KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 20 paĽdziernik 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Wyspa - odcinek 15
2010.10.20 / JACEK OZAIST
TAGI: Powieść WYSPA
Share |
Nagle wpada Jerry. - Włącz telewizor! Szybko!!! Rano były zamachy!!! - W Londynie? – mruczę przez sen. - Nie, w Pogwizdowie Mariańskim!
Budzę się z lodowatym dreszczem na plecach i sięgam po pilota. Na każdym kanale relacje z centrum. Zaatakowane zostały trzy stacje metra i autobus. Zakrwawieni, zszokowani ludzie, kordony policyjne, dym. Największe wrażenie robi jednak na mnie przedarty na pół, pozbawiony dachu, piętrowy autobus. Stolica Anglii jest wstrząśnięta chyba po raz pierwszy od czasu, kiedy spadały tu V1 czy V2. Nie ma jeszcze raportów o ofiarach, jednak ze słów reporterów wynika, że może ich być dużo. Żadna linia telefoniczna nie działa, metro zamknięte, policja odradza wychodzenie z domu, jeżeli ktoś naprawdę nie musi. Dopiero teraz dociera do mnie, że za oknem słychać odległe wycie syren.
- Nie mogę się dodzwonić do domu – mówi zmartwiony Jerry – Wszyscy tam pewnie umierają ze strachu.
Od razu myślę o mojej przewrażliwionej mamie. Na pewno pęka jej serce.
Siedzimy z Jerrym i gryziemy paluchy.
- Kto następny? – zżyma się – Polacy czy Australijczycy?
Nie mam siły się nad tym zastanawiać. Wzruszam tylko ramionami – nie obojętnie, raczej bezradnie. W jeden dzień Londyn przestał być sympatycznym, bezpiecznym miejscem, w którym tyle osób planuje zamieszkać na stałe. Także dla muzułmanów stał się mekką lepszego życia, ale ich wojowniczy kumple postanowili ją zniszczyć. Gdzieś wyczytałem albo powiedział mi o tym wszystkowiedzący Archie, że islam wkroczył na drogę, którą chrześcijaństwo kroczyło całe wieki temu. Podbić świat, narzucić mu swoje reguły gry, a jeżeli nie zechce się poddać, zniszczyć i przejąć władzę nad zgliszczami. Tyle, że dla wojowniczego islamu już nie ma niczego do podbicia i stąd wynika frustracja morderców-samobójców. Polityka jest dopiero na drugim miejscu. Może to słuszna teoria, może nie, mnie jakoś przekonała do siebie. W każdym razie najbardziej agresywna religia na świecie zdawała się zagrażać względnemu, z takim trudem zaprowadzonemu porządkowi na świecie.
Eksportowano ją wraz z tysiącami uchodźców poszukujących szans na lepsze życie. Odniosłem wrażenie, że rozpoczęła się czwarta wojna światowa, nie mająca stałego charakteru, skierowana głównie przeciw celom cywilnym. Nowy Jork, Madryt, teraz Londyn. A wcześniej była przecież tunezyjska Djerba, Mombasa, Stambuł, Bali… Powoli ubywało spokojnych miejsc na ziemi. Na zawsze zapamiętałem obraz walących się wież World Trade Center, a jeszcze mocniej wiersz Szymborskiej o spadających ludziach i bezradności poety, który Wyborcza wydrukowała dzień później. To mi po prostu wyżarło dziurę w mózgu.
Późnym wieczorem dodzwoniłem się w końcu do mamy. Drżący głos potwierdza moje podejrzenia. Z mozołem przekonuję ją, że nie jeżdżę do centrum i nic mi nie grozi.
- Po co Ci to wszystko, syneczku?
- Chcę mieć swój dom, przecież wiesz.
- Niech Cię Bóg błogosławi.
- Tu trzeba gadać z Allachem.
- Nie bluźnij!
- Dobrze, mamo. Daj wszystkim znać, że ze mną ok.
Anecie posłałem smsa. Szybko odpowiedziała. Oboje zachowaliśmy spokój.
Nazajutrz ze zdziwieniem odkryłem, że Londyn zachowuje spokój godny czasów Churchila i żyje sobie po staremu. Korki jak co dzień, biegnący na złamanie karku przechodnie, samoloty na niebie. Catherine też nie wyglądała na przejętą.
- It’s terrible – bąknęła tylko i odjechała swoim czarnym BMW V5.
A może to i dobrze? – pomyślałem – To miasto tak łatwo się nie podda. Jest powaga, ale nie ma histerii. Podejście anglosaskie, którego warto byłoby trochę zażyć.
W ciągu trzech dni zdarłem tapety w całym domu. Ostatni to była sobota. Catherine przywiozła jakichś dwóch Murzynów, którzy mieli zrobić stolarkę i dokonać niezbędnych prac przygotowawczych przed przyjściem plastrarzy. Plastrarz to po naszemu tynkarz, ale plaster to nie tynk, tylko śmierdząca trawionym piwem, różowa masa do powlekania ścian. Ci dwaj pracowali wolno, ciągle palili skręty z tytoniu i rozmawiali. Sam zrobiłem więcej, niż oni razem, lecz mimo to odniosłem wrażenie, że Catherine ma do nich lepszy stosunek.
Na koniec dnia wręczyła mi 50 funtów zaliczki i powiedziała, że się odezwie, kiedy plastrarze skończą robotę i będę mógł wystartować z malowaniem. Do domu wracałem tak radośnie, że omal nie tańczyłem po ulicach.
