KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 01 marzec 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
FAWLEY COURT
PAN ZENOBIUSZ
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Dlaczego w parku przy Fanhams Hall rosną strzeliste sosny?
2010.06.07 / Włodzimierz Fenrych
TAGI:
Share |
Fanhams Hall w hrabstwie Hertfordshire to uroczy pałacyk wykupiony od zubożałych arystokratów przez jakichś hotelarzy. Obecnie można tam urządzić konferencję albo i wesele, można także przyjechać na niedzielny obiad. Przechadzając się po parku, znalazłem coś, co zupełnie mnie zaskoczyło – idealną kopię japońskiego ogrodu jakby żywcem przeniesioną z Japonii, z jeziorkiem, latarniami, pawilonem herbacianym i nawet ukrytą pośród drzew udawaną toaletą. Po prostu cacuszko, na pierwszy rzut oka wszystko było tak samo jak w licznych ogrodach, które widziałem, podróżując kiedyś po tym odległym kraju.

Na drugi rzut oka nie wszystko było tak samo. Trawniki wokół pawilonu są zdecydowanie niejapońskie. Podobnie strzeliste sosny. Skąd w japońskim ogrodzie strzeliste sosny? W Japonii ideałem piękna jest poskręcana sosenka rosnąca na urwisku. Każdy taką sosenkę chce mieć u siebie w ogródku, produkuje się je więc masowo i stanowią one w japońskich ogrodach normalny widok. No, ale park przy Fanhams Hall utrzymywany jest przez Anglików, trudno się więc dziwić. Zakładany był jednak przez sprowadzonych specjalnie z Japonii artystów ogrodników. Lady Brocket, ostatnia arystokratyczna właścicielka, w latach dwudziestych XX wieku postanowiła założyć tu japoński ogródek. I niewątpliwie stworzyła cacuszko – mimo trawników i mimo że w pawilonie zamiast papierowych ścian są dymne szyby. Mówiąc szczerze, dziwię się, że Fanhams Hall się tym cacuszkiem bardziej nie chwali i że znalazłem je przez przypadek.

Sformułowania artyści ogrodnicy użyłem nieprzypadkowo – w Japonii ogrodnictwo należy do sztuk pięknych. Jest tak niemal od momentu, kiedy Japończycy postanowili się ucywilizować i w VII wieku wysłali poselstwo do Chin, by dowiedziało się, co się w cywilizowanym kraju robi. W Chinach panowała akurat dynastia Sui, której władca budował sobie właśnie ogromy ogród – z najdalszych zakątków cesarstwa importował stuletnie drzewa, by posadzić je na wyspach na jeziorze. W Chinach takie ogrody z wyspami na jeziorze budowane były od niepamiętnych czasów. Chińscy taoiści twierdzili, że na Wschodnim Oceanie pływają po morzu rajskie wyspy, na których mieszkają nieśmiertelni, a ponieważ nieśmiertelni podróżują po świecie, latając na żurawiach – można by ich skusić do odwiedzenia ogrodu, jeśli się dla nich zbuduje dostatecznie zachęcające wyspy na jeziorze. Japońska delegacja na chińskim dworze chłonęła wszystko. Przywiozła do Japonii chińskie pismo wraz ze sztuką kaligrafii, chińską sztukę malowania tuszem, a przy okazji także sztukę ogrodnictwa.

Ogrodnictwo należałoby zapewne zaliczyć do sztuk plastycznych, ale jest ono sztuką bardzo specyficzną. Obraz, kaligrafię czy odlew z brązu wystarczy raz wykonać, a potem tylko starannie przechowywać, dlatego też dzieła tych sztuk wykonane w VII wieku mogły dotrwać do naszych czasów właściwie niezmienione. Ogrodu trzeba stale doglądać, gdyż pozostawiony odłogiem w ciągu kilku tygodni może się zmienić nie do poznania. Trudno się więc dziwić, że starożytne ogrody z VII wieku nie zachowały się do dziś. Jeśli już, to należy się dziwić, że zachowały się ogrody założone w średniowieczu, np. w XIV wieku. Takim ogrodem jest Jeleni Park wokół Złotego Pawilonu w Kyoto. Sam pawilon jest zupełnie nowiutki, bo ten stary nie tak dawno poszedł z dymem, ale ponieważ był główną atrakcją turystyczną Kyoto, więc natychmiast postawiono nowy. Otaczający ogród zaś założył w 1397 roku shogun Ashikaga Yoshimitsu i do dziś ktoś o niego dba. Jest tak zapewne dlatego, że shogun po swej śmierci przekazał pawilon wraz z ogrodem buddyjskim mnichom z zakonu zen. W regule tego zakonu jest obowiązek codziennej pracy fizycznej, a dbanie o ogródek znakomicie się do tego nadaje.

