KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 23 wrzesień 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Budda z wystającym kłem?
2010.10.23 / Włodzimierz Fenrych
TAGI:
Share |
W British Museum w salach poświęconych kulturze Japonii można znaleźć rzeźbę przedstawiającą niejakiego Fudo Myoo – postać otoczoną płomieniami, z mieczem w jednym ręku, sznurem zaś w drugim i z jednym kłem wystającym z ust. Podobno jest to postać z panteonu buddyjskiego.

Że jak? Jaki to może mieć związek z mistrzem pielgrzymującym po równinie nad Gangesem i głoszącym pochwałę prostoty i ubóstwa?

Ano taki, że czasy się zmieniają. Mistrz Śakyamuni zwany Buddą pielgrzymował po równinie nad Gangesem w VI wieku przed naszą erą. Tysiąc lat później na tej samej równinie jego nauka nadal rozkwitała, ale sytuacja w kraju była zupełnie inna niż wtedy, kiedy ów mistrz chodził po ziemi. W tym czasie powstały i upadły imperia, zostały nawiązane kontakty z krajami na krańcach znanego świata, inaczej wyglądały instytucje państwa, inny był język. Zakon buddyjskich mnichów również się zmienił. Na równinie Gangesu powstawały wielkie klasztory, które z biegiem czasu stawały się wielkimi ośrodkami nauki, prawdziwymi uniwersytetami. Najstarszy i najsławniejszy z nich to ufundowany przez cesarzy z dynastii Gupta uniwersytet w Nalandzie. Wykładane tam nauki zawsze miały jeden cel – doprowadzenie człowieka do spostrzeżenia Niewidzialnej Rzeczywistości. Studiowano w tym celu filologię, logikę, a także filozofię i medycynę.

Filozofia zdaje się oczywista w tym zestawie. Logika chyba też – nikt przecież nie zrozumie rzeczywistości, również tej niewidzialnej, jeśli nie potrafi logicznie myśleć. Ale filologia? W Indiach nie była to nauka języków obcych, lecz badanie i analiza jednego używanego wówczas języka – sanskrytu. Buddyjskich uczonych fascynowało, jak to jest, że dźwięk działa na umysł, wywołuje w nim obraz lub uczucie. Badano znaczenia i zestawy znaczeń, analizowano, w jaki sposób sekwencje znaczeń wywołują uczucia i inne stany umysłu. I wyciągano wnioski, powstawały teksty – sutry i mantry – które miały pomóc w osiągnięciu przebudzenia. Ich funkcją miało być odpędzanie demonów, czyli niepożądanych stanów umysłu, natrętnych myśli itd. Nikt jednak działania sutr i dharani nie uważał za automatyczne. Uniwersytecki buddyzm bynajmniej nie odrzucił wcześniejszej nauki o tym, że czyny człowieka mają wpływ na późniejszy stan jego umysłu. Recytacja sutr i dharani jest techniką pomocną w zmianie kursu, tak że nowe czyny mogą mieć pozytywny skutek, nie jest natomiast mechanicznym działaniem mającym zawsze ten sam efekt.

Ten nurt buddyzmu – bardzo intelektualny, ale wiodący w kierunku niezrozumiałym dla intelektualistów z Zachodu – zwykle zwie się tantryzmem, a to dlatego, że niektóre powstałe na owych uniwersytetach teksty nosiły miano tantra. Były one pozornie opisem niewidzialnej rzeczywistości, ale tylko pozornie, nikt nie wątpił bowiem, że tej rzeczywistości opisać się nie da. Na indyjskich uniwersytetach wykładano różne systemy filozofii i traktowano je jak ćwiczenia umysłowe pozwalające tę rzeczywistość dostrzec.

Niemniej jednak (a może właśnie dlatego) powstały wówczas bardzo ciekawe obrazy świata. Rozszerzyło się przede wszystkim znaczenie słowa budda (czyli Obudzony) oraz uważanego za jednoznaczne z nim wyrażenia tathagata (Takprzeszedł). Obudzony, czyli Takprzeszedł, to nie tylko mędrzec Śiakyów, który nauczał kiedyś nad Gangesem, a potem zmarł. Takprzeszedł istnieje zawsze i wszędzie, nie ma początku ani końca, a jedynie objawia się. Jego ciało prawdziwe jest nieobejmowalne nawet umysłem, jego ciało szczęśliwe natomiast może być dostrzeżone umysłem, a tylko jego ciało materialne jest widzialne dla oka. Dodać należy, że może być więcej Takprzeszłych, z których każdy jest emanacją prowadzącą w kierunku tego najgłębszego, niczym Wielkie Słońce rozświetlającego całą niewidzialną rzeczywistość. Cztery jego emanacje tak jak przewodnicy prowadzą ku Wielkiemu Słońcu przez cztery bramy – bramę dawania, bramę świadczenia prawdzie, bramę przyjaźni i współczucia oraz bramę słuchania ciszy w skupieniu. Ale łudzi się ten, kto sądzi, że do owego Świata Prawdy wejdzie ktoś niepożądany. Przed każdą bramą stoi bowiem emanacja wściekła z wielkimi kłami i głową w płomieniach, wymachująca bronią białą i gotowa na kawałki rozszarpać każdego demona – czyli niepożądany stan umysłu. Na przykład nieszczerość. Jedną z tych emanacji jest właśnie postać zwana po japońsku Fudo Myoo.

