KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 21 listopad 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Podsumowanie pierwszej rundy
2011.01.24 / Sebastian Czapliński, Bogdan Przybyło, MB, LeD
TAGI: sport
Share |
Za kilka tygodni na polskie stadiony powrócą piłkarze Ekstraklasy. W dzisiejszym numerze przedstawiamy podsumowanie pierwszej rundy, która obfitowała w wiele niespodzianek.

1 miejsce: Jagiellonia Białystok:
Kandydat na mistrza

Coś, co jeszcze przed sezonem wydawało się mało prawdopodobne, stało się faktem. Jagiellonia Białystok, prowadzona przez Michała Probierza, zajmuje po rundzie jesiennej pierwsze miejsce w naszej ligowej tabeli. Z pozycji „czarnego konia” rozgrywek piłkarze z Białegostoku stali się jednym z głównych faworytów do tytułu mistrza Polski. Z dorobkiem 30 pkt wyprzedzają o trzy oczka bardziej renomowane zespoły Wisły Kraków i Legii Warszawa. Niemały wpływ na taki, a nie inny obrót spraw ma Tomasz Frankowski. Napastnik „Jagi” z dorobkiem ośmiu bramek jest współliderem klasyfikacji strzelców naszej rodzimej ligi. Oprócz popularnego „Franka”, o sile zespołu z Białegostoku stanowią młodzi i zdolni zawodnicy, tacy jak: Kamil Grosicki czy Tomasz Kupisz, którego spokojnie można uznać prawdziwym odkryciem rundy jesiennej polskiej Ekstraklasy. „Jaga” dysponuje także najlepszą w naszej lidze defensywą. W 15 spotkaniach straciła łącznie 13 bramek. Dla porównania, trzecia w tabeli Legia straciła tych bramek 19. Duża w tym zasługa Grzegorza Sandomierskiego, bramkarza Jagiellonii, który już zdążył zadebiutować w reprezentacji prowadzonej przez Franciszka Smudę, a niedawno sięgnął po miano „Odkrycie Roku 2010” w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. „Trenerem Roku 2010” w tymże plebiscycie uznano… Michała Probierza, trenera mistrza rundy jesiennej.

2 miejsce: Wisła Kraków
Wygrywali, gdy pojęli zasady

Bardzo męczyli się od początku rundy piłkarze „Białej Gwiazdy”, ale tego można było się spodziewać. Doszło w niej do demontażu najlepszej linii obrony w Ekstraklasie, a budowa nowej drużyny trwała cały czas – jeszcze we wrześniu pozyskiwano wolnych zawodników, co oznacza takich sobie graczy.

Wisła pozbyła się Pabla Alvareza, Arkadiusza Głowackiego i Marcelo, a pod koniec sierpnia Juniora Diaza – i do zmagań przystąpiono z byle jak skleconą formacją, złożoną w większości z zawodników, którzy muszą się bardzo wiele nauczyć, a wspomnianym wyżej raczej nigdy nie dorównają. Jakby tego było mało, szybko zabrakło miejsca dla Piotra Brożka, który przez ostatnich kilka lat często grywał na lewej obronie.

Równie spory bałagan panował w pozostałych formacjach, co też nie dziwi, bo jeszcze przed rozgrywkami słychać było o niezadowoleniu niektórych piłkarzy – przykład Patryka Małeckiego, który nie wyszedł do gry podczas jednego ze sparingów – i tak rozbita drużyna znowu przegrała na początku europejskich pucharów z mało komu znanym zespołem Azerów. W ten sposób zakończył pracę w Wiśle trener Henryk Kasperczak, a jego tymczasowym następcą został Tomasz Kulawik z drużyny Młodej Ekstraklasy.

Sfrustrowany niepowodzeniem zespół spisywał się jak ligowy przeciętniak, choć wciąż z kilkoma „nazwiskami” i od 22 sierpnia z kolejnym szkoleniowcem, Robertem Maaskantem. Raz wygrał, za tydzień przegrał. Niczym nie zaskakiwał i tylko przez 45 min meczu w Białymstoku pokazywał, że potrafi czasem ładnie zagrać.

