KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 21 styczeń 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Wspiąć się na szczyt świata
2009.02.16 / Grzegorz Małkiewicz
TAGI: wywiad
Share |
Mieszka w Londynie, pracuje w City. Z Anną Lichotą o zdobywaniu sześciu z siedmiu najwyższych szczytów świata (nie licząc tego w londyńskim City) rozmawia Grzegorz Małkiewicz.

Dla Anny Lichoty wspinaczka to znacznie więcej niż ekstremalny sposób spędzania wolnego czasu. To szkoła charakteru – jak mówi – z wyników której korzysta także w pracy zawodowej.
Wszystko, co do tej pory w swoim życiu robiła, można porównać ze wspinaczką, z pokonywaniem trudności, które mobilizowały ją do podejmowania kolejnych kroków. Dla Anny Lichoty każdy z nich był wyzwaniem, zapowiedzią samotnej walki, którą chciała stoczyć.

Wspinaczką zajmowała się już w Polsce, w trakcie studiów w Szczecinie. Nie były to jednak trudne trasy, bardziej turystyczne, które jednak zdecydowały o tym, że do gór wciąż wraca. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że będą to najwyższe szczyty na wszystkich kontynentach.

Zanim do tego doszło, absolwentka Uniwersytetu w Szczecinie przyjeżdża do Londynu. Jest rok 1996, postanawia kontynuować studia w London School of Economics. Wtedy, przed wejściem Polski do Unii Europejskiej, studiowanie w prestiżowej LSE nie było łatwe, a tym bardziej tanie. Rok studiów kosztował ponad 8 tys. funtów. Były oczywiście tańsze studia, ale te nie były brane pod uwagę, musiała być LSE. Anna nie wybiera łatwych rozwiązań. Zaczynają się strome schody, pierwsza prawdziwa wspinaczka, może mniej niebezpieczna niż te późniejsze, ale równie wyczerpująca.

Opłacenie czesnego było najtrudniejszą przeszkodą. Pożyczki w banku nie wchodziły w grę, była cudzoziemką, bez stałej pracy, i to z biednego kraju. W końcu udało się pożyczyć dużą sumę pieniędzy prywatnie. Pierwsza poważna inwestycja, ale takich Anna Lichota nie boi się. – To najbezpieczniejsza inwestycja – mówi z humorem. – Znasz samego siebie, tak dużo od ciebie zależy, musisz wygrać.
Nie było łatwo utrzymać się studentce prestiżowej uczelni z tygodniowym funduszem 70 funtów. Mieszkała w wieloosobowych pokojach, oszczędzała na żywności i transporcie. Po górskich wędrówkach z ciężkim plecakiem piesze pokonywanie londyńskich odległości nie było straszne. Dorabiała na tłumaczeniach, a jak brakowało pieniędzy, znajdowali się ludzie, którzy pomogli – nakarmili, „przechowali” w najtrudniejszym okresie. I wygrała, opłaciło się.

Po zdobyciu dyplomu pierwszą pracę dostała w amerykańskiej firmie General Electric, w której szybko awansowała. Pracodawca wysyła ją z Londynu na kolejne placówki. Między innymi do Moskwy, gdzie przez kilka miesięcy jest szefem sprzedaży Delta Bank, w którym udziały ma General Electric. Pracuje też w Rumunii, Czechach i Holandii. Szczyt wielkich korporacji zdobyty, szuka nowych wyzwań, tras trudniejszych.

Pomimo dobrej pracy i płacy szuka czegoś innego. Ma świetne wykształcenie i doświadczenie w pracy na szczeblu menedżerskim, więc o propozycje nie było trudno.
Wybiera bank inwestycyjny UBS w Londynie. W krótkim czasie zostaje menedżerem odpowiedzialnym za wdrażanie nowych systemów i technologii. Kieruje obecnie 15-osobowym zespołem. I tak już chyba przez jakiś czas pozostanie, bo bank, w którym pracuje, docenił jej pasję do wysokogórskiej wspinaczki.

- To bardzo ważne – mówi Anna Lichota. – Wyruszam na wyprawy w czasie urlopu, ale czas trwania wspinaczki trudno dokładnie określić, bo zależy od warunków atmosferycznych. Tak było w styczniu na Antarktydzie podczas zdobywania Mount Vision. W kontynuowaniu wyprawy przeszkodziła nam 36-godzinna burza śnieżna. W namiocie było minus 17 stopni. W takich warunkach trzeba pokonać nie tylko zimno, ale też nudę. Na szczęście wzięłam książkę, którą rozerwałam i luźnymi kartkami podzieliłam się z pozostałymi uczestnikami – zbędny bagaż okazał się jak najbardziej przydatny. Potem była piękna pogoda i zdobyliśmy szczyt w słońcu na tle niebieskiego nieba. Ale do pracy nie zdążyłam. Z telefonu satelitarnego zadzwoniłam do kolegi, którego poprosiłam o przesłanie maila do pracy. Nie było żadnego problemu, szef pogratulował mi zdobycia szczytu.

