KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 19 luty 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Strefa smaku
2008.11.28 / Roman Waldca
TAGI:
Share |
Jacek nie ukrywa, że lubi zjeść. Dobrze zjeść. W domu zawsze gotował. Któregoś dnia pomyślał, że może warto by było zorganizować polską kuchnię, taką domową, którą pewnie każdy z nas pamięta z Polski. I założył „Strefę Smaku”.

Hounslow. Niewdzięczne miejsce do życia i pracy. Z dala od centrum, jakby w cieniu wielkiego miasta.
– Kiedy wylądowaliśmy tu w 2005 roku, przyjaciele szydzili, że gorszego miejsca nie mogliśmy znaleźć – wspomina Jacek Ozaist, który wraz z Anetą Żeglińską zabrał się za promowanie dobrego, smacznego polskiego jadła. Według domowych przepisów.
– Większość dzielnicy opanowana była przez emigrantów z Bangladeszu i ich rodziny. Polacy byli, ale jakby pochowani, zawstydzeni faktem, że muszą tu być. Gdzieś w połowie 2006 roku zaczęło się zmieniać. W sklepach wysyp towarów z Polski. Może to sprawiło, że i Polacy zaczęli być bardziej widoczni – zastanawia się Jacek. I dodaje: – Nie od razu myśleliśmy o cateringu. Przez długi czas z sukcesami polonizowałem pub The Duke of Cambridge, serwując polskie alkohole i organizując imprezy dla Polaków. Największą frekwencję zawsze mieliśmy podczas meczów reprezentacji.
Jacek wspomina wieczór, gdy nasza kadra pojechała do Portugalii.
– Powiesiliśmy telebim na parkingu za pubem, a kilkuset Polaków zdzierało gardła do utraty sił. Była nawet ekipa TVN 24. Posypały się skargi i kary, ponieważ nie wolno nam było organizować tak dużej imprezy na wolnym powietrzu. Niemniej nie żałuję. Taki wieczór pamięta się do końca życia.
O sobie mówi, że lubi dobrze zjeść. Ale to także trochę poeta, trochę dziennikarz, trochę bardziej prozaik. Jest absolwentem filmoznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prowadził agencję reklamową. Zawsze dużo pisał. I pisze. Autor zbioru wierszy „Pesymfonia” (2003), książki „Podstawiony” (2005) i cyklu „Szorty” (2005-2007). Laureat m.in. tu przeprowadzonego konkursu literackiego „Na końcu świata napisane”. Już wkrótce ukończy swoją londyńską opowieść pt. „Wyspa obiecana” i spróbuje ją wydać. W Londynie – roznosiciel ulotek, malarz, ogrodnik, DJ. Pomysłodawca „Strefy Smaku”.
Ale Jacek to tylko połowa sukcesu. Gdyby nie Aneta, być może nic by z tego nie wyszło. Ona mówi o sobie niewiele, woli zachować dystans. Jest skromna, szczupła, sprawia wrażenie osoby, która doskonale wie, co robi. Skończyła historię. Nie raz już próbowała sił w biznesie: w Krakowie i Wadowicach prowadziła dwie Mydlarnie. Obie padły. Wtedy w Polsce nie było jeszcze rynku na jej produkty. Organic, tylko z naturalnych składników.
To Aneta wysłała Jacka do Londynu. Na zwiady. Chwilę później ona też przestała się miotać w Polsce. Jacek nie ukrywa, że to Aneta jest mózgiem całego przedsięwzięcia. – Srogi szef, może zły policjant, ale to właśnie dzięki niej nasi klienci zawsze otrzymują świeże i smaczne obiady – przyznaje otwarcie. Ja mu wierzę. Mnie smakowało.
– Zbudowaliśmy kuchnię od nowa. Kilkadziesiąt tysięcy funtów zarobionych ciężką pracą fizyczną utonęło w małej kanciapie, w której wcześniej właściciel trzymał stoły, krzesła i inne sprzęty niepotrzebne w pubie. Najpierw woda i gaz, potem murowanie okien, których było zbyt dużo i kucie drzwi, by mieć dostęp do ogródka z tyłu. Płytki, sufit, instalacja elektryczna, wreszcie elementy wyposażenia – zamrażarki, lodówki, stoły, kuchenka, półki na ścianach... Ale ile to sprawiało radości! Każdego dnia byliśmy bliżej otwarcia – Jacek nie ukrywa swojego zadowolenia. Teraz, już po latach, nawet mile to wszystko wspomina. Dodaje, że nie sztukał niczego na Ealingu czy Hammersmith. Wyzwaniem było takie miejsce jak Hounslow. Kto nie próbował, ten nie wie. On wie.
Przez pół roku pracowali siedem dni w tygodniu, dwanaście godzin dziennie. Ale – jak się okazało – miało to sens. Dziś śmiało mogą powiedzieć, że kojarzą się ludziom z dzielnicy bardzo… smacznie. Wokół szaleje credit crunch, tysiące Polaków rzekomo opuszcza Wyspy, a w „Strefie Smaku” czas jakby się zatrzymał. Te same twarze, uśmiechy, wzajemny szacunek. I dobra polska kuchnia..
Nie boją się ciężkiej pracy. Wiedzą, że od tego zależy wszystko.
– Wszystko, co robimy w naszej kuchni, zawsze było świeże i przez nas przygotowane. Ucieramy ziemniaki na placki, lepimy pierogi, formujemy kluski śląskie... Nie robimy zupy z proszku. To rodzaj manufaktury, gdzie kilka naprawdę dzielnych kobiet zabiega o to, by klient otrzymał ręcznie przygotowany prezent na talerzu. Wystawiając na zewnątrz tablicę „obiady domowe”, nie oferuję kawioru ani kalmarów, tylko uczciwie przygotowane polskie obiady – mówi z dumą Jacek. I dodaje, że coś w tym prostym pomyśle musi być, skoro nawet w Hounslow ma naśladowców, którzy fukając na jego ceny, doceniają pomysły i sposób funkcjonowania jadłodajni. Na przykład obiady abonamentowe.
– Ja wziąłem to z kuchni Babci Maliny ze Sławkowskiej w Krakowie, gdzie starsi ludzie i studenci zawsze mogli liczyć na niezły posiłek w niezłej cenie. I od miesięcy, za liche cztery funty serwujemy zupę i drugie danie dla każdego, kto wykupi obiady na cały tydzień.
Od tamtego czasu abonamenty pojawiły się w wielu polskich stołówkach w całym mieście. Ale to ani Jacka, ani Anety nie przeraża. Spokojnie robią swoje. Aneta przyznaje, że Jacek to taki mały twórca pomysłów. W literaturze i w pracy. Ciągle coś wymyśla, bo sprawia mu to wielką frajdę i przynosi sporo korzyści. I pozwala wybiegać w przyszłość.
– Dziś promujemy kolację wigilijną. Już sprzedaliśmy dwie na miejscu i kilka na wynos. Innych pomysłów nie zdradzę, bo chętnych, by je wykorzystać co nie miara, ale mam ich sporo i jeszcze nie raz klientów i konkurencję zaskoczę – uśmiecha się przebiegle. Ja mu wierzę. Wspomina, jak jakiś czas temu przyszli do niego ludzie z konkurencyjnego pubu. Powiedzieli: ładnie wam wyszło, robicie to jak należy, nie zechcielibyście wziąć kuchni u nas? Wzięli i jadą teraz na dwa fronty. Obie restauracje funkcjonują w pubach, sprzedając dziennie do stu obiadów. Oprócz niedziel, bo w niedziele są tak oblegani, że ledwo żyją. Wtedy nie mają czasu liczyć, ile obiadów wydali.
Gdy pytam, o czym marzą, odpowiadają wspólnie: o własnym pubie. Wtedy dopiero rozwiną skrzydła. I będą mogli bez ograniczeń urządzać wesela, urodziny, chrzciny, komunie.
– Mamy już „Strefę Smaku” – Zone of Taste, o którym Anglicy mówią, że sofisticated. Mamy też „Niebo w Gębie” – The Bell’s Kitchen. Teraz czekamy na trzecią jadłodajnię. Już nie wynajętą. To będzie cały pub. Tylko nasz.