Strata do czołówki jednak rosła tylko Dopiero gdy Maaskantowi udało się trochę zmniejszyć napięcie wewnątrz kadry, zaczęły przychodzić osiągane w dobrym stylu wygrane. Do konsolidacji przyczyniły się też baty w Poznaniu (Wisła przegrała 1-4). Najważniejsze jednak było, że krakowianie zaczęli wspinać się w tabeli, rozgrywając po drodze jeden z najlepszych meczów jesieni zwyciężając z Legią 4-0, by zakończyć na pozycji wicelidera.

3 miejsce: Legia Warszawa
Nie tylko trzecie, ale aż trzecie miejsce

Na trzecim miejscu zakończyli rundę jesienną piłkarze Legii Warszawa. Z reguły inna niż pierwsza pozycja odbierana jest przy Łazienkowskiej jak porażka. Tym razem w obozie Legii jednak nie słychać narzekań.

Biorąc pod uwagę dość średnią formę, jaką Legia prezentowała w pierwszej części sezonu, oraz to, że do prowadzącej Jagiellonii traci tylko trzy punkty, trzecie miejsce należy uznać za dobre, a nawet bardzo dobre. Po letnich wzmocnieniach zespół długo nie mógł złapać właściwego rytmu. Porażki 0:2 z Bełchatowem i 0:3 Lechią Gdańsk na stadionie przy Łazienkowskiej wywołały u kibiców nutę zwątpienia.

Latem w kadrze Legii doszło do kadrowej rewolucji. Wraz z ukończeniem trzech trybun stadionu przy Łazienkowskiej, w stołecznym klubie zapanowało transferowe szaleństwo. Sprowadzeni zostali m.in. bramkarz, Chorwat Marijan Antolović z HNK Cibalia, pomocnicy – Portugalczyk Manu CS Maritimo, Argentyńczyk Alejandro Cabral z Velez Sarsfield, Serb Ivica Vrdoljak z NK Dinamo Zagrzeb czy Brazylijczyk Bruno Mezenga z Flamengo. Z wypożyczenia z Korony Kielce wrócił obrońca Artur Jędrzejczyk, a ze Świtu Nowy Dwór Mazowiecki – napastnik Michał Kucharczyk.

Z wielkiej chmury spadł jednak mały deszcz. Legia grała na tyle słabo, że na włosku zawisła nawet pozycja trenera Macieja Skorży, który mógł się pożegnać z pracą ledwie po kilku miesiącach. Lekką oznaką wyjścia z kryzysu okazał się mecz z Lechem Poznań. Grający w „dziesiątkę” legioniści wygrali z mistrzem Polski 2:1. Legia stopniowo, z kolejki na kolejkę, odbudowywała swoją pozycję. Co prawda zespół nie prezentował się nie wiadomo jak dobrze, ale zaczął wygrywać. W drugiej części rundy jesiennej Legia wygrała na wyjeździe 4:1 z Koroną Kielce, pokonała po 1:0 Widzew i Polonię Bytom, u siebie bardzo pewnie, 2:0 zwyciężyła Jagiellonię, szczęśliwie 2:1 Górnika Zabrze oraz 3:0 Arkę Gdynia.

Jesienią Legia w lidze strzeliła 19 goli, straciła również 19. Zespół pretendujący do mistrzostwa Polski dał się zapamiętać z tego, że ma jeden z najgorszych ataków w lidze. Tylko siedem drużyn w Ekstraklasie strzeliło mniej goli. Legia słynąca przez lata ze wspaniałej defensywy dała się, o dziwo, zapamiętać z tego, że ma strasznie dziurawą obronę. Tylko trzy (!) drużyny w lidze straciły więcej goli od Legii. Biorąc to wszystko pod uwagę, legioniści nie powinni narzekać na pozycję w tabeli.

Po tym jednak, co zespół zaprezentował jesienią, jak na dłoni widać, że potrzebuje kolejnych wzmocnień. W przeciwnym wypadku marzenia o tytule prysną po kilku wiosennych kolejkach. Priorytetem jest znalezienie środkowego obrońcy, bo gdy kontuzjowany jest Dickson Choto, nie ma kim wypełnić po nim luki. Równie ważne jest pozyskanie bramkostrzelnego napastnika, bo przynajmniej jesienią nikomu nie udało się wypełnić luki po Takesure Chinyamie. Najlepszy strzelec Legii, Ivica Vrdoljak, zdobył cztery gole. Napastnicy: Bruno Mezenga zaliczył trzy trafienia, a Michał Kucharczyk – dwa. Kibice z Warszawy na pewno nie zapomną im tego, że jesienią po ich golach Legia wygrała 2:1 z Lechem, ale rywalizacja w ataku musi być znacznie większa. Zresztą nie tylko w ataku, w defensywie też. Jesienią Legia zanotowała tylko cztery mecze bez straty gola.