Był to szósty już szczyt w ramach projektu wspinaczkowego „Korona Ziemi”. Co to za projekt, jak się zaczął?
- Bardzo prywatnie i nieformalnie. Wspinaliśmy się ze znajomymi w Alpach i ktoś wspomniał o tym projekcie. Postanowiliśmy spróbować.

Jak wypadła pierwsza próba, na którym szczycie?
- Kilimandżaro w Afryce. Wtedy zrozumiałam, co to znaczy prawdziwa wspinaczka. Jak ważna jest odporność organizmu i okres przygotowań, żeby potem nie było najmniejszej niespodzianki. Kilimandżaro ma prawie 6 tys. m.n.p.m, nie jest więc najwyższym szczytem, ale na tej wysokości ludzki organizm reaguje inaczej. Pojawiają się wyraźne objawy, że ktoś nie wytrzymuje tych warunków – np. puchnięcie rąk, zawroty głowy. Zdarzają się zawały serca, u młodych, zdawałoby się wysportowanych ludzi. W takich wypadkach należy wyprawę przerwać, zejść niżej. Często z powodu jednego uczestnika, który nie wytrzymał, schodzi cała grupa. I tu zaczyna się prawdziwa szkoła charakterów. Jest to dla każdego uczestnika najgorszy scenariusz, poczucie winy, że z jego powodu wspinaczka jest przerwana. Powodem może być słabe przygotowanie, a nie wrodzone cechy, chociaż to też się zdarza. Byłam na jednej wyprawie z człowiekiem, który dopiero w takich warunkach odkrył w sobie lęk wysokości. Ale nie poddał się, unikał spoglądania w dół, pokonał swoją słabość. W takich ekstremalnych warunkach wszystko praktycznie zależy od ciebie. Nie ma ułatwień cywilizacyjnych, wszechobecnych ubezpieczeń, które rekompensują każdy nasz fałszywy krok. Nie ma też specjalnych ulg dla kobiet, choć stanowią mniejszość. Rzadko się zdarza, że ktoś pomoże. Ten sam plecak (25 kg), a na Antarktydzie dodatkowo załadowane sanie. Dochodzą do tego niezręczne sytuacje typu namiot dzielony z obcym mężczyzną. Ale to są warunki minimum, i jeśli w to wchodzisz, musisz je zaakceptować.

Jak w takim razie wygląda przygotowanie do wyprawy w warunkach miejskich?
- Przede wszystkim zdrowe życie, zero alkoholu i intensywny trening – siłownia i spacery z dużym obciążeniem. Przed wyprawą do pracy na Liverpool Street, z Rotherhithe, gdzie mieszkam, chodzę z plecakiem wypełnionym butelkami z wodą, waży 25 kg.

I nikogo to nie dziwi?
- Trochę tak. Kiedy leciałam do Chile, skąd jest połączenie z Antarktydą, musiałam przynieść cały sprzęt do pracy, miałam samolot wieczorem. Moja podopieczna chciała podnieść plecak i rozpłakała się, był dla niej za ciężki.

Współczuła Pani, czy może sobie?
- Chyba mnie, że tak bardzo się męczę. Ale to jest mój wybór. A kiedy już byłam na Białym Kontynencie, to wiedziałam, że ten trud się opłacił. Tam było pięknie, około sto osób na całym kontynencie, ślady pozostawione na śniegu sprawiały radość. Prawdziwa ucieczka od szalonego świata, od codzienności, i szansa, żeby się nad sobą zastanowić, szansa na chwilę refleksji.

Przypuszczam, że taka ucieczka od cywilizacji też sporo kosztuje.
- To prawda, ale zwykle szuka się sponsorów. Dotychczasowe wyprawy nie kosztowały tak dużo. Udało mi się nawet przekazać z zebranych pieniędzy 20 tys. dolarów na rzecz UNICEF-u i domu dziecka w Polsce. To jest jeden z celów moich wypraw – pomagać dzieciom. Znacznie droższa będzie wspinaczka na Mount Everest, około 30 tys. dolarów. Już teraz zaczęliśmy szukać sponsorów, chociaż wyprawę planujemy w 2010 roku.

Ponad 8 tys. m.n.p.m. Na szczycie świata. To musi dawać ogromną satysfakcję.
- Daje, ale jest to dopiero połowa sukcesu, chociaż ma jakby największe znaczenie. Trzeba jeszcze zejść, co jest o wiele trudniejsze, przede wszystkim z powodu zmęczenia organizmu, większej możliwości popełnienia błędów, bo nie ma już tej adrenaliny.

A potem jest jeszcze zejście trudniejsze, powrót do codzienności, do pracy biurowej
- W której można wykorzystać doświadczenie zdobyte w górach, gdzie nie obowiązuje taryfa ulgowa.

Rozmawiał: Grzegorz Małkiewicz

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 26389
Tak

22039
84%
Nie

4350
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |narty OC | zawiasy nierdzewne | cyriax wodzisław | Usługi geodezyjne | suplementy diety produkcja Omega
sprawy egzekucyjne wodzisław śląski | go on spedycja | okna Rybnik | badania kierowców Wodzisław Śląski | fassadenreinigung wien