Na squacie czekały dwie niespodzianki. Po pierwsze wyprowadzał się Zibi, po drugie wprowadzała się Malwina. Zibi wziął swój skromny plecak, mruknął coś cicho na pożegnanie i po prostu sobie poszedł. Patrzyłem za nim z lekkim żalem. Nie wiem, ile ma lat, ale skóra obrastająca jego kości jest naprawdę cienka. Od początku podejrzewałem, że jest poważnie chory, lecz nigdy nie odważyłem się zapytać. Mam nadzieję, że sobie poradzi.
Malwina natomiast wzniosła sporo ożywienia do domu. Niewielka, krótko ścięta blondynka z zabawnym błyskiem w oku od razu wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Spodobała mi się jej bezpośredniość i niewymuszony luz. Od razu ugotowała obiad dla wszystkich, a to był dla mnie znak, że idą lepsze czasy. Przynajmniej dla mojego żołądka.
Minął cały tydzień.
Telefon milczy. Z goryczą uświadamiam sobie, że Murzyni zabrali mi pracę. Przecież plastrarze na pewno skończyli swoją robotę. Dzwonię kilkakrotnie do Catherine, ale nie odbiera. Schodzę do Jerrego.
Buczy coś przez sen, że do świtu konsumował nową miłość i teraz chce spać, a do Catherine zadzwoni później.
Na wiklinowym fotelu przed moimi drzwiami siedzi Archie i pyka fajkę. Przez chwilę przygląda mi się uważnie, potem kiwa głową.
- Mam dla Ciebie propozycję.
- Dawaj!
- Mam już trochę dość użerania się z Hindusami. Od tego tygodnia podnoszę stawki do dychy za godzinę. Jestem przekonany, że większość z nich zrezygnuje, więc gdybyś chciał, rób dla nich za 5-8 funtów, jak dotąd. Sporo się nauczyłeś, a w fizolce i tak jesteś dobry.
- Dzięki.
- Serio. Weź wszystko na wschód od Hanger Lane. Tylko musisz zrobić sobie ulotki. Ja Ci wydrukuję wzorcowy egzemplarz, a potem będziesz kserował.
W moje uwiędłe ciało wstępuje nowa nadzieja. Biegnę do siebie i przez następną godzinę obmyślam swoją „superatrakcyjną” ofertę. Na pierwszym miejscu daję ogrody, potem malowanie, mycie okien i drobne prace remontowe. Na koniec dodaję, że robię tanio, szybko i dokładnie. Nic więcej nie przyszło mi do głowy.
Widząc moje wypociny, Archie wybucha śmiechem.
- Idealna oferta dla Azjatów. Robisz wszystko i do tego za pół darmo.
- Trudno – wzruszam ramionami – Od czegoś trzeba zacząć.
Jerry dalej śpi, więc nie ma kto sprawdzić, czy zrobiłem to dobrze. Postanawiam zaryzykować. Przygotowujemy z Archiem projekt ulotki, kłócąc się ile egzemplarzy ma mieścić się na stronie A4. On uważa, że osiem, ja obstawiam cztery, bo chcę by treść była dobrze widoczna i czytelna. Z Internetu ściągamy prymitywne obrazki łopat, wideł, grabi i dodajemy jako ornament. Gotowe!
- Łoki toki – stwierdza Archie, puszczając projekt do druku – Weź naszą gilotynę. Nie tnij nożyczkami, bo na bank spieprzysz.
- Się robi, szefie…
Wracam do siebie. Mój nafaszerowany świeżą adrenaliną organizm działa jak idealnie ustawiona maszyna. Równo przycinam ulotki, które rosną w niezły stosik. Ostatnią kartkę zostawiam, żeby pójść naksero.
- Idziesz teraz? – pyta zdziwiony Archie – My z reguły roznosimy ulotki w weekend.
- Nie mam czasu. Zaryzykuję.
Zbiegam po schodach, mijam trąbiące w korku pojazdy i znikam za rogiem jednej z pięknych, bogatych uliczek między North Ealing i Park Royal.
Roznoszenie ulotek to jedna z najprostszych czynności, jakie można wykonywać w Londynie. Każde drzwi mają specjalny otwór, przez który listonosze wrzucają pocztę, akwizytorzy darmowe gazety, a tacy jak ja, swoje oferty.
Przez długi czas nie wierzyłem w skuteczność tego typu reklamy i dopiero sukcesy Archiego przekonały mnie, że Anglicy jednak przeglądają ulotki. Ja, w Krakowie, prosto z wycieraczki niosłem kupkę karteczek prosto do zsypu, czasem zostawiałem na czarną godzinę oferty żarcia na telefon. Tymczasem w Londynie wygląda na to, że mimo ogromnej konkurencji, jest to najprostsza droga dotarcia do klienta. Nie obyło się bez drobnych wpadek. Nie zauważyłem na przykład nalepek ostrzegających, że mieszkańcy domu nie życzą sobie dzwoniących akwizytorów ani „junk mail”, czyli między innymi moich ulotek, i dlatego ktoś wyzwał mnie od najgorszych, ktoś inny zaczął dzwonić na policję, a pewien trzęsący się staruszek poszczuł mnie amstafem.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29435
Tak

24473
83%
Nie

4962
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat wypadki drogowe Warszawa | nitonakrętki nierdzewne | opieka Jastrzębie Zdrój | Odszkodowania Rybnik | terapeuta Cieszyn
Zespół muzyczny Krapkowice | cyklinowanie Piaseczno | dietary supplements manufacturers | medycyna pracy Jastrzębie Zdrój | szkolenie IRATA