KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 15 grudzień 2019
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Pianista wśród gejzerów
2019.12.01 / Marek Baterowicz
TAGI:
Share |
Nowa Zelandia jest ziemią cudów natury, a przypomina o tym nawet tytuł rewelacyjnej książki „Ignacy Jan Paderewski. A Pianist amidst the Geysers” (Auckland, Quo Vadis Publications 2018) pióra Jacka Romana Dreckiego.

Chodzi tu o słynne gejzery w regionie Rotorua, które Paderewski zwiedził podczas swoich artystycznych tournée na Nowej Zelandii. Nasz genialny pianista koncertował bowiem dwukrotnie na obu wyspach, o czym nieraz się zapomina przy skali jego pianistycznych triumfów w Europie, Ameryce i Australii. Pomysł wydania książki o jego dwóch wizytach na wyspach jezior i wulkanów jest naprawdę więcej niż szczęśliwy, zwłaszcza w 100-lecie odzyskania Niepodległości po rozbiorach jako że Paderewski przyczynił się ogromnie do powrotu Polski na mapę świata. Jednocześnie opis jego koncertów na Nowej Zelandii, opatrzony fotografiami miejsc, pejzaży, osób i programów oddaje nastrój tamtych czasów. Realizacja tego genialnego pomysłu jest ponadto na poziomie uniwersyteckim, oparta o zbiory bibliotek nowozelandzkich, archiwa i muzea w Warszawie czy Uniwersytetu Jagiellońskiego, także o długą listę książek i innych źródeł jak czasopisma, magazyny oraz internet. Liczne przypisy i indeks osobowy świadczą o trosce autora, by książka stała się wygodnym przewodnikiem po opisywanej epoce, którą przedstawił nam z pietyzmem wobec odeszłych pokoleń i oczywiście wobec Paderewskiego, uwielbianego przez melomanów i cenionego przez innych muzyków. Camille Saint-Saens mówił o nim, że Paderewski jest geniuszem, który przypadkiem gra też na fortepianie (str.157). W superlatywach wyrażał się o nim i Artur Rubinstein. Drecki wspomina też świadectwo artysty Edwarda Burne-Jonesa, który w roku 1890 spotkał Paderewskiego na ulicy Londynu i – zauroczony grzywą rudych włosów – wziął go za...archanioła! Po bliższym poznaniu zrobił słynny rysunek pianisty (jego reprodukcja na str.8 książki). Bez przesady można zatem powiedzieć, że Jacek Roman Drecki napisał książkę dla archanioła fortepianu. W tej narracji ożyła jakby epoka naszego wirtuoza, a reprodukcje zdjęć z tamtych lat, na których widzimy Paderewskiego w różnych okresach życia, także gubernatora Nowej Zelandii czy jej ówczesnego premiera, impresariów pianisty, wreszcie samego mistrza w towarzystwie Maorysów, z którymi się zaprzyjaźnił podczas wakacji w Rotorua, wśród gejzerów, co właśnie posłużyło za tytuł książki. Są i reprodukcje krajobrazów Nowej Zelandii, gejzerów czy hoteli, gdzie zatrzymywał się archanioł fortepianu. W relacjach z jego koncertowych tournée Autor nie pominął osób towarzyszących Paderewskiemu i jego żonie w podróżach, a było to dość liczne grono jak sekretarz William Adlington, przyjaciel i osobisty lekarz Marcin Ratyński, służący Marcel, pokojówka żony i wreszcie organizator koncertów na terenie Australii i Nowej Zelandii, John Lemmone, znany też jako wybitny flecista. Nie pominięto i stroiciela, pana Cutlera, fortepianów Erarda zabranych na tournée przez Paderewskiego w roku 1904. Natomiast podczas koncertów w roku 1927 mistrz korzystał z instrumentów Steinwaya. Nie zdołamy wymienić tu wszystkich osobistości (oraz anegdot z nimi związanych!), ale i tak wypada zostawić coś czytelnikom, którzy sięgną po tę wspaniałą książkę. Wydaną starannie w twardej oprawie i pięknej szacie graficznej, z elegancką obwolutą. Respekt budzi też przemyślna konstrukcja całości poczynając od wstępu autora, po którym dwie mapy Nowej Zelandii ukazują trasy i miejsca koncertów oraz daty przybycia parowcem z Sydney i odjazdów. Z kolei w apendices w zakończeniu książki czytelnik znajdzie daty i miejsca koncertów oraz informacje o jego wakacjach w Rotorua (listopad 1904), a także zarys biografii, dwa rymowane utwory pióra entuzjastów talentu Paderewskiego oraz impresje farmera w gazecie „Otago Witness”, a trzeba pamiętać, że w roku 1904 podróż z odległych farm do Auckland czy Wellington zajmowała kilka dni. Sława naszego wirtuoza była tu magnesem, a dowcipna reklama w nowozelandzkich gazetach zrobiła swoje: obok „perfect tea” reklamowanej w „Otago Daily Times” zamieszczono podobiznę Paderewskiego z dopiskiem – „a perfect pianist”! (str.18).

