KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 23 wrzesień 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Wyspa - odcinek 03
2010.10.20 / JACEK OZAIST
TAGI: Powieść WYSPA
Share |
Gdybym został w Polsce, zarobiłbym w sam raz na chatę dla swoich dzieci. Zastanawialiście się kiedyś nad tą kwestią? Tyracie całe życie, kupujecie mieszkanie albo dom. Emerytura tuż tuż. Odpoczywacie jakieś dziesięć, dwadzieścia lat. Wasze dzieci dorastają i dom już na nie czeka. Umieracie, pozostawiając je urzadzonymi na cacy. Mnie nikt nic w życiu nie dał. Moi rodzice byli biednymi, choć szanowanymi nauczycielami. Teraz mama mieszka w małej klitce, w której nie ma już dla mnie miejsca. Zresztą i tak bym nie chciał. Muszę zapracować na własny dom, by go potem oddać. Trochę to niesprawiedliwe, co?
Tak, bywam małostkowy. To skutek przemęczenia. W pełni sił wcale tak nie myślę. O, przypomniałem sobie! Coś jednak dostałem. W połowie lat 80. dziadek wpłacił mi 100 000 złotych (słownie sto tysięcy złotych i to była fura kasy) na książeczkę oszczędnościową, żebym odebrał, gdy skończę osiemnasty rok życia. No to dorosłem, ustrój się zmienił, przyszła dewaluacja i wystarczyło w sam raz na garnitur do matury.
Z głębi parku ktoś nadchodzi. Słyszałem, że Londyn to bezpieczne miasto. Wszędzie są kamery i ekipy umięśnionych panów w białych koszulkach, na które założyli kuloodporne kamizelki. To nie konstable, oni nie pokazują drogi, nie kultywują żadnej tradycji. Oni przybywają na miejsce konkretnego zdarzenia lub zapobiec tragedii. Nie pytają o nic. Podejrzany osobnik ma kilka sekund na reakcję, zanim nie przytulą go do ziemi.
Wszędobylskie kamery. Jednocześnie strzegą bezpieczeństwa i odbierają jakąkolwiek intymność. Codziennie zaczyna się fascynujący reality show. Marzę, aby kiedyś dorwać się do tych kamer i zmontować z nich jakiś film, nawet przypadkowy. Zderzenie poszczególnych kadrów musi dać jakiś sens. Może taki film byłby wydarzeniem, a ja pojechałbym w zabłoconych butach na czerwony dywanik do Cannes?
W parku nie ma kamer i przesiadywanie w nim po zmroku to kuszenie złego – tak chyba jest na całym świecie. Wypijam piwo, ciskam puszkę do kosza i zapalam papierosa. Wydaje mi się, wyglądam groźnie dla dwóch białych mężczyzn, którzy zbliżają się do mnie. Jeden ma czarne dredy, drugi rozwianą blond czuprynę. Idą niespiesznie w moją stronę. Zaciągam się, pociągam nosem. Staram się na nich nie patrzeć. Czuję jednak, że uśmiechają się kpiąco i coś o mnie mówią.
– Cześć, koleś – mówi dredziasty. – Może byś coś przyjarał? Mamy promocję.
O Boże mój, jaka ulga! Polskie ćpuny, nie bandyci.
– Dzięki, wolę piwo. Skąd wiecie, że jestem z Polski?
Wybuchają gromkim śmiechem, a ja czuję się, jak pierwszego dnia w szkole, otoczony chłopakami ze starszych klas.
– Stary, dżinsy, adidasy i ta słowiańska gęba to twoja wizytówka. Nawet nie trzeba ci browara w ręce ani komóry, żebyśmy poznali.
Sam się przekonasz. Polak nie musi się odzywać, bo ma wygląd.
Patrzę na nich. No, faktycznie. Mają skórzane buty, spodnie z materiału i fantazyjne koszulki. Teraz czuję, jakby mnie słoma w butach uwierała pośrodku ulicy w wielkim mieście. Mogłem zostawić dżinsy w szafie, ale nie wiem, co zrobić ze swoją słowiańską facjatą.