Tantryczny buddyzm zawsze utrzymywał, że osiągnięcie przebudzenia w tym życiu jest możliwe, ale trzeba prowadzić adepta przez kolejne stopnie. Tak więc kto nie nauczy się bezinteresownego dawania, ten nie będzie w stanie odrzucić chciwości, kto nie nauczy się bezinteresownego przyjmowania darów, ten nigdy nie osiągnie prawdziwej pokory, kto nie odrzuci chciwości i nie nauczy się pokory, ten z pewnością nie przejdzie przez Bramę Nicości, czyli nie będzie w stanie pojąć, że nic na tym świecie tak naprawdę nie jest istotne. Kto przez tę bramę nie przejdzie, temu dalej nic nie można wyjaśniać, gdyż arogancja i chciwość zawsze będą wracać i wszystko zniekształcać . I jeśli ów ktoś czegoś się nauczy, to będzie się uważać za lepszego od innych, a jeżeli jakiegoś wtajemniczenia mu się odmówi, to stwierdzi, że chciwy mistrz chce zachować tajemnice dla siebie. Kto jednak przejdzie przez Bramę Nicości, ten może stać się Bojownikiem o Obudzenie (czyli bodhisattvą).

Główną praktyką buddyzmu zawsze jest słuchanie ciszy w skupieniu, czyli medytacja. Różne szkoły mają różne metody medytacji – tantryzm uczy metody wizualizacji. Adept usiłuje wyobrazić sobie jak najdokładniej, na przykład na otwartym lotosie tuż nad głową, odpowiednią do swego stanu umysłu emanację z tantrycznego panteonu. W celu ułatwienia takiej wizualizacji powstała sztuka tantryzmu, setki rzeźb i malowideł ze ścisłą ikonografią. Powstały też całe obrazowe wykresy świata niewidzialnego, jakby obrazowe przedstawienie tantrycznej filozofii. Wykresy te, zwane mandalami, prezentują Buddę Wielkie Słońce w otoczeniu czterech jego emanacji wprowadzających do jego świata przez cztery bramy, a przed bramami oczywiście stoją emanacje wściekłe. Powstawały różne wersje takich mandal, często bardzo rozbudowane.

W VIII wieku ten nurt buddyzmu rozpowszechniał się w całej Azji Wschodniej. Podczas gdy indyjski guru Padmasambhava głosił tajemną naukę w Tybecie, inny mnich, imieniem Vajrabodhi, drogą morską przez Indonezję dotarł do Chin. Japoński mnich Kukai studiował w Chinach w klasztorze założonym przez Vajrabodhi i potem jego naukę przywiózł do swego kraju.

Od tego czasu wiele się zmieniło. W Indiach i Indonezji buddystów przepędzili muzułmanie. W Chinach nurt zwany chan zdominował buddyzm i praktyki tantryczne raczej poszły w zapomnienie. Są one jednak dalej żywe w Tybecie oraz Japonii. Założony przez Kukai zakon Shingon istnieje nadal i tam jeszcze można w niektórych świątyniach znaleźć figurę Fudo Myoo – groźnego strażnika Prawdziwej Nauki. I w Tybecie, i Japonii takie figury są traktowane jak ikony w cerkwi – prowadzą w kierunku Niewidzialnej Rzeczywistości, zatem otacza się je najwyższym szacunkiem i pada przed nimi na twarz.

W XIX wieku bogaci podróżnicy przywozili sobie z egzotycznych krajów figurki buddyjskich emanacji, które potem stawiali w szafkach z bibelotami. Tak powstawały kolekcje egzotycznej sztuki, a z czasem rozrastały się do takich rozmiarów jak ta w British Museum, gdzie dziś można zobaczyć otoczonego płomieniami Strażnika Prawdziwej Nauki. W British Museum jednak niczego on już nie strzeże. Nikogo nie prowadzi w kierunku Niewidzialnej Rzeczywistości, nikt go nie otacza szacunkiem, nie pada przed nim na twarz. W British Museum tak naprawdę jest on jednym bibelotem więcej.

Włodzimierz Fenrych

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 23809
Tak

19810
83%
Nie

3999
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |nagrobki pomniki wodzisław | liny nierdzewne | fizykoterapia wodzisław | Leczenie poronień | wykrawarka rewolwerowa
kuchnie wodzisław | liny nierdzewne | podział nieruchomości Rybnik | śruby kwasoodporne | personal shopping śląsk