Autor oddaje z dużą wrażliwością atmosferę tych tournée, obok walki o bilety opisuje też duchowe przeżycia melomanów, wiwatujących na cześć Mistrza i domagających się bisów. Nastrój tych koncertów był szczególny, bo Paderewski niejako celebrował każdy ton i nigdy nie zamierzał olśniewać tylko techniką, ale głęboką interpretacją. Był przecież i kompozytorem, a dopiero potem pianistą jak zauważył Saint-Saens. Dostrzeżono to i w recenzji w „New Zealand Herald” (1.9.1904) nazywając go „poetą fortepianu”. Podkreślano też, że Paderewski gra Bacha czy Beethovena z taką swobodą jakby to były jego własne utwory. Niekiedy grał wyłącznie Chopina. Autor cytuje też recenzje z Londynu czy Nowego Jorku (str.40), zatem książka ma wtedy wymiar planetarny. Reprodukcje programów koncertowych, sal oraz instrumentów ukazują muzyczne universum Paderewskiego, któremu cześć okazywali nie tylko recenzenci. Oto gubernator Nowej Zelandii zapraszał go nieraz do swej rezydencji, a premier R.J.Seddon odwiedził Mistrza w Empire Hotel w Wellington, z czym wiąże się zabawna anegdota (str.49). Wypada wspomnieć, że w roku 1927 Paderewski dał koncert na rzecz nowozelandzkich ofiar I wojny światowej, a w czasie tego pobytu dziękował Nowozelandczykom za udział w koalicji, która przyczyniła się do odzyskania przez Polskę niepodległości. Weterani I wojny światowej uhonorowali go złotym medalem i dożywotnim członkostwem stowarzyszenia. Oba tournée Paderewskiego w Nowej Zelandii podniosły szacunek dla Polaków, zbliżyły oba narody, co z końcem II wojny światowej zaowocowało przyjęciem przez rząd nowozelandzki setek polskich dzieci ocalonych z Sybiru.

Z każdej strony książki Dreckiego bije szczery afekt dla naszego wielkiego muzyka i chyba intencją było to, aby przedstawić Go ponownie światu nie tylko jako artystę, ale i wielkiego patriotę i szlachetnego człowieka. Paderewski złożył tego liczne dowody, traktował wszystkich z kurtuazją, miał gest. W roku 1904 odkrył na Nowej Zelandii dwóch utalentowanych chłopców, którzy dzięki jego rekomendacji dostali się na studia w Europie i zostali znanymi pianistami (str.131/2). Niejako „pozamuzyczny” jest rozdział czwarty książki (Paderewski – the Tourist), w nim czytamy jak – za podszeptem impresaria Lemmone’a – Mistrz po dwóch koncertach w Auckland ruszył do Wellington przez krainę gejzerów. Spędził tam kilka dni zwiedzając okolice, korzystając z termalnych kąpieli. Zaprzyjaźnił się z Maorysami, był autentycznie zafascynowany ich historią, kulturą i tańcami. Dał też prywatny koncert w domu Maggie Papakura, przewodniczki Paderewskiego i jego żony, Gdy jechali dalej do Wellington czekała ich – 8 września – niezwykle zimna noc w Tarawera Hotel, uszkodzonym przez trzęsienie ziemi, gdzie nie dało się nawet przyrządzić herbaty. Jak zanotował potem Paderewski, życie uratowała im butelka brandy, bo nawet brakowało koców. W końcu stanęli w Wellington i Mistrz kontynuował tournée po Nowej Zelandii, a oczarowany ziemią Maorysów wrócił do Rotorua w listopadzie 1904 r., po koncertach na Tasmanii i w Australii. Tym razem zatrzymał się w krainie gejzerów ponad dwa tygodnie, został chyba najsłynniejszym kuracjuszem termalnych basenów, choć Rudyard Kipling odwiedził Rotorua wcześniej (1891). Obaj panowie poznali się w roku 1915 i wspominali nowozelandzkie gejzery, a Kipling został członkiem Komitetu Pomocy dla Polskich Ofiar Wojny, założonego oczywiście przez Paderewskiego. Wakacje w Rotorua pozostały na zawsze w pamięci Mistrza, który przechowywał w swoim archiwum album z 59 fotografiami tych pięknych dni.

A wszystko to przypomniał nam Jacek R. Drecki, emigrant osiadły od 30 lat w Auckland, oddany polskości a zarazem oczarowany Nową Zelandią, podobnie jak i Paderewski ceniący krajobrazy oby wysp, a zwłaszcza gór z czym może wiążą się jego studia geomorfologii na Uniwersytecie Warszawskim. Jego książka to hołd złożony Paderewskiemu i Nowej Zelandii, w 100-lecie odzyskania naszej Niepodległości. Zrobił to pięknie, w tej recenzji nie dało się oddać wszystkich zalet dzieła. Książkę tę można nabyć pod quovadispublications.net. A na koniec prośba do autora – czy mógłby też opracować podobne dzieło o koncertach Paderewskiego w Australii i na Tasmanii ?

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 33972
Tak

27208
80%
Nie

6764
20%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |kruszarka do węgla | nitonakrętki nierdzewne | pielęgnacja dłoni gdańsk | ekogroszek Wodzisław | prasa pozioma
kuchnie wodzisław | cyklinowanie Skierniewice | szkolenia sandomierz | lekarz medycyny podróży Rybnik | radca prawny wodzisław śląski