4 miejsce: Korona Kielce:
Ten wspaniały rok 2010

Trudno doprawdy dziś uwierzyć, że dokładnie rok temu – po 17 rozegranych wówczas kolejkach rundy jesiennej sezonu 2009/10 – kielczanie w ligowej tabeli zajmowali dopiero 13. miejsce, mając ledwie punkt przewagi nad strefą spadkową. Zdobyli wtedy ledwie 15 „oczek”, przy czym jedno z nich – pod okiem zatrudnionego 29 listopada Marcina Sasala. Wydawało się wówczas, że to dość ryzykowny krok ze strony włodarzy ówczesnego beniaminka. Szkoleniowiec nie miał przecież żadnego doświadczenia na szczeblu Ekstraklasy, a i w niższych ligach nie uchodził za speca od awansów czy efektownych zwycięstw. Ale to był – jak się okazało – strzał w dziesiątkę. Korona w 13 wiosennych meczach z Sasalem na trenerskiej ławce zdobyła aż 22 punkty, kończąc sezon na szóstej pozycji. A od (prawie) początku kolejnych rozgrywek jest jedną z ich rewelacji (25 punktów w 15 meczach), co – w przekroju całego roku – czyni ją jedną z najlepszych ekip Ekstraklasy.

„Koroniarzy” nie załamał bardzo przeciętny start: remis z Zagłębiem Lubin i porażka z Widzewem. Oba mecze odbyły się na „Arenie Kielc”, i – jak się okazało – były zapowiedzią dość niezwykłej prawidłowości. Otóż przez długie tygodnie kielczanom dużo lepiej grało się na wyjazdach niż na własnym stadionie. Do teraz są zresztą ekipą, która na obcych stadionach zdobyła najwięcej punktów w całej ligowej stawce. Ba, więcej niż... u siebie. – Choć rzeczywiście zaczęliśmy nieciekawie, ani przez moment nie miałem wątpliwości, że nie grozi nam walka o utrzymanie. Mecz z Zagłębiem – choć tylko zremisowany – był naprawdę dobry w naszym wykonaniu i stanowił raczej przykład szczęścia rywali – podkreślał już po zakończeniu rundy jesiennej Aleksandar Vuković. Bez niego trudno wyobrazić sobie kielecką drużynę. Podobnie zresztą jak bez paru innych wiekowych zawodników tworzących szkielet drużyny. Zbigniew Małkowski w bramce, Pavol Stano z Hernanim na stoperze, obok Vukovicia – Edi Andradina (wyrównał osiągnięcie Stanko Svitlicy, z 40 golami stając się najlepszym w dziejach obcokrajowcem pod względem liczby goli zdobytych w Ekstraklasie), na szpicy z kolei – Andrzej Niedzielan. „Wtorek” przypomniał sobie najlepsze czasy ligowe – te z Górnika Zabrze i te sprzed roku, kiedy regularnie trafiał dla Ruchu. Osiem goli w ośmiu pierwszych kolejkach wystarczyło, by na półmetku rozgrywek był współliderem klasyfikacji strzelców.

Nie do końca jednak jest tak, że w grze Korony wszystko było już „bezawaryjne”. – Niektóre mecze – jak w Gdańsku – wygraliśmy bardzo szczęśliwie, nie będąc wcale zespołem lepszym – przyznawał Vuković. Innych wygrać się już nie udało; stąd na przykład przykre 1-2 w Zabrzu. No i jeszcze kwestia „narybku”. Przepadli gdzieś Piotr Malarczyk i Paweł Kal, odważnie wprowadzani kilkanaście miesięcy temu przez Marka Motykę do składu. Po sprzedaży Jacka Kiełba do Poznania brakło więc w Koronie tego młodzieńczego zapału. Pewnie więc w tym kierunku pójdą zimowe poszukiwania nowych twarzy.

