KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 28 czerwiec 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
FAWLEY COURT
PAN ZENOBIUSZ
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Arteria poetycka
2010.03.01 / Alex Sławiński
TAGI:
Share |
Gdy w sobotni wieczór, w przeddzień walentynkowych szaleństw, schodziłem (któryż to już raz?) do podziemi kościoła St George the Martyr przy Borough Station, do końca nie miałem pewności, co tam zastanę. Byłem jednak pełen nadziei. Poprzednie odsłony ARTerii zawsze czymś miłym zaskakiwały. Czemu więc tym razem miałoby być inaczej?

Imprezy organizowane w krypcie przez „Nowy Czas” zawsze mają multimedialny charakter. Kiedy głównym motywem jest coś „dla oka”, znajdzie się też coś „dla ucha”. Obowiązkowo również musi być coś „dla brzucha”. Mieszają się dźwięki, kolory, zapachy i smaki, ściskamy dłonie przybyłych, dzielimy, mnożymy poglądy... Stajemy się częścią spektaklu, który sam się reżyseruje. Przybywając na ARTerię, musimy skupić wszystkie zmysły. Gdyż zasadniczy temat imprezy bywa jedynie pretekstem do tego, by przemycono i pokazano nam coś więcej.

Tak było i tym razem. ARTeria poetycka. A tu nagle obrazy Agnieszki i Tomasza Standów. Trzeba przyznać, że znakomicie korespondujące z głównym tematem poetyckiego wieczoru. Artyści, jak się okazało, pod wpływem poezji Ziby Karbassi dokonali świadomego wyboru prezentowanych prac. Z obrazów wylatywały ptaki, unosząc się we wszystkich kierunkach. Czy można bardziej „obrazowo” przedstawić uczucia towarzyszące czytelnikowi w spotkaniu z liryką? Nadając cyklowi tytuł Czytając poezję, Agnieszka Stando dokonała jedynie formalności. Natomiast eteryczne, zamglone figury na drewnianych panelach Tomasza Standy kojarzyły się z czymś ulotnym, nieuchwytnym, a jednak widocznym i namacalnym. Wieloznaczność, nieuchwytność skrupulatnie dopracowana – jak w poezji. Niejeden z poetów z pewnością byłby szczęśliwy mając możliwość zilustrowania swojego tomu poezji pracami zaprezentowanymi w podziemiach kościoła St George the Martyr.

Jednak tym, co stanowiło temat główny imprezy, było słowo. Słowo nie zawsze w pełni dla nas zrozumiałe. Płynące z nieznanej nam kultury, w której abstrakcyjne pojęcia mogą być zupełnie inaczej interpretowane. Ziba Karbassi przemierzyła kawał świata, by swą poezję móc bez przeszkód przedstawiać innym. Zwykle, gdy spotyka się kilka kultur, nie jest łatwo o zrozumienie. Przed rozpoczęciem imprezy zapytałem Włodzimierza Fenrycha, który tłumaczy poezję Karbassi na polski, w jakim języku poetka będzie czytać swoje utwory. – Po persku – odrzekł. – To jak my ją zrozumiemy? – spytałem. – Jak ją usłyszysz, wszystko zrozumiesz – padła krótka odpowiedź.

I tak właśnie było. Nie spotkałem jeszcze poetki, która potrafiłaby w taki sposób oddać emocje zawarte w tekście. Nie rozumiałem słów, ale czułem przekaz. Żywiołowy, mocny, trafiający do serca. Ziba jest znakomitą recytatorką. Wielu poetów – mimo że piszą znakomite teksty – w żywym kontakcie z odbiorcą zupełnie do niego nie trafia. Ziba – niczym Modrzejewska, która wzruszała słuchaczy recytacją tabliczki mnożenia – wie, jak intonacją, prostym gestem, zawieszeniem głosu czy spojrzeniem nadać słowu znaczenie.
Zresztą po chwili można było się przekonać, czy wrażenie, jakie sprawiła recytacja, ma swój odpowiednik w znaczeniu słów. Po „wersji perskiej”, przed mikrofonem stawał Stephen Watts, który liryki Karbassi tłumaczy na angielski, a po nim – Włodek Fenrych z polską wersją – albo na odwrót.
Było to niezwykle interesujące doświadczenie, gdyż każdy język operuje innym kodem, innym zestawem pojęć, inną melodyką. Słowa, a nawet całe związki frazeologiczne potrafią tworzyć zróżnicowany obraz, inne skojarzenia i mogą budować inne światy w głowie odbiorcy. Do tego dochodzi inna forma werbalizowania utworów przez kolejnych recytatorów – ekspresyjna, dynamiczna Stephena Wattsa oraz lirycznie melodyjna Włodka Fenrycha.

