brytanii. Czy popadają w zapomnienie?

– To niestety zależy od dwóch czynników. Jednym z nich są pieniądze. Utrzymanie bibliotek lub archiwów w obrębie instytucji takich jak kościoły i katedry jest dosyć kosztowne. W zależności od rozmiarów i stanu kolekcji wchodzą tu koszta konserwacji, zapewnienie odpowiednich pomieszczeń, etc. Niektóre świątynie decydują się więc na przekazanie swoich kolekcji do wyspecjalizowanych instytucji zewnętrznych, inne – po prostu ich nie udostępniają. Sprawa druga po części wiąże się z pierwszą. Udostępnianie kolekcji wiąże się z zadbaniem o jej bezpieczeństwo, odpowiednią ekspozycją, a także zatrudnieniem osoby odpowiedzialnej za całokształt.

Czyli podobnie jak w Polsce...

– Niestety bardzo często mówimy tu o małych kolekcjach, które dla ogółu społeczeństwa nie stanowią przedmiotu wzmożonego zainteresowania, a zatem nie są w stanie (mówiąc potocznie) zarobić na swoje utrzymanie w oparciu o opłaty pobierane od zwiedzających. Brak szerszego odbioru nie skłania z kolei gospodarzy kolekcji do zwiększenia nakładów finansowych na ich utrzymanie. I tu w zasadzie koło się zamyka. Wiele osób nawet nie wie, że kościół lub katedra, do których uczęszczają, jeżeli nie na nabożeństwa, to przynajmniej na okolicznościowe koncerty, ma liczący kilka stuleci zbiór książek. Jedynym światełkiem w tunelu są wolontariusze, ale – jakkolwiek ich praca jest bezcenna, z konieczności mogą oni zadbać jedynie o odkurzanie i – w najlepszym wypadku – porządkowanie zbioru. Póki co książki w tych miejscach będą, ale czy przetrwa pamięć o nich – to rzecz zupełnie inna. Jedynym ratunkiem jest społeczne zainteresowanie i nacisk na zdobywanie potrzebnych środków. Wolontariusze mogą w tym wydatnie pomóc, ale to za mało. Za mało, gdyż młodsze pokolenia nie interesują się lokalnym dziedzictwem tak, jak interesowali się ich dziadkowie (bo o tym mniej więcej przedziale wiekowym mówimy). Rzecz w tym, że tradycja, nawet (a może zwłaszcza?) ta lokalna, by przekazać ciągłość, musi pozostać żywa, zatem to czy stare lokalne księgozbiory przetrwają, zależy od tego, czy kolejne pokolenia będą tym zainteresowane.

A co do archiwum hrabstwa Nottingham?

– Przyjęto mnie dosyć szybko, jakkolwiek najpierw (w sposób niezbyt umiejętnie maskowany) próbowano sprawdzić moje kompetencje językowe. Najpierw pomagałem w ewidencjonowaniu polskiej prasy. Nikt w archiwum hrabstwa w Nottingham nie zna rzecz jasna polskiego, zatem gazety polonijne, jakie otrzymywali, przez długi czas leżały odłogiem i nikt nie wiedział, jak je opisywać. Później zostałem poproszony o pomoc przy projekcie związanym z liczącą kilka tysięcy zdjęć i fiszek biograficznych kolekcją poświęconą rozrzuconym w Europie grobom żołnierzy brytyjskich z Notts & Derby Regiment, poległych w czasie I wojny światowej.

Jednak okazujemy się niezastąpieni.

– Dlatego innym radzę próbować do skutku, a przede wszystkim – pozbyć się kompleksów. Polskie wykształcenie daje wiedzę i kompetencje, których nie musimy się wstydzić. Warto, bo może się zdarzyć, że od pracy nad niedostępnymi dla innych materiałami dzieli was zaledwie jeden e-mail.

Mariusz Matuszewski
Rocznik 1980. Historyk, publicysta, tłumacz z języka angielskiego. Absolwent Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach (2004) i Akademii Ekonomicznej w Katowicach (2008), obecnie w trakcie pracy nad doktoratem z zakresu średniowiecznej myśli politycznej. Redaktor naczelny portalu MyslKonserwatywna.pl oraz członek redakcji półrocznika naukowego Pro Fide Rege et Lege. Członek zwyczajny The Royal Historical Society i członek - korespondent Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29685
Tak

24657
83%
Nie

5028
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | zawiasy nierdzewne | masaż gdańsk | ekogroszek Radlin | suplementy diety produkcja kontraktowa
porady prawne wodzisław śląski | śruby nierdzewne | pediatra Wodzisław Śląski | nakrętki żaroodporne | stylistka katowice