Komentarze:
jac (11.11.2010) Pozdrawiamy! Także od Pani Szpilki (tej od Wigilii).

Smakosz (10.11.2010) Szkoda ze wyprowadziliscie sie z Hounslow...

PIOTR ROBERT RUTKOWSKI - LIPSK (04.11.2010) WITAM PANIA SZEFOWA ANETE I SZEFA JACKA !!! BARDZO MILO BYLO PANSTWA POZNAC , ZE NA HOUNSLOW PANSTWO ZROBILISCIE PRZYJECIE DLA POLAKOW WIECZERZE WIGILIJNA . PODZIEKOWANIA DLA PANSTWA ORAZ PANI KELNERKI KTORA DOBRZE ZROBILA SERNIK - PALCE LIZAC ,SUPER JEDZENIE . PRZEPIEKNIE TO WSPOMINAM .TERAZ JESTEM W POLSCE NA URLOPIE I CHOROBOWYM URLOPIE . DUZO ZDROWIA SLE Z WOJEWODZTWA PODLASKIEGO - MIEJSCOWOSCI - LIPSK NAD BIEBRZA - PIOTR ROBERT RUTKOWSKI Z PODLASKIEGO OK. AUGUSTOWA .

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 27061
Tak

22654
84%
Nie

4407
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |przenośniki taśmowe | zawiasy nierdzewne | kosmetyka gdańsk | węgiel Jastrzębie | suplementy diety produkcja
odchudzanie rybnik | łańcuchy nierdzewne | rehabilitacja Radlin | badanie do prawo jazdy Żory | stylistka katowice