– To tego, nara, Archie. Towar jest. Wystarczy brzęknąć i siadam w metro.
– No, nara.
Dredziasty odchodzi miękkim krokiem, jakby miał nogi z gumy. Buja się śmiesznie, sprawiając wrażenie, że za chwilę wzbije się w powietrze, zawinie wokół amorka na Piccadilly i zniknie za drzwiami nieba.
Archie przygląda mi się z zamyślonym wyrazem twarzy.
– A ja cię znam – mówi w końcu ku mojemu wielkiemu zdziwieniu. – Przewaletowałeś mnie kiedyś przez tydzień w „Nawojce”. Wywalili nas z takim kolesiem z Bydgoskiej za imprezowanie i zakłócanie porządku. Nie kojarzysz? Chodziliśmy razem na komparatystykę dramatu hiszpańskiego i angielskiego. Szekspir i Calderon, Marlowe i Lope de Vega, gdzieś w tle Słowacki. Referowałeś „Narodziny tragedii” Nietzchego. Naprawdę nie pamietasz?
– Masz znakomitą pamięć – przyznałem i wtedy zaskoczyła mi klepka. To te jego włosy i ogorzała twarz sprawiły, że go nie poznałem – Coś jarzę. Podrywałeś panienki na motyw cudzoziemca, któremu trzeba pokazać miasto.
– He, he, stare dzieje. Najlepiej zapamiętałem koncert jakichś popaprańców w knajpie na dole. Upaliliśmy się zdrowo i wydawało mi się, że jestem solistą Marylin Manson.
– Ja odkryłem wzór na funkcjonowanie wszechświata. Chciałem go potem szybko zapisać, ale nic nie pamiętałem.
– Niezła jazda – Archie klasnął w dłonie.
– Skończyłeś te studia?
Z trudem. Zmarła jedna z profesorek, u których robiłem opcję. Nikt nie wiedział, u kogo będzie egzamin. Długo to trwało. Już miałem napisane dwa rodziały pracy magisterskiej, a jeszcze kończyłem warunkowo czwarty rok.
Ujot. Piękne czasy w Krakowie. Mnie zniszczyły języki. Zwłaszcza ruski. Jakiś debil ułożył zajęcia w ten sposób, że lektorat z ruskiego miałem o 19:30. Nie wiem, kto o tej porze myśli klarownie, ale ja wolałem siedzieć w Pubie Kulturalnym i dyskutować.
Wyjąłem po piwie, nie pytając go o zdanie. Wziął bez szemrania. Pstryknęliśmy głośno.
Świat jest maleńki. Jedziesz ileś tam tysięcy kilometrów, wchodzisz do pierwszego lepszego parku i natrafiasz na kumpla ze studiów.
– Dawno wjechałeś? – pyta Archie, bekając rozkosznie.
– Parę godzin temu.
– I zamierzasz spać w parku?
– Nie, no… Jest taki kumpel…
– Ok. Jakiej roboty szukasz?
– To można wybierać???
– Każdy coś umie. Co ty potrafisz?
Drapię się w głowę. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia o odpowiedzieć. Z braku lepszych pomysłów, mówię:
– Przyjechałem napisać o Londynie.
Archie patrzy na mnie z dziwacznym grymasem.
– Ooo, to witaj w drużynie.
– Nie kumam.
Śmieje się. Ja też próbuję, jednak trudno mi ukryć zmieszanie.
– A ty myślisz, że ja tu po dragi przyjechałem? Stary, ja piszę duży reportaż o londyńskich ćpunach. Ktoś go kupi. Wolałbym „Wyborczą”, ale nie pogardzę „Rzepą” ani którymś z tygodników.
– Ekstra, chyba starczy dla nas Londynu, nie?
– O to jestem spokojny. Masz gdzie spać?
Mile połechtany, przygladam mu się z wdzięcznością.
– Niby mam bazę na parę dni…
– Jeśli chcesz, możesz pomieszkać u mnie. Tylko nie licz na wygody.
– No co ty? Nie przyjechałem tu na wczasy.
