KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 23 maj 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Języka polskiego uczyłam się w Afryce…
2010.06.10 / Anna Maria Grabania
TAGI:
Share |
Twarze Emigracji: Maria Bogdaniec-Polkowska

Maria Polkowska redaguje „Panoramę Polską – Nottingham”, Long Eaton, 1996 r.

O SOBIE. Z okazji odebrania orderu „Polonia Mater Nostra East” (2003): Ja, dziecko Kresów Wschodnich RP, skazana na zagładę na Syberii, uczyłam się o kraju, którego nie znałam, dowiadywałam się o nim jedynie z opowiadań, z podręczników, z gazet… Ludzie często pytają, czy pamiętam deportację. Jak miałabym pamiętać? Gdy wywozili nas, miałam zaledwie dwa i pół roku!

Z RELACJI MATKI. 10 luty 1940 r. Sroga zima i pierwsza wywózka. Mieszkali wówczas w gajówce k. Łunińca na Polesiu (obecnie Białoruś). Na pierwszy ogień poszli kolejarze, policja, pracownicy leśni. Ojciec pracował jako gajowy u księcia Druckiego-Lubeckiego. Przyszli w nocy. Podobno obudziła się i płakała. Przekopali cały dom. Szukali broni. Na spakowanie dawali pół godziny. Jeden z nich (jakiś ludzki enkawudzista?) nachylając się, konspiracyjnie szepnął matce: – Bierz co ciepłe, bo tam, gdzie jedziesz, jest zimno. Żadnych dokumentów, zdjęć, pod karą śmierci, zabierać nie było wolno! Wychodząc matka pospiesznie wyjęła z szuflady kilka fotografii i schowała do kieszeni. Sanie zatrzymały się przed najbliższą stacją.Tam już stał pociąg towarowy. Podróż trwała kilka dni. Stacja docelowa: Listwinica pod Archangielskiem.

PRZESUWAJĄ SIĘ OBRAZY. Co zapamiętała? Trochę Pahlevi, Teheran i Afrykę. Pamięta przyjazd do obozu Koja (Uganda). Przedpołudnie. Upał. Gliniane domki kryte słomą były prawie niewidoczne, przysłaniała je wysoka trawa. Tam miały zamieszkać: ona, matka i trzy siostry: Janka, Olesia i Nadzia. Nie było z nimi ojca. Pozostał w Teheranie, gdzie tworzył się II Korpus. Spieszono się z rozmieszczaniem rodzin, by zdążyć przed zachodem słońca. Znajdowali się na samym równiku, gdzie nie było wieczorów, a zmrok zapadał nagle, gdzie południa były upalne, a noce chłodne. W oddali widać było taflę jeziora, dalej rozpościerała się dżungla. Dobiegały odgłosy małp i płacz kobiet.

TEHERAN. Pamięta prowizoryczny szpital namiotowy. Ona i siostra Nadia. Obie ciężko chore, nie mogły chodzić. Obok młoda kobieta z córeczką. Zapamiętała jej czarne loczki, jasną cerę. Poranny obchód. Lekarz poprosił matkę na bok: coś tłumaczył, bezradnie rozkładał ręce. W pewnym momencie kobieta zaczęła głośno szlochać, jej szloch przechodził w spazmy. Na to córka: – Mamusiu, nie płacz, mnie tam będzie dobrze. Popatrz, Bozia na mnie patrzy! I straciła przytomność. Mała Marysia nie mogła tej nocy spać. Następnego dnia przewieziono ją do szpitala miejskiego. Codziennie lekarze nachylali się nad nią. Sprawdzali opinie medyczne, naradzali się i odchodzili. W nocy usłyszała fragment rozmowy, dobiegający z pokoju obok. – Ta mała długo nie pożyje, to tylko kwestia czasu – usłyszała. Usiadła na łóżku, zacisnęła piąstki i płacząc szeptała: – Właśnie że nie umrę, właśnie że nie umrę!