Sfera skojarzeń, w których porusza się Ziba, jest bliska chyba każdemu z nas. Podstawowym tematem, jaki zdaje się przebijać z większości jej utworów, jest pytanie „dlaczego”? Obojętnie, czy jest to dialog dziewczyny stojącej „na małym pagórku” z siedzącym na wysokościach Bogiem, czy też poruszony jest problem wolności kobiet w społeczeństwie islamskim i prawo jednostki do samostanowienia. Pytanie zjawia się, prowokuje i... zazwyczaj pozostawia odbiorcę bez odpowiedzi. Zresztą owa prowokacja oraz skłanianie do refleksji nad światem i miejscem, jakie w nim zajmuje człowiek, stały się przyczyną, dla której Ziba jest we własnym kraju poetką na indeksie. System polityczny Iranu, podobnie jak każda inna forma władzy totalitarnej w jakimkolwiek punkcie globu i miejscu w historii, nie toleruje odszczepieńców. A ludzie wątpiący, poszukujący takimi właśnie są. Powtarzane w kółko pytanie „dlaczego” jest dla rządzących światem satrapów bardziej niebezpieczne niż czołgi wroga.

Jednak to, co dla jednych może być ogromnym zagrożeniem, skazującym pytającego na stos pod zarzutem siania herezji, dla innych bywa szansą na odnalezienie własnej drogi i ucieczki od narzuconych z góry schematów. I tym właśnie poezja Karbassi jest dla tysięcy ludzi – nie tylko młodych – w Iranie. Gdy pod koniec wieczoru udało mi się przeprowadzić z poetką krótką rozmowę, dowiedziałem się, że jej wiersze są bardzo chętnie czytane w irańskim „podziemiu”. Studenci powielają jej teksty, przekazują sobie, czytają i... zaczynają tworzyć w podobnym duchu. Do niedawna jeszcze robili to w ukryciu, bo władza ajatollachów trzymała się mocno. Obecnie jednak zdaje się to zmieniać.
Sytuacja w Iranie jako żywo przypomina tę, w jakiej Polska była 30 lat temu. Wprawdzie u nas u steru władzy nie stali religijni zamordyści, lecz próbujący z komunizmu uczynić nowoczesną parareligię ponurzy faceci z betonu. Jednak wszystko inne było bardzo podobne. W dawnym „spichlerzu Europy” podstawowe produkty żywnościowe były na kartki. Dziś w zasobnym w ropę Iranie trudno przeciętnemu obywatelowi dostać paliwo do samochodu. W imię powszechnej wolności i zbawienia zniewala się całe społeczeństwa i spycha na dno piekła. Myśmy to przeżyli. Oni – jeszcze w tym tkwią. Jednak fakt, że całkiem niedawno znajdowaliśmy się w podobnej sytuacji, może sprawiać, iż łatwiej trafi do nas przekaz wierszy Karbassi niż do przeciętnego Brytyjczyka, który nie zna takich doświadczeń.

Nie bez powodu wspominam o politycznym tle wieczoru poetyckiego Ziby. Wspominając tamte czasy, zapewne niejeden z nas zadaje sobie pytanie, co by było, gdyby 30 lat temu historia potoczyła się trochę inaczej. Czy dziś bylibyśmy Iranem, tyle że w Europie?
Totalitarne systemy nie rodzą się same. Same też się nie obalają. Za wszystkim stoją ludzie, którzy potrafią zdziałać zarówno wiele złego, jak i dobrego. Nasunęlo mi się porównanie Karbassi z Jackiem Kaczmarskim – bardami dodającymi umęczonym ludziom ducha w walce ze zniewoleniem i przynoszącym nadzieję na to, że jednak kiedyś „mury runą”. Oby runęły. Bo od tego właśnie zależy, czy Karbassi jeszcze za życia zostanie obwołana w swoim kraju „poetką narodową”, czy też pozostanie na wygnaniu jak Słowacki, Mickiewicz lub Norwid.

