KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 15 grudzień 2019
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Victoria czyli zwycięstwo
2019.11.27 / Teresa Bazarnik
TAGI:
Share |
Czekam w londyńskim konsulacie na spotkanie z konsulem. Zanim sekretarka zaprowadzi mnie do odpowiedniego biura, z dużym podziwem przyglądam się sprawnej obsłudze kontrolującej wchodzących interesantów. Szczególnie jeden z panów, którego zadaniem jest przeglądanie toreb i innych dodatków uwija się jak mrówka. Konsulat mimo usprawnienia systemu rejestracji nadal jest oblegany. Trudno się dziwić, by nie był – jest nas tu podobno około miliona.

Indywidualne osoby, czasami całe rodziny z gromadką dzieci, matki z maluchami w wózkach, obcokrajowcy po wizę do Polski – drzwi konsulatu otwierają się i zamykają non stop. Uprzejmy pan wniesie wózek, jeśli trzeba pomóc matce objuczonej torbami, przeniesie na skaner drugą torbę, cały czas życzliwy i uśmiechnięty. To naprawdę nowe zjawisko. Bywało, że w polskich urzędach na Wyspach petenci czuli się jak nieproszeni goście, zło konieczne, których trzeba obsłużyć, to w końcu obowiązki służbowe. Ale obowiązek i nakazana uprzejmość to co innego, a autentyczna życzliwość i niezmordowana chęć pomocy to co innego. Gdybym mogła przyznawać nagrody za wykonywaną pracę, ten mężczyzna z obsługi przy wejściu do konsulatu w Londynie z pewnością byłby pierwszy na liście.

– Nie wpuścili mnie do autobusu – słyszę głos starszego pana. – Jak to nie wpuścili? – pyta pan z obsługi. – No, nie wpuścili, śmierdziałam.

To nie kabaret niestety. Nie dane mi jednak rozsupłać tę dziwną zagadkę, bo właśnie zostaję wezwana do biur na górze, gdzie jest siedziba pracowników dyplomatycznych. Do pokoju, w którym czekam na umówione spotkanie, wchodzi przypadkowo wicekonsul ds. pomocy konsularnej. Rozmawiamy o bezdomnych, którym konsulat kupuje bilety powrotne do Polski. – Właśnie wczoraj miał wrócić jeden z nich. Niestety nie został wpuszczony do autobusu.

Aha, czyli to ten mężczyzna, który właśnie wrócił do konsulatu, bo przepadł mu bilet poprzedniego dnia. Skoro bezdomni żyją na ulicy, trudno od nich wymagać, by ich higiena osobista była nienaganna. Z drugiej strony trudno nie zgodzić się z przewoźnikiem, który nie może narażać osób spędzających w autokarze ponad dwadzieścia godzin na nieprzyjemne zapachy.

– Może ten pan mógłby wziąć prysznic w konsulacie? – pytam. – Skoro chce wyjechać do Polski, trzeba zrobić wszystko, by tak się stało... Rozmowa urywa się, wchodzi konsul, z którym byłam umówiona.

Wychodzę po spotkaniu znów przez wejście dla interesantów załatwiających sprawy paszportowo-wizowe.

– Udało się! – mówi triumfalnie pracownik obsługi, ten sam, którego tak podziwiałam za uprzejmość i gotowość pomocy. – Już po prysznicu. – Znakomicie – odpowiadam ucieszona. – Ale tak naprawdę to niewiele to dało – dodaje konfidencjonalnie pracownik obsługi. – Ubranie niezmieniane tyle dni...

Coś jednak trzeba zrobić. Jeden bezdomny Polak, który zniknie z ulic Londynu to też jakieś osiągnięcie. A pan Jan (imię zmienione) chce wracać. I to jest najważniejsze, bo na nic pomoc konsulatu, jeśli bezdomni wolą brytyjską ulicę i ławki w parkach niż powrót do kraju. A na ulicy znaleźć się jest bardzo łatwo. Niekoniecznie trzeba być uzależnionym od alkoholu czy narkotyków. Słyszałam wiele historii o stracie pracy i regularnych dochodów, braku oszczędności i niemiłosiernych landlordach, którzy w przypadku niepłacenia czynszu załatwiają sprawę bezkompromisowo. Pan Jan chce wrócić do Polski i trzeba zrobić wszystko, by mu w tym pomóc. Przechodzi mi przez myśl Manna Centre – miejsce, gdzie bezdomni mogą przyjść w ciągu dnia, dostać czyste ubranie, syty obiad, może jeszcze coś na potem do zjedzenia, skorzystać z komputera, porozmawiać o pomocy socjalnej z osobami kompetentnymi, wysłać podanie o pracę... Zawoziłam tam żywność, która zostawała po nowoczasowych ARTeriach. Centrum jest w pobliżu London Bridge, dokładnego adresu jednak już po tylu latach nie pamiętam. No ale w takich sytuacjach w sukurs przychodzi niezawodny Mr Google. Znajduję dokładny adres i godziny otwarcia. Biorę pana Jana do samochodu. Czasu mamy niewiele, bo Manna Centre działa tylko do 13.30.

– Jedziemy – mówię, na co on zgadza się, trochę speszony. – Zasmrodzę pani samochód. – Trudno– dopowiadam. – Wywietrzy się.

W drodze, dość krótkiej, z okolic Blackfriars, gdzie mieści się konsulat, do Manna Centre w pobliżu London Bridge, rozmawiamy o tym, czy ma gdzie wrócić jak już dojedzie do Polski. – Jest tam rodzina. – Macie dobre kontakty? – Tolerują mnie – odpowiada. – No, jak tolerują, to już bardzo dobrze.

