KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 22 wrzesień 2021
E-WYDANIE
OGNISKO POLSKIE
* OGNISKO NASZE TO WIĘCEJ NIŻ KLUB…
* DAJMY SZANSĘ OGNISKU
* BITWA O OGNISKO
* FROM VICTORIOUS OGNISKO BACK TO…
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
REWERS
FAWLEY COURT
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Historia spleciona czołgiem
2021.08.11 / Robert A. Gajdziński
TAGI:
Share |
– Trzynasty sierpnia to najgorszy dzień Powstania dla mnie – wspomina warszawianka, Hanna Kępińska, sanitariuszka znana pod pseudonimem „143” – Wtedy wybuchł ten niemiecki czołg czy coś co go przypominało. Stacjonowała z batalionem w kamienicy na wąskiej uliczce Kilińskiego 1/3. Chłopcy „zdobyli” czołg, porzucony przez Niemców na placu Zamkowym. Triumfalnie przejechali przez Starówkę pod kwaterę batalionu. Po drodze przyłączali się inni Powstańcy i ludność cywilna. Dzieci wskakiwały na czołg tryumfując rozradowane. Pamięta dokładnie każdy szczegół tej tragedii, bo gotowała w tym czasie zupę dla batalionu w podwórzu.

Nagle wpada jej koleżanka, też Hanka i krzyczy podniecona: „Patrz, zdobyliśmy czołg! Zostaw zupę i chodź! Przyłącz się do nas!” – i pobiegła za przejeżdżającym obok kamienicy oblepionym tłumem ludzi pojazdem. Pani Hania nie chciała jednak zostawiać smakowicie pachnącego kotła wypełnionego zdobytymi płatkami ziemniaczanymi i parówkami, które powstańcy zdobyli w Wytwórni Papierów Wartościowych. Poza tym bała się, że zupa może się przypalić a chłopcy przyjdą zaraz wygłodzeni, więc została by dobrze ją wymieszać. Nigdy więcej nie zobaczyła swojej imienniczki żywej. Nagle usłyszała olbrzymi huk, aż cała kamienica zatrzęsła się w posadach. Pech chciał, że czołg wybuchł akurat obok powstańczego składu butelek wypełnionych benzyną. Ledwo udało jej się uciec z podwórka do jakiegoś mieszkania, bo ogień palił już bramę.

Gdy wreszcie wydostała się przez okno jednego z mieszkań na ulicę wpadła po kostki w coś strasznego, nie do opisania. Szczątki ludzkie wymieszane z tynkiem, kawałkami metalu i czerwonym błotem. W obłędzie, biegała po wąskiej uliczce szukając swojej przyjaciółki, która przed chwilą namawiała ją na przyłączenie się do fetowania zwycięstwa.

– Gdy zamykam oczy, widzę wszystko dokładnie ze szczegółami – wspomina pani Hanna siedząc w swoim ulubionym fotelu w domu na Wimbledonie w spokojnej parkowej dzielnicy południowo-zachodniego Londynu. Wokół cisza i spokój. Lubi swój dom z niewielkim ogródkiem w którym mieszka od 40 lat. Nic już więcej nie pamięta z tego dnia. To był tak silny wstrząs psychiczny, że wymazał z pamięci to, co robiła później.

Marzena Szejbal, od kilku lat prezes koła AK w Londynie i najstarszy powstaniec opowiada jak któregoś dnia szła po siostrę do szpitala polowego na Kilińskiego i gdy już dochodziła do drzwi, usłyszała potężny wybuch. Wszędzie naokoło krzyki przerażenia. Zachlapana krwią, brnąc przez kawałki ludzkich ciał, dotarła do drzwi. To był wybuch czołgu, wyładowanego materiałami wybuchowymi. Tak krzyżowały się też losy Powstańców. Nie znające się i nie wiedzące nic o sobie kobiety stały obok siebie przerażone w kompletnej ciszy po kostki w mazi szczątek ludzkich, krwi, błota i metalu. Dopiero po latach, poznały się w londyńskim oddziale AK i okazało się, że ich wspólni znajomi zginęli biegając rozradowani wokół czołgu. Ani pani Hania ani pani Marzena nie pamiętają że był to, jak okazało się po latach badań, wóz pancerny. Nie widziały go ale okropne skutki wybuchu wryły się w ich pamięć na resztę życia. Wszyscy mówili o czołgu, więc tak to zapamiętały.

Pani Marzena Szejbal pamięta jak dziś straszny pośpiech, awantury i przepychania przy włazie do kanału, gdy Niemcy już im prawie siedzieli na karku. Kilku powstańców by rozładować napięcie, zdecydowało się przeprowadzić część ludzi mniejszym kanałem, bo zapadał już zmrok, było koło dwudziestej. Przeszli do włazu koło więzienia. Jedna z dziewczyn, korpulentna, nie wiedząc, że studnia jest dosyć głęboka, skoczyła. Prosto na kolegę, który akurat schodził włazem.

– Tylko część z nas zdążyła wejść do kanału – wspomina ze smutkiem – Reszta wpadła w ręce Niemców i niestety… – zamyślona ze smutkiem przypomina sobie szczegóły siedząc za biurkiem w londyńskim oddziale AK w polskim klubie POSK. Zanim w pośpiechu wyciągniętego poturbowanego kolegę i dziewczynę, minęło sporo czasu i tylko kilkudziesięciu pierwszych szczęściarzy zobaczyło czyste spokojne niebo Ochoty. Reszta trafiła do obozów koncentracyjnych. Rannych Niemcy dobijali na miejscu.