Świeży powiew
Na początku był chaos. Dla znawców tematu: należało odwrócić tabelę, aby na jej szczycie były Lech, Wisła czy Legia. W listopadzie już prawie wszystko wróciło do normy, choć rewelacja rundy jesiennej – Jagiellonia – ostatecznie pozostała na szczycie tabeli. Życzymy jej, aby z tej pozycji nie spadła, chociaż będzie o to trudno.

Największym zaskoczeniem rundy był oczywiście mistrz kraju – Lech. Całą jesień pałętał się w okolicach miejsc spadkowych, kończąc ją ostatecznie na miejscu 11., przeplatając to rewelacyjnymi występami w Lidze Europy (na rozkładzie Manchester City i Juventus!). Pytanie: czy polska liga jest tak silna, czy rodzimego klubu nie stać na walkę na dwóch frontach? Odpowiedź jest prosta: nasza liga w dalszym ciągu jest słabiutka, co udowodniła reszta stawki w europejskich pucharach, a Lech po prostu niefrasobliwie podszedł do tych rozgrywek. Do tego przyłożyła się jeszcze zbyt krótka ławka rezerwowych, skąpstwo w wydawaniu pieniędzy na transfery i sprzedaż największej gwiazdy ligi – Roberta Lewandowskiego. „Jaga”, która już zeszły sezon miała bardzo udany, dalej bazuje na mądrej pracy utalentowanego Michała Probierza wspomaganego niezniszczalnym Tomkiem Frankowskim i, zdaje się, ujarzmionym Kamilem Grosickim. Tym ludziom najnormalniej w świecie chce się grać, są głodni sukcesu i nawet występów w Europie nie muszą się wstydzić.

Doborowy duet – Wisła i Legia, chociaż na koniec rundy znalazł się na „pudle” nie zadowalał swą grą. Bliższa wyjścia z kryzysu wydaje się być Wisła, bo już pod koniec pierwszej części rozgrywek było widać rękę Holendra Roberta Maskaanta. Korona, Bełchatów i Lechia, długo liczące się w stawce, później spasowały. Warszawska Polonia z wymarzonym trenerem-selekcjonerem dalej nie spełnia nadziei jej „szalonego” prezesa. Śląsk odżył dopiero po przyjściu „guru” polskich trenerów – Oresta Lenczyka. Zagłębie z dużo większymi ambicjami straszące cały czas zmianą trenera z Marka na „markowego”. Widzew wydaje się zbyt nisko w tabeli jak na swoje możliwości, może przybyły z odsieczą ambitny Czesław Michniewicz tchnie ducha w ten zespół, Robak i Sernas to znakomite atuty. Polonia Bytom – czyżby koniec wielkiej piłki? Ruch Chorzów – największe dołowanie i wielki znak zapytania. Arka w oczekiwaniu na nowy stadion, mało kibiców, mało bramek, czy znowu uda się przetrwać? Cracovia – prawdziwa katastrofa, wyjście z tego będzie cudem.

Zagrało 366
Na boiskach Ekstraklasy wystąpiło 366 piłkarzy, o dziesięciu mniej niż rok temu. W tej liczbie 251 Polaków oraz czterech zawodników z podwójnym obywatelstwem: Bemben, Grischok, Sikorski, Vuković. Liga mocno odmłodniała. Najstarszym uczestnikiem jesiennych zmagań był Brazylijczyk Cleber urodzony 29 kwietnia 1974, przesuwając granicę najstarszego rocznika aż o trzy lata. Prym w liczbie ligowych występów wiedzie w dalszym ciągu Tomasz Kiełbowicz, mając pewne miejsce w składzie Legii i zaliczając drugą młodość, doprowadził swój dorobek do 373 gier. To już bardzo okazały wyczyn plasujący go w gronie 10 sław ligi polskiej, dokładnie – na ósmym miejscu w historii polskiego futbolu! Pięciu piłkarzy grających jesienią osiągnęło pułap 300 ligowych gier, a nowym członkiem „Klubu 300” został Marcin Zając, powiększając go do 70 osób. Najmłodszym ligowym rocznikiem pozostaje 1993, a urodzony 21 kwietnia tego roku Krystian Żołnierewicz z gdyńskiej Arki jest najmłodszym uczestnikiem rozgrywek.

