KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 03 sierpień 2020
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Londyn na barykadach
2010.11.22 / Adam Dąbrowski
TAGI:
Share |
Cięcia zasiłków, likwidacja miejsc pracy, podwyższenie wieku emerytalnego – rząd Camerona funduje właśnie swoim obywatelom zimny prysznic. I co? I nic. Brytyjczycy przyjęli to potulnie. Do czasu. Być może teraz obudzą się dzięki studentom.

– Przepraszam, gdzie jest zebranie? – pyta zaaferowany młody człowiek przemierzający główny hall londyńskiego King’s College. Mija trochę czasu, nim znajduje kogoś, kto wskazuje mu, jak dostać się na organizowaną przez grupkę studentów naradę. Temat: „Jak przeciwstawić się cięciom”.

– Byłeś przy Millbank? – to pytanie pada kilkakrotnie. Wśród studentów miejsce to staje się symbolem. To tam znajduje się siedziba Partii Konserwatywnej. I to tam odbyła się największa i najbardziej, jak dotąd, dramatyczna demonstracja przeciwko polityce Davida Camerona.

Torysi oblężeni
10 listopada do stolicy przyjechało ponad 50 tys. ludzi. Większości z nich dostała od uczelni wolne, bo planowana demonstracja miała być pokojowa. Protestujący zamierzali przemaszerować po prostu przed parlamentem. Wszystko jednak wymknęło się spod kontroli. Część poszła dalej i wtargnęła do siedziby torysów. Policjanci bezradnie patrzyli, jak młodzi ludzie rozbijają szyby i malują na ścianach anarchistyczne symbole. Było o włos od tragedii. Ktoś zrzucił z dachu budynku gaśnicę, która upadła kilka centymetrów od jednego z funkcjonariuszy. Narodowy Związek Studentów wydał oświadczenie, w którym odciął się od „brutalnych działań mniejszości”. Tyle że „mniejszość” była wspomagana radosnymi okrzykami reszty zebranych.

– Nie lubię konserwatystów, ale to nie jest rozwiązanie. Nie wszyscy studenci tacy są – zapewniała reporterkę BBC jedna z protestujących. Tymczasem demonstrantów poparła część wykładowców. „Prawdziwa brutalność to nie wybite okno, ale niszczycielski wpływ cięć” – napisali w liście otwartym profesorowie Goldsmith College.

Przebudzenie?
W październiku brytyjski rząd ogłosił plan oszczędności, o których wielu komentatorów mówi, że są radykalniejsze od tych wprowadzonych przez Margaret Thatcher. Konserwatywny burmistrz Londynu ostrzegł, że obniżki zasiłków mieszkaniowych spowodują „czystki społeczne rodem z Kosowa”, bo wielu biedniejszych Brytyjczyków odkryje, że nie stać ich już na mieszkanie na południu kraju. Rząd podnosi wiek emerytalny i zwalnia pracowników sektora publicznego. Klasa średnia straci zasiłki na dziecko. Podróże koleją będą droższe, a wydatki na policję mniejsze. Lokalne władze rozważają wyłączanie w nocy latarni, inne planują likwidację bibliotek. – „Współczujący konserwatyzm” właśnie przestał być współczujący – komentował nowo wybrany lider laburzystów Ed Milliband.

Tymczasem mieszkańcy Wysp zareagowali bardzo spokojnie. W dniu ogłoszenia narodowego zaciskania pasa na Trafalgar Square zebrała się wprawdzie demonstracja, ale była dość rachityczna. Liczyła 3000 osób. Wielu członków rządu anonimowo przyznawało, że zaskakuje ich ten stoicyzm społeczeństwa.

Dopiero gdy gabinet Camerona zabrał się za reformowanie szkolnictwa wyższego, coś drgnęło. Dotychczas uczelnie mogły pobierać w formie czesnego maksymalnie 3290 funtów rocznie. Teraz limit wzrośnie do nawet 10 tys. Drastycznie zmniejszą się też uniwersyteckie fundusze – o 40 proc. Szczególnie mocno odczują to kierunki humanistyczne. – Wynika z tego, że państwo powinno inwestować tylko w „przydatne przedmioty”: związane z fizyką, chemią, nowoczesnymi technologiami, budownictwem czy matematyką. Chcesz studiować coś innego? Musisz sam pokryć koszty. To totalne niezrozumienie współczesnej gospodarki. Sektor wymagający kreatywności jest dziś ważniejszy dla PKB od przemysłu samochodowego – oburzał się w „Observerze” Malcom McVicar z Uniwersytetu Lancashire.

Liberałowie w opałach
Gdy w Millbank Tower pękały szyby, w parlamencie trwała sesja pytań do premiera. Na sali nie było Camerona, który w tym czasie negocjował umowy handlowe w Chinach. Zastępował go lider partii koalicyjnej Nick Clegg. Być może dobrze się złożyło, bo miał się z czego tłumaczyć. – W kwietniu wicepremier ogłosił, że chce znieść czesne. Możemy prosić o informację, na temat postępów w wykonywaniu tego planu? – spytała posłanka Partii Pracy Harriet Harman, wywołując salwy śmiechu. Pobladły Clegg wił się, z trudem przebijając przez złowrogie pomruki sali. Część z nich dochodziła z ław jego własnego stronnictwa.