Pamięta, jak przestraszona utknęła z innymi w brudnym, śmierdzącym kanale, gdzie wśród ścieków spływały jakby rozłożone kawałki ciał. Wpadła w panikę, jednak wszyscy musieli zachować ciszę. Przecież Niemcy mogli nadsłuchiwać przy kolejnych studniach i wrzucić granaty czy wlać benzyną i podpalić, jak to często robili. Niektórzy wpadali w histerię, pamięta jak chłopak szlochał, że on nie chce tu zginąć w kanale, że woli wyjść i poddać się Niemcom.

– Gdy wreszcie Powstanie się zakończyło – wspomina Hanna Kamińska – miałam wybór pójść jako cywil do obozu w Pruszkowie albo jako żołnierz do obozu w Ożarowie. Według niej dowództwo nie chciało się poddać do czasu aż okupant uzna ich za żołnierzy, a nie za bandytów, których Niemcy obiecywali rozstrzelać, jak tylko zakończy się Powstanie. W końcu brytyjski parlament uznał wszystkich z AK za walczących żołnierzy.

Pani Hanna wspomina, jak razem z matką i siostrami zastanawiały się czy pójść z wojskiem czy cywilami. Niemcy dali gwarancje, cokolwiek ta gwarancja była warta, że wszyscy żołnierze pojadą do obozów wojskowych w głąb Rzeszy. Cywile natomiast… zostaną puszczeni do domów. Problem rozwiązał ich przyjaciel porucznik, służący przy boku gen. Bora-Komorowskiego, który nakazał im iść z wojskiem, bo wszystko na to wskazuje, że cywile zostaną wysłani do obozów zagłady. I rzeczywiście, po trzech dniach pobytu w Ożarowie, pojechały do obozu koło Hanoweru.

Przeważali tam mężczyźni, więc jak przyjechał transport kobiet, ich barak został otoczony drutem kolczastym, na którym wprost wisieli – jak wspomina – żołnierze, głównie z Francji, Anglii i Polski spragnieni kontaktu z kobietami. Pamięta dokładnie pierwszy prysznic w obozie, gdy nagie stały pod prysznicami w wielkim baraku, którego jedną ścianę zajmowały wielkie okna.

– Nagle zrobiło się ciemno jak w nocy – śmieje się pani Hanna. – Setki wygłodzonych żołnierzy z nosami przyklejonymi do szyb, jeden na drugim stali. Jej było wszystko jedno. Była zmęczona a to był pierwszy ciepły prysznic od wielu dni.

Każda z moich rozmówczyń starała się ułożyć sobie życie w nowym, obcym kraju wyspiarzy raczej nieufnych przybyszom i zamkniętych w sobie. Imając się różnych gorszych i lepszych zajęć trafiały w końcu do Londynu, wychodziły za mąż i razem dorabiali się domów z ogródkiem, ulokowanych na spokojnych, cichych uliczkach, oddalonych od miejskich arterii.

– Gdy przyjechałam do Anglii wszystko było obce, szare i niezrozumiałe – wspomina Hanna Kępińska. Nie znała języka i dokuczał jej wilgotny klimat wyspy. Na szczęście jej chłopak całą wojnę służył w Szkocji i szybko wprowadził ją w angielski styl życia. Na początku wydzierżawili farmę na której wytrzymali dwa lata. Wynieśli się do Londynu, szukać swojego miejsca. Pani Hanna imała się różnych zajęć, jednak najbardziej dochodowe okazało się łapanie oczek w pończochach, które po wojnie były na wagę złota. To był bardzo dochodowy domowy biznes, także szybko kupili swój pierwszy dom. Potem pracowali w polskiej agencji podróży „Tazab Travel” , którą odziedziczyli po śmierci właściciela. Dopiero w 1997 roku przeszła na emeryturę. Londyn z pierwszych dni pamięta jako miasto ponure, szare, zamglone i purytańskie, gdzie nic nie można było dostać w niedzielę, a mieszkańcy nieufni i podejrzliwi. W odwiedziny do siostry i matki w Polsce mogła pojechać dopiero w 1960 roku, po otrzymaniu brytyjskiego obywatelstwa. – Szara smętna, smutna Polska lat sześćdziesiątych – wspomina. Wszędzie plakaty jak wspaniały i piękny jest socjalizm Gomułki. Doskonale pamięta stołówkę, czy może bar mleczny, na granicy w Słubicach z cynowymi łyżkami zabezpieczonymi przed kradzieżą łańcuchem. Jej kuzynka rozpłakała się wtedy. Ale zupa pomidorowa była pyszna, prawdziwy raj kulinarny po angielskiej kuchni.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 39659
Tak

30254
76%
Nie

9405
24%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |Kancelaria adwokacka Wodzisław Śląski | blachowkręty nierdzewne | gazy techniczne Pszów | pellet Żory | suplementy diety produkcja Omega
dietetyk wodzisław | wkręty nierdzewne | matedukacja | pierścienie nierdzewne | stylistka katowice