W polskiej lidze zadebiutowało 82 piłkarzy, powiększając grono uczestników Ekstraklasy w XXI wieku do 1734. Najwięcej ligowych debiutów notujemy w Wiśle (10), co dobitnie świadczy o generalnej przebudowie i odmłodzeniu ekipy spod Wawelu. Najmniej „nowych twarzy” w Koronie, Lechu, Ruchu i Śląsku – zaledwie po dwie. Ligowych „świątyń” broniło 31 bramkarzy, w tym gronie czterech debiutantów i siedmiu cudzoziemców.

Rekordowa zagranica
Jesienią na naszych boiskach zagrało 115 „stranieri”, a dotychczasowy rekord sezonu 2005/06 to 113 obcokrajowców. Rekordowa jest również stawka federacji, bo aż 39. Notujemy sześć nowych nacji: Angola, Austria, Burundi, Holandia, Tunezja i Wybrzeże Kości Słoniowej, w sumie to już przedstawiciele 65 krajów zagrali w polskiej lidze. Słowacy ponownie tworzyli najliczniejszą kolonię (15), wyprzedzając Serbów (13) i Brazylijczyków (11). To już 31,4 proc. uczestników ligi. Zaobserwowaliśmy nawrót w zatrudnianiu piłkarzy z Czarnego Lądu (20), których jesienią było więcej niż przedstawicieli Ameryki Południowej (17).

Największe międzynarodowe wzięcie było w klubach tzw. wielkiej trójki: Wisła – 12, Legia – 11 i Lech – 10. Tylko po trzech obcokrajowców znajdujemy w kadrach Górnika, warszawskiej Polonii i Ruchu, ale i tak po raz czwarty w historii są oni obecni we wszystkich klubach Ekstraklasy.

Napastników brak
Minimalnie drgnęło w skuteczności strzeleckiej naszych ligowców. Notujemy 286 trafień i średnią meczową 2,383 (rok temu 2,257), niemniej to dopiero ósmy wynik w tym stuleciu, nie wspominając już o całej historii ligi (53. miejsce na 77 sezonów). 12 goli padło po strzałach samobójczych, 22 – po rzutach karnych, przy czym pięć prób było nieudanych. Jesienią ustrzelono dwa hat tricki, ich autorami są Marcin Robak i Dawid Nowak – odpowiednio 54. i 55. taki przypadek w tym stuleciu. Ustrzelono ponadto 22 dublety, najwięcej w przypadku Widzewa – cztery. Podsumowując bilans XXI wieku, czyli ostatnie 10 i pół sezonu, na polskich boiskach strzelono 5926 bramek (średnia 2,482), w tym 151 goli samobójczych, 457 z rzutów karnych (aż 156 prób nieudanych). Do tego dorobku dodać należy jeszcze 12 goli wynikających z walkowerów. Najskuteczniejszym atakiem dysponowały niespodziewanie Polonia Warszawa i Widzew Łódź (po 23 gole), na przeciwnym biegunie – Arka Gdynia (dziewięć). Indywidualnie, co już nie dziwi – weteran naszych boisk Tomasz Frankowski oraz odrodzony Andrzej Niedzielan dzielą fotel lidera ligowych strzelców z dorobkiem po osiem goli. Tuż za nimi napastnik beniaminka Widzewa Marcin Robak i dwie rewelacje ze wschodniego zaciągu: Łotysz Artjoms Rudnevs (Lech) i Litwin Darvydas Sernas, kolega klubowy Robaka. Popularny „Franek” konsekwentnie buduje swoją legendę i z dorobkiem 141 bramek zajmuje ósme miejsce na liście najskuteczniejszych strzelców polskiej ligi. Jego następny cel to legendarny Jan Liberda ze 145 golami. Cudzoziemska armada zdobyła łącznie 80 bramek, czyli 28% całego ligowego dorobku. Najbardziej bramkostrzelną kolejką była XIV, w której zdobyto 26 goli, najniższą liczbę 10 trafień zanotowano zaś w kolejce VIII. Zaledwie jeden mecz zakończył się zwycięstwem minimum pięcioma bramkami, to spotkanie Lech-Cracovia 5-0 (25. taki przypadek w tym stuleciu). Najwięcej goli w meczu padło w spotkaniach Widzew-Śląsk 5-2 i Wisła-Lechia 5-2 (odpowiednio 23. i 24. taki przypadek w stuleciu).

