KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 13 lipiec 2020
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Wyspa - odcinek 36
2010.10.15 / Jacek Ozaist
TAGI: Powieść wyspa Jacek Ozaist
Share |
Ostatnio podczas wiosennych porządków stwierdziłem, że mój garaż jest pełen narzędzi porzuconych przez londyńskich „fachowców” z Polski, z którymi miałem nieszczęście organizować pracę na angielskich budowach. Dziś jest to dla mnie równie odległe, co wspomnienia z przedszkola, ale naprawdę próbowałem z tych ludzi uczynić przyzwoitą brygadę budowlaną lub przynajmniej pomóc im znaleźć odskocznię do lepszej pracy i lepszego życia.
Niedawno zerkałem z zazdrością na szefów podobnych tworów, teraz jedynie uśmiecham się krzywo. I doskonale wiem, co robię. Mój kucharz może co najwyżej zepsuć garnek zupy albo przesolić kotleta. Na więcej szkód mu nie pozwolę, bo się trochę na tym znam. Pseudobudowlaniec jest w stanie zniszczyć cały projekt, zagrażając przy tym czyjemuś życiu lub zdrowiu.

W Londynie już dwudziestokilkuletni ludzie twierdzą, że są doświadczonymi elektrykami, hydraulikami, glazurnikami, stolarzami. Nie wiem dokładnie, z czego to wynika, lecz domyślam się, że z kompleksów przywiezionych z Polski oraz z lęku przed utratą zlecenia. Dlatego kłamią lub mówią półprawdy, a potem się zobaczy. I najczęściej wychodzi z tego wielkie dziadostwo i wstyd. Sam miewałem takie pokusy, choć ostatecznie wolałem poszukać do pomocy kogoś, kto naprawdę się na czymś zna.

Buta i lekkomyślność młodych nie wkurza mnie jednak tak bardzo, jak pycha i samouwielbienie starszych „fachowców”. Już nawet nie chcę pamiętać, ile tysięcy funtów przez nich straciłem. Że też nie zastanowiło mnie, dlaczego ktoś taki ciągle nie ma pracy!

Grzebiąc w tych gratach, zaczęliśmy z Anetą przedrzeźniać wszystkich arcymistrzów w swoim fachu.
– Ja jak już coś zrobię, to wiesz, nie?!
– Nie wiem, coś ty za jeden, ale ja zrobię to lepiej!
– Ta, ty żeś widział robotę! Ja od czternastego roku życia u wujka, mistrza dyplomowanego, terminowałem.
– Znakiem tego, że co? Cieńszy niby jestem? Z mlekiem matki robotę wyssałem. Zdjęcia na to mam!
– Ale papierów na robotę nie masz. Chyba że żółte.
– Nie marudź. Sam pokaż, co umiesz!
Zacząłem strzelać do niej z zardzewiałego pistoletu do nakładania silikonu, a ona udawała, że odbija kule równie zardzewiałą pacą do gładzenia ścian.

Mogliśmy się nabijać, bo nigdy sami tyle nie nabroiliśmy, żeby ktoś odmówił nam zapłaty lub chociażby zmniejszył stawkę. A tak zwani moi ludzie potrafili zamontować pralkę i nie zdjąć blokady z bębna, pozwalając nieświadomej niczego staruszce uruchomić pierwsze pranie. Jeden kiedyś przyszedł do pracy tak pijany, że wożąc taczki z ziemią, wyglądał jak aktor ze slapstickowej komedii. Inny tak niedbale pokrył ściany gładzią szpachlową, że przez następny tydzień próbował wyszlifować je na gładko, ścieląc całe zabytkowe mieszkanie centymetrową warstwą pyłu, po czym zażądał zapłaty za wszystkie ciężko przepracowane dniówki. Był też taki jeden, który tak umiejętnie pomalował sufit, że w ciągu tygodnia farba odpadła. A jeszcze inny spartolił bardzo drogie płyty marmurowe – przez noc spadły ze ściany i potłukły się doszczętnie.

Wszyscy oni zgodnie rechotali, gdy słyszeli dowcip o młodym pomocniku, któremu majster kazał przebić otwór w ścianie tak, by przeszła rurka.
– Panie majster, jaka ta dziura ma być?
– Taka, żebyś przeszedł z rurką na drugą stronę.
Wtedy młody wykuł tyle, że swobodnie przechodził tam i z powrotem z rurką na ramieniu.
Miałbym dla niego jednak więcej współczucia niż dla nich wszystkich. On się uczył i nie udawał mistrza. Oni najprawdopodobniej wyjechali z Polski, bo tyle już tam napsuli, że nikt nie chciał im już zaufać ani dać pracy.

Dziś mimowolnie śledzę antykarierę kilku z nich. Zawsze jest tak samo. To nie oni. To świat zewnętrzny się uwziął, jakiś pech naszedł, złe licho coś przywiało. Imali się wielu zajęć, psuli rynek kolejnym pracodawcom i dostawali po łapach. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że gdy ich spotkasz, człowieku, pokażą ci zdjęcia pięknych stiuków, położonych tapet i wygłaskanych boazerii. Opowiedzą o swoich nadzwyczajnych zdolnościach, a potem polegną na pierwszym lepszym zleceniu. Skutki ich spektakularnych działań Londyn odczuje zapewne za kilka lub kilkanaście lat, ale ich pewnie już tutaj nie będzie.

Przez całe popołudnie sprzątaliśmy z Anetą garaż z niepotrzebnych już nikomu rzeczy. Były wśród nich także moje zabytki – wysłużone kosiarki, nożyce, sekatory. Elektryczne i ręczne. Spalinowych nie używałem.
– Ciekawe, jak sobie radzą? – zapytałem na głos.
Aneta od razu zrozumiała, o kim myślę. W końcu oni nam pokazali, jak dłubać w ogrodach i wyjść na swoje.
– Na pewno świetnie. Gdyby nie byli pewni swego, nie odsprzedaliby nam wtedy kontaktów i zleceń.

Przyszedł taki dzień, gdy już mieszkaliśmy w Hounslow, a Arek i Magda wciąż szukali swojego miejsca na Ealingu. Nagle uznali, że są stworzeni do lepszych rzeczy i chcą odciąć się od przeszłości grubą krechą. Odkupiliśmy od nich lepsze zlecenia na sprzątanie i porządkowanie ogrodów. Trafiliśmy przy tym na całkiem sporą żyłę złota.

W jednym z tych wielkich domów nad Tamizą, obok których ludzie przebiegają czasem w trakcie joggingu, mieszkała para bardzo bogatych lesbijek. Jedna miała wielką firmę architektoniczną, druga zajmowała się produkowaniem artystycznych kanwasów. Miały dwa koty, kilka olbrzymich akwariów, żółwia i dużo, dużo kwiatów. Potrzebowały kogoś, kto zajmowałby się całym domem na pełny etat. Na początek dawały osiem funtów za godzinę, obiecując podwyżkę od nowego roku.

Tak oto Aneta znalazła w miarę dobrze płatną pracę na stałe. Czasem brałem tam coś do roboty także ja. Olejowałem parkiety, kładłem trawniki, przycinałem kwiaty i krzewy, wynosiłem, przynosiłem, zamiatałem. Brałem czek na grubą forsę i znikałem.

Jacek Ozaist

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 36383
Tak

28503
78%
Nie

7880
22%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | łańcuchy nierdzewne | rehabilitacja wodzisław | transport ekogroszek Żory | prasa pozioma
Das auto waschen Ingolstadt | łańcuchy nierdzewne | okna Racibórz | badania sanitarne Radlin | Spechtloch sanierung