– To ok. Mieszka u mnie chłopak, który dłubie w nieruchomościach. Wiesz, jakie on dostaje maile z Polski? Czekaj, wczoraj chyba jakiś matoł napisał: znajdź mi i mojej dziewczynie pracę, to przyjedziemy i zarobisz na prowizji za wynajęcie nam pokoju. Prawie nas wszystkich szlag trafił. Odpisaliśmy gnojowi, że w Sheratonie dają pokoje i może praca też się znajdzie, bo podobno robią nabór na kałboja i pissuardessę.
Śmiech wstrząsa uśpionym parkiem. Czuję się odlotowo. Wesoła pogawędka czyni mnie silniejszym. Dziwne to i miłe. Już w pierwszy dzień na obcej ziemi spotykam bratnią duszę, kogoś, kto oferuje mi kawałek podłogi. Nie jest źle. Naprawdę nie jest źle.
Wychodzimy z parku. Archie prowadzi, trzymając lewą rękę lekko uniesioną. Macha nią w tę i w drugą, jak gdyby to był kompas.
– Może dokupimy piwa? – pytam nieśmiało.
– Zapomnij. Sprzedają tylko do 23.00.
Zerkam na zegarek. Rzeczywiście muszę zapomnieć.
– Ale w pubach chyba dają? – nie rezygnuję, chcąc mu się jakoś odwdzięczyć za chęć pomocy.
– Nie żal ci trzech funtów na jednego browara? – odpowiada. – Są tu tacy, którzy dostają tyle za godzinę.
– Pewnie, że żal. Chciałem tylko podziękować za pomoc.
– Jeszcze zdążysz. Chodź.
Zbiegamy do metra. Z rozpędu wskakujemy do wagonu i zajmujemy miejsca. Pociąg rusza. Jadę w nieznane ze znajomym z dawnych lat i zastanawiam się, czy dobrze zrobiłem. Tyle się słyszy o różnych mafiach, które wykorzystują ludzi.
Archie nic ode mnie nie chce, więc uspokajam się nieco. Mam tylko nadzieję, że nie jest przywódcą sekty składającej ofiary z ludzi ani szefem gangu handlującego ludzkimi organami. Ech, naoglądałem się horrorów. Tak fajnie buja, że zaczynam przysypiać. Już tylko jednym okiem sprawdzam Archiego, który przygląda się pięknej, śniadej dziewczynie siedzącej naprzeciwko.
Nagle do wagonu wchodzi Aneta. Ma na sobie ogrodniczki i chustkę, wygląda, jak dziewczyna z propagandowych plakatów sowieckich. W plecaku trzyma jakieś widły, łopaty i grabie. Na dłoniach nosi siermiężne rękawice robocze.
– Cześć, kochanie. Przyjechałam na pomoc.
– Jezu, ale po co? To dopiero pierwszy dzień. Zrobiłem, co mogłem.
– Muszę zarabiać, żebyś mógł pić z kolegami w parku.
– Ale ja nie chcę! Będę pracował! Jeśli nie znajdę nic w pubie, pójdę do Job Centre. Tam podobno mają mnóstwo ofert. Aktualnych i konkretnych. Nie to co u nas. U nas pani Krysia wiesza ogłoszenie, mimo że już zajął tę posadę jej szwagier. Tu jest inaczej. Uwierz mi.
Czuję szarpnięcie za ramię i otwieram oczy. Jest mi zimno i źle. Rozespany, w samym środku londyńskiej nocy, idę za Archim przez peron. To jakaś podrzędna stacyjka, która klimatem przypomina okolice rodzinnego domu Kuby Rozpruwacza. Wlokę się po schodach, mijam otwarte już bramki metra i z ulgą patrzę na normalną podmiejską ulicę.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 23809
Tak

19810
83%
Nie

3999
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | pręty nierdzewne | opieka osób starszych Jastrzębie Zdrój | Safety Clamps | psycholog Cieszyn
sprawy cywilne wodzisław śląski | weryfikacja uprawnień spawaczy | geodeta Rybnik | badanie lekarskie Radlin | barlinecka deska podłogowa wodzisław rybnik