Orest ponownie w grze
Orest Lenczyk nie schodzi z ligowej areny. Kiedy wydawało się, że na jakiś czas odpocznie od trenerskiej pracy, wrócił po latach do Wrocławia, ze znakomitym skutkiem zastępując Ryszarda Tarasiewicza. Ligowy rekord wszech czasów to na dziś 513 spotkań i w dalszym ciągu będzie poprawiany.

Konsekwentnie w górę klasyfikacji pnie się Waldemar Fornalik z drugim dorobkiem po „mistrzu”. Jego 164 mecze w roli szkoleniowca to jednak prawdziwa przepaść i 28. miejsce w historii ligi. Cieszą powroty do ligi Czesława Michniewicza, Jana Urbana (choć właśnie zrezygnował z prowadzenia Polonii Bytom) i Pawła Janasa, szkoleniowców uznanych i z niemałymi osiągnięciami. Chwilowo z ligowej karuzeli wypadli Rafał Ulatowski, Ryszard Tarasiewicz i Jacek Zieliński, ale chyba nie na długo. Aż trzech trenerów w obrębie rundy pojawiło się w Cracovii, Lechu i Śląsku. W dwóch przypadkach mieliśmy sytuację karnego zesłania trenerów na trybuny (Zieliński i Skorża), również dwóch szkoleniowców zdążyło popracować w dwóch klubach (Bakero i Szatałow). Pojawiło się sześć nowych twarzy. Epizodycznie w roli chwilowych zastępców: Marcin Sadko, Ryszard Kuźma, Jacek Magiera, Paweł Barylski oraz już na kontrakt – Maciej Bartoszek i Robert Maaskant. Ten ostatni oraz Jose Maria Bakero i Jurij Szatałow to przedstawiciele zagranicznej myśli szkoleniowej. Ogółem pracowało 25 trenerów.

Nowe obiekty
Doczekaliśmy się wreszcie w naszej szarej rzeczywistości przełomu w oddawaniu nowiutkich obiektów. Jak miło było słuchać wcale nie kurtuazyjnych wypowiedzi zagranicznych dziennikarzy i działaczy na temat obiektów w Warszawie i Poznaniu. Właśnie stadion w Poznaniu, obiekt Cracovii, a także wreszcie ukończony w Lubinie stały się po obiekcie Korony następnymi w stu procentach zakończonymi inwestycjami. Na ukończeniu pozostają stadiony Legii i Wisły. Rezultat natychmiastowy, chyba nawet przewyższający oczekiwania. Już na półmetku rozgrywek przekroczono liczbę miliona widzów (1 010,5 tys.) co przełożyło się na średnią meczową 8.421! Ostatni raz wyższą notowano w sezonie 1988/89 – 8.500. Prawdziwy zwrot nastąpił w Warszawie, gdzie wreszcie przełamano impas na linii kibice – działacze. Efektem tego i oczywiście nowiutkiego obiektu jest supremacja w kraju i wyprzedzenie wielkich rywali – kibiców Lecha. Średnia 19.200 robi wrażenie. Rekord sezonu dzierży mecz Lech-Wisła – 23,8 tys., a ponadto jeszcze trzykrotnie przy Bułgarskiej i Łazienkowskiej audytorium oscylowało w tym przedziale.

Bytom fair play stoi
Sędziowie zaledwie 21 razy usuwali piłkarzy z boiska, pokazując średnio 0,175 kartki na mecz. Z kartkami żółtymi było już trochę gorzej, ale i tak nieźle. Pokazano ich 488, czyli 4,067 na mecz, mniej było tylko w sezonach 09/10, 08/09 i 03/04. Podobnie jak w zeszłym sezonie, najczyściej grającym zespołem była bytomska Polonia, która została ukarana 22 razy „na żółto”, unikając „czerwieni”. Jeszcze tylko Lechia uniknęła czerwonej kary, zaś najczęściej w ten sposób karano Arkę (trzy razy), piłkarze Legii natomiast najczęściej oglądali kolor żółty (40).

Opracowali: Sebastian Czapliński, Bogdan Przybyło, MB, LeD

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 24962
Tak

20799
83%
Nie

4163
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |Odszkodowania Wodzisław Śląski | liny nierdzewne | dom opieki Gliwice | Camlock couplings | gabinet terapii Cieszyn
Zespół muzyczny Strzelce Opolskie | cyklinowanie Błonie | dietary supplements manufacturers europe | badanie do prawo jazdy Wodzisław Śląski | zakupy ze stylistą śląsk