KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 01 marzec 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
FAWLEY COURT
PAN ZENOBIUSZ
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Tak daleko, tak blisko…
2008.07.04 / Paweł Rosolski
TAGI:
Share |
Kryteria są jasne – 90 minut, najwyżej dwie godziny jazdy pociągiem z Londynu, najlepiej nad morzem, z dala od wielkomiejskiego zgiełku. Po Brighton, Eastbourne, Hastings i Dover naturalnym pociągnięciem palca po mapie zdawało się być północne wybrzeże Kent.

Palcem po mapie. Lubię to uczucie, kiedy przed oczami przewijają się nic nieznaczące nazwy miejscowości. Zapadają w pamięć dopiero wtedy, kiedy już je odwiedzisz – wtedy właśnie, na jedno hasło wracasz myślami do tego co zobaczyłeś. Kryteria są jasne – 90 minut, najwyżej dwie godziny jazdy pociągiem z Londynu, najlepiej nad morzem, z dala od wielkomiejskiego zgiełku. Po Brighton, Eastbourne, Hastings i Dover naturalnym pociągnięciem palca po mapie zdawało się być północne wybrzeże Kent.

Ściągam więc z półki kilkuletni już DK [Dorling Kindersley Travel Book– red.] – chyba najpopularniejszy przewodnik po Anglii. Jednak jedyną rzeczą, jaką znajduję na północnym wybrzeżu Kent to pusta plama z czerwoną powyginaną linią oznaczającą drogę A299. Czyżby?...
Wysiadamy na stacji Herne Bay. Przytulna mieścina, która przypomina nieco atmosferę nadmorskich miasteczek w Polsce – tandetne molo (tutaj zamienione na centrum fitness) oraz starający się sięgnąć chmur wieżowiec skutecznie demolujący spójną zazwyczaj linię architektoniczną nadbrzeża.
Razem z Hanną zaczynamy od mola. Nie jestem akurat zwolennikiem tego typu deptaków „wgłąbmorskich”, a już na pewno kiedy „nie żyją”. W Herne Bay jest jednak inaczej – na jego skraju roztacza się bowiem widok przedziwny. Dawniej konstrukcja biegła daleko w morze. Teraz, po silnych sztormach 30 lat temu, na horyzoncie pozostało tylko jakby widmo. Oddalona od nas pozostałość przedłużenia mola przyciąga już tylko morskie ptaki, a kiedyś to molo było zapewne jedną z najdłuższych tego typu konstrukcji w całej Anglii.

Na zachód od mola rozciąga się rząd malowniczych, drewnianych domków plażowych. Każdy z nich to jakieś dwa, trzy metry kwadratowe – graciarnie plażowych gadżetów. Podobno jednak wykupienie takiego luksusu graniczy z cudem, głównie z powodu zaporowych cen. Pozostają częstym motywem nadmorskich pocztówek i… wygaszaczy ekranów telefonów komórkowych. Tutaj na własne oczy przekonałem się, jak prezentują się w rzeczywistości. Z kamienistą plażą i spokojną linią horyzontu komponują się bajecznie.

Mimo że to połowa czerwca, na głównej promenadzie pustki. Idąc wzdłuż Neptune’s Arm zauważam, że zdecydowanie zaniżamy tu średnią wieku. Zastanawiam się, czy tu jest tak zawsze i przypominam sobie, że byliśmy w to słoneczne choć wietrzne przedpołudnie w trójce osób opuszczających na stacji Herne Bay pociąg jadący z Victorii... Jakiś starszy pan ogrzewa ręce przy jednej z nadbrzeżnych rzeźb szukając ukojenia w jej delikatnej formie, kilka parek po siedemdziesiątce spędza miło czas na wypielęgnowanym do granic możliwości skwerku nadbrzeżnym. My podążamy dalej, bo Reculver Towers, bliźniacze wieże, które z miejsca, gdzie jesteśmy, wydają się być na wyciągnięcie ręki, są jeszcze sześć kilometrów przed nami.

Obiecaliśmy sobie, że tym razem odpuścimy centrum miasteczka. Nie będziemy zwiedzać „muzeum ziemi zastanej” bądź specjalnie stworzonych na potrzeby promocji miasta sztucznych atrakcji – „centrum kamizelek ratunkowych” lub „muzeum historii połowów”. Takich zapychaczy tu nie znajdziemy – i całe szczęście.

Odbijamy dalej na wschód – cały czas nie dociera do nas, że morze mamy na północy. Nie ma tu turystów. Przemierzając kolejne kilkaset metrów przedziwną promenadą mijamy tylko lokalnych spacerowiczów przeważnie z parą psów. Korzystamy z daru natury, jakim jest dzisiejszy odpływ i kroczymy w towarzystwie morskiego ptactwa i piaszczystych klifów w nieznane. W nieznane, bowiem niewiele też można wyczytać o samych wieżach – niby to odrestaurowana część ruin najstarszego w Anglii fortu rzymskiego, ponoć wykupione przez rządową agencję w celu wzmocnienia punktu nawigacyjnego – przekonamy się jak dojdziemy. Na razie na styku morza z horyzontem widzimy dziesiątki turbin wiatrowych – znakomite połączenie sił natury z potrzebami człowieka. Po drodze mijamy co najwyżej dziesięć osób i oczywiście dwa razy więcej ich czworonożnych przyjaciół. Na chwilkę zatrzymujemy się pod jednym z klifów – jeszcze przez chwilę chcemy poczuć morski wiaterek wiejący nam prosto w twarz.

Wreszcie docieramy do Reculver Towers. Z bliska widać, że to już raczej ruiny, ale dopiero teraz, stojąc na skraju niewysokiego, ale znacznie wysuniętego w morze cypla widzimy jak znakomicie spełniają swoją nawigacyjną rolę. Spoglądając z tego miejsca na wschód odnajdujemy linię brzegową Margate – już stąd można odczytać charakter tej czysto turystycznej miejscowości.
Dziękuję więc za puste plamy na mapie – będę szukał ich dalej. I za porady od stałych bywalców Brighton – nie skorzystam. Cisza, spokój, wiatr i niebo. A czasem wydaje się to niemożliwe w dziewięćdziesiąt minut od Londynu.

Tekst i Fot.: Paweł Rosolski

Herne Bay ››
Nadmorska miejscowość w Kent na południowo-wschodnim wybrzeżu Anglii, 11 km na północ od Canterbury.
Ludność – 35 000.
Do 1978 r. drugie co do długości (po Southend-on-Sea) molo w Wielkiej Brytanii.
Najlepszy dojazd z Londynu z dworca Victoria, czas podróży: 1 godzina 25 minut, koszt biletu w obie strony £19,90;
www.hernebayonline.co.uk


Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 21316
Tak

17846
84%
Nie

3470
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | łańcuchy nierdzewne | opieka osób chorych i niepełnosprawnych Żory | kołki do zgrzewania | gabinet terapii Cieszyn
kuchnie kraków | układanie podłogi warszawa | rehabilitacja Radlin | nakrętki żaroodporne | oct gdańsk