Z OPOWIADAN MATKI. Na oddziale było około trzydzieścioro dzieci; wszystkie skrajnie wycieńczone. Umierały jedne po drugich. Nikomu nie dawano szans. Podczas rannego obchodu jeden z lekarzy dłużej zatrzymał się przy chorej Marysi. Długo ją badał. Zwrócił się do zatroskanej matki, że zamierza zastosować specjalną kurację i czy wyraża zgodę. To był właśnie dr Filipowicz. Przystojny, z manierami. Znał biegle kilka języków: rosyjski, perski, francuski, a nawet polski. Chodziły słuchy, że był synem lekarza, służącego w carskiej armii, który zdezerterował i na stałe osiadł w Teheranie, gdzie ożenił się z miejscową dziewczyną. Kuracja miała polegać na codziennym podawaniu rosołu z kurczaka w stopniowo zwiększanych dawkach. Po tygodniu Marysia wypijała już całą filiżankę i zjadała skrzydełko, później nóżkę. Źle znosiła serię bolesnych zastrzyków. Po kilku tygodniach przy jej łóżku postawiono półmisek z owocami. Obudziła się w nocy, czuła straszliwy głód i urządziła sobie ucztę.
– Czy nie zaszkodzą? – pytała lekarza matka. – Chyba nie! Lekarz cieszył się, jego mała pacjentka wyraźnie wracała do zdrowia. Czy wyzdrowieję? – pytała. Wyzdrowiejesz, wyzdrowiejesz – zapewniał z uśmiechem. Pozostałe dzieci umierały, nie ratowano ich. Dlaczego wybrał właśnie ją? Ciężko jej z tym żyć, często o tym myśli.

AFRYKA. Tam zaczęła chodzić do szkoły i uczyć się polskiego. W Afryce ukończyła szkołę podstawową. Miała szczęście; uczyli ją przedwojenni nauczyciele.

WIELE LAT PÓŹNIEJ. Spotkała młodych ludzi z Krakowa, z którymi się zaprzyjaźniła. A oni do niej: – Co, ty, Polkowska, tak dziwnie mówisz po polsku! Trudno im było uwierzyć, że polskiego uczyła się za granicą, i to na polskich klasykach i z …„Przekroju”.

ANGLIA. Rodzina zeszła się w 1948. Mieszkali w powojskowych obozach najpierw w Daglingwort, później w Keevill koło Trowbridge. Ojciec odnalazł ich przez Czerwony Krzyż. Któregoś dnia przyjechał z bratem. Mama woła ją, wskazując na nieznajomego: – To jest twój tata. A ona spojrzała na obcego i pobiegła bawić się dalej. Nie rozumiała słowa „tata”. Długo jeszcze trudno było jej przyzwyczaić się do przybysza, który okazał się jej ojcem. O Anglii słyszała same stereotypy, że jest zimno, że deszczowo, że mglisto. Tymczasem przywitała ich cudowna wiosna! Idą nad strumyczek. Ciepło, okoliczne łąki porośnięte kaczeńcami. W oddali widać było farmy i pola. Aż chciało się żyć! Anglicy przeznaczyli powojskowe budynki na szkoły internatowe. Wkrótce rozpoczęła naukę w jednej z polskich szkół tego typu, w Stowell Park koło Cheltenham (1948-53), dalszą naukę kontynuowała w College for Further Education (1953-1956) w Melksham.

LONDYN. Do Londynu przyjechała w 1952 r. w poszukiwaniu pracy. Życie towarzyskie Polaków w tej wielonarodowej metropolii kwitło, głównie skupiało się wokół kościoła Brompton Oratory na South Kensington. Kiedyś spotkała koleżankę z Modern Secondary School, ta zaprosiła ją do siebie. Opowiadała, że wynajmuje pokój u jakichś Polkowskich z Baranowicz. Była w trakcie prasowania, gdy niespodziewanie wpadł Zdzisiek, syn gospodarzy. Zamiast normalnie przywitać się, objął ją i pocałował. Zaczęli się spotykać.

ZARĘCZYNY, OŚWIADCZYNY, ŚLUB. Uroczysta kolacja, kino, Wieczorem odprowadził ją do domu. Żeby zawsze było tak fajnie !– usłyszała. Następnego dnia pojechali do jej rodziców, on z kwiatami, a jakże. Rodzice byli trochę przerażeni tempem. Ojciec: – Czy chcesz dobrowolnie wyjść za niego za mąż? Ona: – Tak. Ojciec: –Żebyś tylko nie miała do nas pretensji! Ślub odbył się w marcu 1953 roku w polskim kościele na Devonii. Również przyszła teściowa nie była zachwycona tak szybkim biegiem wydarzeń. Marzyła jej się inna synowa, córka znajomych lekarzy.