Pan Jan mówi ładną polszczyzną, choć nie jest osobą wykształconą. Opowiada mi, że po szkole podstawowej zdobył zawód. Pracował jako kierowca, ale gdzieś na tej swojej drodze pogubił się. Miał w tym swój udział alkohol. Nie ma żony ani dzieci. Jest typem samotnika. W Anglii jest krótko, okradli go, pracy nie znalazł. Ostatni czas spędził na ulicy, sześć nocy na Kings Cross, dworcu czynnym całą dobę. – Można tam też znaleźć coś do jedzenia – wyznaje. – Ludzie wskakują w biegu do pociągu, zostawiają niedojedzone kanapki, napoje...

Dojeżdżamy do Manna Centre. Miejsce nietrudno rozpoznać, wszędzie wokół bezdomni, którzy albo już stamtąd wyszli po dziennej sesji, albo właśnie tam zmierzają. Wchodzimy do wewnątrz, próbuję się rozglądnąć, a tu już obok nas miły Anglik w średnim wieku z zapytaniem: – How can I help you? Tłumaczę więc niefortunny przypadek pana Jana, mówię o bilecie kupionym przez konsulat i o odmowie wpuszczenia na pokład autokaru. – Don’t worry. Just leave him here and we’ll take care of him. Dostanie czyste ubranie. Coś ciepłego do zjedzenia. Jednak Anglicy opracowali system dobroczynności do perfekcji. Lata doświadczenia pokazują, że wiedzą co robią, i jest to dla nich ważna część funkcjonowania dobrze zorganizowanego społeczesństwa.

Zostawiam mojego podopiecznego w dobrych rękach i wracam czym prędzej do samochodu, by nie wpaść w szpony wszechobecnych parking wardens i nie zakończyć tej dziwnej przygodny z mandatem za niewłaściwe parkowanie. Po chwili puka w szybę wolontariusz Manna Centre. – Could you please help us? He doesn’t speak English. – Yes, of course. Tego się już dowiedziałam, że pan Jan nie mówi po angielsku.

Wchodzimy do dość dużego magazynu wejściem prosto z chodnika. Na półkach czysta używana odzież wszelkiego rodzaju, buty, torby. Życzliwy wolontariusz wyjmuje spodnie, skarpetki, podkoszulki, właściwie wszystko od stóp do głów. Pan Jan próbuje, wybiera to, co wydaje mu się, że jest odpowiedniego rozmiaru. Mimo że dzień piękny i upalny, dostaje także ciepły polar na chłodne noce. I znów znika w wejściu głównym.

Po jakimś czasie puka w szybę mojego auta. Czuję zapach świeżości – No, już jestem. Wziąłem jeszcze raz prysznic, ogoliłem się, dali mi nawet dezodorant. Mam czyste ubranie i buty. Zjadłem dużą porcję kiełbasek z fasolką. Stojący obok niego wolontariusz przeprasza, że zabrakło im kanapek i mogli panu Janowi dać na drogę tylko ciastka i soki.

Wracamy do konsulatu. Pan Jan musi mieć przecież nowy bilet. Wczorajszy przepadł, dziś autokary nie kursują, musi mieć bilet na następny dzień.

– Co pan zrobi, jeśli uda się zamienić bilet na jutro? – pytam. – Wrócę na Kings Cross. Jakoś przetrwam tę noc.

W konsulacie okazuje się, że biletu jeszcze nie ma, bo kierowniczka biura podróży zajęta. Pytam o nazwisko. Znam, mam telefon komórkowy. Dzwonię. Opowiadam całą historię. – Wiem, o co chodzi – odpowiada Gosia. Zrobię wszystko, by znaleźć miejsce dla tego pana na jutro.

W konsulacie zatem nic już po nas. – Zawiozę pana na Victorię. Może ten dworzec nie jest czynny całą dobę, ale gdzieś w pobliżu jakoś pan tę noc przetrwa i jutro będzie na miejscu – proponuję. Zauważyłam, że utyka.

Jest wdzięczny za moją propozycję. Jedziemy szlakiem królewskim przez Fleet Street, Strand, The Mall. Kiedy zbliżamy się do pałacu Buckingham, mój pasażer rozpoznaje te miejsca, mówi, że właśnie wczoraj szedł tędy piechotą z Kings Cross. na Victorię.

Dojeżdżamy do Victorii i od razu idziemy do biura Sindbad Travel. – Tak, wiem już o tym. Zaraz przebukuję bilet – mówi z serdecznością pani Edyta, manager biura. Jutro stanowisko numer jeden. Wracamy na Victoria Coach Station.

– Rozpoznaje pan to miejsce? – pytam – Tak, nie ma problemu. – Czyli odjeżdża pan stąd. A jak pan natknie się nocą na patrol policyjny, proszę pokazać bilet.

Zostawiam kilka groszy na śniadanie i odjeżdżam. Ale czy on jutro tam przyjdzie? Czy coś się z nim nie stanie co znów odbierze mu szansę powrotu do kraju? Męczą mnie te myśli również następnego dnia, dlatego wsiadam w samochód i jadę na Victorię. Na stanowisku numer jeden spotykam panią Edytę z biura Sindbad.

– Niech się pani nie martwi. Widzi pani, o tam, stoi już przy autokarze. Wszystko w porządku. Dziś odjedzie na pewno.

Następnego dnia pakuję wszystkie nieco zużyte lub od dawna nieużywane rzeczy do walizki i zawożę do Manna Centre. Przydadzą się z pewnością.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 33972
Tak

27208
80%
Nie

6764
20%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat rozbój warszawa | nity nierdzewne | dom opieki Rybnik | węgiel Pszów | prasy krawędziowe
kuchnie kraków | cyklinowanie Piaseczno | mapa do celów projektowych Rybnik | kotły na gaz piaseczno | stylistka katowice