Złoty Pawilon stoi nad brzegiem jeziorka, na którym znajduje się kilka małych wysepek porośniętych poskręcanymi sosenkami. Jeziorko jest otoczone drzewami i osłonięte od wiatru, dlatego często jego powierzchnia stanowi lustrzaną taflę, w której malowniczo odbija się pawilon. Wyspy mają być wersją owych Wysp Szczęśliwości, na których mieliby zatrzymywać się nieśmiertelni. A sosenki na wyspach są poskręcane, ponieważ jak już wspomniałem taki jest w Japonii ideał piękna. Dawno zostało ustalone, że poskręcana sosenka jest piękna, dlatego dziś w ogrodach specjalnie się te drzewa hoduje, by krzywo rosły.

Tymczasem w japońskim ogrodzie przy Fanhams Hall sosny są strzeliste. Dlaczego? Być może dlatego, że miał to być bardzo specyficzny ogród, zwany roji. Słowo to po japońsku znaczy ścieżka mokra od rosy, jest to japońska nazwa ogrodu herbacianego. W ogrodzie tym nie rośnie herbata, tylko stoi specjalny domek, w którym urządza się ceremonię podawania herbaty. Ceremonia ta uważana jest w Japonii za najwyższą sztukę. Nie kaligrafia, nie teatr kabuki, na pewno nie drzeworyt, który kiedyś stał się tak popularny w Europie – w Japonii zwieńczeniem sztuk jest picie herbaty. Jej podawanie to cała ceremonia, do której buduje się pawilony, a wokół nich aranżuje ogrody. Już samo przejście przez ogród ma wprowadzić gości w specjalny nastrój. Ogród herbaciany rządzi się specjalnymi zasadami. Nie ma być spektakularny, nie ma zwracać uwagi na siebie, ma nakierowywać uwagę osoby przechodzącej na coś zupełnie innego. W ogóle cała ceremonia herbaty ma naprowadzać uczestnika na spostrzeżenie innej rzeczywistości. Jej powiązanie z buddyzmem nie jest przypadkowe. Dlatego w ogrodzie herbacianym nie ma miejsca na egzotyczne kwiaty i spektakularnie poskręcane drzewa, wszystko tu ma być naturalne. Bodaj najważniejszym elementem jest ścieżka ułożona z płaskich kamieni prowadząca do pawilonu przez pokrytą mchem ziemię (w Fanhams nieregularne płaskie kamienie ułożone są pośrodku żwirowej angielskiej ścieżki wiodącej przez trawnik). Obok ścieżki musi być kamienny pojemnik z wodą i czerpakiem, by goście, przechodząc, mogli przepłukać usta. Bardzo częstym elementem jest setsuin, czyli toaleta – mały budyneczek w pewnej odległości od pawilonu, częściowo osłonięty krzewami. Wskazuje to na zenistyczną proweniencję herbacianej ceremonii (setsuin to nazwa toalety używana tylko w buddyjskich klasztorach – zwykła japońska nazwa tego miejsca to tearai). W buddyzmie zen podkreśla, że wszystkie życiowe czynności są równie ważne. Przed wejściem do toalety w klasztorach stoi zawsze figurka bodhisattwy, któremu należy się pokłonić i wyrecytować odpowiednią sutrę. Co ciekawe, ten setsuin w herbacianym ogrodzie bardzo często jest udawany, to znaczy wewnątrz nic nie ma, jest to tylko dekoracja (tak właśnie jest w Fanhams). No i wreszcie charakterystyczną cechą herbacianego ogrodu są latarnie. To również jest element buddyjski, choć niekoniecznie zenistyczny – latarnie te są zazwyczaj w formie kamiennych pagód, w dodatku baza jest w kształcie stylizowanego kwiatu lotosu, takiego samego, na jakich zwykle siedzą buddowie.

Ale być może powód, dla którego sosny w parku przy Fanhams Hall są strzeliste jest zupełnie inny, bardziej prozaiczny. Na oko mają one około 80 lat, a więc mniej więcej tyle samo co ogród. Może więc posadzili je japońscy ogrodnicy, którzy później nie mogli ich doglądać i dopilnować, by były należycie poskręcane? Niewątpliwie wiele szczegółów wskazuje na to, że ogród ów jest trochę jak egzotyczny bibelot, którego właściciel nie bardzo wie, co się z nim robi. Przy ścieżce wiodącej do pawilonu nie ma baseniku do płukania ust. Można by to uznać za drobnostkę, podobnie jak trawniki, żwirowe ścieżki i dymne szkło w ścianach budyneczku. Ale w tym pawilonie nie ma nawet mat tatami, na których można by usiąść. Wchodzi się do tego budynku w butach – rzecz w Japonii niesłychana. I jak tutaj odprawić ceremonie picia herbaty? Na stojąco?

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 21316
Tak

17846
84%
Nie

3470
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |zakład kamieniarski wodzisław | karabińczyki nierdzewne | rehabilitacje wodzisław | Storz couplings | psychoterapia Cieszyn
dietetyk rybnik | weryfikacja uprawnień spawaczy | okna Żory | opaski kwasoodporne | oct gdańsk