Wieczór Ziby nie skończył się jednak w momencie jej zejścia ze sceny. Był jeszcze wspaniały występ Anety Barcik z towarzyszącymi jej muzykami, pochodzącymi – a jakże – z Iranu. Payman Heydarian grał na santurze i Emad Rajabalipour na instrumentach przypomnających tamburyn, zwanych dayreh i daff. Jak sama wokalistka przyznała, był to jej pierwszy występ, na którym miała śpiewać po persku. Trudno jednak było w to uwierzyć, gdyż materiał był tak znakomicie przygotowany, jakby wszyscy występowali razem od lat. Oprócz perskich tekstów i melodii Aneta przygotowała również... utwór oparty na wierszu poety polskiego. Tekst Leśmiana o szewczyku, który szył buty dla Pana Boga, zaśpiewany po polsku przy akompaniamencie wschodnich instrumentów brzmiał porywająco. Santur to instrument strunowy pochodzący z Indii, bardzo przypominający cymbały. Perska wersja trochę się różni od swego indyjskiego kuzyna, jednak – mimo że irańskie władze z niechęcią patrzą na sztukę, zwłaszcza muzykę, taniec czy tym bardziej malarstwo – jest wielu wirtuozów tego instrumentu, wśród nich Payman Heydarian, doktorant londyńskiej SOAS.

Na bis Aneta zaproponowała coś, co poniekąd zaparło dech w piersiach zebranych – muzyczną improwizjację... Zaprosiła na scenę poetkę – sama zaśpiewała jej wiersz w polskim tłmaczeniu, prosząc Zibę, by z podkładem muzycznym recytowała swój wiersz. Wyszło impnująco. Nie wiem, komu bardziej gratulować... Wokalistce, która błyskawicznie opracowała aranżację? Muzykom, którzy znaleźli odpowiednią melodię? Czy może samej poetce, piszącej melodyjne, wpadające w ucho teksty?

Wieczór, oprócz oczywistych walorów artystycznych, niósł jeszcze jedną, bardzo istotną rzecz. Pozwolił – jak na wszystkich ARTeriach organizowanych przez „Nowy Czas” – spotkać się przybyłym nie tylko ze sztuką, ale i z sobą nawzajem. W Londynie mieszka wielu utalentowanych twórców, którzy nie zawsze mają możliwość dotarcia do innych, spotkania ludzi o podobnych zainteresowaniach. Sam poznałem kilku dobrych poetów, malarzy, dostałem też zaproszenie na ciekawie zapowiadającą się wystawę.

Wbrew różnorakim oszołomom wypisującym o nas bzdury, zarówno w prasie brytyjskiej, jak i (co smuci najbardziej) w niektórych polskojęzycznych portalach internetowych, nie jesteśmy – jak się okazuje – zgrają tępych dzikusów. I potrafimy to udowodnić. Między innymi organizując cykliczne imprezy, takie jak ARTeria, serwujące strawę duchową na najwyższym poziomie, zarówno poprzez obcowanie z samą sztuką, jak i z ludźmi ją tworzącymi, a jednocześnie wychodząc poza nasz polski krąg kulturowy. Poetycki wieczór w St George the Martyr pokazał, że jeśli tylko się chce, łatwo można łamać bariery językowe i kulturowe, a nawet przekraczać granice dotychczas nieprzekraczalne, zrodzone przez lata narastającego niezrozumienia i uprzedzeń, czego przykładem była prezentacja w chrześcijańskim kościele sztuki o muzułmańskich korzeniach.
Mury runą. Ale zanim zerwiemy kajdany krępujące ciała, najpierw trzeba wyzwolić ducha.


Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 22936
Tak

19154
84%
Nie

3782
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat wypadki drogowe Warszawa | pierścienie nierdzewne | opieka Jastrzębie Zdrój | Kamlock couplings | taxi milanówek
Zespół muzyczny Strzelce Opolskie | usługi parkieciarskie grodzisk mazowiecki | klasyfikacja gruntów śląskie | gwoździe nierdzewne | adwokat wodzisław śląski