NA NOWYM ETAPIE ZYCIA. Od pierwszego spotkania świetnie się rozumieli. Choć ona pochodziła z Polesia, a on z Baranowicz, mieli podobne poczucie humoru, cechowała ich bezpośredniość, wschodnia serdeczność, gościnność, otwartość na ludzi. Do męża zwracała się: „Słuchaj stary”. On to uwielbiał. Oboje lubili książki. Dużo ze sobą rozmawiali: o pracy, o wszystkim. Nie mieli sekretów. Mąż przejawiał zdolności do nauk ścisłych, robił duże postępy w angielskim. Zaczynał jako kreślarz, szybko awansował. Specjalizował się w projektowaniu rurociągów naftowych. Najpierw pracował w Oil Company, w zakładzie brytyjskim, ale w niedługim czasie otrzymał pracę w firmie amerykańskiej. W sumie w przemyśle petrochemicznym przepracował lata w Wielkiej Brytanii, w Holandii, w Niemczech i w Arabii Saudyjskiej. Był ceniony za fachowość i lubiany jako człowiek. Nigdy nie kręcił. Często potrafił wybrnąć z kłopotliwych sytuacji. Kiedyś firma, w której pracował, znalazła się w poważnych tarapatach: za niewywiązanie się w terminie z umowy groziło jej wysokie odszkodowanie w tysiącach funtów. To jego wysłano jako negocjatora. Iudało się. Ustalono nowy termin wykonania zlecenia. Miał też przyjaciół w świecie arabskim. Właściwie to umiał dogadać się z każdym.

„PANORAMA POLSKA – NOTTINGHAM”. Od pewnego czasu dużo zaczęło mówić się o potrzebie powołania lokalnej gazety polskiej w Notttingham. Na jednym z zebrań parafialnych zawiązał się komitet redakcyjny, w skład którego wchodzili: Witek Jagiełło (pomysłodawca), Basia Barcikowska i ona. Dyskutowano nad charakterem przyszłego pisma. Przeszedł jej pomysł, że będzie to kwartalnik, opisujący życie Polonii w Nottingham, wystrzegający się plotek i wielkiej (!) polityki. Tak powstała „Panorama”. Została redaktorem i wydawcą nowego kwartalnika, a Zdzisław, jej mąż, który obiecał pomoc finansową, był, jak się później okazało, jedynym sponsorem. To był wspaniały okres w ich małżeństwie i ciekawy okres w życiu tamtejszej Polonii. O „Panoramie” było głośno. Nottingham odwiedzali pracownicy ambasady i konsulatu z Londynu, przyjeżdżały także osobistości z Polski. Wszyscy chętnie się fotografowali. W marcu 2002 roku ukazał się ostatni numer „Panoramy”.

FERALNY DZIEŃ. Niedziela. Styczeń 1998 r. Piękny, słoneczny dzień. Jechali do Londynu na „opłatek” ZASP-u. Irena Sparham usiadła z przodu, ona z tyłu. Przed wyjazdem zaniepokoił ją wygląd męża. Był zmieniony na twarzy, jakby zmęczony. Jadą autostradą M1, niespodziewanie samochód zjeżdża na przeciwległy pas. Szczęśliwie, że tego poranka nie było dużego ruchu! Mąż zatrzymuje samochód. Nie wysiada. Dalej samochód prowadzi ona. Następnego dnia jego stan zdrowia pogarsza się. Szpital. Lekarz przydziela go na oddział intensywnej terapii. Ma niewyraźną minę. To chyba coś poważnego, przychodzą jej najczarniejsze myśli. Wszystkie badania były gotowe już następnego dnia rano, łącznie z diagnozą: astracytoma, rak mózgu. Lekarz wyjaśnia, że jest to ostatnie stadium i że nic nie mogą zrobić. – To najgorszy rodzaj raka – dodaje. Zalecono tabletki przeciwbólowe. Mąż wiadomość o chorobie przyjmuje ze spokojem.

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ. Godzina szósta rano. Telefon. Wzywają ją do szpitala. Spodziewa się najgorszego. Zdążyła, była przy jego śmierci. Leżał na boku, odwrócony do ściany, smutny. Tak bardzo nie chciał umierać! Miał tylko sześćdziesiąt cztery lata. Za rok miał przejść na emeryturę, już przygotowywał na swoje miejsce następcę. Do dzisiaj przechowuje list z zakładu pracy, w którym pisano: „To był człowiek o wybitnej inteligencji i wielkiej dobroci”. Może chciałaby jeszcze dodać: Przeżył życie intensywnie i pięknie!

JEJ NAJWIĘKSZE MARZENIE? Żeby mieć dom murowany, z czerwonej cegły, kryty dachówką, wsparty dwiema kolumnami. A w ogrodzie staw, sadzawka, fontanna. Mieszka w domu kupionym jeszcze za życia męża. Myśli, że jest trochę podobny do tego z marzeń.

Anna Maria Grabania

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28192
Tak

23578
84%
Nie

4614
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat rozbój warszawa | nity nierdzewne | cyriax wodzisław | węgiel Jastrzębie | giętarka trzpieniowa
zespół muzyczny żory | cyklinowanie Żyrardów | lekarz rodzinny Wodzisław Śląski | medycyna podróży Żory | stylistka katowice