Podczas kampanii liberałowie zarzekali się, że w ciągu sześciu lat studia na Wyspach będą darmowe, ale gdy partia dogadywała się z torysami w sprawie utworzenia koalicji, za studentów nikt już nie chciał umierać.

Lider liberałów ma teraz poważne problemy. W ostatnich wyborach studenci, w ramach protestu przeciwko obowiązującemu na Wyspach systemowi dwupartyjnemu, często oddawali swój głos na „tych trzecich” – liberałów. Uczelnie witały Clegga entuzjastycznie. Dziś ci sami ludzie chcą zorganizować akcje odwoływania liberalnych posłów z parlamentu i grożą oblężeniami lokalnych siedzib partii. Poza tym szeregowi posłowie stronnictwa coraz częściej – choć na razie niezbyt głośno – narzekają na koszty, jakie partii przyszło płacić za współrządzenie.

„Clegg zdradził nas wszystkich” – ogłosił w bardzo ostrym tekście dziennikarz „Independenta” Johann Hari. „Jako pierwsza osoba z mojej rodziny kontynuowałem naukę po osiągnięciu 16 lat. Zastanawiam się, czy miałbym w sobie wystarczająco dużo pewności siebie, by pójść do Cambridge, wiedząc, że skończę z długiem sięgającym 36 tys. funtów” – napisał publicysta.

Rewolucja po angielsku
Tymczasem po drugiej stronie kanału La Manche płonie Francja zjednoczona w gniewie przeciwko reformom Nicholasa Sarkozy’ego, które na tle pomysłów Camerona są i tak dość łagodne. Dlaczego więc Wyspy pozostają uśpione? W eseju dla „New York Times” Robert Mackey przekonuje, że przyczyną jest szeroko zakrojony konsensus wykuty tu w latach osiemdziesiątych i trwający do dziś. „Współcześni Brytyjczycy mają więcej wspólnego z Amerykanami – których wiara w kapitalizm jest tak głęboka, że wprowadzenie publicznego ubezpieczenia zdrowotnego porównywano tu czasem do pomysłów Hitlera i Marksa – niż z Francuzami przywykłymi do wychodzenia na ulicę w obronie swojego państwa opiekuńczego”. Wolnorynkowe credo jest wpisane, według Mackeya, w brytyjską świadomość.

W końcu czesnego na Wyspach wcale nie wprowadzali konserwatyści. Podczas wspomnianej już debaty parlamentarnej Clegg przypuścił na laburzystów kontratak: to lewica wymyśliła w 1998 roku płatne studia. Później obiecywała, że nie wprowadzi podwyżek. Gdy tylko wygrała następne wybory – złamała przyrzecznie.

Na razie Brytyjczycy nie odczuli jeszcze efektów cięć. Gdy dostaną mniejszy zasiłek, stracą pracę lub zapłacą więcej za bilet kolejowy, ich nastroje mogą się zradykalizować. I choć jedna demonstracja to za mało, by zmienić Londyn w Paryż, Cameron i Clegg mają prawo się obawiać, że powybijane szyby w siedzibie konserwatystów to tylko przedsmak tego, co ich czeka.

Adam Dąbrowski

The Observer
Tony Blair nie wsłuchał się w protesty w sprawie Iraku, podobnie jak Margaret Thatcher zignorowała demonstracje przeciw podatkowi pogłównemu. Oboje zapłacili za to swoją polityczną karierą. Demokratycznie wybrani liderzy powinni być zaniepokojeni, gdy obywatele masowo wychodzą na ulice. Za dwa lata okaże się, że kryzys zostawił nam nowy, bardziej nieprzyjazny świat. Świat ciętych zasiłków, ścigania tych, którzy „wymigują się od pracy” i trzykrotnych podwyżek czesnego. Narasta poczucie, że zaczynają obowiązywać dwa rodzaje reguł – jedne dla nas, drugie dla nich.


Evening Standard
W całej tej sytuacji przegrali nie tylko przerażeni ludzi oblężeni w siedzibie konserwatystów, ale także demonstranci, którzy – choć rozgniewani – w większości byli nastawieni pokojowo. Ich protest był uzasadniony. […] Źle by się stało, gdyby siłę ich reakcji przyćmiła brutalność nielicznych demonstrantów.


Daily Telegraph
Najlepszym obrotem sprawy dla koalicji będzie sytuacja, w której szokująca, lecz ograniczona w gruncie rzeczy, erupcja przemocy wzmocni szerokie poparcie społeczeństwa dla rządowej polityki walki z deficytem. To nie Paryż 1968. Dzisiejsi studenci są kiepskimi trybunami ludu, a środowa demonstracja – delikatnie rzecz ujmując – nie sprawiła, że w żyłach narodu zaczęła płynąć rewolucyjna krew.


Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 36571
Tak

28612
78%
Nie

7959
22%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat rozbój warszawa | pierścienie nierdzewne | opieka osób starszych Radlin | pellet Pszów | obróbka skrawaniem Żory
auto detailing Kelheim | cyklinowanie Skierniewice | mapa do celów projektowych Rybnik | medycyna tropikalna Żory | stylistka katowice